poniedziałek, 31 maja 2010

JESZCZE O PRACY Z TRAUMĄ I NADUŻYCIEM

Wcześniej, bodajże w odpowiedzi na komentarz pisałem jak brzmi definicja nadużycia oraz, że karanie zwłaszcza fizyczne dzieci spełnia tę definicję. Pisałem także, o skutkach jakie niesie dla nadużywanej osoby taka sytuacja, szczególnie jeśli jest długotrwała, powtarzalna i "bez wyjścia" (A tak jest "we władzy rodzica"!). W opisywanych warunkach, długotrwałe nadużycie niesie takie samo skutki jak opisywane w Zespole Stresu Pourazowego (PTSD) u ofiar wojny, prześladowań, tortur, kataklizmów, gwałtów ...

Oto pełna definicja:
"Definiuję nadużycie jako bezprawne wykorzystanie siły fizycznej, psychologicznej lub społecznej przeciwko komuś, kto nie jest w stanie się obronić (zareagować natychmiast), ponieważ nie posiada równej siły fizycznej, psychologicznej lub społecznej. To, czy proces lub relacja jest nadużywająca zależy od zdolności grupy lub jednostki do obrony."
i dalej:
"Niektóre rodzaje nadużyć są szczególnie oczywiste, ponieważ polegają na niesprawiedliwym i jawnym wykorzystaniu siły fizycznej lub władzy. Inne są bardziej wyrafinowane, chociaż sieją równie wielkie spustoszenie - na przykład wyśmiewanie, zawstydzanie, umniejszanie i przedrzeźnianie. Nauczyciele poniżają dzieci. Na ulicach gapimy się na ludzi, którzy się od nas różnią. Możemy być nadużywający ignorując cierpienie, z którym się stykamy. W niejawny sposób nadużywamy innych, kiedy jesteśmy świadkami nadużyć i nie przeciwstawiamy się temu, co się dzieje." Arnold Mindell w książce: "Siedząc w ogniu"

Więcej o skutkach nadużycia i sytuacji nadużywania (ang.: abuse) - z tej samej pozycji A. Mindella

UWEWNĘTRZNIONA PRZEMOC
Kiedy nie potrafimy ochronić się przed jawnym, ukrytym lub instytucjonalnym nadużyciem, mimo woli uwewnętrzniamy tych, którzy nas atakują, przyswajamy sobie ich styl komunikacji i akceptujemy ich krytycyzm. Lekceważymy i tłumimy swoje uczucia, a w końcu czujemy się bezwartościowi, nawet nie wiedząc dlaczego tak jest. Po pewnym czasie już nie zauważamy negatywnych myśli, które mamy na swój temat - po prostu czujemy, że nie warto żyć. Czasem myślimy o popełnieniu samobójstwa.
Uwewnętrznione poczucie bycia zdominowanym, bezwartościowym i depresyjnym jest wzmacniane przez przymus życia w niesprawiedliwym społeczeństwie, pod rządami polityków, którzy nie zdają sobie sprawy, co robią (Albo w domu z nadużywającymi rodzicami i w szkole z podobnymi nauczycielami -- dopisek R.P.).
Jestem wdzięczny mojemu bratu, Carlowi Mindellowi z Albany Medical School, że pokazał podobieństwa między symptomami zespołu szoku pourazowego ze skutkami długotrwałego zawstydzania i poniżania.
Według moich obserwacji skutkami każdej formy długotrwałego nadużycia są symptomy zespołu szoku pourazowego. The American Medical Association Encyclopedia of Medicine wymienia następujące symptomy spowodowane chronicznymi nadużyciami:

1. Niepokój, że coś się może nam stać w przyszłości z powodu trzęsienia ziemi, zamieszek, gwałtu, tortur i wojny.
2. Powracające wspomnienia lub sny dotyczące niebezpiecznych sytuacji.
3. Poczucie izolacji.
4. Zaburzenia snu i koncentracji uwagi.
5. Twardość w zachowaniu i zamieranie uczuć.
6. Trwałe poczucie winy i wstydu w relacjach.
7. Depresja.
8. Symptomy fizyczne.

Poczucie izolacji może być związane z lękiem przed innymi ludźmi i nieustannym strachem przed grożącym lada chwila poniżeniem. Zamieranie uczuć oznacza, że nie reagujemy na smutne lub bolesne rzeczy. Jest ono czasem wspierane używaniem alkoholu lub innych narkotyków. Symptomy cielesne mogą być chronicznym bólem uszu i gardła, problemami seksualnymi, problemami z okolicami genitalnymi, pogrubieniem skóry lub chronicznymi bólami kręgosłupa. Inne oznaki wskazujące na długotrwałe nadużycie to ukrywanie się, unikanie sytuacji grupowych i lęk przed publicznym pokazywaniem się i przemawianiem.
Sny przepełnione poczuciem paniki i smutne wspomnienia również mogą wyrosnąć z niepokoju związanego z nadużyciami. Depresja, niechęć do wstawania z łóżka rano i zmęczenie podczas dnia są często powiązane z bolesnymi wydarzeniami z przeszłości. Także stan dezorientacji, kłopoty z pamięcią, poczucie pustki, niezdecydowanie, nagłe plątanie się w wypowiedziach, sytuacja, gdy nie wiemy, dokąd idziemy, oraz niemożność przypomnienia sobie przeszłości. Wreszcie mściwość - nieustanny "gwóźdź w bucie" - często wskazuje na wystąpienie nadużycia.
Arnold Mindell w książce: "Siedząc w ogniu"


W moim poprzednim poście zamieściłem przykład sposobu pracy z traumą i nadużyciem autorstwa Garry Reissa w moim przekładzie. Jeśli masz drogi/droga czytelniku/czytelniczko powiedzmy 45 min czasu, to zobacz jak wygląda ten sposób pracy w szerszej wersji, tak jak zostało to opisane przez Arnolda Mindella -- i jak się to praktykuje w terapii Psychologii Procesu. Wszystkie cytaty z książki "Siedząc w ogniu" są w przekładzie Basi Lindenberg i Beaty Wolfram (wydanie polskie 1998)

Jest to sposób uniwersalny i stosuje się go także do pracy z dorosłymi, którzy w dzieciństwie byli bici (przez rodziców, opiekunów, itd) lub w inny sposób nadużywani w przeszłości ...



FACYLITOWANIE PRACY NAD NADUŻYCIAMI

Sugeruję, że każdy kto pracuje z grupami powinien rozważyć przeprowadzenie poniższego ćwiczenia, zwłaszcza jeśli macie kilka z podanych wyżej symptomów. To ćwiczenie nie tylko odkrywa nadużycia z przeszłości jednostki; również prowadzi do działań społecznych i pojawiania się większej ilości liderów. Miejcie, proszę, w pamięci, że to ćwiczenie nie jest programem. Każdy ma swoją indywidualność, nie istnieją stałe procedury, według których można rozwiązać wszystkie problemy.
Nie popieram nazywania siebie "ofiarą" nadużycia. Terapie nie zorientowane na proces zachęcają do używania określeń oznaczających patologie. Takie diagnozy mogą być użyteczne, ale też nieintencjonalnie mogą być nadużyciem, jeśli trudno nam jest bronić się przed opiniami "ekspertów" i klasyfikowaniem.
Podane niżej ćwiczenie można przeprowadzić we dwójkę, samemu lub w grupach, szczególnie grupach zainteresowanych zmianami społecznymi. Może ono zająć wiele godzin i nie musi być dokończone w czasie jednego spotkania.
Pytający powinien pamiętać, że ludzie, którzy byli nadużywani często nie mogli się obronić. Mogą zachowywać się miło i starać się zadowolić przeprowadzającego rozmowę zamiast sprawdzać, co czują w głębi siebie. Nie zmuszaj nikogo do przypominania sobie wydarzeń z przeszłości. Pozwól pytanemu kierować rozmową. Nie spiesz się. Jeśli teraz poświęcisz temu więcej czasu, to później nie będziesz go tyle potrzebował. Bardzo mało osób z własnej woli wraca do bolesnych spraw. Tłumienie, chociaż niewygodne, zwykle boli mniej niż pamiętanie. Niektórzy z nas nie chcą myśleć o przeszłości, ponieważ skupianie się na byciu obecnym teraz i odnoszeniu sukcesu dzisiaj wydaje się ważniejsze. Nie chcemy również mówić o przeszłych trudnościach, jeśli uważamy, że rozmówcy nie pracowali nad podobnymi problemami, albo iż nie ma dla tych trudności rozwiązań. My, facylitatorzy, zdobywamy umiejętności i współczucie nie tylko ucząc się, ale też pracując nad sobą.
W wyobrażonej przeze mnie rozmowie odpowiedzi udziela kobieta.

ROZMOWA NA TEMAT NADUŻYĆ

1. Zapytaj osoby, z którą rozmawiasz, czy czuje się wystarczająco bezpiecznie, by mówić o nadużyciach z przeszłości. Daj jej czas na to, by poczuła się z tobą dobrze i swobodnie. Zapytaj czego potrzebuje, by poczuć się dobrze. Nikt nie ma ochoty mówić o trudnych zdarzeniach z przeszłości, dopóki nie jest przekonany, że ktoś go słucha uważnie i z sercem. Zastanów się, czy ty również czujesz się dobrze, co tobie mogłoby być potrzebne.

2. Jeśli już czujecie się dobrze i swobodnie, spytaj: Kiedy po raz pierwszy poczułaś się pomniejszona, upokorzona, zawstydzona, gorsza? Fizycznie zaatakowana przez kogoś, przed kim nie mogłaś się obronić? Zadając pytania, zwróć uwagę, które z nich wywołują najsilniejsze reakcje.
Jako facylitator pamiętaj, że większość osób, które przeżyły nadużycia wyćwiczyła się w ignorowaniu swego bólu. Potrafią zlekceważyć swoje własne wahania dotyczące odpowiedzi na te trudne pytania, potraktować sprawę nadużyć jako nieważną i twierdzić, że nic je nie niepokoi - to wszystko nie ma żadnego znaczenia.
Zauważ, w jaki sposób pytana przez ciebie osoba zaczyna swoją historię. Jeśli jąka się, kaszle, spogląda w bok lub nie potrafi sobie czegoś przypomnieć, jeśli mówi "Chcę ci opowiedzieć o czymś z mojej przeszłości", a potem milknie, powiedz jej, że ty również możesz nie być gotów, by iść dalej. Jeśli robisz wywiad zbyt szybko lub naciskasz na osobę, która nie jest gotowa otworzyć się, to mimowolnie powtarzasz nadużycie poprzez używanie siły, której nie można się przeciwstawić.
Powiedz jej, aby uszanowała swoje zawahanie i sprawdź, czy na pewno jest to dobry moment i czy ty jesteś właściwą osobą do rozmowy.

3. Kiedy będziecie gotowi, by skupić się na jej historii, zadaj następujące pytania: Czy potrafisz sobie przypomnieć lub wyobrazić, jaka byłaś przed doznanym nadużyciem? Ile miałaś lat? Jak wyglądałaś? Jak się czułaś? Czy ta część ciebie żyje w tobie? Jak wygląda dzisiaj? W jaki sposób pojawia się w twoim życiu?

4. Poproś osobę, z którą rozmawiasz, by wybrała jedno wydarzenie związane z nadużyciem. Jeśli nie potrafi, zapewnij ją, że wiele osób ma trudności z przypominaniem sobie wydarzeń z dzieciństwa - albo dlatego, że było to zbyt bolesne, albo dlatego, że podczas gdy oni głęboko cierpieli inni ludzie zachowywali się tak, jakby wszystko było w porządku. Nie naciskaj. Zapytaj, czy przypomina sobie jakieś zdarzenie, w którym cierpiały inne osoby. Nie idź dalej, dopóki osoba, z którą rozmawiasz nie będzie w pełni gotowa.

