poniedziałek, 5 października 2026

PAPIEROSY W PSYCHOLOGII

 POLOWANIE NA PAPIEROSY W PSYCHOLOGII ...

Polowanie, czyli podążanie za odczuwalnymi, niekonsensualnymi doświadczeniami, to coś, czego najlepiej można nauczyć się od pustelników, szamanów i terapeutów. Polowanie jest trudne do teoretycznego sformułowania w słowach. Być może dlatego Jung pisał bardzo mało o teorii snów; twierdził, że nie ma żadnej teorii snów, która sprawdzałaby się przez dłuższy czas.
Dzieła zebrane Junga, Tom 8, wywarły silny wpływ na społeczność jungowską. Choć Jung twierdził, że nie istnieje jedna metoda pracy ze snami, z czasem wielu terapeutów jungowskich wypracowało własny styl pracy ze snami. W klasycznej metodzie śniący opowiada sen, a osoba pracująca ze snem pyta o symbole i skojarzenia z obrazami. Sen jest uważany za kompensację codziennego życia. Ten rodzaj pracy ze snami stał się dziś powszechnie znany i rozprzestrzenił się na cały świat. Ludzie rzadko przypisują Jungowi zasługę za to niepatologiczne podejście do snów, ale to on był jego twórcą.
Barbara Hannah, jedna z bliskich uczennic (i współpracowniczka) Junga, nie stosowała żadnej konkretnej metody pracy ze snami. Kiedyś powiedziała mi, że Jung kazał jej podążać za własną metodą, co dla niej oznaczało „podążanie za nieświadomością”. To była jej droga. Gdy spotkałem ją po raz pierwszy, była angielską damą dobiegającą osiemdziesiątki i była najbardziej radykalną terapeutką, u której się uczyłem. Na przykład lubiła mawiać: „Jestem jungistką, choć nie rozumiem snów”. Mówiła: „Jeśli chcesz wiedzieć, co oznacza sen, zapytaj kogoś innego”. W społeczności, w której tak dużą uwagę poświęca się snom, było to radykalne stwierdzenie!
B. Hannah w środku... po prawej C G Jung, a z lewej M L von Franz


