niedziela, 15 stycznia 2012

Joseph Campbell na dziś ...


"Diabeł to bóg nierozpoznany. Innymi słowy jest to siła, z którą nie współdziałałeś i którą tłumisz. Z czasem jak każda wyparta energia, umacnia się i zagraża unicestwieniem postawy, którą starasz się utrzymać"
Joseph Campbell, "An Open Life", str. 28 - 29.


"My definition of a devil is a god who has not been recognized. That is to say, it is a power in you to which you have not given expression, and you push it back. And then, like all repressed energy, it builds up and becomes completely dangerous to the position you’re trying to hold."
Joseph Campbell, An Open Life, p.28-29

sobota, 14 stycznia 2012

Jung, inicjacja i "Czerwona Księga" (Red Book)


Kiedy Jungowi ujawniła się  Dusza  i zaczęła domagać się by zmienił swoje życie, Jung otworzył się na napływ potężnych mocy nieświadomości (zdecydowanie nie miał wyboru – bo „otwarcie” zostało wymuszone). Zapisywał doświadczenie swej wewnętrznej podróży oraz  rozmowy z wewnętrznymi postaciami, które pojawiały się mu w wizjach i w snach w Czerwonej Księdze (“The Red Book”).
Chociaż na życzenie Junga “Czerwona Księga” została opublikowana, pięćdziesiąt lat po śmierci autora, to zasadniczo psychologia Junga miała początek właśnie wówczas – praktycznie 100 lat temu.


Poniższy cytat, który wspaniale może odnosić się do szamańskiej inicjacji Junga opisywanej w „Czerwonej Księdze” pochodzi z blogu Patricii Damery, analityczki jungowskiej a przy tym rolniczki bio-dynamicznej, organicznej, mającej kontakt z subtelnymi energiami roślin i nie wstydzącej się tego w dość racjonalnym środowisku psychologów i psychoterapeutów. Bardzo mnie jej postać zaintrygowała, zainspirowała i "zapłodniła" dodając energii do dalszych poszukiwań. Patricia powtarza, że nie ma czegoś takiego jak "dokończona indywiduacja" - zawsze krążymy. Ja dodam, że  krążymy wokół centrum. Tylko, że bez świadomości i bez pracy wewnętrznej krążymy po okręgu w dwóch wymiarach - po płaszczyźnie, a przy pewnym wysiłku, sporej pracy wewnętrznej, skupieniu, uważności i przy udziale świadomości krążymy ruchem spiralnym w już w trzech wymiarach.

Wiesz, kiedy znajdziesz się na Ścieżce, ponieważ pojawia się wówczas dodatkowa energia, która tobą kieruje. Rzadko bywa to zaplanowane. Alchemicy znali tę drogę: 'kiedy wszystko robi się czarne, to wiesz, że jesteś na właściwym kursie'. Zanim się to zakończy, rozpadnie się wszystko, co nie jest mocno związane z podstawą, a twoje życie zmieni się na zawsze.

Na dodatek ta ścieżka zmusza cię do tego, byś regularnie porzucał/a plany płynące z Ego na rzecz energii płynącej z Jaźni, która prowadzi ku tym obszarom psyche, które poszerzają twe związki z samą/ym sobą i z wszechświatem.”
(na blogu ww autorki)

czwartek, 1 grudnia 2011

Buddyzm a szamanizm

Wiele lat temu, (jeszcze chyba przed wydaniem mojej książki "Szamanizm w praktyce" w 1999 roku) napisałem i udostępniłem w "Tarace"  esej "Buddyzm i szamanizm". Ostatnio znów się wypowiedziałem na ten temat i wydaje się, że z biegiem lat kilkunastu doświadczenie pokazuje, że różnice są zaiste iluzoryczne i tworzone głównie przez nasz umysł, który czasem wręcz rozpaczliwie potrzebuje klasyfikacji i  (pozornego) uporządkowania aby dzięki przydzieleniu odpowiednich kategorii (zazwyczaj porównawczych) móc pojąć to, co poza bezpośrednim doświadczeniem jest bądź było ...