5. Jeżeli i ty, i osoba, z którą rozmawiasz jesteście gotowi, pomóż jej szczegółowo opowiedzieć historię. Kto był zaangażowany? Czy nadużycie zdarzało się wszędzie, czy w jakimś określonym miejscu? Od czego się zaczynało? Co działo się potem?
W plemionach pierwotnych opowiadanie historii jest głównym rytuałem leczniczym. Powinno być ważną częścią naszego życia już od dzieciństwa. Często tłumimy uczucia, aby znaleźć w sobie odwagę, by rozwijać się dalej. We wspomnieniach z przeszłości można odkryć to, czego teraz brakuje w naszym życiu.
Historie nadużyć są szczególnie bolesne i trudne do opowiadania. Wymagają dobrego słuchacza. Nikt nie potrafi opowiadać do ściany. Dobry słuchacz wyraża całym sobą, że można mówić otwarcie o bolesnych sytuacjach i prosić innych o pomoc, kiedy jest nam trudno. Dobrzy słuchacze dają również do zrozumienia, że są po stronie opowiadającego. Opowiadający mógł czuć się osamotniony, kiedy wydarzyło się nadużycie, ale teraz facylitator może pomóc przełamać poczucie izolacji.
Osoba, z którą rozmawiasz może uważać, że niektóre nadużycia, które przeszła, takie jak rasizm, są tak oczywiste, że nie trzeba ich opisywać. Prawdopodobnie będzie na ciebie zła, jeśli pomyśli, że nic na ten temat nie wiesz.
Może mieć poczucie, że jej historia jest wstydliwa lub pełna zła. Może bać się, że jeśli ci ją opowie, to jej nie uwierzysz, albo, co gorsza, że nadużycie znów się wydarzy. Może nic nie czuć i nawet stracić rozeznanie, dlaczego opowiada swoją historię.
Jeśli umiejętnie skierujesz ją głębiej, może nagle odnaleźć uczucia, o których nie wiedziała. Ważne jest, aby pamiętać, że nie jest ważne, czy wiesz bardzo dużo na temat tego rodzaju nadużycia. Może jesteś w stanie napisać o tym książkę, ale osoba z którą rozmawiasz potrzebuje wyrazić, co przeżyła. Delikatnie jej sugeruj, wciąż od nowa: opowiedz swoją historię, opowiedz całą historię. Proszę opowiedz, co wiesz, wszystko, co pamiętasz, nawet te najtrudniejsze części. To jest dla mnie ważne, to mnie obchodzi.

6. Poświęć czas i uwagę uczuciom. Delikatnie skieruj uwagę na momenty, w których osoba opowiadająca wahała się, była zakłopotana, czy zawstydzona. Dowiedz się, czy mogłaby opowiedzieć coś jeszcze wokół tych momentów.
Czasami mijają miesiące, zanim ktoś jest w stanie w pełni opowiedzieć historię i dotrzeć do związanych z nią uczuć. Pomóż jej opowiadać ją wielokrotnie, tak by wszystkie emocje mogły się ujawnić. Nie próbuj analizować zbyt wcześnie, uwolnienie emocji jest konieczne, aby życie znów nabrało sensu. Może to również złagodzić istniejące symptomy psychosomatyczne.

7. Zajmij się poszukiwaniem brakującej prawdy i mitów. Poproś, by osoba opowiadająca wyobraziła sobie, pofantazjowała, wyszła poza to, czego jest pewna i wydobyła niewyraźne, ulotne wspomnienia kojarzące się z jej historią. Może uważać, że są wariackie lub nierzeczywiste. Być może nie potrafi odróżnić faktów od fantazji, ponieważ otoczenie ukrywało coś przed nią. Pamiętaj, że to, co ona mówi jest najgłębiej realne, to jest jej rzeczywistość. Aby dotrzeć do całej prawdy musi zmienić sposób myślenia, musi "wyśnić" sobie, co się mogło zdarzyć. Badając swoje niewyraźne wspomnienia opisuje ukryte aspekty tych zdarzeń, to, co nie wyszło na jaw, ale było obecne.
Na przykład pewna kobieta przyszła do mnie na sesję z powodu jąkania się. Spytałem ją, czy możliwe jest, by przeżyła jakieś nadużycia. Odparła, że była szczęśliwym dzieckiem. Później z wahaniem wspomniała, że nie jest pewna, czy to prawda, ale ma następujące niewyraźne wspomnienie: ojciec ją bije, a matka śmieje się z tego. Opowiedziała o okrucieństwie swojego ojca. Po pewnym czasie zdobyła się na odwagę, by porozmawiać z nim wprost. Musiała zrobić to w wyobraźni, ponieważ już nie żył.
Dzięki fantazjom możemy dotrzeć do prawdy. Poprzez dialog z ojcem dokonany w wyobraźni ta kobieta odkryła, że jej matka stała obok i śmiała się, ponieważ jej nienawidziła.
Kiedy kobieta spytała matkę, czy to wszystko prawda, ta wyznała jej, że urodzenie dziecka było dla niej torturą, a uwaga, jaką dostawała córka budziła w niej zazdrość. Odwracała wzrok, kiedy ojciec maltretował dziecko. Matka i córka pokłóciły się, a potem opłakały swoje cierpienie z przeszłości. Moja klientka jąkała się potem dużo mniej.
Uwewnętrzniła zdominowanie, biła samą siebie, jeśli można tak powiedzieć, za to tylko, że miała na temat przeszłości jakieś uczucia. Poniżyła siebie tak jak to robił jej ojciec i z lęku się jąkała. Tak jak matka, "odwracała od siebie wzrok". Nienawidząc samej siebie miała nadzieję, że zapomni swoje uczucia, zapomni wszystko. Ale jąkanie się było dowodem na istnienie problemów. Jednak, na szczęście, rozzłościła się na swoją nienawiść do samej siebie i zaczęła być z siebie dumna.
Zachęć osobę, z którą rozmawiasz, by stworzyła historie i mity na temat symptomów, które pomogą jej odnaleźć ukrytą lub brakującą część prawdy o jej życiu. Powiedz jej: pofantazjuj na temat tamtych zdarzeń; o rzeczywistości porozmawiamy później.

8. Zapytaj: Kim byli świadkowie, którzy nie zareagowali na to, co się zdarzyło, na twój ból i cierpienie?
W sytuacjach nadużyć ważne są implikacje społeczne, ponieważ środowisko, system rodzinny, system szkolny i miasto są częścią tego, co się dzieje - nawet jeśli zdarza się to w tajemnicy, w domu. Jeśli jedno z rodziców było nadużywające, gdzie było drugie? Gdzie byli krewni, sąsiedzi, nauczyciele? Jeśli nadużywali koledzy ze szkoły, gdzie byli nauczyciele i rodzice? Jeśli szkoła dokonywała nadużyć, gdzie była rodzina? Jeśli całe miasto było pełne przemocy, gdzie był rząd? Jeśli rząd używał przemocy, gdzie była reszta świata? Jeśli cały świat był miejscem nadużycia, gdzie był Bóg? Jaki rodzaj społeczeństwa stworzyła nasza kultura?
Pytanie o świadków uwolni osobę, z którą rozmawiasz od poczucia, że powinna była zachować się lepiej. Pomoże jej zauważyć, że inni są odpowiedzialni za to, co się stało. Bierni świadkowie są w konspiracji z nadużywającymi. Spytaj, kto mógł być aktywnym świadkiem nadużycia.
Zachęć osobę, która ci to opowiada, aby, kiedy już będzie gotowa, zwołała tych świadków i omówiła z nimi swoją historię. Powiedz, żeby spytała rodzinę: Gdzie byliście, kiedy mnie krzywdzono? Mam nadzieję, że od dziś będziecie interweniować w sprawach swoich i innych ludzi. Jakie były wasze problemy? Dlaczego nie pomogliście? Czy nie byliście świadomi, że tak cierpię? Obudźcie się i przeciwstawcie się przemocy!

9. Zapytaj: jakiego rodzaju przemoc była wykorzystana przeciwko tobie? Jaką rolę w nadużyciu grała społeczna, duchowa czy psychologiczna ranga? Czy grożono ci wprost lub niejawnie? Czy znasz, możesz rozpoznać osoby, które dokonały nadużycia? Czy byli szaleni? Czy obrona była niemożliwa lub niebezpieczna? Czy istniała groźba utraty miłości lub opieki, gdybyś powiedziała prawdę? W jaki sposób byłaś zależna od osoby czy osób nadużywających? Czy nadal odczuwasz tę zależność? Czy jest to jeden z powodów, dla których trudno jest opowiedzieć swoją historię?
Czy wykorzystano przeciwko tobie twój młody wiek, twoją pozycję w społeczności lub brak siły fizycznej? Czy dlatego obawiasz się czasem mówić o sobie? Czy zdarza ci się dziś bać innych ludzi? Czy potrafisz obronić się przed obmową i plotkami? Czy wchodziły w grę naciski ze strony społeczności? Czy użyto dyskretnych gróźb, że utracisz miłość Boga lub poparcie swojej wspólnoty duchowej, Kościoła, Synagogi, Meczetu?
Czy istniała groźba, że twoja społeczność cię odrzuci? Jaką rolę odegrały rasizm, seksizm, homofobia, antysemityzm lub uprzedzenia ze względu na wiek lub kalectwo? Czy wchodziły w grę praktyki okultystyczne? Ważne jest aby osoba, która przeżyła nadużycia zdała sobie sprawę, w jaki sposób użyto siły, aby uniemożliwić jej obronę. Może ona czasem czuć się odpowiedzialna za to, co się stało, jeśli nie zrozumie, ile wobec niej użyto siły.

10. Zapytaj: co mogłabyś zrobić dziś będąc świadkiem podobnego nadużycia?
Podążaj za jej procesem. Przypuszczając, że opowiadająca myślała już o tym, co się jej przydarzyło i zakładając, że ty chcesz iść dalej, musisz ocenić, w jakim jesteś miejscu. Zapytaj, czy istnieje możliwość konfrontacji z nadużywającymi i świadkami. Czy osoba z którą rozmawiasz może zrobić to sama, czy woli by pomagali jej w tym przyjaciele albo ty, jakaś grupa lub społeczność? Czy chciałaby podjąć jakieś działania w społeczeństwie, aby uczulić innych na ten problem, tak by nie przydarzało się to im lub ich dzieciom?
Być może potrzebuje jeszcze pracować nad sobą. Może chce wrócić do swojej historii i opowiedzieć ją jeszcze raz, odgrywając różne postacie w niej występujące. Odgrywając osobę, która ją nadużyła może odkryć w sobie ogromne ilości energii. Często zdarza się projekcja brakującej siły na nadużywającego. Skrzywdzona osoba mogła przyrzec sobie, że nigdy nie będzie brutalna, apodyktyczna i twarda jak ci, którzy używali wobec niej przemocy, ale może potrzebować w życiu właśnie tej "twardej" energii. Ta energia, użyta świadomie, może sprawić cuda.
Może również nagle odkryć, że jest bardziej podobna do osoby, która ją nadużyła niż ośmielała się dotąd przyznać. Być może to podobieństwo polega na chęci zemsty.
Co jej historia mówi o jej teraźniejszym życiu? Jakiego rodzaju ludzi unika? Jakich instytucji? W jaki sposób nadużywa siebie lub innych? Czy kiedykolwiek czuje się ofiarą lub nadużywającą w bliskich związkach? Jak jej historia objaśnia jej bycie w świecie?

11. W jaki sposób sytuacja nadużycia może się wiązać z twoimi symptomami fizycznymi? Czy są jakieś obszary ciała, na które szczególnie wpłynęło tamto zdarzenie? W jaki sposób symptomy w tym obszarze ciała mogą być związane z historią nadużycia? Czy nadużycie było związane z fizycznym uszkodzeniem ciała? Jakie obawy, fantazje wiążą się z tym obszarem?
Symptomy mogły pojawić się w częściach ciała, które były zablokowane, w związku z tym mogą to być problemy z gardłem, głosem, oczami i skórą. Z fizycznymi lub psychologicznymi nadużyciami często wiążą się odrętwienie, kłopoty z jedzeniem, nudności, trudności w przełykaniu lub utrata apetytu. Takie problemy seksualne jak niezdolność odczuwania podniecenia albo nieustanne seksualne pobudzenie, bóle w pachwinach lub piersi, bóle serca są niektórymi z licznych symptomów związanych z nadużyciami, a także problemy ginekologiczne i kłopoty z prostatą.
W doświadczaniu tych symptomów mamy często do czynienia z reakcjami, emocjami, nastawieniem obronnym i informacjami, które mogą pomóc w leczeniu tychże objawów. Jeśli osoba, z którą rozmawiasz czuje lub wyobraża sobie, że pewne części jej ciała ucierpiały na skutek nadużycia, powiedz jej, aby zwróciła na nie uwagę, słuchała ich, czuła je, opiekowała się nimi i poświęcała im czas. Jeśli to konieczne, poleć lekarzy lub osoby zajmujące się pracą z ciałem, którzy specjalizują się w uśmierzaniu bólu. Mogą pomóc moje książki „O pracy ze śniącym ciałem” i „Praca nad samym sobą”.
Zobacz, czy opowiadająca czuje, że pójście do lekarza lub terapeuty zajmującego się ciałem może coś zmienić. Pracowałem z setkami ludzi na całym świecie nad ich fizycznymi i psychosomatycznymi symptomami. Około jedna czwarta tych symptomów była związana z nadużyciami.

