Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śmierć. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2015

ŚMIERĆ JAKO DORADCA

Śmierć jako doradca i sprzymierzeniec

(motyw śmierci jako doradcy poruszałem niedawno w poście z 28 lutego, tym razem inspiracje z ważnej dla mnie książki Arnolda Mindell'a "The Shaman's Body" /1993/ w moim przekładzie):

Są takie chwile, kiedy chcesz umrzeć. Pewnego dnia każde z nas umrze. Oddzielanie się od starej tożsamości, systemu lub związku jest jak umieranie. Dopiero po jednej z takich separacji zorientowałem się, że umarłem. Ponieważ jestem niezmiernie uparty, zabijanie mnie trwało długo i umierałem w bólach oraz w nieświadomości. Później zastanawiałem się i uświadamiałem sobie co się wydarzyło, byłem jak duch zmarłego, do którego dopiero wówczas dociera, co się z nim dzieje, gdy już opuszcza ciało.
Są łatwiejsze sposoby. Jeżeli dasz im szansę, to fantazje o śmierci wymażą twoją historię osobistą: rodzaj wykonywanej pracy, oczekiwania żywione wobec siebie oraz przewidywalne i zużyte wzorce postępowanie względem innych. Zgodnie z buddyjskim rytuałem, każdego dnia powinieneś medytować nad śmiercią. Wielu nauczycieli zgadza się co do tego, że śmierć jest jedynym, mądrym doradcą.

środa, 18 lutego 2015

ZE ŚMIERCIĄ PRZEZ ŻYCIE

O pożytecznych skutkach uświadamiania sobie naszej śmiertelności V. Sanchez ("Nauki don Juana") w nawiązaniu do Castanedy.

W społecznościach tak zwanych "nowoczesnych", jednym z filarów, na których opiera się ego jednostki -a co za tym idzie, "ego" zbiorowości -jest zaprzeczenie śmierci.

środa, 17 listopada 2010

ŚNIENIE WOJNY

Napięcia jakie wytworzyły się w życiu publiczno- społecznym w ostatnich miesiącach w Kraju sprawiły,że pojawia się Śnienie Wojny
Za wojną (taką formułę mają marsze i anty-marsze z rozdzielającymi je siłami pokojowymi "ONZ") stoi śnienie wojny - to ono tak kusi. Tam nie ma dylematów i egzystencjalnych rozterek; tylko życie/śmierć: albo ty giniesz, albo wróg. Mit wojownika i samuraja. Prosty wybór, błyskawiczna akcja, brak konieczności refleksji.
Jak wzbudzić i zaprosić to "Śnienie", tę moc-jakość do współ-istnienia bez fizycznego zabijania?
I oczywiście pytanie: co powinno zostać zabite? Co w to miejsca ma się u-rodzić? Czy dojrzaliśmy w Europie do śmierci w wymiarze symbolicznym - do śmierci (że - niechętnie - użyję tego sformułowania) jakiejś, już dawno zużytej i wręcz śmierdzącej formuły Ego?

O Śnieniu Wojny pisze też Mindell (w "Śnienie na jawie"):
" Wojna to ludzie zabijający się nawzajem. Wojna to 'Śnienie Śmierci'.
Większość z nas nienawidzi śmierci, unikamy jej, zapominamy o niej, staramy się ją pokonać. Ale śmierć jest tylko koniecznością zmiany. Być może wojna jest śmiercią Śniącą siebie do istnienia, próbującą spowodować, żebyśmy ją zobaczyli i zdali sobie sprawę z tego, że jest nieunikniona. Śmierć otacza nas, przypomina nam, że życie jest krótkie, delikatne i zbyt wartościowe, by je marnować.
Natura dała nam wybór. Możemy wzajemnie się zanihilować jak ów przysłowiowy elektron, który uparcie utrzymuje ruch do przodu w czasie i zostaje zanihilowany przez swego przeciwnika. Możemy też prowadzić życie wzorem świadomej i elastycznej postaci, która po wejściu w pole pełne napięć przechodzi do wieczności."

poniżej wklejam jeszcze trochę o Śnieniu Wojny z książki Mindella "Śnienie na Jawie" w moim przekładzie:

"Jesteśmy zbyt wielcy i posiadamy zbyt wiele aspektów, aby tkwić wyłącznie w jednej roli. Od zmieniania roli powstrzymuje cię jedynie twoja codzienna tożsamość, upierając się przy tym, że ty jesteś sobą, a twój nieprzyjaciel jest gdzieś tam.
Pamiętasz diagramy Feynmana przedstawiające cząsteczki w polu magnetycznym? Elektron wkracza w pole i nagle kreują się role. Elektron elastyczny, o klarownym nastawieniu, wyczuwa pole, zmienia role przechwytując naturę swojego, złożonego z antymaterii przeciwnika - pozytronu i wykracza poza czas. W efekcie oznacza to, że występuje on ze swojej normalnej roli w Uzgodnionej (codziennej) rzeczywistości. Fizyka kwantowa sugeruje, że możesz uczynić to samo - możesz spróbować działać w sposób 'odczuwający' i zmieniać role!