W dość późnym traktacie  buddyzmu tybetańskiego - opisie praktyk "6 Jog Naropy" (szkoły Kagyu, choć i inne korzystają z przekazu)  jedną z nich jest joga wielkiego przeniesienia świadomości - Phoła (która jest stricte szamańską pracą  kierowania/odprowadania świadomości po śmierci przez lamę, nie wspominając o praktykach Bar-do thos-grol !) "za życia" do niedawno zmarłych ciał lub  nawet żywych istot takich jak zwierzęta  ... W ramach  praktyki Jogi snu z tego samego traktatu  można odbywać  "podróże szamańskie" w formie ciała "iluzorycznego" praktycznie do wszystkich światów (i czasów). Nota bene   -- joga snu i jej szamańskie, trans-lokacyjne możliwości są znane już od czasów Patanjalego (tego od Hatha Jogi). Tenże Patanjali powiada, że Jogin zrealizowany to "ten co umarł za życia". Czy coś to przypomina?

czwartek, 24 listopada 2011

A KONFLIKT W ZWIĄZKACH ?

Co sądzisz o tym? Czy myślisz, że takie podejście ma sens?
(oczywiście przy użyciu odpowiednich "narzędzi - by uniknąć powtarzania tego samego, odwiecznie krążącego scenariusza)

„Konflikt może być przerażający i zwykle robimy wszystko, aby go uniknąć. Często ignorujemy nasz udział w tworzeniu go, a następnie wściekamy się na drugą osobę za jego wywołanie. Zwykle
nienawidzimy konfliktu i dlatego wiele konfliktów dotyczy konfliktu o konflikt - to \ty zacząłeś/aś, zrobiłeś/aś tak a tak, to twoja wina, itp. Konflikt jednak wynika z głębszych uwarunkowań i może stworzyć nowe życie w związku, jeśli szybko i świadomie się nim zajmiemy”
Conor McKenna – angielski terapeuta pracy z procesem i nauczyciel pracy z procesem

„Conflict can be scary and we usually do everything we can to avoid it. We often ignore our part in creating it and then become furious at the other person for starting it. We normally hate conflict and therefore many conflicts involve conflicting about conflict – you started it, you did so and so,
it’s your fault, etc. Conflict, however, arises out of background conditions and can create new life in relationship if it is dealt with quickly and with awareness.”
Conor McKenna – english processwork diplomate, therapist and teacher

troszkę dalej, tego samego autora. A tłumaczenie poniżej:

Conflict is more than just the  fault of another – we usually fight about who brought, or caused the  problem. Conflict in fact is the first step in resolving the breakdown  in communication that happened at an earlier time; or one could say  that it’s an attempt at a new way of relating.
The best approach to conflict is not “Who is at fault?” Rather, the 
question might be “What is the wisdom that is underlying the apparent 
cause and what is my part in it?” An ideal approach to conflict could be: 
“Hurray, we are disturbed, conflict is here, what is the new thing that it is 
bringing to us? What is underlying the conflict that will help with our 
growth and happiness? Let us enter it to find the deeper reality and complete it.” 


Konflikt to więcej niż tylko wina drugiej osoby - zwykle walczymy o to, kto wniósł, lub  powodował problem. Konflikt w rzeczywistości jest pierwszym krokiem do naprawy popsutej komunikacji, co miało miejsce już wcześniej; można powiedzieć, że jest to próba nawiązania nowego sposobu relacji.

Najlepszym podejściem do konfliktu nie jest klasyczne pytanie: "Kto jest winny?" Raczej
pytanie może brzmieć "Jaki rodzaj mądrości leży u podstaw widocznej przyczyny i jaki jest w tym mój udział " Idealnym podejściem do konfliktu może być takie:
"Hurra, jesteśmy zaburzeni, pojawił się konflikt, co takiego nowego pragnie nam ujawnić? Co takiego leży u podstaw konfliktu, co może być pomocne w naszym rozwoju i szczęściu? Wejdźmy w to (bardziej) i znajdźmy głębsze poziomy rzeczywistości i dopełnijmy je”



PRZEMOC FIZYCZNA ZE STRONY POLICJI

11. 11. 2011 mieliśmy w POlsce do czynienia z nadużyciem ze strony policji w Warszawie. Generalnie temat policji i protestujących osób usuwanych bądź rozpraszanych przez uzbrojone i wyszkolone oddziały jest "od zawsze" aktualny.

