Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sny. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2015

ŚMIERĆ JAKO DORADCA

Śmierć jako doradca i sprzymierzeniec

(motyw śmierci jako doradcy poruszałem niedawno w poście z 28 lutego, tym razem inspiracje z ważnej dla mnie książki Arnolda Mindell'a "The Shaman's Body" /1993/ w moim przekładzie):

Są takie chwile, kiedy chcesz umrzeć. Pewnego dnia każde z nas umrze. Oddzielanie się od starej tożsamości, systemu lub związku jest jak umieranie. Dopiero po jednej z takich separacji zorientowałem się, że umarłem. Ponieważ jestem niezmiernie uparty, zabijanie mnie trwało długo i umierałem w bólach oraz w nieświadomości. Później zastanawiałem się i uświadamiałem sobie co się wydarzyło, byłem jak duch zmarłego, do którego dopiero wówczas dociera, co się z nim dzieje, gdy już opuszcza ciało.
Są łatwiejsze sposoby. Jeżeli dasz im szansę, to fantazje o śmierci wymażą twoją historię osobistą: rodzaj wykonywanej pracy, oczekiwania żywione wobec siebie oraz przewidywalne i zużyte wzorce postępowanie względem innych. Zgodnie z buddyjskim rytuałem, każdego dnia powinieneś medytować nad śmiercią. Wielu nauczycieli zgadza się co do tego, że śmierć jest jedynym, mądrym doradcą.

niedziela, 15 marca 2015

Sen o Adelaide

Miałem taki sen:

Jedziemy z rodziną samochodem oglądać domy (do kupienia) – pokazuję palcem duże usypane wzgórze o podstawie prostokąta – patrz, mówię, to wysypisko śmieci. Jest zielono (soczysta zieleń wiosny) i sama góra śmieci także jest pokryta trawą.
Potem znajdujemy się w Adelaide, w Australii. Pośród domków jednorodzinnych widzimy zaniedbany, opuszczony dom. Ktoś mówi – o ten dom jest do zasiedlenia, niedawno ktoś go opuścił (w domyśle można go squotować)
Dom jest kwadratowy w podstawie, z wysokim parterem , pod nim podpiwniczenie, dach kopertowy.
Obserwujemy dom i ogród i zastanawiamy się nad wprowadzeniem tam.
------------------------------------------

W dniu przed snem pracowałem z ciałem – rozciągałem się zwracając szczególną uwagę na strukturę i ograniczenia w obszarze powięzi – to mało jeszcze znany obszar, gdzie nerwy czuciowe nie bardzo funkcjonują, a jednocześnie bardzo mocno kształtuje nasze ciało. Pierwsza zwróciła na to uwagę Ida Rolf (Rolfing), ale w ostatnich latach pracuje w tym zakresie coraz więcej ludzi (świadomość wagi tego wzrasta) włącznie z biegaczami amatorami.

czwartek, 7 stycznia 2010

WALKA ZE SPRZYMIERZEŃCEM - NASZYM STRACHEM

Jeden z pierwszych autorów piszących horrory, H. P. Lovecraft, stwierdził na początku XX w, że najstarszą i najsilniejszą emocją człowieka jest strach. A najstarszym i najsilniejszym z lęków jest obawa przed nieznanym... .

Skyrim Will Include the Ability to Summon a Dragon Ally
Producenci gier (także filmowcy czy autorzy powieści np. "Ziemiomorze" Ursuli le Guin) często korzystają z archetypowych obrazów smoków oraz wątku walki bohatera ze smokiem - ilustracja z gry "Elder Scrolls V: Skyrim"


Strach towarzyszy nam od urodzenia. Dzięki tej emocji możemy całkiem skutecznie chronić się przed licznymi niebezpieczeństwami. Jednak z biegiem lat, chociaż jesteśmy już dorosłe, bywa, że strach nadal kieruje naszymi poczynaniami tak samo, jak w dzieciństwie. W niezauważalny i subtelny sposób ta najsilniejsza z emocji może sterować całym naszym życiem i postępowaniem. Im dłużej jesteśmy pod jej wpływem, tym bardziej stajemy się zamknięte i niewrażliwe na inne, ożywcze podpowiedzi płynące z głębi duszy. Życie wielkiej liczby osób ukierunkowane jest głównie na to, żeby się nie bać. Ludzie robią to na różne sposoby: unikają sytuacji nieprzyjemnych i nie chcianych, znieczulają się lekarstwami, alkoholem, muzyką czy innymi rodzajami głośnej rozrywki lub "przerzuca" ich na drugą stronę, po czym wykazują nierozsądną brawurę „przełamując” strach.

Innym rodzajem strachu - najczęściej powiązanym ze wstydem - jest niemożność przyznania się do tego, że coś większego, wspanialszego chce się przejawić poprzez nas w świecie! Że celem życia nie jest „szczęście” opisywane przez popularne tygodniki, ale odkrycie znaczenia i sensu życia - własnej najgłębszej realizacji, w tym tego, co zwie się "po-wołaniem".
Strach często wiąże się z Cieniem i podobnie jak sam Cień ma dwa oblicza:
 -- to co się wydaje nam najgorsze, najpotworniejsze oraz to,
--  co najwspanialsze ...

O tym, że jesteśmy czymś więcej niż nam się wydaje, choć boimy się do tego przyznać, pisała Marianne Williamson w książce „A Return to Love” (Pierwsze wydanie: 1992):


„Nasz najgłębiej zakorzeniony strach nie rodzi się z poczucia, że coś z nami jest „nie w porządku”. Najbardziej boimy się własnej, niezmierzonej siły. Najbardziej lękamy się własnego światła, a nie ciemności. Zadajemy sobie pytania: czy to możliwe, żebym był/a tak błyskotliwa/y, piękna, utalentowana i bajeczna?
A przecież taki/a właśnie jesteś!
Jesteś 
dzieckiem Bożym.
 Pomniejszanie siebie, w żaden sposób nie służy światu. Nie ma nic cudownego w tym, że kurczymy się, aby inni w naszym otoczeniu nie czuli się zaniepokojeni. 
Urodziliśmy się, aby manifestować obecną w nas bożą chwałę. 
Ta jakość nie jest własnością wybrańców; jest częścią każdej (i każdego) z nas.
 Kiedy pozwalamy na to, żeby rozbłysło nasze wewnętrzne światło, to nieświadomie dajemy innym ludziom przyzwolenie, by również tak czynili.
Kiedy uwalniamy się od strachu, to sama nasza obecność automatycznie wyzwala (od strachu) innych."

wtorek, 5 stycznia 2010

MIT ŻYCIA A SYMPTOMY CHRONICZNE

Poniżej fragment wywiadu przeprowadzonego z Dr. Stephen Schuitevoerder'em - terapeutą psychologii zorientowanej na proces, mieszkającego w Stanach.


Interviewer: Can you say something about the relationship between chronic body symptoms and life myths?

S: The relationship between chronic body symptoms and life myths is quite profound for me. Some of the depth analysts in Freudian and Jungian psychology found that repetitive childhood dreams and nightmares reflect a deep psychological process which tends to run through a long period of our lives. We could describe this as a life myth process that happens in significant childhood dreams, which result in us having some issues which we work with over a long period of time. The parallel in the body is the dreaming of the body around specific chronic, long-term symptoms. When these long term symptoms are explored they often reflect this mythical process. Unfolding this is incredibly exciting and provides untold richness for so many people. The wisdom of the body is actually quite remarkable.

przekład:

(pytający): Czy możesz powiedzieć coś na temat związków pomiędzy przewlekłymi, chronicznymi objawami związanymi z ciałem (jak choroby, itp.,) a mitem życiowym?