12. Jakie są społeczne aspekty tego zdarzenia? Czy osoby nadużywające były zazdrosne, szalone czy po prostu głupie? Kto im pozwolił, kto dał im prawo ją zranić? W jakim byli wieku? Czy próbowali zemścić się za coś, co ich kiedyś spotkało? Czy należeli do jej kultury, czy do innej? Czy płeć, rasa lub religia były ważne w nadużyciu? Kto jest odpowiedzialny za popieranie ich zachowania? Czy można znaleźć wzorce ich brutalnego zachowania? Co się działo wtedy w świecie?

Korzyści, jakie przyniesie opowiadającej indywidualna praca będą zawsze niepełne, jeśli nie podejmie się działań na gruncie społecznym. Praca psychologiczna lub wewnętrzna musi wskazywać na potrzebę działania społecznego, aby zapobiegać nadużyciom. Terapia w krajach Zachodu może tu nauczyć się wiele od afrykańskiego szamana z Zimbabwe, który powiedział Pearl Mindell, mojej szwagierce, że może odzyskać swoją kobiecą moc, jeśli pojedzie do domu, zwoła wszystkie kobiety ze swojej rodziny i porozmawia z nimi o tym, gdzie podziała się ich kobieca siła.
Afrykański szaman wiedział, że indywidualne doświadczenie bycia nadużytym jest problemem dotyczącym grupy. Zbierzmy się w grupie kobiet, mężczyzn, całą rodziną lub całą kulturą, aby odzyskać poczucie wspólnoty, omówić sprawę nadużyć i zdecydować, co z nimi zrobić.
Z perspektywy socjologicznej sytuacje nadużyć zdarzają się, ponieważ nasze rodziny i kultura pozwalają nam wchodzić ze sobą w takie, a nie inne relacje. Często nikt nie był świadom tego, co się dzieje, nie było czerwonego światła dla przemocy. Jeśli będziemy mieć czerwone światło, które ostrzega: "Bądź ostrożny, to boli", to będziemy również mieć zielone, które mówi: "Czas, abyśmy się obudzili i zaczęli dostrzegać ból, gniew i siłę".
Pracując wewnętrznie i zewnętrznie nad nadużyciami, które się nam przydarzyły pomagamy rozpocząć nową fazę historii, w której wszyscy będziemy kreować kulturę, tym razem świadomie i wspólnie.
-------------
Przypisy
1) Carl Mindell, Shaming, Wykład dany w Albany Medical School, Nowy Jork, 1992.
2) The American Medical Association Encyclopedia of Medicine, p.811.
rozdz.14 Przemoc i spokój [umysłu]

w: Arnold Mindell "Siedząc w ogniu" wyd pol. 1998r

niedziela, 30 maja 2010

JAK PRACOWAĆ Z TRAUMĄ ???

W ostatni postach poruszałem problem nadużyć oraz ich dalekosiężnych konsekwencji w szczególności widzianych z punktu widzenia przedstawianego przez Alice Miller. Prace Alice Miller dały podstawy do dostrzeżenia jak ważny jest szacunek dla dziecka we wszystkich aspektach jego istnienia i jak bardzo konieczna jest ochrona praw dziecka. To ona wzbudziła świadomość ogromnej wagi i powszechności występowania tego problemu i to dzięki niej zaczęto zmieniać prawo.

Senat zatwierdził w ostatnich dniach prawo zakazujące bicia dzieci. To wspaniałe ale też niesamowite pod jednym względem: Zadziwia mnie dlaczego potrzebne jest osobne, specjalne prawo ochrony dzieci? Czy dzieci to nie LUDZIE ???
Jak jeden dorosły bije drugiego to policja, a potem prokurator może zatrzymać sprawcę a nawet wsadzić go do więzienia -- ale to prawo nie dotyczy dziecka! Dla dziecka, tak jak i dla zwierząt potrzeba odrębnego prawa. Kiedy stanie się tak, że dzieci (a może i zwierzęta) będą równo-prawne z ludźmi ?

Tym razem chciałem poruszyć ważny wątek terapii (a właściwie poszerzyć go, bo już został pokazany w wersji A. Miller) -- jak postępować w przypadku traumy związanej z nadużyciem w tym oczywiście z biciem, zawstydzaniem, pogardą czy poniżaniem godności dzieci.
Co do terapii, to w swoich pracach Alice Miller mówi -- podobnie jak Herman J. ("Uraz psychiczny i powrót do równowagi") jak również Psychologia Zorientowana na Proces (np.: "Siedząc w ogniu" aut. A. Mindell, "Zranione Stany Świadomości" - dr Bogny Szymkiewicz Kowalskiej) -- że potrzebny jest "Oświecony Świadek" (ALBO "CAŁA WIOSKA" jak na terapii grupowej), który przyzna, że to co dla dziecka było niewiarygodne i straszliwe (a zarazem konieczne i potrzebne do przetrwania) zazwyczaj zaprzeczone i wyparte ze świadomości, było rzeczywiście prawdziwe i było faktem. Potrzebna jest długa opowieść, "odpamiętanie" traumatycznych zdarzeń w życzliwym, empatyzującym i wspierającym środowisku. To ma być nie tylko sucha opowieść, choć tak się zaczyna, ale także, po jakimś czasie łączy się ona z emocjonalnym odreagowaniem, ekspresją wówczas zakazanych przez dorosłego (mocą jego pozycji i RANGI !!!) UCZUĆ.
Wówczas "zaklęcie" złej czarownicy i czarownika zostaje złamane i przestaje działać - zaczynamy być bardziej wolni a raczej mniej zniewoleni przez czarne scenariusze z przeszłości.
Dopiero potem Alice Miller proponuje pracę nad budowaniem pozycji (roli) wewnętrznego rodzica w relacji z osobistym wewnętrznym dzieckiem o które dana osoba może się na sposób "dorosły" zatroszczyć już bez konieczności (a zasadniczo przymusu!) odnoszenia się do "faktycznych" rodziców ... Miller podkreśla, że tęsknota do niezrealizowanej miłości faktycznego rodzica z dzieciństwa nigdy nie zostanie zaspokojona, ale w dorosłym życiu możliwa jest do zaspokojenia miłość oraz pełna ciepłych uczuć i zrozumienia relacja na wewnętrznym poziomie dorosłego-i-dziecka (wewnętrznego dziecka). Taki dorosły, kiedy ma np. swoje dzieci z krwi i kości, nie musi już projektować swoich niedoborów na dzieci, ani nieświadomie uaktywniać wzorców przejętych (a zasadniczo wdrukowanych) od własnych, często nieadekwatnych rodziców oraz kultury akceptującej okrutne zestawy kar.




Poniżej przedstawiam "Etapy uzdrawiania traumy związanej z nadużyciem" w moim przekłądzie.
źródło: Gary Reiss: "Seeking a Home in the World" Worldwork 2008 London UK


Uwaga I: szeroka definicja nadużycia stosowana w pracy z procesem: to "takie zdarzenie w którym osoba o niższej randze (pozycji) i sile nie może (bądź nie mogła) z powodu różnicy sił skutecznie i natychmiast obronić się przed działaniem kogoś o wyższej randze" (R.P.).

Uwaga II: Poniższe kroki wydarzają się zazwyczaj w zakreślonym tutaj porządku, ale nie jest to ustalony wzór, lecz zależy on od indywidualnego procesu, czasu i miejsca. Niektóre osoby nigdy nie dochodzą do ostatnich kroków, a niektórzy wchodzą w nie „natychmiast”.

Krok 1: ważne jest opowiedzenie, tego co się zdarzyło, najlepiej ze wsparciem członków rodziny.


Krok 2.
polega na tym, że nie wystarczy opowiedzieć historię, ale także trzeba doświadczyć wszystkich emocji związanych z nadużyciem. Wiążą się z tym szok rozpacz, przerażenie, strach, gniew, poczucie winy, wściekłość, nienawiść, splątanie i być może również miłość. Te splątane ze sobą uczucia stanowią część pomieszania, którym należy nadać porządek.


3.Trzeci etap pracy wiąże się z gotowością do przeciwstawiania się osobom biorącym udział w akcie nadużycia. Sytuacja może się wiązać nie tylko z konfrontacją ze sprawcą, ale także dotyczyć wszystkich, którzy mogli powstrzymać bądź sprzeciwić się zaistnieniu takiej sytuacji. Konfrontacja ze sprawcą jest najbardziej przerażającą sytuacją. Zadanie terapeuty (np. rodzinnego) jest tutaj najtrudniejsze. Osoba, która potrzebuje tej konfrontacji musi uzyskać wsparcie, ale osoba oskarżona o nadużycia musi mieć możliwość reagowania podczas sesji w sposób, który jest odpowiedni, i który zdaniem terapeuty nie będzie prowadzić do dalszego nadużycia i odwetu po powrocie do domu. Jeżeli terapeuta jest tym zaniepokojony, to koniecznie trzeba wziąć pod uwagę kwestię odwetu i omówić ją w trakcie sesji. Ponadto, wielu klientów nigdy nie jest w stanie skonfrontować się bezpośrednio ze sprawcą i wystarczy że pracują z tymi problemami w trakcie terapii.
 


Jeżeli chodzi o krok 4, to jest on wyjątkowy w pracy z procesem i w przeciwieństwie do innych szkół terapeutycznych, obejmuje on sprawdzenie objawów fizycznych w obszarze urazu. Wiele metod terapeutycznych uważa, że w naszych ciałach mamy do czynienia z obszarami nieprzepracowanymi wspomnieniami doświadczeń związanymi z nadużyciami. Objawy fizyczne są jednym ze sposobów, w jaki na ciało chce zwrócić uwagę na obszar, który wymaga pomocy.


Krok 5
to znalezienie znaczenia w tym, co przeżyła osoba doświadczająca nadużycia. Choć to, co się stało podobnym osobom może wołać o nienawiść, to jednocześnie pomogło im się rozwinąć w szczególny dla nich i własny sposób. Ważne jest, aby terapeuta nie nakładał żadnego znaczenia „od siebie”, ale żeby osoby lub rodziny mogły znaleźć sposoby pozwalające znaleźć sposób w jaki podobne doświadczenia pozwalają wzrastać i wzmacniać się. To pomaga spojrzeć na życie, jak na przepływ znaczących wydarzeń, które tworzą mityczną drogę, a także pozwalają zrozumieć rolę urazu na tej drodze.



Krok 6 idzie dalej w kierunku dopełnienia znaczenia/sensu zdarzenia. Nazywam to działaniem homeopatycznym. W lekarstwach homeopatycznych podaje się minimalne ilości substancji, która w większej dawce może być niebezpiecznie toksyczna. W „homeopatii” psychoterapeutycznej, osoba, która przeżyła sytuację nadużycia może dla swego rozwoju potrzebować minimalnej ilości zachowania cechującego sprawcę nadużycia. Na przykład osoba, która byłą ciężko bita w dzieciństwie może potrzebować drobnej dozy wściekłości swoich rodziców w celu umożliwienia lepszej obrony samej siebie (zazwyczaj osoby z podobną historią nie potrafią się bronić i spełniają życzenia innych – choć zdarza im się wpadać w nieadekwatną i niespodziewaną wściekłość odwetu. Jej przekształcenie okazuje się krokiem ku skutecznej asertywności – dopisek R.P.). W homeopatii, roztwór rozcieńcza się do tego stopnia, że nie można odnaleźć śladów danej substancji, a jedynie esencję podstawowej energii tej substancji. To właśnie staramy się zrobić z „postacią” nadużywającego; pozyskać nieco podstawowej energii tak, aby osoba, która została nadużyta mogła zachować moc (ponieważ wskutek nadużycia jest ona odszczepiona i projektowana na oprawcę a nadużyty/a nadal, nieświadomie pozostaje w roli „ofiary” - dopisek R.P.) oraz wykorzystywać dostęp do osobistej mocy i energii mając pewność, że trucizna została na tyle rozcieńczona, że nie istnieje już żaden z jej toksycznych aspektów (jak np. wspomniana wściekłość, czy obrona przez „wyprzedzający” atak , itp. - dopisek R.P.).