Praca z grupą w Irlandii
Zmiana ról jest ogromną siłą, pozwala uniknąć anihilacji nie tylko w świecie cząsteczek elementarnych, ale także w procesach grupowych. Wstrząsający przykład, który miał miejsce, gdy pracowaliśmy z konfliktem w Irlandii pokazuje jak potężny efekt może mieć zamiana ról.
Pierwotnie planowaliśmy pracować w Belfaście, ale w dzielnicy, gdzie mieliśmy pracować panowało zbyt wiele przemocy, by można było zorganizować spotkanie poświęcone rozwiązywaniu konfliktów. Kilka miesięcy przed terminem seminarium w Irlandii grupa zajmująca się pracą z procesem w Irlandii zmieniła lokalizację spotkania i zorganizowała je w Dublinie. Około dwustu osób z całej Irlandii przybyło do teatru w Dublinie dokładnie na dwa dni przed podpisaniem traktatu pokojowego w 1998 roku. Pamiętam niezwykle intensywne interakcje, które pojawiały się w trakcie procesów grupowych w tamtych dniach. Po tym, jak kilka osób omówiło zagadnienia z punktu widzenia północy i południa, mężczyzna z Irlandii wszczął gwałtowny konflikt z politycznym aktywistą z Irlandii Północnej. Obaj krzycząc walczyli na słowa, a wszyscy pozostali uczestnicy stłoczyli się dookoła nich.
Obaj mówili o przejmującym bólu, jakiego doświadczyli, gdy z rąk strony przeciwnej, na ich oczach zginęli członkowie ich rodzin. Obaj odnieśli rany wskutek zamachów bombowych. Żaden nie chciał powstrzymywać swej wściekłości. Jeden z nich stwierdził, że nawet nie ma takiego zamiaru. Po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat mieli okazję rozmawiać z człowiekiem z przeciwnej strony.
W pewnej chwili, mężczyzna z północy podkreślił, że chociaż jest z Wielkiej Brytanii, to nadal pozostaje rodowitym Irlandczykiem. To oświadczeniem podziałało jak wybuch bomby. Rozpętało się piekło. Mężczyzna z południa, czerwony na twarzy wykrzykiwał niekończącą się tyradę. W międzyczasie grupa zachęcała, wspierała lub wygwizdywała mężczyzn w trakcie ich kłótni. Tak bywa, gdy ujawnia się w końcu to, co pozostawało niewypowiedziane.
Ale wtedy przypomniałem sobie o świadomości i klarowności. Flirtował ze mną mocno czerwony kolor szyi jednego z nich. Później zauważyłem, że drugi mężczyzna też był czerwony. Złapałem ten najwyraźniej irracjonalny flirt i zapytałem siebie dlaczego obaj byli tacy czerwoni. Zagłębiłem się w siebie i odkryłem dlaczego ja sam byłem taki czerwony; byłem przerażony, wściekły i wystraszony przemocą oraz śmiercią. Poczułem, że nawiedziła mnie śmierć.
Zapytałem jednego z mężczyzn o tę czerwień na jego szyi, a on wprawiając mnie w szok, a wszystkich obecnych w zdumienie przestał krzyczeć. On przestał! Nagle zrobiło się cicho. Usłyszał i odpowiedział mi. Powiedział, że kilka tygodni temu przeżył zawał serca. Ujawniło się jeszcze więcej szokujących spraw. Zaraz po tej wypowiedzi, jego przeciwnik ujawnił, że cierpi na śmiertelnie niebezpieczne nadciśnienie, i że również boi się śmierci.
Nagle słowa popłynęły z moich ust. Z doświadczenia wiem, jak bolesne jest życie aktywisty społecznego, i że cierpią oni na poważne problemy zdrowotne. Krzyknąłem: "Lepiej uważaj, bo zamiast przeciwnika zabijesz samego siebie!" Wszyscy zamarli. Następnie ci niesamowici mężczyźni zrobili coś, czego nikt nie był w stanie przewidzieć.
Z jakiegoś, niewytłumaczalnego powodu, mężczyzna z południa podszedł do mężczyzny z północy. Zostawiając za sobą starą rolę, mężczyzna z południa objął ramieniem swojego przeciwnika. To mnie oszołomiło. Wszyscy byli oszołomieni. Ludzie płakali i podziwiali tych dwóch mężczyzn tworzących wzór dla współistnienia północy i południa tuż przed podpisaniem traktatu pokojowego następnego wieczora w Dublinie.
Najwidoczniej pomogłem mężczyźnie z południa przypomnieć sobie o śmierci. W tej chwili, mężczyzna z północy mógł do niego dołączyć. Tematem dyskusji było zabijanie, które rzeczywiście miało tam miejsce. W pewien sposób śmierć była obecna w toku całej dyskusji. Śmierć była wspólnym mianownikiem, Śnieniem, które połączyło dwóch przeciwników.
Tych dwóch mężczyzn odświeżyło moje nadzieje pokładane w życiu. Wiele mnie nauczyli. Pokazali mi, że ich wściekłość jest spowodowana widokiem śmierci własnych rodzin zabijanych przez przeciwnika. Nauczyli mnie, że śmierć jest wszędzie. Wojna to ludzie zabijający się nawzajem. Wojna to Śnienie Śmierci.
Większość z nas nienawidzi śmierci, unikamy jej, zapominamy o niej, staramy się ją pokonać. Ale śmierć jest tylko koniecznością zmiany. Być może wojna jest śmiercią Śniącą siebie do istnienia, próbującą spowodować, żebyśmy ją zobaczyli i zdali sobie sprawę z tego, że jest nieunikniona. Śmierć otacza nas, przypomina nam, że życie jest krótkie, delikatne i zbyt wartościowe, by je marnować.
Natura dała nam wybór. Możemy wzajemnie się zanihilować jak ów przysłowiowy elektron, który uparcie utrzymuje ruch do przodu w czasie i zostaje zanihilowany przez swego przeciwnika. Możemy też prowadzić życie klarownej postaci, która po wejściu w pole pełne napięć przechodzi do wieczności. Ta druga możliwość w ramach procesów grupowych wymaga klarowności, docierania do niezróżnicowanej esencji dialogu, zauważania co flirtuje z twoją uwagą, docierania do esencji gorących miejsc, które flirtują z grupami. Zmiany ról i podążanie za Śnieniem.
Konflikt jest najlepszym nauczycielem. Uczysz się, że jesteś czymś więcej niż tylko drugą osobą. Ty i ta druga osoba zlewacie się w uniwersalnej zasadzie, w niedualności Śnienia, niedualności zdążającej za śmiercią.