Ostatnio powrócił także w mediach świata przy okazji usuwania protestujących i biowakujących na Wall Street ("Occupy Wall Street moevement")

Na Facebooku zapytano Arnie Mindella co robić w takiej sytuacji. Oto odpowiedź:

"yes thanks for asking about "violence outbreaks at various sites--particularly physical violence initiated by law enforcement forces,". It's TERRIBLE. I wish i had been there. I would have "played the police role" first (without hurting anyone) and asked others to interact with me, then play me, and go back and forth until we found more understanding. It's easy for me to say this here, but it's a challenge in the field. and if i can't do it, we all together can. woof and love"

co znaczy mniej więcej (w moim przekładzie) :

"tak dzięki za pytanie o" wybuchy przemocy w różnych miejscach - szczególnie przemocy fizycznej inicjowanej przez siły porządku publicznego ". To STRASZNE. Chciałbym tam być. Najpierw odegrałbym „rolę policji” (bez krzywdzenia kogokolwiek) i poprosił innych, by weszli ze mną w interakcję, a później zamienilibyśmy się rolami. Następnie powtarzalibyśmy tę interakcję „wte i wewte” (tam i z powrotem), aż nie znaleźlibyśmy więcej zrozumienia. Łatwo to mówić z miejsca, gdzie jestem, ale wyzwaniem jest działanie „w polu”. I jeśli ja tego nie potrafię, możemy zrobić to wszyscy. . woof i miłości"


noto woof na dziś ....








środa, 23 listopada 2011

Światopogląd i neutralność teraputki/y



Pewien znajomy poruszył na jednej z list dyskusyjnych ciekawe zagadnienie:


Neutralność światopogladowa terapeuty to bardzo ciekawy temat. Bo np. czy zgodzimy sie na prace z pacjentem który chce lepiej sobie radzić ze stresem w sytuacji, kiedy kradnie? A czy np. z osobą, która chce rozwodu w sytuacji, gdy jego zona urodziła dziecko? Albo przychodzi para które chce lepiej przejść przez sytuacje aborcji? To sa trudne sprawy etyczne, jednak wg. mnie nie chodzi o to, aby terapeuta nie miał swiatopogladu. Niedawno mielismy tego przykład - przyjechał do Polski terapeuta, który chce leczyc homoseksualizm. Tłumaczył, ze tylko wtedy, gdy jest to homoseksualizm egodystoniczny. W zasadzie - to czemu nie, jesli robi to swiadomie, i informuje o swoim pogladzie pacjenta (pod warunkiem, że nie podkresla, ze jest to jedyny słuszny poglad)? Ale zaraz możemy isc dalej i stwierdzić, że jesli terapeuta nie ma nic przeciwko kradziezy, to zrobi trening radzenia sobie ze stresem dla złodziei. Zreszta - w kryminałach takie programy sie robi:)Gdzie przebiega granica w tych sprawach?


Co sprawiło, że odpowiedziałem taką refleksją – a właściwie kilkoma :) ...


Wydaje się, że czasami bardzo korzystne jest założenie analityczne, czyli postrzegania życia i zdarzeń "jak sen".