Krok 7 polega na kontakcie z „Umysłem Procesowym” (Process Mind – czyli: „To-Co-Współczująco-Obejmuje-i-szanuje-Wszystko” definicja R.P.). W przypadku wydarzeń głęboko traumatycznych mamy do czynienia również z problemem duchowym, z zaistniałą w tle zdarzenia utratą wiary. Pomagając przeprocesować to, co się wydarzyło oraz pomagając odzyskać pewne poczucie sensu i rozwoju danej osobie, istotne może się okazać przemodelowanie niektórych założeń, jakie ta osoba poczyniła względem tego, co uważa za swoją duchowość. Ludzie często przechodzą od poczucia porzucenia lub bycia skarconym czy innych negatywnych skojarzeń z ich duchowością do bardziej pozytywnego postrzegania życia jako przepływu, czegoś opartego na wzrastaniu i uczeniu się – czasem poprzez cierpienie. Ponadto ludzie mogą odkryć w sobie coś wiekuistego, coś, czego nie dotknął żaden z poziomów traumy. To odwieczne poczucie „Wielkiego Ja” było zawsze obecne, zawsze będzie i może odbudować nowy rodzaj świadomości, który włącza w nią traumę oraz wszystkie inne aspekty jako część życia. Pomocne tutaj jest wracanie do najgłębszej istoty siebie, do wewnętrznego centrum, z którym czujesz najgłębszy związek, którego nigdy nie dotknęła trauma, z którego punktu widzenia wszelkie pozostałe części życia zyskują perspektywę, są bardziej niezależne, itd. Często pomocne jest powiązanie Umysłu Procesowego nie tylko z twoimi wewnętrznymi odczuciami – np. z określonym obszarem ciała, ale także z miejscem w Przyrodzie, które promieniuje taką samą jakością świadomości.

sobota, 29 maja 2010

O Historii i przeszłości ...

We know, in the case of the person,
that whoever cannot tell himself [or herself] the truth about his past
is trapped in it,
is immobilized in the prison of his undiscovered self.
This is also true of nations.

» James Baldwin


Jeżeli chodzi o jednostkę, to wiemy, że
jeśli ktoś nie potrafi opowiedzieć prawdy o swojej przeszłości,
to jest przez nią zniewolony
unieruchomiony w więzieniu nierozpoznanych części siebie.
To samo odnosi się do narodów.


James Baldwin

James Baldwin(1998): Collected Essays. NY: Library of America. str. 670

piątek, 28 maja 2010

troche sztuki przyjaciół




Fajny szablon Bożeny Grzyb Jarodzkiej sprzed około 30 lat ....






a ten Pawła Jarodzkiego -- okres powstanie też w tych okolicach - pocz. lat 80 XXw


w odpowiedzi na komentarz (znowu coś tu nie działa):
tak było :) -- bardzo podoba mi się i kompozycja i ekspresja nielicznych kolorów -- a wszystko na zużytym papierze komputerowym z komputerów Mera Elwro, bo wówczas o papier nie było łatwo ...

ADHD dzieci oraz podobne zaburzenia ich rodziców i opiekunów

Ostatni z komentarzy pod poprzednim moim postem spowodował, że postanowiłem umieścić tutaj fragment refleksji Alice Miller dotyczącej pracy/terapii z dziećmi "nadpobudliwymi psychoruchowo".

W terapii systemowej rodzin niepokój ruchowy dzieci jest postrzegany jako nieuświadomiony wyraz braku spokoju (wypierany/tłumiony niepokój) głównie rodziców i całego sytemu rodziny, który to objaw reprezentowany jest głównie przez dziecko, jako najmniej zahamowaną część systemu. A jednak nadal próbuje się rodziców przekonać, że to "dziecko" jest do leczenia i to farmakologicznego (!!!) lub opowiada się bajki o mutacjach genetycznych czy mikrouszkodzeniach mózgu... Pozornie może być to prawdziwe założenie, gdyż niewątpliwie 5 latek poniósł szkody w układzie nerwowym. Stało się to jednak nie od genów a od np. pogardy, braku poszanowania jego godności czy wymierzania klapsów w pierwszych 3 latach życia przez najbliższe mu osoby.
(Badania nad PTSD /zespołem stresu pourazowego/ wykazały, że w jądrze/ciele/ migdałowatym mieszczącym się w odpowiedzialnym za emocje układzie limbicznym, pod wpływem traumatycznego stresu budują się struktury /powiedzmy "włączniki"/, które w sytuacjach przypominających ów stres, bądź wręcz całkiem nieadekwatnych "włączają" reakcję, paniki, ataku, ucieczki lub np. zamrożenia /shell shock/)
Rodzice powinnni wiedzieć, że każde pobicie/klaps/uderzenie dziecka jest potencjalnym albo faktycznym inicjatorem zaistnienia PTSD.

AHA, co do "systemówki"! Ważna uwaga: tzw. "terapia systemowa rodzin" w wykonaniu niemieckiego lobbysty struktur paternalistycznych, pana Hell-ingera, nie ma NIC WSPÓLNEGO z terapią systemową rodzin o czym wielokrotnie komunikowały Stowarzyszenia psychoterapeutyczne w Niemczech i Europie.

Poniżej zamieszczam przykład w jaki sposób głęboka praca terapeutyczna matki nad własną traumą z dzieciństwa pomogła jej nadpobudliwemu dziecku. Jest to przykład interwencji na poziomie całego systemu rodziny. Jest to też przykład, jak matce udało się uratować córkę przed kontynuowaniem wieloletniego skryptu-wzorca, ciągnącego się z pokolenia na pokolenie.

Jeśli zatem nasze dziecko jest "nad-pobudliwe", to zastanówmy się jak ta "nadpobudliwość" dotyczy nas-rodziców. Gdzie i w jaki sposób ją tłumimy, a gdzie wyrażamy ją nie-wprost, nieświadomie w kaskadzie niewerbalnych, podwójnych sygnałów przechwytywanych i dopełnianych (dokańczanych) przez dziecko.

Znajdziemy w cytowanym fragmencie także przykład pracy z szerszym systemem jakim jest szkoła i środowisko edukacyjne składające się przecież z osób obciążonych traumą przemocy z wczesnego dzieciństwa w co najmniej takim samym procencie jak reszta społeczeństwa.

------------

" ... Podobnie dzieje się w terapii dzieci z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej. Jak można nauczyć takie dziecko prawidłowego funkcjonowania w rodzinie, jeżeli uważa się, że jego nadmierna ruchliwość jest na przykład uwarunkowana genetycznie lub też stanowi przejaw złego zachowania, którego należy dziecko bezwzględnie oduczyć? Jeżeli zamyka się oczy na prawdziwe przyczyny? Gdy jednak zdobędziemy się na to, by dostrzec, że takim dzieckiem powodują emocje, które mają swoje źródło w rzeczywistości, w jakiej ono żyje, że są one reakcją na zaniedbanie, krzywdę, brak bliskiego kontaktu i poczucia bezpieczeństwa, nie będziemy już widzieli w nim kogoś, kto bezsensownie szaleje. Zobaczymy w tym dziecku kogoś, kto cierpi i nie może poznać przyczyn swego cierpienia. Gdyby nam wolno było poznać te przyczyny, moglibyśmy pomóc tym dzieciom i nam samym. Być może my (a także one) w mniejszym stopniu obawiamy się naszych emocji  bólu, lęku czy wściekłości, niż świadomości tego, jaką krzywdę wyrządzili nam naprawdę nasi rodzice.
Aprobowane przez większość terapeutów (moralne) zobowiązanie, by bez względu na okoliczności nie obarczać winą rodziców za cierpienia ich dzieci, prowadzi do dobrowolnej ignorancji, utrudniającej lub nawet niekiedy uniemożliwiającej prawidłowe zdiagnozowanie przyczyn choroby, a co za tym idzie dobór skutecznych metod terapii.

Wyniki najnowszych badań nad mózgiem człowieka dowodzą, że brak dobrej i opartej na zaufaniu więzi dziecka z matką w pierwszych trzech latach życia pozostawia w jego mózgu trwały ślad i prowadzi do poważnych zaburzeń. Najwyższy czas, aby wiedzę tę zaczęto upowszechniać w ramach studiów i szkoleń dla psychoterapeutów. Być może spowodowałaby ona, że terapeuci zaczęliby sobie uświadamiać destrukcyjny wpływ ich tradycyjnego wychowania w duchu „czarnej pedagogiki” na przebieg prowadzonych przez nich terapii i próbowali go ograniczyć. To właśnie wpływ „czarnej pedagogiki” najczęściej nie pozwala ludziom zobaczyć postępowania rodziców w prawdziwym świetle. Także tradycyjna moralność, nakazy religijne i w nie mniejszym stopniu pewne teorie psychoanalityczne powodują, że nawet terapeuci pracujący z dziećmi wzbraniają się przed tym, by dostrzec i jednoznacznie określić odpowiedzialność rodziców za zaburzone zachowania ich dziecka. Z obawy, aby nie wpędzić ich w poczucie winy twierdzą, że mogłoby to przynieść dziecku szkodę.

Ja jednak jestem zupełnie odmiennego zdania. Prawda może przynieść wyzwolenie, jeżeli dziecku zapewnione zostanie odpowiednie wsparcie. Oczywiście psychoterapeuta nie jest w stanie zmienić rodziców „zaburzonego” dziecka. Jeżeli jednak przekaże im konieczną wiedzę, może się tym samym w znacznej mierze przyczynić do poprawy ich relacji z dzieckiem. Może im na przykład uświadomić żywotne znaczenie bliskiego kontaktu dla rozwoju dziecka i nauczyć ich, jak taki kontakt utrzymać. Bardzo często zdarza się, że rodzice odmawiają dziecku bliskości nie ze złej woli, lecz dlatego, że sami nie doświadczyli jej w dzieciństwie i po prostu nie wiedzą, że coś takiego jest możliwe. Mogą się nauczyć bliskiego kontaktu z dzieckiem, pod warunkiem, że ono już się ich nie boi, to znaczy, jeżeli terapeuta staje się dla dziecka świadomym, empatycznym świadkiem, opowiada się jednoznacznie po jego stronie i udziela mu wszelkiego rodzaju wsparcia. Tak zachować się może jednak tylko wówczas, gdy sam zdołał się już uwolnić spod wpływu „czarnej pedagogiki”.

Wspierane przez takiego psychoterapeutę dziecko z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej lub cierpiące z innego powodu może nauczyć się odczuwać swój niepokój, zamiast go po prostu odreagowywać. Może nauczyć się komunikować rodzicom swoje uczucia, zamiast się ich obawiać i je odszczepiać. W ten sposób rodzice mogą nauczyć się od dziecka, że świadomość własnych uczuć nie pociąga za sobą żadnej katastrofy, wprost przeciwnie czyni człowieka silniejszym i umożliwia budowanie dobrych relacji, opartych na obustronnym zaufaniu.

Znam pewną matkę, która właściwie własnemu dziecku zawdzięcza to, iż udało jej się w końcu uwolnić od destrukcyjnej więzi z własnymi rodzicami. Przez wiele lat poddawała się terapii, która w zasadzie nie dawała żadnych pozytywnych rezultatów. Cały czas próbowała dostrzegać dobre strony swych rodziców, przez których jako dziecko była strasznie maltretowana. Jej mała córeczka była dzieckiem nadpobudliwym ruchowo i bardzo agresywnym. Od urodzenia była pod stałą kontrolą lekarzy. Przez kilka lat sytuacja nie uległa zmianie. Matka chodziła z córeczką regularnie do lekarki, aplikowała jej zapisane leki, sama zaś uczęszczała na terapię i nie ustawała w wysiłkach, by usprawiedliwiać zachowanie swoich rodziców. Była przeświadczona o tym, że głównym jej problemem jest zachowanie dziecka, a nie doświadczenia z własnego dzieciństwa. Po pewnym czasie zdecydowała się jednak na zmianę terapeuty. Pewnego dnia w czasie sesji terapeutycznej coś w niej wreszcie pękło. Do głosu doszła z wielką siłą cała jej wściekłość na rodziców, którą tłumiła w sobie od trzydziestu lat. I wtedy zdarzył się cud, który właściwie żadnym cudem nie był. W ciągu kilku dni jej córeczka zaczęła się spokojnie bawić, zamiast biegać w kółko i stała się w ogóle o wiele spokojniejsza. Zaczęła stawiać matce różne pytania, a ona jej cierpliwie na nie odpowiadała. Było to tak, jak gdyby matka wynurzyła się z gęstej mgły i dopiero teraz naprawdę dostrzegła swoje dziecko. A dziecko, które nie jest wykorzystywane przez matkę do projekcji jej własnych emocji, może się spokojnie bawić, bo nie czuje w sobie niepokoju, który zmusza je do stałego bezładnego ruchu. Nie musi już ratować swej matki, co jest dla niego zadaniem ponad siły. Nie musi też pomagać matce za pośrednictwem własnych „zaburzeń” w odkrywaniu jej autentycznej historii.

Autentyczny, bliski kontakt opiera się na faktach i umożliwia swobodne komunikowanie własnych myśli i uczuć. Pozorny kontakt natomiast opiera się na fałszowaniu faktów i obwinianiu innych za własne niepożądane emocje, których adresatem są w gruncie rzeczy uwewnętrznieni rodzice z dzieciństwa. Jego celem jest w zasadzie manipulowanie drugim człowiekiem. „Czarna pedagogika” zna wyłącznie taki rodzaj kontaktu. Do niedawna model ten był wszechobecny. Dziś już można jednak spotkać coraz więcej wyjątków, jak choćby przykład, który opisuję poniżej.