Barbara nauczyła mnie wartości tego, co teraz nazywam „podążaniem za sercem” poprzez proces śnienia. Zrywała się z miejsca i coś mówiła, jeśli tylko tak czuła; była radykalnie autentyczną kobietą i czarownicą w najlepszym, najbardziej starożytnym stylu. Kiedy pracowałem z innymi terapeutami, zazwyczaj potrafiłem potem powiedzieć, co się wydarzyło. Po sesji rozumiałem siebie lepiej. Ale po pracy z Barbarą Hannah byłem całkowicie oszołomiony i nie potrafiłem pojąć, jak odkryła rzeczy, których nigdy, przenigdy nie chciałem ujawnić.
Gdy spotkałem się z nią po raz drugi na sesji terapeutycznej w Zurychu, siedziała w dostojnym angielskim otoczeniu, które wyglądało jak przeniesione wprost z XVII-wiecznej Anglii, z czasów Isaaca Newtona. Jej pokój był urządzony tak, jakbyśmy żyli 300 lat temu. Wydawała mi się wtedy staruszką; ja miałem dwadzieścia parę lat. Pamiętajcie, że właśnie ukończyłem MIT w Bostonie i byłem nauczony głównie racjonalnego myślenia. Pomyślałem: „O nie, to będzie bardzo sztywna sytuacja”.
Usiadłem do analizy, przygotowując się na najgorsze. Ona przysiadła tuż obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać. W jej gabinecie stała mała, niepozorna popielniczka, a w niej leżał niedopałek papierosa ze śladami szminki. Gawędziłem o sobie i tylko dla zabicia czasu powiedziałem: „O! Wygląda na to, że ktoś tu palił”.
„Aha!” – wyrwało jej się, gdy skorzystała ze swojej drugiej uwagi i błędnie oczekując, że ja potrafię użyć swojej – „więc interesuje cię ten papieros!”
„Nie, nie bardzo” – powiedziałem obronnie, marginalizując fakt, że papieros rzeczywiście przykuł moją uwagę na ułamek sekundy. Rzuciła się na tego papierosa jak myśliwy osaczający lisa. „A co dokładnie widzisz w tym papierosie?”
Co mogłem powiedzieć? Złapałem oddech i wydusiłem z siebie w obronie: „Cóż, widzę ślad szminki”. W mojej głowie cała ta rozmowa zaszła o wiele za daleko i potrzebowałem wyjścia. Wzrokiem szukałem drzwi.
Zauważyła, jak odwracam głowę w stronę drzwi i przyczepiła się do tego przeklętego papierosa jak kot do myszy. Wyrzuciła z siebie: „Więc co dzieje się z twoim życiem seksualnym?” Kontynuowała jak dziki kot, szokując moją młodą, białą, naiwną, męską, heteroseksualną, amerykańską wrażliwość. Widząc, jak jestem zszokowany, parła bezlitośnie do przodu: „No dobrze, a czego się boisz?”
Byłem wstrząśnięty do głębi. Wszelkie próby zdystansowania się od tego wszystkiego legły w gruzach, zacząłem skomleć o litość: „Cóż, mam sen, o którym chcę porozmawiać”. Ledwo dokończyłem to zdanie, gdy odebrała mi to, co wydawało się moją ostatnią deską ratunku. Zdecydowanie ogłosiła mój los: „Musimy zostać przy tym papierosie!”
Właściwie nie chcę dziś wchodzić w dalsze szczegóły na temat tego papierosa, tak samo jak wtedy w jej gabinecie, ale powiem tylko, że bardzo wiele zyskałem dzięki temu marnemu kiepowi. To był naprawdę dobry szlug! W tamtym czasie moje życie seksualne nie było zbyt porywające, a dzięki jej pomocy uległo ogromnej poprawie.
Myślałem, że jestem błyskotliwym młodym naukowcem, ale tutaj trafiłem na kogoś równego sobie w postaci wojowniczki-szamanki. Wiedziała, jak trzymać się procesów NCR*, które uważałem za nieistotne. Użyła serca, by wprowadzić mnie w mój proces śnienia, przełamać mój opór i moje ograniczenia. Otworzyła drzwi do śnienia – choć w tamtych czasach nie używaliśmy takich pojęć. Skupiła się właśnie na tych informacjach, które „flirtowały” ze mną na granicy tego, jak siebie definiowałem, w tym przypadku na szmince na papierosie. Wiedziała, że moje śnienie miało związek z relacjami i z fantazją o kobiecie, której jeszcze nie odkryłem.
Barbara wypracowała ten system śnienia w zasadzie sama; to był jej „styl”. Rzadko rozmawiała o snach, ale potrafiła faktycznie wywołać zmianę, podążając za procesem śnienia. Ten niedopałek ze szminką, który zaczął się jako „Tao, o którym nie powiedziano” lub w moim przypadku Tao, na którym się nie skupiono, stał się dzięki jej łączeniu i rozwijaniu głębokim wglądem w moją wewnętrzną szminkę, wewnętrzną kobietę, moje zainteresowania seksualnością i życie uczuciowe, którego bałem się poznać. Od niej nauczyłem się, że procesy NCR* i kwantowe funkcje falowe tworzą nowe wszechświaty.
Arnold Mindell z książki "Quantum Mind: The Edge Between Physics and Psychology"
*przypis: "NCR" to z ang.: rzeczywistość nieuzgodniona w dopełnieniu do "normalnej„ rzeczywistości uzgodnionej.
Na zdjęciu: B. Hannah w środku... po prawej C G Jung, a z lewej M L von Franz

piątek, 21 sierpnia 2026

Dwa rodzaje CIENIA

 Dziś może sam tylko cytat ???