S: Związek między przewlekłymi symptomami ciała a życiowymi mitami jest dla mnie bardzo głęboki. Niektórzy analitycy głębi wywodzący się z psychologii Freuda i Junga odkryli, że powtarzające się dziecięce sny oraz koszmary odzwierciedlają głęboki proces psychologiczny, który dąży do aktualizacji w dłuższym okresie naszego życia. Moglibyśmy to opisać jako proces mitu życiowego, który wydarza się w znaczących dziecięcych snach, co w efekcie owocuje tym, że pojawiają się problemy, nad którymi pracujemy przez dłuższy okres czasu. Jeżeli chodzi o odpowiednik na poziomie ciała, to śni ono stwarzając określone, przewlekłe, długo utrzymujące się objawy. Kiedy zaczniemy pracować z tymi symptomami, to okazuje się, że często odzwierciedlają one omawiany, mityczny proces. Rozwijanie i odkrywanie tego aspektu jest niezwykle ekscytujące i stanowi niezmierzone bogactwo dla bardzo wielu ludzi. Mądrość ciała jest w istocie bardzo imponująca.

niedziela, 3 stycznia 2010

JOGA A PSYCHOLOGIA ZORIENTOWANA NA PROCES

Ostatnio zastanawiałem się nad współpracą z pewną szkoła jogi, gdzie mógłbym włączać elementy pracy z ruchem, z propriocepcją oraz generalnie pracy nad samym/samą sobą metodami pracy z procesem i ku swemu zdziwieniu a dokładniej mówiąc miłemu zaskoczeniu znalazłem na stronach Centrum Jogi Adama Bielewicza cytaty z książki Arnolda Mindella 'Praca nad samym sobą'.

Książka pochodzi z 2 okresów pracy autora przedzielonych kilkoma latami. Pierwsza część to początek lat osiemdziesiątych XXw. Wówczas Arny był w związku z Barbarą Croci. Barbara jest psychoterapeutką POP ze Szwajcarii, ponadto od lat 70 XXw uczy jogi ( praktykuje również Watsu), a także bywa częstym gościem na odosobnieniach w Plum Village prowadzonych przez słynnego, wietnamskiego mistrza Zen Thich Nhat Hahna.
To właśnie Barbara uczyła Arniego jogi, prawidłowych asan, wzmacniania doznań oraz medytacji Zen. Razem doszli do wniosku, że joga powstała z powolnego Ruchu Autentycznego zorientowanego na Proces i stworzyli podwaliny koncepcji Jogi Zorientowanej na Proces, której między innymi uczy mieszkająca w Paryżu Evelyn Figuerora .


Psychologia zorientowana na proces a joga

Arnold Mindell

Typy fizycznego ciała

Podczas jednego z prowadzonych przeze mnie seminariów medytacyjnych pracowałem z pewnym mężczyzną, który bezskutecznie próbował walczyć ze swoją nadwaga. W trakcie pracy, wzmacniając ruch swojego ciała zaczął się wolno poruszać. Jego ciało wykonało asanę 'świeca' (położył się na plecach i podniósł nogi, ścisnął biodra rękami, a łokcie ułożył płasko na podłodze aż nogi ustawiły się zupełnie pionowo). Następnie przeszedł do wykonywania asany 'pług' (zob. ryc. 5a i 5b, na których sławny nauczyciel hatha-jogi BKS Iyengar demonstruje te pozycje ciała).




Żołądek przeszkadzał mu, gdy próbował przerzucić nogi za siebie na podłogę, jednak jego ciało domagało się przyjęcia takiej pozycji! Ciężar ciała powodował, że prawie nie był w stanie oddychać. Pozostał jednak w tej pozycji wzmacniając w ten sposób proprioceptywne doświadczenie aż do chwili, gdy nie mógł dłużej tak wytrzymać. W tamtym momencie pojawiła mu się wizja. Zmiana kanałów następuje automatycznie, gdy wzmacniamy nasze doznania tak bardzo, jak to jest tylko możliwe, w tym wypadku propriocepcja przeszłą w wizualizację. Mężczyzna ujrzał w swojej wizji reklamę Michelin`a - potężnego mężczyznę stojącego pod oponą. Powiedział, że opona jest miękka od zewnątrz ale w środku posiada żelazną strukturę. Waga ciała była mu wyraźnie potrzebna, aby pomóc mu w uświadomieniu sobie, że to on sam jest taką właśnie oponą Michelin`a, miękką na zewnątrz, lecz twarda w środku.
Był zadziwiony swoją wizją, gdyż wydawało mu się, że jest słaby. Wyobrażam sobie, że ten mężczyzna był zdolny do przejawienia poprzez siebie tej szczególnej części świata, tego jego aspektu, który przemawia w sposób delikatny, lecz wewnątrz siebie ma żelazna strukturę mądrości. Ciało tego mężczyzny niesie w sobie dokładnie to, czego on sam potrzebuje. Dieta, czy zaplanowane ćwiczenia fizyczne tu nie wystarczą, bowiem potrzebuje on świadomości swej wewnętrznej siły.

Podczas innego seminarium medytacyjnego bardzo wysoki mężczyzna pracował ze swoją tendencją do poruszania się w trakcie medytacji. Wzmocnił swoje ruchy i szybko odkrył, że prowadzą go one do do wyobrażenia siebie jako giganta. Kiedy zaczął podnosić się z pozycji siedzącej miał wizję, w której zobaczył siebie stojącego wysoko ponad światem, wznoszącego się ponad swoją matką. Matka, jak opowiadał dalej, nie pozwalała mu rozwijać się i powstrzymywała jego doświadczenia związane z miłością. Ten mężczyzna potrzebował wysokiego wzrostu, żeby przewyższyć swoją matkę oraz inne moce wewnętrzne i zewnętrzne wobec niego, które nie chciały dopuścić do tego, aby mógł kochać. Kiedy tak dalej poruszał się , nagle w naturalny i spontaniczny sposób przyjął pozycję ciała, która w jodze nosi nazwę 'góra' (zob. ryc.6).
Ciało każdego z nas jest czymś bardzo szczególnym, jak widzimy to na podstawie omawianych przykładów, a wzięcie swego ciała w pełne posiadanie, stawanie się tym, co w nim wyczuwamy jest zadaniem, które mamy do spełnienia na tym świecie.

Ruch

Zalecam, abyście po trwającej pół godziny medytacji bez ruchu i z zamkniętymi oczami zbadali następnie swoją kinestezję, kanał ruchowy. Ruch może być związany z doznaniami występującymi w innych kanałach lub też można go doświadczyć w sposób całkowicie samoistny. Niektórzy tancerze, osoby najbardziej uzdolnione ruchowo, często nic nie czują, nic nie widzą ani nie słyszą lecz jedynie podążają za swoim zmysłem ruchu.

Aby dowiedzieć się czegoś o ruchu zacznijcie od medytacji nad swoimi uczuciami, nad tym, co widzicie i słyszycie, tak jak to czyniliście do tej pory, a potem wzmocnijcie te doznania. Spróbujcie następnie wychwycić i podążyć za drobnymi tendencjami do wykonania jakiegos ruchu. Zacznijcie ruszać się powoli. Jeżeli siedzicie w pozycji lotosu, możecie odkryć, że kiwacie się do przodu i do tyłu. Zauważcie swą potrzebę do pochylania się i odchylania się, co jest związane ze zmniejszeniem napięcia mięśni pleców. Zwróćcie uwagę na to, co dzieje się w waszej szyi, szczękach oraz wewnątrz ust. Zaobserwujcie jakie ruchy mają miejsce w waszym gardle, gdy kołyszecie się na boki. Jeżeli zorientujecie się, że macie ochotę wstać, zróbcie to, ale w taki sposób, aby stało się to najbardziej fascynującą rzeczą jaką kiedykolwiek w życiu robiliście. Zbadajcie i prześledźcie każdy swój ruch. Zauważcie jak skrzypią wam stawy, odkryjcie ich istnienie! Zbadajcie mechanikę ruchów, ścięgna, mięśnie wewnętrzne, a nawet doświadczenia wewnątrz jamy brzusznej, które pomagają w wykonaniu ruchu. Jeżeli będziecie poruszać się naprawdę wolno, zajmie wam to mnóstwo czasu i pracy, nawet gdy będzie to ruch o centymetr w jakimkolwiek kierunku. Ten typ poruszania się należy całkowicie do obszaru odmiennych stanów świadomości. Cieszcie się nim. Jeżeli wstajecie obserwujcie, co się wtedy dzieje. Wstańcie i wyprostujcie się. Spróbujcie stanąć najpierw na jednej, potem na drugiej nodze. Która z nich jest bardziej obciążona ciężarem ciała, gdy stoicie na obu nogach? Czy może wolno przestępujecie z nogi na nogę? Czy zaczynacie chodzić? Jeżeli tak właśnie się przydarza, to zauważcie, co dzieje się w waszych stopach, obserwujcie ich mięśnie i kości.