Siedmioletnia Marysia powiedziała do matki, że więcej już do szkoły nie pójdzie, bo nauczycielka ją biła. Jej matka Flora była zrozpaczona, bo w żadnym razie nie chciała siłą zmuszać dziecka do chodzenia do szkoły. Sama nigdy małej nie uderzyła. Poszła więc do nauczycielki, przedstawiła jej fakty i poprosiła ją, żeby dziecko przeprosiła. Nauczycielka zareagowała oburzeniem. Dlaczego miałaby niby dziecko przepraszać? Uważała, że mała Marysia całkowicie zasłużyła sobie na to, by ją uderzyć, bo nie chciała słuchać, kiedy do niej mówiła. Flora odpowiedziała spokojnie: „Dziecko, które nie chce pani słuchać, zachowuje się tak być może dlatego, że boi się pani głosu albo wyrazu twarzy. Kiedy pani je bije, boi się jeszcze więcej. Zamiast bić, powinna pani z dzieckiem porozmawiać, starać się zdobyć jego zaufanie i w ten sposób złagodzić strach i napięcie.”

Wtedy w oczach nauczycielki pojawiły się łzy. Opadła na krzesło i powiedziała cicho: „Ja jako dziecko nie znałam niczego innego niż bicie. Nikt ze mną nie rozmawiał. Jeszcze dzisiaj słyszę krzyk mojej matki: ‘Nie wiem co ci zrobię, jak mnie nie będziesz słuchać!’”

Słowa nauczycielki wzruszyły Florę. Przyszła do szkoły z zamiarem poinformowania nauczycielki, że czuje się zmuszona do złożenia na nią skargi, bo bicie dzieci w szkole jest od dawna zabronione. Teraz zobaczyła jednak przed sobą prawdziwego, cierpiącego człowieka, z którym mogła się porozumieć. W końcu obie kobiety zaczęły się zastanawiać, co można zrobić, aby mała Marysia nabrała zaufania do swej nauczycielki. Teraz kobieta sama zaproponowała, że przeprosi dziecko i tak też zrobiła. Wytłumaczyła małej, że nie musi się już więcej bać, bo bicie dzieci w szkole jest zabronione, a ona sama zrobiła coś, czego jej robić nie wolno. Jeśli nauczyciel uderzy dziecko w szkole, to ma ono prawo do złożenia skargi, bo także nauczycielom zdarza się popełniać błędy.

Odtąd Marysia zaczęła chodzić chętnie do szkoły. Polubiła nawet tę nauczycielkę, która miała w sobie tyle odwagi, aby przyznać się przed nią do błędu. To dziecko z pewnością zapamięta, że emocje dorosłych nie zależą od zachowania dzieci, lecz od ich własnej historii. Że kiedy zachowanie i bezbronność dzieci budzą w dorosłych silne emocje, one nie muszą się czuć za to odpowiedzialne, nawet jeśli dorośli próbują je za to obarczyć winą („zbiłem cię, bo ty…”).

Dziecko, które ma takie doświadczenia jak Marysia, nie pozwoli obarczyć się odpowiedzialnością za emocje innych, tak jak czyni to wielu ludzi. Będzie wiedziało, że odpowiada jedynie za swoje własne emocje. "

Alice Miller w książce "BUNT CIAŁA" .

środa, 26 maja 2010

WOLNOŚĆ DZIECKA -- KIEDY BĘDZIE?

Ostatnio doświadczam bardzo wielu (wręcz zmasowanych) wglądów dotyczących ogromnej mocy oddziaływania dorosłych (zwłaszcza rodziców i opiekunów) na dzieci oraz jak ogromne znaczenie, konsekwencje (i jakże często zniszczenie) niesie bez-myślna, bez-refleksyjna i bez-uczuciowa postawa dorosłego wobec dziecka. Jako ojciec sam co chwilę orientuję się, jak głęboko uwarunkowała mnie kultura i wychowanie na to, by choćby pochwałami kształtować dziecko w taki sposób, żeby sprawnie, w niewerbalnym/nieświadomym przekazie nauczyło się zadowalać rodziców i otoczenie społeczne, wywołując ICH radość oraz satysfakcję widząc to na twarzach rodziców i wiedząc, że właśnie taka postawa jest najbardziej akceptowana oraz, że (dzięki temu) zapewni sobie gratyfikacje, brak kar, lepsze możliwości przetrwania oraz zwrotnie (i nareszcie po długim łańcuszku usatysfakcjonowanych przezeń osób) - również jego satysfakcję. Tyle, że akurat nie o to w tym wszystkim chodzi ..."

Z kolei, w toczących się akcjach, petycjach i dyskusjach uderza mnie, że chyba tylko całkowitej amnezji, znieczuleniu, braku dostępu do uczuć i emocji oraz niemożności empatii można przypisywać, że ktokolwiek jeszcze może zakładać akceptowanie kar w stosunku do dzieci uznając ten proceder za "środek wychowawczy", a w szczególności katowanie karami cielesnymi czy jakimikolwiek innymi zawstydzającymi, poniżającymi i/lub godzących w poczucie godności dziecka czynami/metodami !!!

To nigdy nie jest środek wychowawczy! Kara zawsze jest środkiem przymusu, nakazu: "Rób (słabszy ode mnie) dzieciaku to czego JA oczekuję i wymagam od ciebie"
A ja pytam: JAKIM PRAWEM dorosły na prawach i w rozumieniu wyłącznie świata dorosłych może oczekiwać i wymagać (CZEGOKOLWIEK!) od np. dwulatka ??? Przemoc to taka sytuacja, gdy silniejsza jednostka/grupa robi coś, przed czym słabsza jednostka (np. dziecko)/grupa nie może się skutecznie i natychmiast obronić.
Kiedy wreszcie nauczymy się być liderami, starszymi (elders) i towarzyszami wzrastania mniejszych LUDZI? Kiedy uda się nam zrozumieć, że to na nas - DOROSŁYCH spoczywa KONIECZNOŚĆ spójnego modelowania zachowań, które dzieci mogą (jeśli tak wybiorą) adaptować do swego świata i życia?

STOP PRZEMOCY MUSI ZACZĄĆ SIĘ OD KOŁYSKI !!! Musi się PRZEDE WSZYSTKIM zacząć od naszych (rodzicielskich) wnętrz. Dopiero wówczas możemy liczyć na to, że po latach, gdy dorosną pokolenia wychowywane bez przemocy hasło STOP PRZEMOCY na ulicach stanie się faktem...

Alice Miller w książce "BUNT CIAŁA" cytuje ocalonego z holokaustu Jurka Beckera, który jako małe dziecko przebywał w obozie Ravensbrück i Sachsenhausen, ale nie zachował z tego okresu i tych miejsc żadnych wspomnień. Miller dodaje, że Jurek przez całe życie próbował odnaleźć małego chłopca, który przetrwał piekło obozu dzięki opiece matki:

"Bez wspomnień z dzieciństwa czujesz się jak ktoś, kto zmuszony jest stale dźwigać ze sobą skrzynię, której zawartości nie zna. Im jesteś starszy, tym cięższa wydaje ci się ta skrzynia i tym bardziej chciałbyś ją wreszcie otworzyć."



Alice Miller

W tej samej książce (oraz praktycznie w całym dorobku psycholożki/pisarki!) Miller zauważa, że można z tym ciężarem/materiałem pracować, poznać "zawartość skrzyni" i nie dźwigać jej dalej. A jaki to rodzaj pracy? Przeczytaj:

"Kiedy dziecko przychodzi na świat potrzebuje miłości rodziców, to znaczy uwagi, opieki, życzliwości, pielęgnacji i bliskiego kontaktu. Jeżeli tego wszystkiego doświadczy, jego ciało zachowa dobre wspomnienia, a człowiek dorosły będzie potrafił przekazać tę miłość własnym dzieciom. Jeżeli jednak tego wszystkiego zabrakło, w człowieku przez całe życie pozostaje tęsknota za zaspokojeniem jego pierwszych żywotnych potrzeb. Jako człowiek dorosły przenosi ją później na relacje z innymi ludźmi. Inaczej mówiąc, im mniej dziecko otrzymało miłości, im bardziej było odrzucane i maltretowane pod pozorem wychowania, tym bardziej człowiek dorosły przywiązany jest do rodziców i osób, na które przeniósł swoje oczekiwania, w nadziei, że kiedyś wreszcie zostaną spełnione. Jest to normalna reakcja ciała. Ono wie, czego mu brakuje, nie może o tym zapomnieć i czeka aż ta luka zostanie wypełniona.

Im człowiek jest starszy, tym trudniej mu otrzymać od innych ludzi miłość, której kiedyś odmówili mu rodzice. Jego oczekiwania jednak w żadnym razie nie maleją. Przenosi je jedynie na relacje z innymi ludźmi, przede wszystkim z własnymi dziećmi i wnukami, chyba że uda mu się zrozumieć zasadę działania tego mechanizmu. Jeżeli przestaniemy zapierać się własnych uczuć i je tłumić, spróbujemy uświadomić sobie, jakie naprawdę było nasze dzieciństwo, będziemy w stanie sami zadbać o swoje potrzeby, na których zaspokojenie czekamy od urodzenia lub nawet jeszcze dłużej. Możemy sami obdarzyć się uwagą, szacunkiem, zrozumieniem dla własnych emocji, potrzebną opieką, bezwarunkową miłością – wszystkim, czego nie dostaliśmy od rodziców.

Aby tak się stać mogło, musimy pokochać dziecko, którym kiedyś byliśmy, bo inaczej nie będziemy wiedzieć, na czym miłość polega. Jeżeli chcemy się tego nauczyć w trakcie terapii, potrzebujemy ludzi, którzy zaakceptują nas takimi, jakimi jesteśmy, obdarzą opieką, szacunkiem, sympatią i swoją autentyczną obecnością, którzy pomogą nam zrozumieć, jak staliśmy się takimi, jakimi jesteśmy. To podstawowe doświadczenie jest konieczne, abyśmy mogli stać się rodzicem dla tkwiącego w nas, dręczonego kiedyś dziecka. Nie może nas tego nauczyć terapeuta, chcący wtłoczyć nas w sztywne ramy teorii psychoterapeutycznej, której jest zwolennikiem, ani psychoanalityk, którego uczono, że wobec opowiadań pacjenta o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa należy zachować postawę neutralną i interpretować je jako fantazje. My potrzebujemy terapeuty empatycznego, który podzieli nasze przerażenie i oburzenie, gdy krok po kroku odkrywać będziemy przed nim i przed sobą emocje, wywołane świadomością, jak bardzo cierpiało to małe dziecko, jak bardzo osamotnione było w swej rozpaczliwej walce o przetrwanie, którą zmuszone było toczyć tak długo. Potrzebujemy wsparcia takiej osoby (nazywam ją świadomym świadkiem), abyśmy sami mogli wspierać tkwiące w nas dziecko, to znaczy rozumieć mowę jego ciała i jego potrzeby, zamiast je ignorować tak, jak to czyniliśmy dotychczas na wzór naszych rodziców.

To, o czym tutaj mówię, jest całkowicie realistyczne. Dzięki wsparciu empatycznego, nie-neutralnego terapeuty możemy odnaleźć swoją prawdę. W trakcie tego procesu możemy uwolnić się od naszych dolegliwości psychosomatycznych, od depresji, odzyskać radość życia, wyjść ze stanu permanentnego wyczerpania, odczuć przypływ energii, bo nie musimy jej już zużywać na wypieranie naszej prawdy. Tak charakterystyczne dla depresji uczucie zmęczenie pojawia się mianowicie zawsze wtedy, gdy tłumimy nasze silne emocje, kiedy bagatelizujemy i ignorujemy zapisane w naszym ciele wspomnienia.

Dlaczego więc tak rzadko terapie kończą się sukcesem? Dlaczego większość ludzi, łącznie ze specjalistami, woli raczej wierzyć w siłę działania leków niż zaufać temu, co mówi ciało? Ono wie przecież najlepiej, czego nam brakuje, czego potrzebujemy, co nie wychodzi nam na dobre, na co reagujemy alergicznie. Wielu ludzi woli jednak raczej sięgnąć po środki farmakologiczne, narkotyki, alkohol niż wsłuchać się w mowę ciała, przez co jeszcze bardziej odgradzają się oni od swojej prawdy. Dlaczego? Bo prawda jest bardzo bolesna? Tak niewątpliwie jest. Ból jednak z czasem mija, a wsparcie ze strony drugiej osoby pomaga go znieść. Moim zdaniem problem polega właśnie na braku tego wsparcia, bowiem, jak się wydaje, nasza moralność uniemożliwia większości terapeutów okazanie pomocy maltretowanemu niegdyś dziecku i dostrzeżenie skutków doświadczeń urazowych z okresu wczesnodziecięcego. Są oni posłuszni przykazaniu, które nakazuje nam czcić naszych rodziców, „abyśmy długo żyli i dobrze nam się powodziło”.