"Cień – o ile ma charakter osobowy – można przy odrobinie samokrytycyzmu przeniknąć bez większego trudu. Kiedy pojawia się on jako archetyp, natykamy się na te same trudności, co w przypadku animusa i animy; innymi słowy, o ile możliwe jest poznanie względnego zła, które tkwi w naszej naturze, o tyle spojrzenie w oczy złu absolutnemu jest doświadczeniem równie rzadkim, co wstrząsającym."
[C. G. Jung dz. zeb. t. IX/2 par 14 ]



poniedziałek, 13 lipca 2026

Jak i dlaczego Anima stawia mężczyzn w sytuacjach "bez wyjścia" oraz jak i po co w nich trwać :)


 

Dziś na YT opublikowałem fascynujący fragment wykładu Marie Louise von Franz o Animie w baśni.
OWO tertium quod non datur jest także koniecznym warunkiem (rozwiązania? porozumienia? zrozumienia?) wszelkich powtarzających się konfliktów ! W taki sposób Jaźń pokazuje, że ego nie ma zasobów do ich rozwiązania.
W aspekcie kolektywnym (i relacyjnym w związkach) ta sama dynamika oraz impotencja "kolektywnego ego" dotyczy powtarzalnych (nierozwiązywalnych /intractable) konfliktów zbiorowych jak Bliski Wschód, Wołyń, Żydzi itd. /... WYnika z tego, że w wielu przypadkach do rozpoznania tak własnego cienia, jak i zbiorowego, potrzebna jest funkcja transcendentna, czyli "Boża łaska", oraz ofiara, poświęcenie i realne cierpienie często długotrwałe ...
"W języku psychologicznym sytuacja bez wyjścia, którą z wielką zręcznością anima aranżuje w życiu mężczyzny, ma doprowadzić go do stanu, w którym będzie mógł doświadczyć Jaźni, w którym będzie wewnętrznie otwarty na ingerencję ze strony *tertium quod non datur* (trzeciego, które nie jest dane, to znaczy rzeczy nieznanej). W ten sposób, jak pisał Jung, anima jest przewodniczką ku realizacji Jaźni, choć czasami w bardzo bolesny sposób. Myśląc o animie jako przewodniczce duszy, skłonni jesteśmy wyobrażać sobie Beatrycze prowadzącą Dantego do Raju, ale nie powinniśmy zapominać, że doświadczył on tego dopiero po tym, jak przeszedł przez Piekło. Zazwyczaj anima nie bierze mężczyzny za rękę i nie prowadzi go prosto do Raju; najpierw wrzuca go do gorącej kadzi, gdzie przez pewien czas porządnie się smaży.

Anima w naszej opowieści celuje w sam środek, podczas gdy wiejskie kobiety reprezentują niezróżnicowaną, niezdarną postawę, która jest zbyt mocno przywiązana do idei konkretnej rzeczywistości i dlatego ponoszą porażkę; nie potrafią sprostać próbie, ponieważ reprezentują zbyt prymitywną i niezróżnicowaną postawę uczuciową."