Joga i ruch

Ten rodzaj medytacji związanej z wolnym ruchem poszerza jogę, jest początkiem hatha-jogi. Pozycje ciała, od których rozpoczynacie swój ruch, do których ten ruch zmierza lub w których zamiera, są prawie zawsze klasycznymi asanami. Bardzo prawdopodobne jest, że hatha-joga rozwinęła się z medytacji związanej z wolnym ruchem. Jogini zaczęli poruszać się i odkryli, że ich ciała potrzebowały, z jakichś powodów, przyjmować określone pozycje. Nazwy asan jogi: 'kot', 'kobra', 'łuk' itp. Wskazują w jaki sposób te pozycje ciała odpowiadają określonym uczuciom i wyobrażeniom.

Wzmacnianie ruchów i odczuć cielesnych, kinestezji i propriocepcji, wytwarza pewnego rodzaju archaiczną, czy też pierwotną formę jogi, jogę zorientowaną na proces. Moglibyśmy ją również nazwać introwertywną pracą z ciałem albo też pracą z procesem. Polega ona na przyzwoleniu, aby nasze ciała 'śniły'. Wzmacniaj swoje ruchy i podążaj za nimi tak daleko, jak pragną cię poprowadzić, a także patrz, co dzieje się w tobie, gdy to robisz.


Zmiany kanałów


Na granicy, do której doprowadzą cię twoje ruchy, na fizycznym progu możliwości twojego ciała, dzieją się procesy wtórne i twoje sny, tam tez spotkasz swoje śniące ciało. Spróbuj doprowadzić swoje ruchy do ich krańca i zbadaj swoje progi, ograniczenia własnego ciała. Postępuj jednak w sposób bardzo delikatny zbliżając się do granic swoich fizycznych możliwości, ponieważ możliwe jest, że naciągniesz mięśnie, z czego zdasz sobie sprawę dopiero później. Celem tej pracy nie jest dokonanie fizycznego wyczynu, lecz odkrycie tego, kim jesteś. Medytuj, ale nie popychaj się zbyt szybko w stronę progu. Ostrożnie zbliżaj się do granicy swoich fizycznych możliwości, a następnie staraj się utrzymać ciało w tej pozycji.

W takim momencie zmiana kanału wydarzającego się doświadczenia da ci pełniejszą informację o procesie, w którym jesteś kinestetycznie pogrążony. Spróbuj wykonać następujący eksperyment. Zapytaj siebie, jaki obraz jest związany z doznaniem, które odczuwasz. Wizja, która w wyniku tego powstanie, jest twoim biologicznym snem, pozycją wyrażającą twoją moc w danej chwili.

Ruch niesie w sobie wiele procesów i informacji. Nie rób z niego niewłaściwego użytku programując go lub pozwalając, aby się jedynie wydarzał. Próbuj wychwytywać te ruchy, które przydarzają ci się spontanicznie, wzmacniaj je, doprowadzaj aż do końca, a następnie zmieniaj kanały, aby poszerzyć świadomość tego, co robi twoje ciało.

Moje ciało

Nie jestem bardzo elastyczny w fizycznym znaczeniu tego słowa. Ostatnio, gdy praktykowałem jogę odkryłem, że nienawidzę pozycji 'łuk', to znaczy odginania się do tyłu i chwytania się za kostki stóp w trakcie leżenia na brzuchu. Jak ja nie cierpię tej pozycji! Przytrzymywałem się za kostki stóp tak długo, jak mogłem, walcząc ze sobą wszelkimi siłami, i nagle, buch, zmienił mi się kanał na wizualny i zobaczyłem obraz. I co to było? Żelazny Jan, postać z baśni! Ujrzałem zaniedbany aspekt, cień zachodniej cywilizacji, dzikiego człowieka z lasu o prostej, szorstkiej i nieokrzesanej osobowości, archetyp pierwotnego człowieka odrzucony przez nowoczesna cywilizację. Na granicy mojego fizycznego ruchu pojawiła się wizja nieucywilizowanego faceta, żelaznego mężczyzny, który nie podda się, nie ulegnie, lecz zawzięcie będzie walczył, aby zachować siebie. Taka właśnie informacja zawarta była w moich sztywnych mięśniach, takie było znaczenie mojego braku elastyczności.



Arnold Mindell, twórca Psychologii Zorientowanej na Proces
'Praca nad samym sobą' przekład: Tomasz Teodorczyk Nuit Magiue, Warszawa 1995

środa, 23 grudnia 2009

o NLP słów kilka...

Poniżej wkleiłem fragment refleksji wywołanych pytaniem "na sieci"


mam robercie pytanie o Twoje zdanie o NLP,
(...)
"zawsze podejmujesz najlepszą możliwą decyzję" czy to bliskie tego co
rozumiesz pisząc o TAO i ustawianiu, bo w moim rozumieniu tak
powiedziałbym, każdy człowiek ma już te zasoby, wszystkie zasoby jakie
sa mu potrzebne a rolą trenera, coacha, terapeuty, szamana, mistrza jest
pomóc mu je zrealizować, wydobyć."

(...)

>>Hmm. Nie takie to proste jakby się mogło zdawać... "zawsze podejmujesz
>>najlepszą możliwą decyzję" --- jest sensowne pod warunkiem, że dodasz, :
"ze zbioru dotychczas (i mniej więcej) ci znanych na poziomie świadomym"

niedziela, 20 grudnia 2009

CZYM JEST PSYCHOLOGIA ZORIENTOWANA NA PROCES

Z Arnoldem Mindellem Londyn 2008


Główne motto podejścia do terapii (a także do wszelkich pozostałych zagadnień) w ujęciu Psychologi Zorientowanej na Proces (w skrócie POP) brzmi:

"To co się wydarza jest właściwe i powinno uzyskać wsparcie. Określone zdarzenie (problem) wygląda na złe lub na niewłaściwe tylko wówczas, gdy nie rozumiemy dostatecznie kontekstu danego zjawiska czy zdarzenia." (Joe Goodbread)

Tradycja i historia

Psychologia zorientowana na proces to twórcze rozwinięcie myśli C.G. Junga dokonane przez fizyka, psychoterapeutę i analityka jungowskiego Arnolda Mindella. Mindell, praktykując terapię w Zurichu na początku lat siedemdziesiątych XX w. zauważył, że symptomy cielesne są somatycznym odpowiednikiem snów. Dało to początek kolejnym odkryciom Mindella, które wykazały, że sen z ostatniej nocy może być obecny w ciele pod postacią symptomów cielesnych, w nieintencjonalnych ruchach, wydawanych głosach, wizjach, w relacjach z innymi ludźmi oraz w synchronicznościach.

Powyższą wielowymiarowość snów dostrzegał już Jung oraz inni analitycy jungowscy, jednak dopiero Mindell wraz z kolegami i koleżankami podjął się systematycznych badań na tym polu i sformułował teorię "śniącego ciała";. Ponieważ paradygmat myśli jungowskiej był zbyt ciasny dla odkryć Mindella, w początkach lat osiemdziesiątych zostało założone Research Society for Process Oriented Psychology z siedzibą w Zurichu. Napisane przez Mindella książki, spektakularne osiągnięcia na polu terapii oraz prowadzone na całym świecie seminaria przyniosły sławę twórcy tej dziedziny psychologii, a także spopularyzowały POP.

Dzisiaj terapeutów POP oraz ośrodki szkoleniowe tej szkoły terapeutycznej można spotkać na całym świecie. Psychologia Zorientowana na Proces jest w wielu krajach uznana oficjalnie za równoprawną dziedzinę psychologii na równi z jej "matką" analizą głębi Junga, psychoanalizą Freuda, Gestaltem, czy innymi i znajduje zastosowanie w coraz to nowych dziedzinach życia.