Wniosek, że właśnie ten nakaz moralny uniemożliwia wyleczenie urazów z wczesnego dzieciństwa nasuwa się niejako sam. Nie jestem zdziwiona faktem, że problem ten nie stał się nigdy przedmiotem publicznej dyskusji. Siła i zasięg oddziaływania nakazu kochania i szanowania rodziców są tak wielkie, ponieważ opiera się on na naturalnej więzi małego dziecka z jego rodzicami. Nawet najwięksi filozofowie i pisarze nie odważyli się nigdy go zaatakować. Choć Nietzsche bardzo ostro krytykował chrześcijańską moralność, nigdy nie atakował swojej rodziny. W każdym maltretowanym w dzieciństwie człowieku drzemie bowiem strach małego dziecka, że zostanie ukarane, jeżeli zbuntuje się przeciw postępowaniu rodziców. Strach ten jednak jest obecny tylko tak długo, jak długo go sobie nie uświadamiamy. Kiedy go rozpoznamy i nazwiemy, zacznie z czasem ustępować.

Nakaz bezwzględnego kochania i szanowania rodziców połączony z oczekiwaniami wewnętrznego dziecka powoduje, że większość terapeutów opiera psychoterapię na tych samych zasadach wychowawczych, których skutki zmusiły ich pacjentów do szukania pomocy. Wielu terapeutów nadal związanych jest z własnym rodzicami pasmem niespełnionych dziecięcych oczekiwań. Nazywają oni to miłością i próbują ten rodzaj miłości zaoferować pacjentowi jako rozwiązanie jego problemu. Uważają, że warunkiem wyzdrowienia jest przebaczenie. Zdają się nie zauważać, że jest to pułapka, w której się sami znajdują. Samo przebaczenie bowiem nigdy jeszcze nie spowodowało wyzdrowienia."

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

ZNOWU NIE DZIAŁA U MNIE OPCJA ODPOWIEDZI NA KOMENTARZ sorry, więc odpowiem tutaj:

Trudne, ale w dużym stopniu możliwe -- musimy pracować nad sobą! "A co jak dwulatek leje mamę (gryzie, ciagnie za wlosy itp) i nie slucha, ze to niedobre? - przyglądać sie czy uciekac?" --- Oto wyzwanie! Co tak naprawde ten dwulatek robi Z JEGO PUNKTU WIDZENIA a nie z naszego!!! DOŁACZ do niego! Zacznij wykonywac takie same gesty ruchy, dźwięki, a kiedy już będziesz to robić zadaj sobie pytanie: Jaki jest tego cel, przekaz, jaka informacja (albo potrzeba) za tym stoi? Jak wprowadzić ją w życie i jak pomóc wprowadzić ją w życie temu 2-latkowi -- zamiast bicia, kopania, gryzienia, ciągnięcia za włosy itp.? Opisane zachowanie to zaledwie wierzchołek pewnego, nieznanego procesu, szczyt góry lodowej -- jeśli przedwcześnie dasz mu swoją interpretację - nazwę, to zamrozisz sytuację w STANIE określonym głównie głównie przez twoje projekcje ... Poza tym dwulatek (jako oznaczona część systemu rodzinnego) może nawet wyrażać to, co ty sam/a chciał(a)byś, ale nie masz śmiałości ani tym bardziej świadomości wypowiedzieć ...


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


W ODPOWIEDZI NA POST/KOMENTARZ PANA BOGUSŁAWA:

Panie Bogusławie,

serdecznie dziękuje za tak obszerny komentarz, który jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Bardzo doceniam pański głos. Nie jestem w stanie tu i teraz szybko na pańskie argumenty odpisać. Żeby rozwinąć cały szereg poruszonych przez pana wątków potrzeba całej dużej publikacji !!!
I zamierzam TO ZROBIĆ -- Uważam, że jest potrzebna. Dziękuję za inspirację.
zatem tylko pokrótce:
Co do wykazania braku skuteczności kar (ale także systemów nagród!) i ich szkodliwego wpływu na rozwój dziecka -- polecam prace Alfie Cohn'a (bardzo rzetelnie udokumentowane/także biznesowe o de-motywacyjnych systemach premii, nagród, wynagrodzeń/ - rozprawił się także z mitem potrzeby "pracy domowej" przynoszonej ze szkoły do domu).
O tym jak nasze własne u-warunkowania i post-rodzicielskie przekonania wpływają na warunkowanie dziecka (powielanie wzorca), polecam prace Naomi Alpert, a po polsku Alice Miller "Dramat udanego dziecka".

Przy okazji -- praca nad tym, by dziecku nie "wciskać" własnych (?) przekonań wcale nie jest kulturowym wydziedziczeniem! Jest przyzwoleniem na wybór, bo człowiek nie zyje w próżni, ale w oceanie społeczno-kulturowym właśnie. Możńa powiedzieć, że jest to działanie kontestacyjne i kontr-kulturowe, ale te są właśnie najbardziej twórcze !!! Bez kontestacji dotychczasowego stanu nie byłoby żadnego postępu...

Co do nadużyć; Tak! ZUS i US a nawet Sądy są instytucjami nadużywającymi (w znaczeniu "abusive" -- sama przemoc "fizyczna" to naprawdę mały wycinek faktycznego "terroru"). Nawet sama demokracja bywa nadużywająca, jeśli głos przegłosowanej mniejszości przestaje się liczyć w realizacji planu "większości". Demokracja bez świadomości jest formą tyranii większości nad mniejszością. (Dodajmy ograniczonej w czasie do chwili buntu, sabotażu, aktów terroru bądź rewolucji.) Stąd rozwój i praktyka idei tak demokracji jak i zarządzania partycypacyjnego.

No i na koniec: Zetknęliśmy się tutaj z wieloletnim zmaganiem dwóch paradygmatów. Jeden wprost lub nie wprost zakłada, że dziecko jest "złe" i trzeba je u-społeczniać i a-kulturować. Drugi (znany już np. u Platona) zakłada, że dziecko posiada pełen potencjał "in statu nascendi" trzeba mu tylko jak ogrodnik pozwolić wzrastać i stwarzać dogodne warunki.
I za pierwszym stoją badania oraz przykłady i za drugim paradygmatem stoją mocne dowody oraz konkretne przykłady (szkoły typu Somerville, skuteczna idea "Homeschooling", szkoły Steinerowskie, Montessori, inspiracje Korczakowskie etc -- powstałe na bazie rewolucji w pedagogice lat 20 - 30tych XXw stojące w opozycji do Herbartowskiego, post-jezuickiego pruskiego drylu w wychowaniu, a wzmocnione przez osiągnięcia psychologii humanistycznej lat 60 - 70 XXw (Maslow, itd.)

Ja opowiadam się zdecydowanie za drugim paradygmatem i uważam, że pierwszy jest błędny. To wynika z mojej wiedzy i doświadczenia.

Mam nadzieję, że uda mi się to udowodnić także w ewentualnych publikacjach.

pozdrawiam serdecznie
Robert Palusiński

piątek, 21 maja 2010

FLIRTY :))))




Amy Mindell z lalką w Portland

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu na blogu medytować można także nad "flirtami". W tym ujęciu flirt to nie tylko to, co zbliża człowieka do człowieka -- ale to, co zbliża człowieka do czegokolwiek, co przyciąga jego uwagę na równych prawach wzajemnego spostrzegania ...

oto co Amy Mindell (razem z Amy jestem na zdjęciu we wpisie z dnia 21 października 2009) pisze o flirtach :

Flirty pojawiają się w różnych formach (właściwie to mogą pojawiać się w dowolnej formie) i mogą stać się cudownym pożywieniem dla kreatywności. Za każdym razem, gdy coś z tobą flirtuje – za każdym razem, gdy coś przyciąga twoją uwagę – czy to jest liść delikatnie fruwający na wietrze, czy dźwięk kręcącego się koła samochodu, jest to ziarno, w którym ukryte jest życie, Pole Intencjonalne, które właśnie zaczyna rozkwitać. Flirtem może być wszystko; skrzypienie podłogi, nagły błysk światła ale także rzeczy bardzo banalne, jak brud na krawędzi śmietnika lub bzyczący dźwięk pszczoły pędzącej tuż koło twojego nosa! Chwytanie i rozwijanie tych doświadczeń oraz przyzwolenie by rozkwitały w kreatywnej formie jest najwyższą formą recyclingu. Nawet przebłysk wewnętrznego krytycyzmu, który pojawia się niespodziewanie i chwyta twoją uwagę jest nasieniem, które może generować wielką masę kreatywności.
Kompozytor Igor Strawiński w taki sposób komentował wagę obserwowania Flirtów lub jak to sam nazwał „najzwyklejszych i najskromniejszych rzeczy, tematów wartych odnotowania”:

>>Zdolność tworzenia nigdy nie występuje pojedynczo. Zawsze idzie w parze z darem obserwacji. Prawdziwego twórcę można rozpoznać po jego zdolności do zwracania uwagi na najzwyklejsze i najskromniejsze rzeczy, tematy godne odnotowania. Nie musi być zainteresowany pięknymi krajobrazami, nie musi otaczać się rzadkimi i kosztownymi przedmiotami. Nie musi zmuszać się do poszukiwań i odkryć: one są zawsze w jego zasięgu. Jedyne co musi, to rozejrzeć się dookoła,. Jego uwagę przyciągają rzeczy znane, rzeczy które są wszędzie. Obdarza uwagą najmniejsze z wydarzeń, które kieruje jego działaniami. Jeśli jego palec się obślizgnie, twórca to zauważy; przy okazji może skorzystać z czegoś nieprzewidzianego ujawnionego przez chwilową pomyłkę. <<

w: "Dreaming Source of Creativity" oraz Igor Stravinsky; Poetics of Music, In the Form of Six Lessons (Cambridge, Massachusetts: Harvard University Press, 1970), str. 54-55

środa, 19 maja 2010

O MEDYTACJI UWAŻNOŚCI (OBECNOŚCI) zwanej także mindfulness


W ostatnich dziesięcioleciach przeprowadzono bardzo wiele badań naukowych ukierunkowanych na odkrycie co daje praktyka medytacji. Skanowano mózgi medytujących, szczegółowo badano ich układ nerwowy, etc. i odkryto, że procedury oraz techniki medytacyjne mogą powodować znaczące zmiany w obszarach mózgu odpowiedzialnych za koncentrację.
Jednakże zazwyczaj zakładano, że takie efekty wymagają wielu lat pracy oraz medytacyjnego zaawansowania.
Tymczasem, jak donosi prasa, a konkretnie czasopismo „Consciousness and Cognition" najnowsze eksperymenty udowodniły, że umysł może wyszkolić się znacznie łatwiej niż dotychczas sądzono.
Naukowiec Fadel Zeidan przeprowadził badania w grupie 63 studentów uniwersytetu Północnej Karoliny w Charlotte. 49 dokończyło eksperyment. Cześć osób z grupy przez 4 (cztery) dni praktykowała codzienną 20 minutową medytację uważności czy raczej "obecności" (po angielsku Mindfulness) a druga część słuchała w tym czasie czytanej wersji książki Tolkiena "Hobbit".
Przed każdą sesją tak medytacji jak i słuchania lektora, poddawano uczestników badaniom przy pomocy całego zestawu testów sprawdzających nastrój, pamięć, uwag wzrokową, ogólny stan uwagi oraz czujności.
Na początku eksperymentu obie grupy miały takie same wyniki. Po jego zakończeniu u członków obu grup poprawił się nastrój, ale tylko medytujący znacząco poprawili wyniki związane z funkcjami poznawczymi!
Medytujący mieli znacząco wyższą średnią od "słuchaczy" we wszystkich testach poznawczych a jeśli chodzi o zdolność do skupienia się z jednoczesnym zapamiętywaniem informacji przewyższyli czytelników/słuchaczy "Hobbita" dziesięciokrotnie!

Medytacja obecności (lub uważności) jaką zastosowano w tym eksperymencie to bardzo stara buddyjska technika "samatha" (tyb.: "szine") -- technika "jednoupunktowionego skupienia (koncentracji)".