W przeciwieństwie do bohaterów sag awanturniczych, bohaterowie lub bohaterki baśni są abstrakcjami, czyli w naszym języku archetypami. Dlatego ich losy nie są neurotycznymi komplikacjami, ale raczej wyrazem trudności i niebezpieczeństw, jakie niesie nam sama natura. W interpretacji personalistycznej uzdrawiający element archetypowej narracji zostaje unieważniony. Na przykład w baśniach prawie zawsze dziecko-bohater zostaje porzucone. Jeśli zatem interpretować jego los jako nerwicę (a obecnie Traumę ) porzuconego dziecka, przypisuje się go neurotycznej narracji rodzinnej naszych czasów. Jeśli jednak pozostawimy go osadzonym w jego kontekście archetypowym, wówczas nabiera to znacznie głębszego znaczenia, a mianowicie, że nowego Boga naszych czasów można zawsze odnaleźć w ignorowanym i głęboko nieświadomym zakątku Psyche (narodziny Chrystusa w stajni). Jeśli dana osoba doświadcza nerwicy z powodu  porzucenia jako dziecko, baśń wzywa ją, by zwróciła się ku opuszczonemu Bogu we własnym wnętrzu, zamiast utożsamiania  się ze swoim cierpieniem. Hans Giehrl w książce Volksmärchen und Tiefenpsychologie stawia zarzut interpretatorom psychologii głębi, który uważam za częściowo uzasadniony, a mianowicie, że przenoszą oni swoje własne, subiektywne problemy na baśnie, w których w ogóle takowych nie ma. 

wtorek, 26 maja 2026

Jeszcze o Cieniu i jego włączaniu, niższej, trudno dostępnej funkcji psychicznej, która także leży "w cieniu" oraz o Animie/Animusie dziś :)

 Witajcie,


dziś specjalnie dla WAS (moich nielicznych czytelników czytelniczek) :)  fragment z książki oraz filmik będzie /na koniec / !

Polecam.






Opowiadam i piszę tu (i tam) dużo o Cieniu (dlatego napisałem o "Nim" książkę - którą polecam nieustannie), ale było też o niższej, trudno dostępnej funkcji psychicznej, która także leży "w cieniu" oraz o Animie/Animusie - o których nie można ani zapomnieć, ani ich chirurgicznie oddzielać. Te trzy zawsze są splątane i wpływają na "świadomość", o czym warto pamiętać przy pracy z cieniem !
Marie Louise von Franz o tym opowiada w swoich wykładach.
Np.:

To, co mamy na myśli, mówiąc o cieniu, może się bardzo różnić i wcale nie jest tak proste, jak zwykle zakładamy. W psychologii jungowskiej cień definiujemy zazwyczaj jako ucieleśnienie pewnych aspektów nieświadomości, które mogłyby zostać włączone do ego, ale z różnych powodów nie zostały. Można więc powiedzieć, że cień to ciemna, nieprzeżyta i wypartej strona kompleksu ego, ale to tylko częściowo prawda.

Jung nie znosił sytuacji, gdy jego uczniowie byli zbyt dosłowni, przywiązywali się do pojęć i zamieniali je w system, a potem cytowali go, nie do końca rozumiejąc, co mówią, podczas dyskusji powiedział kiedyś wszystkim obecnym: „To wszystko bzdury. Cień to po prostu cała nieświadomość.” Mówił, że zapomnieliśmy, jak te kwestie były omawiane i jak przeżywane przez daną osobę, oraz że zawsze trzeba brać pod uwagę stan analizowanego w danym momencie.

Jeśli ktoś, kto nic nie wie o psychologii, przychodzi na sesję analityczną i  dowiaduje się, że gdzieś  w tyle części umysłu istnieją pewne procesy, których ludzie nie są świadomi, to właśnie jest dla niego cień. Zatem na pierwszym etapie zbliżania się do nieświadomości cień jest właściwie jedynie metodologiczną nazwą dla wszystkiego we mnie, o czym nie mogę bezpośrednio wiedzieć.

Dopiero gdy rozpoczynamy zagłębianie się w sferę cienia osobowości i badamy jej różne aspekty, zaczyna się pojawiać w snach personifikacja nieświadomości o tej samej płci co śniący (czy śniąca). Ale wówczas taka osoba odkrywa, że w tym nieznanym obszarze istnieje jeszcze inny kompleks reakcji, zwany animą albo animusem, który reprezentuje uczucia, nastroje, idee itd. Mówimy też o pojęciu Self, czyli Jaźni.

poniedziałek, 11 maja 2026

O dwóch spolaryzowanych postawach w psychoterapii oraz w życiu. [i jak to ma się do demografii :) ]

O świecie i psychoterapii opartej na dowodach (evidence based) oraz o świecie i psychoterapii opartej na bezdowodowej niepewności i jej tolerowaniu. 