POP, podobnie jak psychologia analityczna Junga sięga do tradycji alchemii oraz mądrości Wschodu, a także do najnowszych odkryć fizyki kwantowej i cybernetyki, nie pomijając terapeutycznych osiągnięć licznych szkół współczesnej psychologii. Przejawianie się tego samego snu, który jest pewnym rodzajem informacji czy przekazu w zróżnicowanej formie (a przy zachowanej treści) i w różnych kanałach informacyjnych, jest naoczną realizacją alchemicznej idei Unus Mundus na którą tak często powoływał się C.G. Jung.

Psychologia Zorientowana na Proces ma za sobą 30 lat doświadczeń, a w Polsce już ponad 15. Wyrastając z psychologii C. G. Junga oraz z amerykańskiego pragmatyzmu cechującego jej twórcę Arnolda Mindella, który -- co niezwykle istotne -- jest z wykształcenia fizykiem (ukończył MIT), analitykiem jungowskim oraz doktorem psychologii. Wykształcenie fizyka zadecydowało o tym, że zdaniem Mindella stosowana metoda psychologiczna powinna być skuteczna tak w przypadku jednostek, jak i rodzin oraz większych społeczności i organizacji. W fizyce teorie, które sprawdzają się jedynie w wybranych i nielicznych obszarach rzeczywistości zostają odłożone do lamusa. Obecnie tylko nieliczne metody psychologiczne spełniają postulat zastosowania uniwersalnego, zaś nie wypełnienie tego postulatu może obrazować niedoskonałość lub niepełną przydatność danej metody. Ogromna liczba teorii i szkół psychologicznych wskazuje na to, że większość podejść zajmuje się jedynie wydzielonym i ściśle określonym obszarem bądź zagadnieniem. Podobne zjawisko obserwujemy zresztą we współczesnej medycynie.

Dlaczego „zorientowana na proces”?

W Psychologii Zorientowanej na Proces (dalej POP) proces rozumie się jako:

"jawny i ukryty, nieustanny przepływ informacji (tak w jednostce jak i w organizacji) postrzegany przez obserwatora"

W dobie nieustannych zmian, pewności, że nic nie jest trwałe i wieczne, ujęcie procesowe, okazuje się wielokrotnie trafniejsze od podejść zorientowanych na określony, zdiagnozowany cel lub stan (nawet jeśli nazwać je sukcesem). TO co wydaje się celem i sukcesem w określonym kontekście, w innym miejscu i czasie niekoniecznie nim jest.
Kolejnym, bodaj najważniejszym elementem jest PODMIOTOWOŚĆ doświadczenia klienta. Tylko on lub ona wie co jest dla niej/niego najlepszym rozwiązaniem. Dlatego terapeut(k)a pracy z procesem (POP) nazywany jest także „facylitatorem” (od facile czyli ułatwiać) – czyli tym, kto ułatwia przepływ naturalnych procesów.

Wspaniałym cytatem jest fragment opisu A. Mindella przytaczany przez moich przyjaciół Filipa i Ewę z "Integry":


Mądrość Śniącego Ciała
Psychoterapia POP
psychoterapia psychologia zorientowana na proces

Jeżeli usunie się granice, które przerywają komunikację, i pójdzie za procesem, wówczas oddzielone od siebie części spontanicznie połączą się i zreorganizują. Dzieje się tak, dlatego że każde śniące ciało stanowi anthropos z własną, naturalną mądrością i inteligencją. Doświadczenie uczy, że jeżeli pomoże się ciału osiągnąć świadomość, zrobi ono wszystko, co niezbędne, aby się twórczo zreorganizować. Jeżeli terapeuta próbuje przejąć odpowiedzialność za to, żeby ciało miało się dobrze i było zdrowe, to identyfikuje się z magiczną, twórczą potęgą, którą dysponują wyłącznie sny. Taka pycha zrodzi jedynie przygnębienie ludźmi i naturą ludzką. Proponuję raczej, by terapeuta pokornie przyjął zadanie czynienia nieświadomego świadomym i pozwolił, tajemniczemu zjawisku, zwanemu życiem, robić swoje: tworzyć i reorganizować.

Z książki: "Śniące Ciało w Związkach"


Na moim blogu można poczytać o wielu nowatorskich zastosowaniach tej modalności terapeutycznej, a poniżej załączam wspaniały film stworzony przez AMy Mindell małżonkę Arnolda Mindella. Film obrazuje w jaki sposób pracuje się z symptomami fizycznymi w POP -- ale ten podstawowy schemat stosuje się w przypadku każdego problemu -- który niczym sen -- zawsze okazuje się swoim własnym rozwiązaniem...

poniedziałek, 22 czerwca 2009

SNY PROROCZE i Mechanika Kwantowa




Salvador Dali: Study for the Dream Sequence in Spellbound, 1945 © Salvador Dalí, FUNDACIÓ GALA-SALVADOR DALÍ, DACS, 2007


O tym, że prorocze sny towarzyszyły ludziom od zawsze wiadomo od czasów antycznej Grecji i z lektury Biblii, gdzie najsłynniejszą opowieścią o takich snach jest zinterpretowany przez Józefa sen faraona o siedmiu tłustych i siedmiu chudych latach. Innym słynnym, znacznie późniejszym i bardzo znanym snem przewidującym przyszłość, może także najbardziej wstrząsającym i dlatego zapadającym głęboko w pamięć, jest sen amerykańskiego prezydenta Abrahama Lincolna mówiący o jego własnej śmierci. Warto tutaj przytoczyć co sam opowiedział żonie i kilku przyjaciołom o niepokojącym go wydarzeniu:

Dziesięć dni temu położyłem się spać bardzo późno i szybko zapadłem w sen. Wydawało mi się, że wokół zapanowała martwa cisza. Nagłe usłyszałem stłumiony szloch, jakby płacz gromady łudzi. We śnie wstałem z łóżka i zszedłem po schodach. Tu ciszę zakłócał ten sam żałosny płacz, ale nie widziałem łudzi, którzy rozpaczali. Szedłem od pokoju do pokoju. Nikogo nie widziałem, ale idąc ciągłe słyszałem te same łkania. Byłem zdziwiony i niespokojny.
Postanowiłem znaleźć przyczynę tych tajemniczych i zaskakujących zjawisk. Wędrowałem dalej, dopóki nie dotarłem do Sali Wschodniej. Tu czekała straszliwa niespodzianka. Zobaczyłem katafalk, na którym leżało ciało w żałobnym stroju. Dookoła stali pełniący wartę żołnierze oraz tłum łudzi. Jedni patrzyli żałośnie na ciało, inni płakali.
Zapytałem żołnierza: „Kto umarł w Białym Domu?” Odpowiedział: ”Prezydent. Zabił go zamachowiec.”