Na czym polega ten rodzaj medytacji? Zasadniczo na utrzymywaniu w sposób ciągły uważności, poprzez skupienie na jakimś obiekcie. Nazwa pochodzi od słów „śam” (spokój, uspokajać) i "tha" (pozostawać) - zatem samatha to pozostawanie w spokoju umysłu poprzez skupienie się na jednym obiekcie.
Samatha nie jest wyłącznie buddyjską techniką i jak najbardziej może być stosowana bez kontekstu czy powiązania z jakąkolwiek religią. W tej praktyce obiektem koncentracji może być dosłownie wszystko. Możesz skupić uwagę na ty, co widzisz: np.: świeca, co słyszysz, np.: głos płynącej wody, na odczuciu cielesnym, zjawisku ruchu, smaku, zapachu, dotyku, itp. Jednym z najlepszych i najczęstszych obiektów skupienia/uważności jest oddech. Dzieje się tak dlatego, że dzięki oddechowi kontaktujemy się z tym, co w nas nieświadome. Oddech jest bramą, która łączy nas z ciałem i z układem nerwowym. Niezwykła właściwość oddechu polega na tym, że możemy nim świadomie sterować, a gdy nim nie sterujemy, to on sam zadba o siebie - zarówno w dzień jak i w nocy! Jedną z najstarszych technik opierających się na współpracy z oddechem jest anapanasati joga – czyli joga drogi oddechu

"Śledzenie oddechu" lub inaczej "droga oddechu" (sanskr. anapanasati) jest też, najbardziej naturalnym sposobem medytacji. Ponieważ jest to główny (czasami mówi się, że jedyny) element działania naszego organizmu, którym zawiaduje zarówno podwzgórze poprzez autonomiczny układ nerwowy (na który nie mamy wpływu!), jak i świadomość (o ile zwrócimy na oddech uwagę), to przy świadomym oddychaniu, wpływamy bezpośrednio na naszą nieświadomość.

Praktykując od ponad 25 lat zen oraz „drogę oddechu” wymyśliłem sposób przybliżający i ułatwiający skupienie się na śledzeniu oddechu będący znakomitym przykładem oraz techniką praktykowania i zastosowania „mindfulness” (uważności) w działaniu. Nie jest to przy tym nużące, a nawet bywa czasem fascynujące i ekscytujące!
Mam nadzieję, że powtarzając tę prostą medytację codziennie przez 20 minut, osiągniesz już po kilku dniach podobne efekty, jak badani studenci z cytowanego eksperymentu! A jeśli tak --- to nie przerywaj tej praktyki! Po co przestawać robić to, co przynosi korzyści?



Znajdź 20 - 30 min czasu dla siebie; wyłącz komputer, TV, ścisz telefon poproś o nie przeszkadzanie (nadmierne) :)


1. Usiądź sobie prosto i wygodnie i zacznij śledzić "wewnętrznym" okiem drogę swojego oddechu. Poczuj jak oddech - powietrze wpływa do twego wnętrza i jak z niego wypływa. Wdech to jedna strona oddechu, a wydech to jego druga strona. Jin i Jang. Białe i czarne, długie i krótkie. Nie istnieje tylko jedna strona oddechu! Zrób kolejno dziesięć pełnych oddechów, nie ingerując w ich głębokość, ani w tempo. Być może zauważysz, że oddech sam - pod wpływem skierowanej nań uwagi - się pogłębił, albo zwolnił.

UWAGA: Jeśli jest to dla ciebie na początku bardzo trudne – możesz na wstępie liczyć oddechy od 1 do 10 i z powrotem (na wdechu lub wydechu , albo cykl wdech-wydech jako jeden i dwa...). Sprawdź jak wiele razy się zapominasz bądź mylisz w liczeniu – te pomyłki są całkowicie naturalne! Dobrym, dodatkowym i pomocnym sposobem jest także symboliczne „spakowanie” codziennych problemów i spraw do pudełek lub toreb i odłożenie ich na jakiś czas na półkę – zwizualizuj to !

2. Nie przestając śledzić drogi oddechu, skieruj uwagę na miejsca "pomiędzy" wdechem a wydechem. Nie zatrzymuj oddechu, ani nie rób w nim przerw, niech wdech łagodnie przechodzi w wydech, a wydech we wdech. Pomiędzy nimi znajduje się "pomiędzy", które nie jest ani wdechem, ani wydechem. Podobnie jak przechodzenie zimy w wiosnę, składa się ono z końcowej części wdechu (wydechu) i z początkowej części wydechu (wdechu), Stare Jin przechodzi łagodnie i płynnie w młode Jang, aby stać się starym Jang i przejść płynnie i łagodnie w młode Jin. Jest to Księga Przemian naszego oddechu. Punkt "pomiędzy" jest punktem zmiany, nie da się go zatrzymać, uchwycić, ani rozszerzyć, ale można go poczuć.

3. Nie przerywając łagodnego oddychania, staraj się jak najpełniej doświadczyć tego miejsca "pomiędzy". Doświadczaj całym/całą sobą. Spróbuj opisać, nazwać, określić lub opowiedzieć jak to jest, gdy twój umysł i oddech znajduje się w przestrzeni "pomiędzy", w punkcie zmiany. Czy z łatwością znajdujesz odpowiednie słowa? Jak one brzmią?

4. Proponowana tutaj droga oddechu (anapanasati joga), to najstarszy i najbardziej naturalny ze znanych sposobów medytacji. Jeżeli spodobał ci się ten sposób poszerzania świadomości oddechu, to po jakimś czasie zrób to samo z pojawiającymi się myślami. Jeżeli pojawi się jakaś myśl, to nie podążaj za nią, ale staraj się i tutaj, w jak najbardziej łagodny i delikatny sposób znaleźć miejsce "pomiędzy". Podobnie jak w oddechu, spróbuj odszukać miejsce powstawania myśli i jej zaniku. Jeżeli choć na mgnienie oka uda ci się znaleźć miejsce "pomiędzy" myślami, to podobnie jak w "pomiędzy" wdechem a wydechem, spróbuj jak najpełniej doświadczyć tego miejsca "pomiędzy". Opisz je lub narysuj, albo zanuć. Każda próba opisu tej przestrzeni, powiększa jej świadomość.(Taki opis jest oczywiście niemożliwy do faktycznego zrealizowania, bo jak mówią mądre księgi: "Tao, które można wyrazić słowami, nie jest (prawdziwym) niezmiennym tao".)

poniedziałek, 10 maja 2010

Ciało to energia ...

Hmmm, sięgnąłem po dawne zapiski - ten ma już ... prawie 15 lat, ale nie traci aktualności!

Tao, które jest jak duch doliny, nigdy nie ginie.
To nazywamy je tajemnicą pierwiastka żeńskiego, bramą wiodącą do tajemnicy pierwiastka żeńskiego.
To nazywamy je korzeniem nieba i ziemi.
Tao ciągnie się jak nić nieprzerwanie, jak gdyby istniało (wiecznie), a jego działalność nigdy nie ustaje.



Ciało to energia


Cały wszechświat, w tym także naszą piękną planetę bezustannie formuje i przenika ocean energii. Nauka bawi się w opisywanie i klasyfikowanie różnych rodzajów energii. Jednakże pomimo wielu lat badań i dociekań do dziś na przykład nie wiadomo co to za siła i energia, tak ważna dla naszego istnienia, tak powszechna i naturalna jak grawitacja. Na dobrą sprawę pod koniec XXw. nie bardzo wiadomo jak precyzyjnie zdefiniować prąd elektryczny.
Wiadomo, że tam gdzie występuje elektryczność, występuje także magnetyzm, tam gdzie występuje siła odśrodkowa, istnieje także przeciwstawna siła dośrodkowa, itd. Chińczycy powiedzieliby, że zawsze tam gdzie jest jang, obecne jest także yin, inaczej mówiąc, ciemność można dostrzec jedynie w zestawieniu (dopełnieniu?, tle?) z jasnością (białe nie ma znaczenia bez czarnego, a dobro nie istnieje bez określającego kontrastu, czyli zła).
Ewentualne lokalne zaburzenie równowagi powoduje zmianę kierunku akcji, zmianę dynamicznej równowagi sił. Dopóki kulomiot trzyma kręcący się młot (siła dośrodkowa), dopóty młot krąży dookoła osi jego ciała. W chwili, kiedy wypuszcza młot z ręki (ustanie działania siły dośrodkowej), następuje zmiana równowagi sił; siła odśrodkowa zyskuje przewagę i młot wylatuje z orbity w przestrzeń. Nastąpiło zaburzenie równowagi sił, zwyciężyła przewaga in lub jang i wynikła z tego zmiana kierunku akcji (przy oczywistym, zaistniałym potencjale zmiany - czyli dynamicznym działaniu kulomiota). Równowaga w tym przypadku została przywrócona, gdy rzucony młot, po kilku podskokach spoczął w bezruchu na trawie. Mówiąc o energiach, dla naszych rozważań, najbardziej precyzyjnym i ogólnym zarazem pojęciem będzie użycie sformułowania "pole energii".
Wszechświat na każdym poziomie składa się z pól energii. Energia jest nieograniczona w ilości, w czasie i przestrzeni. Zagęszczenia pól energii formują struktury nazywane przez nas materią (niektórzy autorzy jak np. Bohm przyrównują materię do zmarszczeń na powierzchni wody, gdzie woda w tym przykładzie jest energią). Najwyraźniej jest to widoczne na poziomie mikrokosmosu, czyli wewnątrz struktury atomów, oraz na przykładzie makrokosmosu, gdzie oddziałują na siebie gwiazdy i planety.
Jeszcze nie tak dawno temu, klasycznie atom składał się z jądra i krążących wokół po różnych orbitach elektronów, podobnie jak Słońce z krążącymi wokół planetami. Jednak w trakcie wnikliwych badań okazało się, że jądro składa się z wielkiej ilości jeszcze mniejszych cząsteczek, a te z kolei z jeszcze mniejszych. Podobnie jest z wewnętrzną strukturą elektronu. Coraz dokładniejsze badania fizyków wykazały, że nie można powiedzieć, iż te najmniejsze cząsteczki są materią, ponieważ trudno ustalić czy mają jakąkolwiek masę! Zdecydowano się na kompromis oświadczając, że mają one dwojaki charakter zarówno masy jak i energii (pierwszy krok w tym kierunku poczynił Einstein formułując równanie E = mc2). Co więcej, nie udało się także precyzyjnie określić granicy obszaru zajmowanego w przestrzeni przez atom, ponieważ (zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga) można jedynie na podstawie matematycznych wyliczeń przypuszczać, gdzie znajduje się elektron, stanowiący swoją orbitą granicę atomu. Zakłada się, że gdyby jądro atomu miało średnicę 1cm, to elektrony o wielkości pestek winogron, krążyłyby w odległości ok. 50 metrów od jądra, w wypadku np. atomu węgla - podstawowego składnika wszystkich białek - tych elektronów byłoby sześć (zapewne każdy sobie zada pytanie: co jest wewnątrz tej "kuli" o średnicy 100m. i jakie siły wypełniają tę przestrzeń?). Jednak nie mamy szans ujrzeć żadnej z tych sześciu (w przypadku węgla) "pestek winogron". W rzeczywistości nigdy nie udało się zmierzyć wielkości elektronu.
Francuski fizyk i filozof Jean E. Charon pisze: "Gdy rozpatrujemy elektron w odniesieniu do innych cząsteczek, jak na przykład protony czy neutrony, mechanika tych wzajemnych oddziaływań każe nam twierdzić, że elektron zachowuje się jak punkt matematyczny, to znaczy jak obiekt o wymiarach równych zeru". (1) Wykazano ponadto, iż sam elektron - który jak widać jest i nie jest zarazem - tworzy swój mały niezależny wszechświat, o wewnętrznej przestrzeni całkowicie odizolowanej od otoczenia, nic nie może do niej z zewnątrz wniknąć, ani jej opuścić - rodzaj mikro czarnej dziury. I jak to bywa z czarnymi dziurami, wydarzają się tam osobliwości czasoprzestrzenne, czyli mówiąc prostszymi słowami: czas i przestrzeń elektronu nie jest z naszego świata wyobrażeń.
Wnętrze materii, w tym także naszych ciał, na swym podstawowym poziomie składa się z pulsujących, wirujących i nie poddających się dokładnemu opisowi energetycznych struktur, nierozerwalnie powiązanych i współoddziaływujących z całym wszechświatem. Nie można powiedzieć, że gdzieś istnieje granica oddziaływań elektronów naszej skóry z otaczającym powietrzem. Ponieważ nie żyjemy w idealnej próżni, jesteśmy również poddani ciągłemu oddziaływaniu szeregu innych pól energii i "przelatujących" przez nas mikro-cząsteczek - neutrin, promieni gamma i tysięcy innych. Bierzemy udział w ciągłej wymianie oraz inter-akcji (co znaczy dosłownie: "inter" - współ-, akcja - działanie). Oddziałują na nas siły gwiazd planet i księżyców. Promieniowanie elektromagnetyczne ziemi i cieków wodnych, wibracje roślin, zwierząt i innych ludzi. Formy kryształów i naturalna radiacja minerałów. Grawitacja Ziemi i plamy na Słońcu.
Idąc krok dalej, w "grubsze" obszary materii, możemy wziąć pod uwagę podstawowy budulec naszego ciała - wodę (ponad 80% masy żyjącego człowieka!). Cząsteczka wody składa się z atomu tlenu i dwóch atomów wodoru. Co sprawia, że trzymają się razem? Energia! Jest to w tym przypadku energia potencjałów elektromagnetycznych i energia nuklearna. Wzajemne przyciąganie, a zarazem odpychanie się wszystkich trzech atomów, utrzymuje je w trwałym, dynamicznym związku, tworzącym strukturę podobną do litery V z atomem tlenu na dole (w tym przykładzie) i atomami wodoru u szczytów litery V. Po swoich orbitach z niezmierną prędkością wirują elektrony (na dodatek każdy, podobnie jak Ziemia wiruje także wokół własnej osi), a żeby sprawa była bardziej skomplikowana, elektrony czasami "wyskakują" z orbit i dodatkowo zamieniają się "miejscami", ale - co jest dla nas najważniejsze - pozostawiają przez cały czas niezmieniony energetyczny wzorzec cząsteczki wody.
Same jądra atomów także są utrzymywane w całości przez tę samą przerażającą energię, która zniszczyła Hiroszimę - energię jądrową. Tak więc pospolita cząsteczka wody jest wirującym tańcem zagęszczonych pól energii (nukleonów i elektronów), utrzymywanych w energetycznym wzorcu (np. litery V) poprzez subtelną równowagę wzajemnie przeciwstawnych sobie energii. Tylko dlatego ten cały interes nie "rozpada się" (Na marginesie dodajmy, że na niebagatelną masę wody mieszczącej się w naszym organizmie, muszą oddziaływać również te same siły, które poruszają bilionami ton wody w oceanach. Tak więc do całej gamy energii przenikającej nasze ciała i umysły, dodajmy oddziaływania np. grawitacji księżyca, który przecież swym wpływem powoduje odpływy i przypływy mórz).
Yin i Yang, plus i minus równoważąc się wzajemnie tworzą to, co my uparcie nazywamy "trwałą" strukturą. Z takich struktur składają się elementy tworzące komórkę; mitochondria, jądro komórkowe, cytoplazma, lizosomy, błona komórkowa i inne "podstawowe" cząstki budujące ciała roślin i zwierząt. Nie należy przy tym zapominać, że każda pojedyncza komórka jest również żyjącą, pełną własnych energii, świadomą formą. Jest ponadto genialną i jak na razie niemożliwą do odtworzenia przez człowieka fabryką chemiczną dostarczającą organizmowi energii i bezustannie przetwarzającą jej różne formy.
Z komórek składa się tkanka, z tkanek organy, z organów całe ciało. Proszę jednak zwrócić uwagę na rzecz niezwykle istotną, aczkolwiek często niedostrzeganą; że całość (np. komórka lub ciało) to znacznie więcej niż tylko suma części składowych...