Czy nikt z nas nie śnił o kradzieży albo nie "zwinął" ze sklepu batonika? Albo nie miał dość związku i chciał rozwodu - nawet zaraz po urodzeniu dziecka? Lub nie miał fantazji, snów czy sytuacji około-aborcyjnych ?
W tym ujęciu, z  punktu widzenia terapeuty:  kradniesz czy nie kradniesz jest OK -- w końcu wszyscy w jakimś zakresie jesteśmy złodziejami,  -- np. mogę kraść dla siebie zbyt dużo czasu, który w danej chwili może należeć się najbliższym/innym.
"Rozwodzę się" w każdej chwili, gdy mam fantazje o alternatywnym życiu w innej rzeczywistości niż jestem i z innymi ludźmi -- kto takich fantazji nie ma?
I dokonuję aborcji za każdym razem, gdy myślę: "kurczę, gdyby nie ta decyzja (lub 'wpadka') to moje życie wyglądałoby inaczej (w sensie 'lepiej')".
Powyższe pozwala na:
a.) empatyzowanie ze złodziejem, rozwodnikiem i aborcjonistą (wiedząc że takie same pierwiastki w nas drzemią)
a w związku z tym na:
b.)  nie-ocenianie czyli moralizatorstwo, bo takie coś od razu skazuje nas na (zazwyczaj nieświadome) "pranie mózgu" pacjenta, a nie na terapię w ujęciu humanistycznym

Więc traktując powyższe zdarzenia w ramie "jak sen" proponuję pracę podobną jak np. w tendencjach samobójczych (w końcu w snach nieraz "giniemy"!) czyli: jak możesz się najskuteczniej "się zabić", nie uszkadzając swego ciała? Co i skąd moglibyśmy najwspanialszego ukraść i jak ten 'skarb' wnieść w codzienne życie? (Wszak bohaterowie mitów, bajek i filmów -- wciąż, i to masowo kradną skarby /czyli biorą nie-swoje/  !!! ) 
Jak "rozwieść się" ze stanem, skryptem, który mi już nie odpowiada w związku?
W stosunku do  jakiego/którego aspektu mojego rodzicielstwa (bądź życia?) dokonać aborcji !!! (Co warto 'zdusić w zarodku')




a co do zdania:


"Ale zaraz możemy isc dalej i stwierdzić, że jesli terapeuta nie ma nic przeciwko kradziezy, to zrobi trening radzenia sobie ze stresem dla złodziei."

Usiadłem sobie z powyższym na chwilę i zauważyłem, jak przebiegła mi chyba setka filmów z bohaterami-złodziejami (począwszy od Arsena Lupin do Mission: Impossible) i jak duża część mnie sympatyzuje z głównym bohaterem - złodziejem będącym w opozycji do władzy. I też  rodzi mi się automaytycznie  refleksja: czy w potencjalnej pracy ze złodziejem coś we mnie nie sympatyzowało by za bardzo ze stanowiskiem będącym  "w opozycji" do władzy...
Ale to już zupełnie inny temat "zakażania" się "nie-etycznością", o czym z kolei pięknie opowiadają  wszystkie filmy i mity o wampirach  oraz "paktach z diabłem"   ...  :)))



poniedziałek, 14 listopada 2011

PRZEMIANY NATURY

oto ciekawy fragment dość starodawnego tekstu taoistycznego pt. "Prawdziwa księga południowego kwiatu" autorstwa Czuang Tsy:

Zhi Lishu i Hua Jieshu wybrali się w góry Kunlun podziwiać przemiany natury.

- Ojej! Masz wrzód na łokciu !! Bardzo cię boli? Nienawidzisz go?

- A dlaczego? Natura przypadkiem zebrała moje ciało w całość - ten wrzód jest jak pyłek na moim ciele! Podziwiamy przemiany natury. Jedna z nich dotyczy mojego ciała. To wspaniałe !!

Życie to nieustanne przemiany, także przemiany umysłu. Dziś jest zawsze inne niż wczoraj.

miłego dnia - dziś :)

czwartek, 10 listopada 2011

Leonard cohen - the future. (it is murder)


Leonard Cohen: "Przyszłość"
Hmmm, jeszcze jeden utwór - został wykorzystany   później w filmie "Natural Born Killers"...

Mam nadzieję, że nie jest to przypadkiem a propos jutrzejszych demonstracji z okazji 11 list-opada...