Ta niezwykła opowieść nie wywarła większego wrażenia na słuchaczach. Jednak nie zapomniano o niej, bo już kilka dni później, 14 kwietnia 1865 r. Lincoln został zamordowany, a jego ciało spoczęło na katafalku w Sali Wschodniej Białego Domu !
Trudno nie podzielić się psychologiczną refleksją, czyli praktycznym i radykalnym korzystaniem z mądrości snów, czymś co robię w swoim gabinecie z klientami oraz na warsztatach – czyli: co by było, gdyby Lincoln idąc za radą Twórcy Snów faktycznie SAM „stał się” zamachowcem i zabił „prezydenta” po obudzeniu się? Gdyby zabił „siebie” jako rolę, tożsamość i funkcję oznaczoną słowem „prezydent”? Gdyby „zabił” tę najbardziej oficjalną, zawodową, polityczną część siebie, zrezygnował ze swej funkcji-roli i wyjechał z Waszyngtonu jako szary, zwykły obywatel, natychmiast i na zawsze? Czy wówczas zamachowiec również by go zastrzelił? Pamiętajmy, że sen w którym sami giniemy, umieramy mówi zazwyczaj o konieczności zmiany dotychczasowej tożsamości (która się zużyła i umarła w jakimś aspekcie, jakości czy wymiarze). Swoją drogą, ciekawe czy wcześniej Lincoln nie miał snów mówiących o śmierci w innej, bardziej symbolicznej formie.
Łatwo coś takiego mówić po fakcie, zwłaszcza, że – jak już wyżej wspomniałem - sny o śmierci danej osoby (tej, która ma umrzeć) niezwykle rzadko mówią o faktycznej śmierci ciała śniącego/ej! Jeśli już tak się dzieje, to sen raczej symbolicznie przedstawia kończenie się sił życiowych; jak ginące zwierzę, wysychające rzeki, czy usychające drzewa.
Nie mogę też powstrzymać się od podzielenia się mało znanymi analogiami i niezwykłymi zbieżnościami jakie zaistniały pomiędzy zabójstwem prezydenta Kennedy'ego, a zabójstwem wybranego równo 100 lat przed Kennedy'm Abrahama Lincolna. To tak jakby sen krążył i powtarzał się... Oto kilka z nich:
Abraham Lincoln został wybrany do Kongresu w roku 1846, a Kennedy równo sto lat później w roku 1946
Sekretarka Lincolna (która ostrzegała go, by nie szedł do teatru) miała na nazwisko Kennedy. Sekretarka Kennedy'ego (która próbowała zniechęcić go do wyjazdu do Dallas) nosiła nazwisko Lincoln.
Obaj następcy zastrzelonych prezydentów nazywali się Johnson i pochodzili z amerykańskiego południa.
Następca Lincolna, Andrew Johnson urodził się w roku 1808; następca Kennedy'ego, Lyndon Johnson, w roku 1908.
Lincoln został zastrzelony w teatrze pod nazwą "Kennedy"; Kennedy został zastrzelony w samochodzie marki "Lincoln".
Obaj mordercy zostali zgładzeni, zanim zaczęły się ich procesy sądowe.
Tydzień przed zamachem Lincoln był w miejscowości Monroe, w stanie Maryland; na tydzień przed swą śmiercią Kennedy spotkał się z aktorką Marilyn Monroe.

Wracając do snów po tym „kryminalnym” wstępie warto statystycznie zauważyć, że sny przewidujące przyszłość w ponad 80 procentach dotyczą zdarzeń, w których sami uczestniczymy oraz naszych najbliższych. W pewnym badaniu przeczytałem, że ponad trzydzieści procent ludzi miewa sny przepowiadające przyszłość. Trudno powiedzieć na ile wspomniane badanie spełniało kryteria rzetelnych badań naukowych. Jedną z wątpliwości jest zawsze podejrzenie, że śniąca osoba mogła nieświadomie zestawić znane jej fakty i podczas snu przewidziała wypadki, które wynikały z czystej logiki następujących po sobie zdarzeń.
Na przykład powszechnie wiadomo, że bardzo wiele osób, włącznie z naukowcami dokonuje odkryć lub ma niezwykłe wglądy właśnie podczas snu. Częściowo wynika to z tego, że umysł może w bardzo twórczy sposób powiązać pozornie dalekie od siebie fakty i zbudować z nich nową całość trudną do skonstruowania i połączenia ze sobą „na jawie”, a częściowo dlatego, że ogromną ilość bodźców oraz informacji zauważamy nieświadomie w ogóle o nich później nie pamiętając. „Przypominamy” sobie o nich dopiero we śnie. Możesz na przykład od czasu do czasu myśleć o zmianie pracy, bo nie jesteś zadowolona/y z dotychczasowo wykonywanej. Ponieważ nie masz żadnej innej oferty, to nie odważył(a)byś się złożyć wypowiedzenia. Jednak pomimo tego nawiedza cię sen o nowej pracy, a za pół roku faktycznie ją dostajesz. Ten sen opowiada przede wszystkim o decyzji jaką już długo wcześniej, głęboko w nieświadomości podjął twój umysł i w jakim kierunku będzie prowadzić twoje „świadome” działania zmierzające w stronę nowej pracy.
Inną wątpliwość budzi dość częste zjawisko podobne do popularnego deja vu kiedy widząc coś, nagle przypominamy sobie, że to nam się już kiedyś śniło, ale jeszcze chwilę wcześniej nie myśleliśmy o tym śnie, ani nawet go nie pamiętaliśmy. Niezwykłe doświadczenie jest jakby „włącznikiem” mówiącym, że to już kiedyś „było” we śnie lub tylko sprawia, że przypominamy sobie dawny sen. Surowy naukowiec przychyliłby się raczej do wniosku, że człowiek miał po prostu chwilową, kolorową fantazję.
Jednak wspomniane przeze mnie badanie korzystało tylko z takich snów, których nie można było wydedukować, lub które zostały zapisane, albo zapamiętane przez świadków na wiele dni, miesięcy, a nawet lat przed przewidywanym zdarzeniem. Jestem pewien, że również miewasz takie sny lub masz znajomych śniących o przyszłości.