piątek, 7 maja 2010

letnie warsztaty: W ZGODZIE Z ZIEMIĄ, NATURĄ I SOBĄ w Sierpniu

Serdecznie zapraszam na letnie warsztaty:

W ZGODZIE Z ZIEMIĄ, NATURĄ I SOBĄ

sześciodniowe, wyjazdowe warsztaty
szamańsko – psychologiczno – rozwojowe

23-29 sierpnia 2010 w Stryszawie (Beskid Żywiecki)

Warsztaty będą ukierunkowane na naukę jungowskiej pracy wewnętrznej, medytacji zorientowanej na proces oraz skutecznego współdziałania z Ziemią. Będziemy praktykować aborygeński walkabout, nauczymy się w jaki sposób nasze ciała i umysł dostosowują się do kierunków Ziemi oraz jak bardzo są z Nią związane.
Odkryjemy JAK ZIEMIA nieustannie podsuwa nam najwłaściwsze wskazówki oraz sposoby działania! Z pomocą i podpowiedziami MATKI ZIEMI (PachaMama) poszukamy sensu oraz zasadniczego kierunku indywidualnego życia, który przewija się pomiędzy pozornie chaotycznymi i przypadkowymi wydarzeniami w życiu. A dla tych, którzy już to wiedzą – będzie to okazja do ugruntowania się w już obranym kierunku.
Przeprowadzimy krótki (pół dnia i pół nocy) Vision Quest, wyprawę na Górę oraz Medicine Walk, które będą poprzedzone nauką odczytywania wiadomości przekazywanych przez Wszechświat.
Będziemy stosować szamańskie medytacje oraz szamańskie podróże. Zobaczymy na czym polega naturalna joga samo-powstającą z ruchu autentycznego (tak jak miało to miejsce w pradawnych czasach, gdy joga tworzyła się w wyniku szamańskich medytacji). Usłyszymy uzdrawiające pieśni i zastosujemy moc pieśni do uzdrawiania. Będziemy też uczyć się uzdrawiania ciała na poziomie kwantowym i zobaczymy na ile nasze symptomy są powiązane ze światem oraz dlaczego są informacjami z przyszłości!!!
Przede wszystkim jednak skupimy się na umiejętności pracy wewnętrznej (nad samą/ym sobą) tak jak to jest nauczane w psychologii analitycznej C. G. Junga oraz w Psychologii Zorientowanej na Proces. Czyli nauczymy się stosować alchemiczną medytację zorientowaną na proces z możliwie jak najlepszym i jak najtrwalszym dostępem do tego, co Arnold Mindell nazywa Process Mind. Dużą pomocą będą tutaj liczne i wciąż żywe tradycje szamańskie.
Celem warsztatów jest poznanie sposobów wewnętrznej pracy nad sobą wywodzących się z pradawnych tradycji a jednocześnie stale obecnych w najnowszych metodach terapeutycznych.
Dzięki tym zajęciom uczestnicy warsztatów dowiadują się o sposobach poznawania ważnych informacji, jakie stosowali nasi przodkowie i jak to zostało zaadaptowane przez współczesną wiedzę. Są bliżej odkrycia własnego sensu i mitu życia. Rozumieją sens i potrzebę stałego poznawania siebie oraz związku z Ziemią, potrafią z powodzeniem zastosować praktykowane techniki zarówno w trakcie warsztatów, jak i po powrocie do miejsc zamieszkania.

Miejsce: Góralska Chata pod Jałowcem, Stryszawa-Roztoki - miejsce piękne, odosobnione - wśród lasów i gór; z cudownymi widokami, przestrzenią możliwością kąpania się pod wodospadem, w górskim potoku.

Termin: 23 - 29. 08. 2010. (6 pełnych dni – zaczynamy w poniedziałek po południu, kończymy w niedzielę obiadem).

Cena: 600 zł/ 6 dni warsztatów. Noclegi w pokojach 2 -3-4 osobowych. Posiłki organizujemy wspólnie lub we własnym zakresie, możliwość zamówienia pełnego wyżywienia nawet regionalnego.

Ilość miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń i data wpłacenia zaliczki w wysokości 260 zł do dn. 10.08.2010.

Kontakt, informacje i szczegóły: e-mail: r_paluch@wp.pl , tel. kom.: 505 476 964.

Warsztat poprowadzi: Robert Palusiński - psychoterapeuta Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. Posiada uprawnienia Polskiego Towarzystwa Psychologii Procesu do prowadzenia terapii i pracy z grupami pod superwizją. W latach 1998 - 2003 studiował w Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, szkolił się także w Londynie, Kopenhadze i Bratysławie. Od 2000r. roku regularnie prowadzi zajęcia i warsztaty łączące współczesne techniki szamańskie (M. Harner) z psychologią i psychoterapią. Prowadzi także autorskie warsztaty rozwojowe, psychologiczne oraz zajęcia grupowe i terapię indywidualną, par i rodzin. Tłumacz literatury psychologicznej (m.inn. A. Mindell: "Cienie Miasta", "Psychologia i szamanizm", "Śnienie na jawie" a także analizy jungowskiej, np. "Zraniona Kobieta" L.S. Leonard). Liczne publikacje własne. Prowadził zajęcia z psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, Śląskim, w Gestaltowskim Instytucie Rozwoju Osobistego, Dojrzewalni Róż i innych. Zajmuje się facylitacją i praktyką rozwiązywania konfliktów oraz uczy innych jak pracować z konfliktami. Prezes Fundacji Głębokiej Demokracji, członek The International Association of Coaching (IAC). Więcej o prowadzącym: robertpalusinski.blogspot.com/ oraz http://www.psychoterapiakrakow.org/


poniedziałek, 3 maja 2010

Za drobnymi tendencjami kryje się oświecenie ...

DZISIAJ COŚ SPECJALNEGO -- z okazji świąt majowych :))

Poniżej udostępniam niewielki fragment dłuższego wywiadu jaki przeprowadziłem w maju ubiegłego roku z mistrzynią Zen Sensei Sunyą Kyolhede w Falenicy.
Jest to też moja pierwsza nieporadna jeszcze animacja zdjęć w tym zdjęć Sensei, jej męża - także nauczyciela Zen, Roshiego Kapleau oraz wietrznych koni -- ponieważ, główny ośrodek Sensei w Ameryce nazywa się Windhorse Zen Community

Pod filmem znajduje się mój przekład wywiadu na j. polski.

W Psychologi Zorientowanej na Proces pracujemy z tendencjami (na ostatnich warsztatach pracy z symptomami było o tym bardzo dużO) - czyli z tym, co poprzedza konkretny sygnał (na przykład symptom, chorobą) bądź symbol w śnie.
Możesz doświadczyć tych tendencji, gdy zadasz sobie pytanie: gdzie i jak poruszyłoby się moje ciało, gdyby się miało teraz poruszyć -- ale nie wykonuj faktycznego ruchu! Obserwuj, doświadczaj i badaj tendencje do ruchu -- nie da się tego nazwać, ponieważ jest to poziom niewerbalny, kwantowy, opisywany funkcją falową i zasadą nieoznaczoności, jeszcze nie określony, nie zamknięty w "stanie". Gdy ją określisz - nazwiesz, będziesz już w innym miejscu i czasie. Podobną funkcję w POP odgrywają "flirty". I wygląda na to, że podobnie wygląda postrzeganie w Zen.

Okazuje się, że w Zen podobnie rozumiane tendencje mogą być drogą do oświecenia (a przynajmniej do głębszego wglądu)! Czyli do odkrycia jak wyglądała twoja twarz przed narodzinami twoich rodziców -- lub przed początkiem wszechświata ...
Czym jest twoja pierwotna natura? Czym jest niezatapialne Śnienie, którego formę właśnie przybrałeś/aś ?

Aby wzmocnić nacisk na dociekanie, Koreański mistrz Sen Sae Nim zwykł po podobnych pytaniach dodawać (za innym starożytnym mistrzem Zen): "jeśli mi odpowiesz dostaniesz 30 kijów, jeśli nie odpowiesz - też dostaniesz 30 kijów. CO możesz zrobić? Pospiesz się - pospiesz!" ...






PRZEKŁAD:

Robert: W psychologii zorientowanej na proces pracujemy także na bardzo subtelnym poziomie z tendencjami. Na przykład, gdy mam doświadczanie gniewu zadaję sobie pytanie, co stało za tym, co było wcześniej zanim gniew stał się tak wielki? Na przykład, gdy wykonam ruch, to zanim on się pojawił, poprzedzała go subtelna tendencja – bardzo często pracujemy z podobnymi energiami . Czy w Zen jest coś takiego jak subtelny impuls bądź tendencja, które poprzedzają coś wyraźniejszego, na przykład gniew lub inne zjawiska?

Sensei Sunya Kjolhede : Tak, te tendencje w sanskrycie nazywają się Samskara. Są to tendencje i można je porównać do kolein, z których niezwykle trudno się wydostać. Praktyka Zen jest sposobem na wyjście z tych kolein, bardzo trudno jest się uwolnić z nawyków, z uwarunkowanej świadomości. Tendencja sprawia, że ciągle postępujemy w taki sam sposób. Chcąc się się z tego wyzwolić, nie można myśleć o tendencji, ale należy ją bardzo głęboko doświadczyć. Poniżej tendencji znajduje się prawda o twoim istnieniu. To znajduje się poniżej uwarunkowanych działań. Tam można doświadczyć pierwotnej natury bytu. To jest nasza twarz sprzed narodzin naszych rodziców. To kim byliśmy przed powstaniem wszechświata.

Robert: To wielkie pytanie! Jak wygląda ta twarz?

Sensei Sunya Kjolhede : Ciągle się nam pokazuje.

Robert: Widzę ją w twoich oczach.

Sensei Sunya Kjolhede : A ja widzę w twoich

Robert: Dziękuję! To cudowne.