Jaki świat wybierasz?  Nowy film dla was:





Jungowskie "dojrzałe ego" potrafi tolerować trzy rzeczy: niejednoznaczność, lęk i ambiwalencję. To zdolność do znoszenia niewiedzy, tolerowania niepewności.

Tymczasem większość współczesnych terapii — czy to biomedyczny model diagnozy i leczenia, czy dominujące modele traumy — opiera się na dążeniu do pewności, do ustalenia jasnego związku przyczyny i skutku. Zakłada się, że taka pewność ma przynieść ulgę i zmniejszyć lęk. Ale jeśli potrafimy nauczyć się tolerować niejednoznaczność i niepewność, to prowadzi raczej do poszerzenia naszego doświadczenia niż do jego zawężenia do jednego punktu czy jednej przyczyny. A to może być wolnością.
Carl Gustav Jung mówił, że nie tyle rozwiązujemy nasze problemy — nie rozwiązujemy tajemnicy tego, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy — lecz raczej „przerastamy” nasze problemy. Dokonuje się to poprzez rozwijanie własnej zdolności do życia, poprzez różnorodne doświadczenia i poszerzanie doświadczenia jako takiego. [o czym obszerniej piszę w książce "Praca z cieniem ..."] Podobnie dzieje się w doświadczeniach psychedelicznych. Problem polega na tym, że nie tak opowiada się nam o ich działaniu! Słyszymy raczej, że „zmieniają mózg” albo „leczą traumę z dzieciństwa” — cokolwiek miałoby to właściwie znaczyć. ... Posłuchaj i daj znać w komentarzu co o tym sądzisz !


<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/dKFfnJQSpIA?si=mVwKpR0Ft_5DnxHz" title="YouTube video player" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" referrerpolicy="strict-origin-when-cross-origin" allowfullscreen></iframe>


poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Zwalczanie symptomu, czy rozumienie go jako wiadomości z nieświadomości ? - filmik :)

 Jedno podejście powiada: zdrowie to brak objawów chorobowych i chorób, cielesnych i/lub psychicznych. Wniosek? Należy usunąć lub pozbyć się symptomów i powrócić do stanu zdrowia.

W sferze psychicznej usuwa się zaburzenie oraz za pomocą tabletek domniemaną nierównowagę chemiczną w mózgu. Drugie powiada: objawy są informacją o tym, że coś intrygującego dzieje się w organizmie. Zbadajmy jaka za tym kryje się informacja.



W sferze psychiki objaw jest wyłącznie informacją z nieświadomości. Jeśli uda nam się wydobyć tę informację oraz wprowadzić do świadomości oraz w życie, to tak jakbyśmy "odzyskali duszę" i pomogli psychice w integracji tej informacji przez co objaw nie będzie już potrzebny. Trzecie podejście to SYNTEZA obu -- o tym jest pod koniec filmu :)





poniedziałek, 23 marca 2026

O psyche i nieświadomości - kilka cytatów z Junga

 Kilka cytatów - inspiracji na dziś oraz mało znane zdjęcie (C Kairos Foundation - z Wikipedii))





1. O reaktywności psychiki

„Psyche nie tylko reaguje; ona udziela własnej, specyficznej odpowiedzi na wpływy, które na nią oddziałują”.

„O pewnych ważnych punktach w psychoanalizie” (1914), DZ 4, § 665.

 

2. Między Duszą a Psyche

Dla Junga Psyche to całość, a Dusza (Soul, Seele) to kompleks (zespół funkcji) /często tożsamy z Animą/Animusem/.