Wiele snów dotyczy wydarzeń na świecie. Te sny zdają się wskazywać na to, że w swej esencji wszyscy jesteśmy wspólnym umysłem – Arnold Mindell nazywa go Process Mind - Umysł Procesu. Na przykład ogromna ilość snów i przeczuć została zarejestrowana w związku z wydarzeniami z 11 września 2001 roku, kiedy upadły wieżowce w Nowym Jorku, a telewizje na całym świecie na żywo relacjonowały to zdarzenie. Również w Polsce opowiadali mi o tym pacjenci oraz znajomi. To jeden z przykładów prekognicji, które nie mogły zostać skonstruowane z dostępnych nam strzępków informacji, ale raczej pochodziły z „pola” pełnego napięć i gotowości do wybuchu i destrukcji.
Kiedy ponad dziesięć lat temu przeżywałem długi okres intensywnej pracy nad snami i częścią tej pracy był obowiązek codziennego zapisywania snów, ze zdumieniem dostrzegałem jak wiele snów mówi o przyszłości. Każdemu gorąco polecam tę praktykę, a jeśli już zapisujemy sny, to koniecznie zanotujmy ich daty dodając godzinę przebudzenia.
W moim dzienniku snów znajduje się wiele precyzyjnych opisów zdarzeń i miejsc, wyśnionych nieraz ponad pół roku wcześniej. Zazwyczaj te sny bardzo dokładnie przedstawiały przyszłą rzeczywistość i nie były związane z czymś nadzwyczajnym. Na przykład jeden z zapisanych przeze mnie snów realistycznie pokazywał moją rozmowę z pewną kobietą, prowadzoną w języku angielskim. Wszystko było tak szczegółowe i wyraźne jak na taśmie filmu. W śnie stoimy razem nad zakrętem rzeki o turkusowym kolorze, na kamienistym i porośniętym zaroślami brzegu. Rozmawiamy o psychologii zorientowanej na proces. Ponad pół roku później ten sam sen zrealizował się dokładnie w taki sam sposób, z tą samą kobietą włącznie z rozmową na ten sam temat na brzegu rzeki Limat o tym samym kolorze co w śnie, kilkanaście kilometrów na południe od Zürichu.
Nigdy wcześniej nie widziałem tej rzeki, nie znałem ani tych terenów, ani tej kobiety, ani tym bardziej nie planowałem żadnych wycieczek nad rzekę, czy rozmów o psychologii po angielsku... Inny z zapisanych przeze mnie snów opisywał spotkanie z kolegą i wspólną pracę przy remoncie domu w Niemczech, łącznie z precyzyjnym opisem, rozkładem pomieszczeń tego domu na ponad pół roku przed faktycznym zaistnieniem tego snu w rzeczywistości. Jedyna różnica polegała na tym, że we śnie byliśmy w Londynie, a nie w Niemczech. Czy muszę dodawać, że nigdy wcześniej nie spotkałem tego kolegi, że przypadkowo poznałem go u wspólnych znajomych pół roku po moim śnie w mieście oddalonym o 300 km od miejsca mojego zamieszkania i że to on, zupełnie niespodziewanie i zaproponował mi wyjazd do wspólnej pracy w Niemczech, czego nigdy przedtem nie rozważałem?
Warto dodać, że zjawiska prekognicji, czyli wglądów w przyszłość można doświadczać nie tylko snach, ale także przy okazji szamańskich podróży, medytacji, a nawet w spontanicznych wizjach.
W jaki sposób można wyjaśnić to całkiem powszechne zjawisko? Są na to dwa sposoby; jeden wywodzi się z psychologii oraz mistyki, a drugi odwołuje się do odkryć fizyki kwantowej. Mistycy oraz ludzie oświeceni od dawna żartowali sobie z powszechnych przekonań na temat czasu. Buddyjski mistrz medytacji Karmapa IX był najbardziej bezpośredni twierdząc, że "Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są jedynie nazwami wymyślonymi przez głupców". Inny wielki buddyjski nauczyciel, chiński III Patriarcha Zen pisał, że dla oświeconego umysłu „nie istnieje wczoraj, ni dziś, ani jutro”. Z kolei największy psycholog XX wieku Carl Gustav Jung zwykł powiadać, że nieświadomość, a zwłaszcza nieświadomość zbiorowa posiada wiedzę absolutną o wszystkim i to we wszystkich czasach. Jak to jest możliwe?
Przede wszystkim w śnie wchodzimy w odmienny stan świadomości i kontaktujemy się zarówno z naszą indywidualną jak i zbiorową nieświadomością wspólną całej ludzkości, a może nawet i będącą funkcją wszechświata. Ponadto, jeśli przez chwilę się zastanowimy nad naturą czasu, to okaże się, że istnieje tylko jeden czas: teraźniejszość. Kiedy myślisz o przyszłości, to zawsze czynisz to teraz, a jeśli wspominasz przeszłość, to również robisz to teraz. Naszemu zwykłemu, codziennemu umysłowi trudno się z tym pogodzić, ale dla naszego śniącego ciała, dla medytujących buddystów lub dla ludzi żyjących w innych kulturach jest to oczywiste.
Na przykład Indianie Hopi w ogóle nie posiadają w swoim języku słów oznaczających przyszłość lub przeszłość! A przecież język kształtuje nasz sposób myślenia i pogląd na świat. Wyobraź sobie, że nagle usuwasz te słowa ze swojego języka! W naszym przypadku myśli i życzenia formułujemy w języku polskim. Jednak u Hopi nie ma przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, jest tylko to, co wcześniejsze i to, co późniejsze rozumiane jako następstwo. Przeszłość i teraźniejszość jest „tym co jest” a przyszłość również „jest” już obecna, ale w stanie zalążku, nasienia, które jeszcze nie zdołało rozwinąć się w pełni. Przyszłość jest obecna teraz w swojej esencji, w swoim Śnieniu. Hopi patrzą na rzeczywistość raczej jak na coś, co „się wydarza”, niż jak na coś, co „jest”; stałe i nieprzemijalne.
Zatem, jeśli Indianin Hopi dowiedziałby się o śnie, który przepowiada przyszłość, to zapewne powiedziałby, że on to rozumie, gdyż to zdarzenie z przyszłości jest obecne już teraz, tyle, że w stanie „nasionka”, a ten co zobaczył to „nasionko” w śnie, zobaczył także jaka z niego wyrasta roślina. Oświecony buddysta również nie widziałby w tym niczego nadzwyczajnego, zaś Jung stwierdziłby, że w trakcie snu skontaktowaliśmy się z pozaczasowymi zasobami wiedzy absolutnej.

A co ma z tym wspólnego fizyka? Bardzo wiele! Bada naturę i względność czasu. Na przykład fizycy stwierdzili, że w szczególnych okolicznościach cząsteczki mogą podróżować wstecz w czasie. Oczywiście, to samo dotyczy fal1. Powstały liczne teorie wyjaśniające te zjawiska, a także udowadniające je matematyczne obliczenia. Do opisywania zjawisk w kosmosie, szczególnie w początkach jego istnienia, pojawił się nawet specjalny rodzaj czasu nazwany „czasem urojonym”2. Nie wnikając w szczegóły można powiedzieć, że z punktu widzenia fizyki istnieje taka możliwość, że przyszłość oddziałuje na nasz los w podobny sposób jak przeszłość! !!! To zjawisko zostało nazwane „przyczynowością wsteczną” /jeśli pamiętacie ze szkoły wektory, to wcale nie jest to trudne do wyobrażenia: zasadniczo kierunek jest oczywiście taki sam, ale zwrot wektora przeciwny :)/, polega ono na tym, że czas może biec w drugą stronę (zmiana zwrotu wektora). Zamiast być wyłącznie efektem i zbiorem naszych życiowych doświadczeń, możemy, paradoksalnie, stać się skutkiem, tego, co z nami stanie się w przyszłości! To tak jakby stacja kolejowa, /a nie lokomotywa!/ magicznie przyciągała do siebie pociąg, którym jedziemy. Ta stacja jest właśnie ważnym, w pełni rozwiniętym wydarzeniem z przyszłości noszącą nazwę atraktora w teorii chaosu.
Einstein był bardzo niezadowolony z implikacji wynikających z odkryć fizyki kwantowej a zwłaszcza z równań funkcji falowej oraz z zasady nieoznaczoności. Wraz z kolegami (Podolsky i Rosen) postawili zarzut kolegom fizykom z Kopenhagi (Bohr, Heisenberg, Schroedinger, inn.) twierdząc w stworzonym przez nich paradoksie EPR3 (skrót od nazwisk twórców), że teoria mechaniki kwantowej jest niekompletna. Podstawa logiczna tego paradoksu okazuje się dzisiaj dyskusyjna, lecz sama zasada niezmiernie istotna, bo negująca istnienie czasu lub przestrzeni! Einstein powiedział, że z założeń mechaniki kwantowej wynika „upiorne oddziaływanie na odległość”, gdzie szybkość ruchu cząsteczek bądź przekazywania informacji przekracza prędkość światła i upierał się przy realizmie lokalnym – zakładającym, że parametry cząstek kwantowych mają wartości niezależne od aktów obserwacji i że oddziaływania fizyczne zachodzą ze skończoną prędkością.
Wymyślony „przez realistów lokalnych” paradoks EPR, mający podważyć założenia fizyki kwantowej najprościej wyraził Wolfgang Pauli:
„Każdej zmianie spinu elektronu musi towarzyszyć komplementarna zmiana spinu innego elektronu - co by się więc stało, gdyby istniały tylko dwa elektrony oddzielone od siebie o miliony lat świetlnych?”
Zasadniczo o co w tym wszystkim chodzi? O splątanie i to splątanie kwantowe. Spin, to (w wielkim uproszczeniu) ruch - obracanie się wokół własnej osi. Einstein, Podolsky i Rosen, mocno osadzeni w świecie przyczyny-i-skutku chcieli podważyć teorię kwantową wskazując, że łamie ona zasadę wynikającą z teorii względności, mówiącą, że nic nie może poruszać się prędzej od światła. Samo zbliżenie się do takiej prędkości powoduje zmiany wpływające na szybkość upływu czasu. Przypominając sobie Einsteinowski paradoks bliźniąt wiemy, że dla jednego z nich, lecącego w rakiecie przez kosmos z prędkością światła czas płynie o wiele wolniej niż dla tego, co pozostał na Ziemi. Podobnie jest z paradoksem nieprzekraczalnej prędkości światła: nawet gdybyś pędził samochodem po grzbiecie rakiety lecącej z prędkością równą prędkości światła (w tym samym kierunku) – to i tak nie będziesz jechać szybciej niż prędkość światła. (Twoja prędkość V dodać prędkość światła c równa się tylko c . Czyli v + c = c)
Pomyślmy zatem co dzieje się, gdy coś porusza się z prędkością NATYCHMIASTOWĄ! Gdy coś pokonuje cały wszechświat w czasie równym ZERO! Wyruszasz z Księżyca do Warszawy i przybywasz do celu dokładnie W TEJ SAMEJ CHWILI , w której wystartowałeś. Twój zegarek pokazuje tą samą godzinę i sekundę!
Do 1964 r. paradoks EPR stwarzał problem fizykom kwantowym, ale wówczas Irlandczyk John Stewart Bell wykazał w słynnej nierówności, że nielokalne, splątane oddziaływania są możliwe. Jego twierdzenie potwierdziły później laboratoryjne doświadczenia zespołu Alana Aspecta, gdzie oddziaływano na jeden z dwóch „splątanych” ze sobą fotonów podróżujące w przeciwnych kierunkach. I chociaż pędziły one z prędkością światła w przeciwne strony, to zmiana wywołana w jednym z nich powodowała natychmiastową zmianę w drugim.