Heh -- a tu jest link do wywiadu z 1993 r, na początku którego Cohen recytuje ten sam, wydany rok wcześniej (na płycie) utwór będąc w wieku prawie 60 lat ... i całkiem sporo opowiada o kontekście + bardzo ciekawe wglądy bardzo ważne TERAZ, prawie 20 lat później: http://www.openculture.com/2011/03/leonard_cohen_reads_the_future.html

Warto zapamiętać, że future "murder"  - czyli Śnienie Śmierci nie musi od razu oznaczać masowego zabijania! Śnienie Śmierci (czym na przykład jest wojna) to szczególny i bardzo potężny  stan świadomości - który z pomocą uważności można - nie tłumiąc ani nie wypierając wojowniczości -  transformować podobnie jak tendencje samobójcze! Powtarzając za analitykami Jungowskimi: "Owszem: zabij(my) się, ale nie czyń(my) szkody swemu ciału!" ...

Leonard Cohen - Here it is


Lllubię :) ... taka przerwa w pracy ...

Lyrics:
Here is your crown
And your seal and rings;
And here is your love
For all things

Here is your cart,
And your cardboard and piss;
And here is your love
For all of this

May everyone live,
And may everyone die
Hello, my love,
And my love, goodbye

Here is your wine,
And your drunken fall;
And here is your love
Your love for it all

Here is your sickness
Your bed and your pan;
And here is your love
For the woman, the man

May everyone live,
And may everyone die
Hello, my love,
And, my love, goodbye

And here is the night,
The night has begun;
And here is your death
In the heart of your son

And here is the dawn,
(until death do us part);
And here is your death,
In your daughter’s heart

May everyone live,
And may everyone die
Hello, my love,
And, my love, goodbye

And here you are hurried,
And here you are gone;
And here is the love,
That it’s all built upon

Here is your cross,
Your nails and your hill;
And here is your love,
That lists where it will

May everyone live,
And may everyone die
Hello, my love,
And my love, goodbye

piątek, 28 października 2011

Co za proces! Czyli jaką rolę mają tu "Niemcy"?

Działacze niemieckich ultralewicowych i anarchistycznych organizacji skrzykują się w internecie na wyjazd do Warszawy, by zablokować prawicową manifestację 11 listopada - informuje "Rzeczpospolita".  German activists of ultraleft and anarchist organizations gather together on the Internet for the trip to Warsaw to block the manifestation of right-wing November 11 - informs the "Rzeczpospolita".  However, on polish internet there are many comments about it including below picture with information: "German left-wing! Your grandfather was here already!" (...)

zdjęcie znalezione w sieci - na Facebook'u (a picture from the internet /Facebook/ with comments)


Zobaczcie jak emocje pozornie zakopane przed 70 laty są wciąż obecne. Powyższe zdjęcie i jego specyficzny opis ilustrują symboliczne tło zdarzenia.  Z punktu widzenie Psychologii Zorientowanej na Proces, być może pełni dobrych intencji Niemcy, najprawdopodobniej wykazują zupełny brak rozeznania co do kontekstu historycznego i ról w jakich są postrzegani - a jedna tych z ról została przedstawiona na powyższej ilustracji ...
Emotions seemingly buried 70 years ago are still present. The above picture and its specific description (of the event) illustrate the symbolic background. From the point of view of Process Oriented Psychology, perhaps full of good intentions Germans, are likely to show a lack of discernment as to the historical context and roles in which they are perceived - and one of the roles is shown in the illustration above ...

Więcej info (more): link/informacja zamieszczonego poniżej.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10551737,Niemcy_jada_rozbic_Marsz_Niepodleglosci.html

... -- komentarze pod artykułem wyrażają mocno obecne tło powojennej traumy. (Myślę, że z pewnością niedługo wypowie się pan Kaczyński /to tak a propos jego lapsusu z kanclerz Merkel/) ...

Kiedy podejmujemy decyzje ...