„W trakcie moich badań nad strukturą nieświadomości uznałem, że należy dokonać rozróżnienia między pojęciem duszy i psyché. Psyché ujmuję jako ogół wszystkich procesów psychicznych - świadomych i nieświadomych, duszę ujmuję zaś jako pewien odizolowany zespół funkcji, który najlepiej dałoby się scharakteryzować jako „,osobowość".

Typy psychologiczne (1921), DZ 6, § 799.

 

3. Niepoznawalność nieświadomości

„

„Nigdy nie twierdziłem, ani nie sądzę, bym wiedział, czym jest nieświadomość sama w sobie. Jest ona nieświadomym obszarem psyche. Kiedy mówię o Psyche, to również nie udaję, że wiem, czym ona jest i jak daleko sięga to pojęcie. Koncepcja ta leży bowiem po prostu poza wszelkimi możliwościami poznania. Jest to jedynie konwencja nadawania jakiejś nazwy temu, co nieznane, a co jawi się  nam jako psychiczne. Ów czynnik psychiczny, jak pokazuje doświadczenie, jest czymś zgoła odmiennym od naszej świadomości”.

List do pastora Jahna, 7 września 1935, Listy, t. I, s. 196.

 

4.  Mit i Życie


„Nawet jeśli człowiek bez reszty oddał się światu zewnętrznemu, to przecież świat ten nadal istnieje jako przedmiot całkowicie odeń różny; nieświadomy świat obrazów zachowuje się też jak przedmiot całkowicie różny od podmiotu, nawet jeśli człowiek odda się mu bez reszty. Jak nieświadomy świat obrazów mitologicznych przemawia w pośredniej formie przeżywania rzeczy zewnętrznej do tego, kto cały oddaje się światu zewnętrznemu, tak też realny świat zewnętrzny i jego wymagania przemawiają w pośredniej formie do tego, kto całkiem oddał się duszy, albowiem nikt nie może ujść obu tym realnościom. Jeśli ktoś podąża tylko drogą wiodącą na zewnątrz, to musi on żyć swym mitem, jeśli jednak jego droga wiedzie go do wewnątrz, to musi on śnić swe życie zewnętrzne, czyli tak zwane życie realne.”

Typy psychologiczne (1921), DZ 6, § 280.

 

5. Doświadczanie mitu

„Prymitywny umysł nie wymyśla mitów, on ich doświadcza”.

„Psychologia archetypu dziecka” (1940), DZ 9i, § 261.

 

6. Nieświadomość to nie „worek na odpadki” - jak podświadomość u Freuda


„Nieświadomość pod żadnym względem nie jest pustym workiem, do którego wpadają odpadki świadomości, jak to się wydaje w ujęciu Freuda; jest ona drugą połową żywej psyché”.

List do dr. N., 15 lutego 1934, Listy, t. I, s. 143.

sobota, 21 marca 2026

Pani Iga Świątek czyli jak znaleźć własny mit, gdy pojawia się cień a projekcje kibiców ogromne są...

 Kilka refleksji o psychodynamicznym tle uprawiania sportu, rodzicach młodych sportowców, ekipach, działaczach, kibicach - a zwłaszcza ich oczekiwaniach oraz projekcjach i ZAWODACH, gdy projekcje i oczekiwania się nie realizują za pomocą młodej sportowczyni ...




środa, 4 lutego 2026

O pieniądzach za pracę nad indywiduacją, pracy wewnętrznej i Robercie Jo...