Z teorii stanów splątanych (czy też skorelowanych) możemy wynieść taką wiedzę, że jeśli jedna z dwóch cząsteczek we wszechświecie (które wcześniej miały ze sobą bliski związek) zmieni kierunek obrotu, to druga w tej samej chwili też zmieni swój kierunek obracania się! Tę parę cząsteczek mogą dzielić miliardy lat świetlnych! Pomimo tej, kosmicznej odległości informacja o zmianie kierunku zostaje przekazana natychmiast, w czasie równym ZERO. Znając kierunek obrotu jednej z nich będziemy zawsze wiedzieć w którą stronę obraca się druga i jeśli „tamta” zmieni kierunek obrotu, dowiemy się o tym natychmiast, ponieważ jej bliźniacza siostra natychmiast (!!!) także zmieni swój spin.
Teoria niby ładna, ale czy przydatna. Hm... najprościej mówiąc trwają prace nad super szybkim procesorem, w którym właśnie dzięki temu modelowi bity informacji będą przemieszczać się w czasie równym 0 !

W opisanej sytuacji albo czas jest nie istniejącym złudzeniem, albo
nie istnieje przestrzeń do pokonania.

Obie możliwości (złudzenie istnienia czasu i przestrzeni oraz ich faktyczne nie-istnienie) są prawdopodobne!

Nie musimy się martwić tym, że jest to nielogiczne, niezrozumiałe i nie do ogarnięcia rozumem. Albo tym, że w pewnych warunkach Einstein ma dalej rację! Laureat nagrody Nobla w fizyce, słynny Richard Feynman powiedział kiedyś: "Mogę bezpiecznie stwierdzić, że nikt nie rozumie teorii kwantowej".
Podobnie możemy stwierdzić, że nikt w pełni nie rozumie zawirowań czasowych, co nie znaczy, że one nie istnieją i że nie mamy na nie zwracać uwagi, choćby dlatego, że bardzo często okazują się niezwykle pomocne.
Fizyka, mistyka i psychologia w pewnych warunkach zezwalają na zaistnienie prekognicji. Na względność i obecność czasu „przyszłego” w snach oraz innych odmiennych stanach świadomości. Niech żyje pre-kognicja! Dzięki niej od czasu do czasu mamy wgląd nie tylko w przyszłość, ale możemy także domyślać się, że istnieje wieczność..

A o wieczności może innym razem :)


PS Nie wiem jak tu się robi przypisy -- automatycznie Blogger tego nie kupił ...
więc jakby zamiast, są wyjaśnienia:

„Proces odzwierciedlania (reflection) to dwustronny kontrakt pomiędzy przyszłością a przeszłością w celu transferu energii, pędu, itd.. J. G. Cramer twierdzi, że teoria kwantowa jest nielokalna, ponieważ przyszłość w ograniczonym zakresie wpływa na teraźniejszość”. W John G. Cramer „Quantum Nonlocality and the Possibility of Supraliminal Effects”, 1997. Za Arnold Mindell „Siła ciszy"


"Czas urojony" wprowadził S. Hawking badający stan w czasie powstawania wszechświata – jeszcze przed Wielkim Wybuchem. Jest to analogia do liczby urojonej w liczbach zespolonych, wprowadzonej przez Gerolamo Cardano (ten sam geniusz co wynalazł wał Cardana) a potrzebnej do obliczenia pierwiastka z liczby ujemnej. Badania Hawkinga polegają na poszukiwaniu GUT – teorii unifikacji. Jednym z jego założeń jest ekstrapolacja mechaniki kwantowej na zjawiska makro czyli na obiekty kosmiczne, w tym na zjawiska i obiekty znajdujące się w szczególnym stanie czasu bliskiego zeru – w tym także czasu urojonego w obszarze osobliwości związanej z początkiem Wszechświata i dość sporej grawitacji. To tu właśnie, w „In the Beggining of Time” Hawking pisze: „nie ma istotnych różnic zgodnych z linią czasu i kierunkiem wstecznym czasu urojonego” i zadaje logiczne pytanie: „Dlaczego pamiętamy przeszłość a nie pamiętamy przyszłości?” W rzeczywistości, tak jak za pomocą liczb zespolonych i jej komponenty l. urojonej możemy obliczać pierwiastek z liczby ujemnej tak samo możemy obliczyć i wnioskować z czasu ujemnego – czyli czasu biegnącego z przeciwnym zwrotem: od przyszłości ku przeszłości!


Albert Einstein, Podolsky, Rosen, (1935) "Can Quantum Mechanical Description of Physical Reality Be Considered Complete?" Phys. Rev. 47: 777.

niedziela, 14 czerwca 2009

MOC SPRZYMIERZEŃCA




MOC SPRZYMIERZEŃCA

Czy pamiętacie film „Gwiezdne Wojny”? Chyba mało kto nie zna tej słynnej epopei, która jest już mitem XX wieku. Jedną z najważniejszych postaci „gwiezdnej” sagi jest Mistrz Yoda. Na odległej planecie Dagobah mistrz Yoda, niczym stary szaman żyjący w odosobnieniu, uczy młodego Luke'a Skywalker'a jak zostać rycerzem Jedi. Mistrz nie jest zbyt rozmowny, ale kiedy się wypowiada, z jego ust padają ważne słowa:

"Spójrz na mnie. Po wielkości mnie osądzasz? A nie powinieneś. Sprzymierzeńcem moim Moc jest. A potężny to sprzymierzeniec. Życie ona tworzy. I sprawia, że wzrasta. Jej energia... otacza nas i łączy. Świetlistymi istotami jesteśmy. Nie tą surową materią. Musisz poczuć Moc wokół siebie. Tutaj. Między tobą, mną, drzewem, skałą. Tak, tak. Wszędzie."

W trakcie nauki młody Skywalker dowiaduje się również o niebezpieczeństwach jakie mogą się pojawić, gdy człowiek zaznajomi się bliżej ze Sprzymierzeńcem. Mistrz Yoda poucza Luke'a takimi słowy:

"Siła Jedi z Mocy wypływa, ale strzeż się ciemnej Jej strony. Gniewu, lęku, agresji. Ciemna strona Mocy to one. Szybko przybywają , gdy toczysz walkę. Kiedy wstąpisz na ciemną ścieżkę, losem twoim ona zawładnie..."