sobota, 19 grudnia 2009

Ah! ten Jung -- i jego SŁYNNA WYPOWIEDŹ

A właściwie odpowiedź na pytanie: -- czy wierzy pan w życie po śmierci ... ( w wywiadzie dla BBC )
Jak znajdę chwilkę to przełożę na polski ...
a poniżej video z tym kawałkiem 4 min

Interviewer: I know that you say death is psychologically just as important as birth and like it is an integral part of life, but surely, it can't be like birth if it is an end. Can it?

Jung: Yes. If it is an end and there we are not quite certain about this end because we know that there are these pecular faculties of the psyche- that it isn't entirely confined to space and time. You can have dreams or visions of the future. You can see around corners and such things. Only igonrants deny these facst (ja - german). Its quite evident that they do exist and have existed always. Now these facts show that the psyche- in part, at least- is not dependent on these confinements. And then what? When the psyche is not under that obligation to....live in time and space alone- and obviously, it doesn't. Then, in .. to that extent, they psyche is not submitted to those laws and that means a..a practical continuation of life of a sort of psychical existence beyond time and space.

Interviewer: Do you- yourself believe that death is probably the end or do you believe....

Jung: Well, I can't say - wissen Sie ? (german translated wold be: you see ?)- the word "believe" is a difficult thing for me. I don't "believe"; I must have a reason for a certain hypothesis. Either I know a thing; and when I KNOW it, I don't need to believe it. If I- I don't allow myself, for instance, to believe a thing just for sake of believing it. I can't believe it! But when there are sufficient reasons for a certain hypothesis, I shall accept these reasons naturally. And to say "We have to recon with the possibility of [so and so]." You know?

Interviewer: Well...now you told us that we should regard death as being a goal and to stray away from it is to evade life and life's purpose. What advice would you give to people in their later life to enable them to do this when most of them must, in fact, believe that death is the end of everything?

Jung: Well...you see I have treated many old people and its quite interesting to watch what their conscious doing with the fact that it is apparantly threatened with the complete end. It disregards it. Life behaves as if it were going on and so I think it is better for old people to live on...to look forward to the next day; as if he had to spend centuries and then he lives happily, but when he is afraid and he doesn't looks forward; he looks back. He petrifies. He gets stiff and he dies before his time, but when hes living on, looking forward to the great adventture that is ahead, then he lives. And that is about what your concious is intending to do. Of course it is quite obvious that we're all going to die and this is the sad finale of everything, but never-the-less, there is something in us that doesn't believe it, apparently, but this is merely a fact, a psychological fact. Doesn't mean to me that it proves something. It is simply so. For instance, I may not know why we need salt, but we prefer to eat salt too because we feel better. And so when you think in a certain way, you may feel considerably better. And I think if you think along the lines of nature, then you think properly