Postanowiłem dla moich czytelników bloga (i nie tylko) przełożyć fragmenty – zwłaszcza początek znakomitej pozycji Roberta A. Johnsona pt. „Inner Work” („Praca wewnętrzna”). Moją najgłębszą motywacją do tego przekładu jest opowieść o tym, jak Robert Johnson (czy ktoś w grupie osób) zapytał swego czasu Junga, czy ludzkość ma jeszcze szanse (na przetrwanie). Na co Jung odrzekł: „Tak, jeśli dostatecznie dużo osób będzie stosować pracę wewnętrzną”. Jeśli uda ci się prawidłowo stosować metody pracy wewnętrznej, które szanują i doceniają energie płynące z głębin oceanu nieświadomości, to z odpowiednią miarą skromności będziesz zdolny/a do samodzielnego rozwoju i będzie to zgodne z potencjałem z jakim przyszedłeś/przyszłaś na ten świat. Taki rozwój stanie się twoją DROGĄ i twoją ścieżką indywiduacji wolną od wpływów osób z zewnątrz (jak terapeuta czy guru). linki o których wspominam (jak nieświadomość "rządzi"): http://robertpalusinski.blogspot.com/... https://www.blogger.com/%20http://rob... http://robertpalusinski.blogspot.com/...

wtorek, 20 stycznia 2026

Medytacja nad obrazem bądź symptomem może być koanem Zen

czyli nowy krótki filmik :) 
O tym jak Jung medytował na obrazem (imago) czekając na wgląd, o tym jak Mindell Arnold medytował nad obszarem ciała (imago) czekając na wgląd i o tym jak czynili to "inni" :)


o czym:

 📖 Śledzenie rozwoju psychologii jungowskiej i powiązanych nurtów, gdzie autorzy odkrywają idee Junga na nowo lub czerpią inspirację z archetypów.
- [01:15] 👨‍🏫 Arnold Mindel, analityk jungowski, szkolił się w latach 60., pracował w Instytucie Junga w Zurychu jako training analist.
- [02:23]🤝 Bliska współpraca Mindela z Marie-Louise von Franz (pomoc w matematyce i fizyce przy "Number and Time") oraz Barbarą Hannah.
- [03:58] 🧠 Mindel stworzył psychologię zorientowaną na proces, rozwijając idee Junga równolegle z pracą w Instytucie.
- [04:28] 💪 Zastosował techniki Junga (analizę, amplifikację) do doświadczeń ciała, idąc dalej niż Jung w pracy z ciałem jako nośnikiem cienia.
- [05:32] 🌙 Amplifikacja obrazów ze snów (imago) – wzmocnienie bez interpretacji, wystarczy medytacja nad imago.
- [06:10] 📜 Cytat Junga (CW VII, §402, 1947): "Obraz i znaczenie są identyczne; gdy obraz nabiera kształtu, znaczenie się klaruje bez interpretacji".
- [07:14] 🧘 Medytacja nad imago ze snu jak koan zen – długie przebywanie z obrazem ujawnia jego sens, początek aktywnej imaginacji.
- [08:11] 🩹 Mindel przełożył to na ciało: "Symptom i jego znaczenie identyczne" – amplifikacja symptomu fenomenologicznie objawia przekaz.
- [09:02] 👁️ Uważna amplifikacja doświadczeń ciała (procepcja, wizja, dźwięk, ruch) – ciało ma swoje imago jak sny.

wtorek, 13 stycznia 2026

O Depresji i niewalce z depresją, czyli alternatywnie o depresji ...

Dlaczego rodzi się coraz mniej dzieci - czyli

o mądrości i wpływach nieświadomości zbiorowej na planecie Gaja

i O lamentach nie_rodzenia w kontekście kapitalizmu: 