Kilkanaście lat przed powstaniem „Gwiezdnych Wojen” potężną rolę i moc sprzymierzeńca opisywał na łamach swoich książek Carlos Castaneda, który był uczniem meksykańskiego szamana don Juana Matusa. W tradycjach szamańskich już od wielu tysięcy lat jednym z najpotężniejszych sprzymierzeńców są substancje psychoaktywne. Pozwalają one zobaczyć świat z innej perspektywy. Niektóre z plemion, jak na przykład Indianie Jivaro z dorzecza Amazonki, u których takie substancje odgrywają bardzo istotną rolę uważają, że dopiero po spożyciu halucynogennego wywaru można zobaczyć świat takim, jakim jest on w rzeczywistości.
Zdaniem szamana don Juana, człowiek, który jest zbyt racjonalny i za bardzo przywiązany do zwyczajnej, codziennej rzeczywistości potrzebuje mocy sprzymierzeńca, aby uwolnić się od narzuconych przez cywilizację nawyków i stereotypów, które zawężają jego pole widzenia. Nauczyciel Castanedy specjalnie podsuwał mu substancje zmieniające świadomość, aby młody antropolog mógł spojrzeć na świat w nowy sposób. Dla don Juana te środki były faktycznymi i żywymi Sprzymierzeńcami, duchowymi istotami ukrytymi w roślinach, z których każda posiadała inne moce. Pierwszą z roślin był kaktus pejotl, dzięki któremu zdaniem meksykańskiego szamana można było skontaktować się z potężnym nauczycielem noszącym nazwę Mescalito. Mescalito pokazuje w jaki sposób należy prowadzić właściwe życie. Żeńska obecność o wielkiej sile przejawiła się poprzez Czarcie Ziele, a trzecim środkiem kontaktu z mocą sprzymierzeńca był w przypadku Castanedy humito, „dymek”, który wykorzystuje się w obrzędach związanych z wróżeniem. Moc środków halucynogennych podanych przez don Juana potrzebna była Castanedzie wyłącznie po to, aby zmienić tradycyjne, sztywne i zbyt racjonalne spojrzenie na życie. Stary szaman don Juan wyjaśnił później Castanedzie, że większość ludzi wcale nie potrzebuje podobnych środków, bo są tak samo jak on uparci i usztywnieni.
Z mocy sprzymierzeńca, który zmienia sposób postrzegania świata korzystamy również w warunkach naszej, współczesnej cywilizacji. Najczęściej całkowicie nieświadomie próbujemy nawiązać z nim kontakt i na przykład pijemy alkohol. „Duch” alkoholu pozwala zachowywać się inaczej niż robimy to w „zwyczajnej” rzeczywistości. Po wypiciu ludzie zmieniają się, jakby wstąpił w nich nowy „duch”. Najmocniejszy z trunków nazywa się spirytus. To słowo pochodzi z łaciny i oznacza właśnie ducha oraz moc życia. Z drugiej strony wszyscy wiemy jaką plagą i śmiertelną chorobą jest alkoholizm oraz wszelkie wiążące się z nim negatywne zjawiska. Tragicznych przykładów można podawać bardzo wiele. Wolfgang Amadeusz Mozart od wczesnego dzieciństwa komponował wspaniałą muzykę, ale był opętany przez ducha alkoholu, który przyczynił się do jego przedwczesnej śmierci. Innymi artystami, których pogrążył wyłaniający się z alkoholu potężny sprzymierzeniec byli Fiodor Dostojewski, Jack London, czy Marek Hłasko. Pod koniec XX wieku cała armia słynnych postaci ze świata sztuki i pop kultury padła ofiarą nie tylko alkoholu, ale także przeróżnych narkotyków.
Alkohol oraz podobnie działające substancje bywają związane ze sztuką i twórczością. Ludzie, którzy z jakichś powodów nie mogą wyrażać pełni swoich talentów i potencjału, często popadają w uzależnienie. Sprzymierzeniec, który pomaga zmieniać świat poprzez twórczość, zmieniać stan świadomości oraz sposób odbioru świata jest równie potężny, jak i niebezpieczny. O tym właśnie mówił mistrz Yoda, kiedy ostrzegał przed przejściem na ciemną stronę Mocy.
Jednak sprzymierzeniec, to nie tylko środki grożące uzależnieniem. W snach wielu osób może on pojawiać się już we wczesnym dzieciństwie pod postacią groźnego przeciwnika. Zazwyczaj są to sny, w których z ledwością udaje się uniknąć szponów potwora. Jeśli w powtarzających się snach byłaś ścigana przez coś lub przez kogoś, to w życiu dorosłym może cię czekać konfrontacja ze sprzymierzeńcem symbolicznie pokazanym wcześniej w twoich snach.
Nasi najwięksi przeciwnicy pojawiają się w wielu formach. Jedną z tych form może być poważny kryzys życiowy. Potwory z dziecięcych snów będą zagrażać życiowej stabilizacji prowokując zachowanie trudne do zaakceptowania zarówno przez ciebie jak i przez twoje otoczenie.
To sprzymierzeniec sprawia, że przeżywamy kłopoty w szkole, kiedy naszego sposobu bycia nie chcą zaakceptować ani rodzice, ani szkoła. Kiedy później wybieramy zawód, sprzymierzeniec może namawiać do wybrania takiego, który wydaje się nierealny lub nieopłacalny. Wiele osób doświadcza kryzysu środka życia w wieku dojrzałym. Wówczas można utracić cały zgromadzony dorobek. Tym kryzysem mogą być kłopoty małżeńskie, romanse, uzależnienia, choroby i wypadki zmuszające do zmiany sposobu życia, poczucie bezsensu życia itp. A kiedy dopada nas starość, to pod wpływem sprzymierzeńca bywamy irytujący, nieznośni i gderliwi. Nie tolerujemy nowości i „coś” zmusza nas, żeby wtrącać się w sprawy przyjaciół i krewnych.
W podobny sposób sprzymierzeniec wpływa na nasze nastroje i zaburza związki z bliskimi. Powiedzenie, „że co cię nie zabije, to cię wzmocni” mówi właśnie o spotkaniu ze sprzymierzeńcem. Szczególnie trudne przeżycia symbolicznie opisują szamańskie inicjacje, takie jak rozczłonkowanie, przeżycie śmierci i odrodzenia, porwanie przez duchy. Podczas inicjacji szamana opanowują wizje, w których jego ciało jest rozrywane na strzępy, zabijane i wymieniane na nowe. Kiedy przeżywamy najtrudniejsze kryzysy, to spotykamy na swojej drodze niezwykłe moce, które są dla nas tym samym, czym dla szamana okrutne demony. Cierpimy podobnie jak umierający szaman i przeżywamy prawdziwe tortury. Możemy odczuwać symboliczny „rozpad”, jakby całe nasze życie, a nawet ciało rozlatywało się na kawałki. Po takich przeżyciach mozolnie zbieramy się i na nowo wszystko razem układamy. Sprzymierzeniec może objawiać się poprzez ciężkie, chroniczne choroby, poczucie rozrywania przez sprzeczne siły albo doświadczenia pobliża śmierci. Tak jak w przypadku narkotyków czyni to w celu wyrwania nas z dotychczasowego, zbyt schematycznego i skostniałego sposobu życia. Niestety nie mówi od razu jak zmienić życie.
Spotkanie z mocą sprzymierzeńca jest zawsze bardzo groźne i bywa podobne do wypuszczania Dżina z butelki.
Kiedyś zgłosił się do mnie pewien mężczyzna, który samodzielnie pracował nad odkryciem mocy Sprzymierzeniec. Przed spotkaniem ze swoim Sprzymierzeńcem był bardzo łagodny i grzeczny w stosunku do wszystkich ludzi. Z drugiej strony cierpiał z powodu braku asertywności i stanowczości. Skarżył się, że zawsze robi to, co inni chcą od niego, a sam nigdy nie może ani zrealizować swoich pomysłów, ani poprosić innych o zrobienie czegokolwiek. Na przykład nigdy nie zwrócił się z prośbą o podwyżkę do przełożonych. Sprzymierzeniec pokazał mu jak stać się bardziej wojowniczym. Jednak, kiedy posmakował energii wojownika, uwiodła go „ciemna strona” mocy i zamiast zdrowej asertywności był dokuczliwie agresywny i zaczepiał wszystkich wokół siebie sprawdzając skuteczność nowo poznanej mocy. Po jakimś czasie poczuł się silniejszy i mądrzejszy od innych ludzi, na każdym kroku pouczał ich, nawet jeśli nikt o to nie prosił. Musieliśmy ciężko pracować nad tym, aby jego moc nabrała bardziej cywilizowanej postaci, stała się bardziej użyteczna, elastyczna i pozostała wraz z nim nie niszcząc jednocześnie wszystkich związków z ludźmi.
Nasze sny z dzieciństwa przepowiadają, że sprzymierzeniec jest czymś, co nam najbardziej zagraża będąc jednocześnie tym, co posiada największą moc. Zdobycie tej mocy nie jest łatwe i trzeba stoczyć o nią zażartą bitwę. Jest to walka pomiędzy człowiekiem, który chce posiąść skarby i tajemnice, a samym sprzymierzeńcem, który jest w ich posiadaniu, ale o tym, czyli o zdobywaniu tajemnicy sprzymierzeńca będzie za jakiś czas ....