Wiele lat temu (już ze 20) w jednej z niemieckich wiosek ekologicznych zapoznałem się z ideą "degrowth movement", która polega na konsumpcji zrównoważonej i ograniczonej do faktycznych potrzeb - czyli rozważnego nabywania towarów, zwłaszcza nowych i re_nowa_cji starszych ...
Idee te, choć już długo obecne w alternatywnych mniejszościach, nie znalazły większego wsparcia "na powierzchni", że tak powiem.
Nie mniej jednak tak się realizują w undergroundzie oraz w nieświadomości zbiorowej.
Dzisiaj to do mnie dotarło i zaraz będzie o tym w jaki sposób.
Dominujący system kapitalistyczny oparty jest na iluzji ciągłego "wzrostu" wszystkiego: PKB, bogactwa, kursu akcji, liczby sprzedanych towarów i rodzonych ludzi=konsumentów! To jeden wielki balon lub nadmuchiwana bańka.
Współistniejący z nim system kapitałowy bankowo-giełdowy może istnieć jedynie w warunkach ciągłego "wzrostu" [PKB, konsumpcji itp.] [bo pożycza kasę "na procent"]
Na dłuższą metę jest to jest iluzja, bo na ograniczonej planecie niemożliwy jest nieograniczony czy nieskończony "wzrost".
Perspektywa mniejszej populacji uruchamia logiczną i nieuniknioną konsekwencję de_wzrostu, mniejszej konsumpcji, czyli zakupów/wydatków!
Mniejsze zakupy unieważniają dotychczasowy system oparty na "wzroście"!
To stąd bierze się rozpacz, płacze i jęki oraz biadolenie nad mniejszą i w konsekwencji zbyt małą liczbą przyszłych konsumentów rodzonych przez kobiety. ...
Mniej konsumentów = mniejsza konsumpcja/wydatki!
Nie będzie komu inwestować w akcje i obligacje ...
Nie będzie kredytobiorców.
Nadmiar pustych mieszkań wywoła nie tylko upadek branży budowlanej, ale i spadek cen mieszkań/nieruchomości, co dodatkowo wykończy bankom zabezpieczenia niespłaconych hipotek ...
Banki oparte na dotychczasowym (lichwiarskim) modelu biznesowym - upadną.
Idea de_wzrostu (degrowth), która de facto zakiełkowała już 60 lat temu wraz z Raportem Klubu Rzymskiego ("Granice Wzrostu") i z ruchem kontrkultury (hippisowskim) nie przedarła się do szerszej świadomości, bo jest niemedialna, a przede wszystkim jest antykapitalistyczna.
A jednak i tak się realizuje właśnie TERAZ w formie zmniejszającej się populacji! Mniej ludzi = mniejsza konsumpcja = mniejsza produkcja = ujemny wzrost.
Patrząc na to, co napisałem powyżej - zadaj sobie pytanie: komu najbardziej zaszkodzi mniejsza liczba przyszłych "konsumentów" ?
"Kto" najbardziej biadoli nad faktem niskich urodzin?
"Kto" jest przerażony ujemnym wzrostem i przyszłymi spadkami cen?
Przypomnę, że w 1900 roku Polaków było kilkanaście milionów i nikt nie płakał, że to tragedia, czy jakaś depopulacja ! Sto lat wcześniej Polaków było jeszcze o połowę mniej ...
Do tej właśnie wizji trzeba się aktywnie, a nawet wyprzedzająco dostosować i zapomnieć o dyktaturze paradygmatu nieskończonego wzrostu oraz dotychczasowego systemu kapitalistycznego.
Kiedy uświadomimy sobie obecność "degrowth movement" (który obecnie manifestuje się spadkami narodzin), zobaczymy jak uderza w podwaliny (i rację) bytu obecnego konceptu kapitalistycznego. To dlatego dominuje narracja oraz wrażenie, że "nie ma alternatyw", że "trzeba rodzić więcej" a z ludźmi (zwłaszcza z kobietami) coś jest "nie tak" - popsuli się 🤣🤣.
Przy okazji:
Wyobraź sobie, że z naszych podatków rząd NIE dotuje kupowania nowych samochodów elektrycznych (i innych sprzętów/domów) ale ich remont i odnawianie !!!
Taki "degrowth" miałby też fajne przełożenie na otoczenie zagraniczne oraz - przede wszystkim - na ekologię. Np. opłacalne byłoby naprawianie i dłuższa ekploatacja (z DOTACJAMI oczywiście !) starszych samochodów (czy podobnych sprzętów), zamiast kupowania nowych - zwłaszcza chińskich 😈 itd.