Oczywiście tytułowe  "KIEDY" ma tutaj baaaaardzo wieloznaczny sens. To "kiedy" , gdy chodzi o czas poruszam też tutaj: http://robertpalusinski.blogspot.com/2010/09/many-scientists-are-convinced-that-man.html w poście mówiącym o tym, że czas dla naszych neuronów wydaje się być złudzeniem :)
Za: "Nature Neuroscience", i art w GW autorstwa Marta Żylicz z 2008-04-16   wklejam fragmeny artykułu (z moimi skrótami) aby umieścić w sieci w ramach toczącej się dyskusji ....
Mamy to w tyle głowy

Naukowcy przeprowadzili doświadczenie, w którym na monitorze wyświetlali badanym osobom pojedyncze litery. Każda pojawiała się na ledwie pół sekundy. Nie było to jednak zadanie "na czas". Uczestnicy eksperymentu mieli spokojnie śledzić pojawiające się litery i jeśli któraś im się "spodobała", nacisnąć jeden z dwóch guzików: prawą ręką prawy lub lewą - lewy. Następnie mieli pokazać uczonym, która litera sprowokowała ich do naciśnięcia guzika. Na tej podstawie naukowcy mogli określić moment, w którym badani sądzili, że podjęli decyzję.

Co się okazało? Naukowcy odbierali pierwsze sygnały świadczące o zbliżającym się ruchu ręką nawet 7 sekund wcześniej, niż badanej osobie wydawało się, że postanowiła sięgnąć palcem do guzika!

Każdy ruch, jaki wykonujemy, poprzedzony jest aktywnością w części mózgu odpowiedzialnej za jego przygotowanie. Inne sygnały generowane są w mózgu, kiedy ruszamy prawą stroną ciała, a inne, kiedy lewą. Dlatego dzięki zastosowaniu nowoczesnej techniki obrazowania rezonansu magnetycznego bez trudu można odróżnić przygotowanie mózgu do ruchu prawą i lewą ręką.

To, że kora mózgowa wykazuje aktywność na kilkaset milisekund przed wykonaniem ruchu, wiadomo od ponad dwudziestu lat. Nie było jednak jasne, czy aktywność ta związana jest z samym przygotowaniem ruchu, czy również z podjęciem konkretnej decyzji.

Wyniki najnowszego badania rozwiewają te wątpliwości. Badacze ustalili, że za podjęcie decyzji odpowiadają dwa obszary kory mózgowej: jeden w płacie czołowym (to tu decyzja zapada), a drugi w płacie ciemieniowym (tu informacja o podjętej decyzji czeka na "świadome ujawnienie"). Jeśli uwzględnimy opóźnienie związane z przetwarzaniem obrazu, odbierana przez naukowców informacja zwiastująca podjęcie decyzji pojawiała się nawet do 10 sekund przed momentem wskazanym przez badanych (który wahał się od mniej niż 0,5 do 1,5 s przed naciśnięciem guzika). Oznacza to, że zanim do odpowiedniego obszaru mózgu trafiało polecenie wykonania ruchu, informacja znajdowała się już w innych obszarach przez dobrych kilka sekund. Ostatecznie na niecałą sekundę przed sięgnięciem ręką wiadomość o wykonaniu zaplanowanego działania przekazywana była do znajdującego się w przedniej części mózgu miejsca zwanego dodatkowym polem ruchowym.
Czubek góry lodowej

Z badań tych wynika, że zanim "świadomie podejmiemy decyzję", informacja o niej jest już od pewnego czasu przetwarzana przez mózg. - Świadomość okazuje się więc tylko czubkiem góry lodowej w procesie podejmowania decyzji - twierdzi John-Dylan Haynes, neurolog z niemieckiego Instytutu Maksa Plancka, który kierował badaniami.

Twierdzenie, że brak nam wolnej woli, a nasz mózg sam o wszystkim decyduje, byłoby nadinterpretacją. Pewne jest jednak, że proces podejmowania decyzji trwa o wiele dłużej, niż mogłoby się wydawać, a fakt podejmowania decyzji dociera do naszej świadomości już po tym, kiedy zostanie ona podjęta.
Źródło: Gazeta Wyborcza

czwartek, 20 października 2011

Process Oriented Psychology Intro by Arnold Mindell, part. 4

z opisu na YOuTube: In Part 4: Arny recommends a dreamwork dyad exercise to train in noticing the kind of dreamwork the "client" is recommending. He describes the concept of the "edge" and leads everyone through an exploration of their own edges. He discusses primary and secondary processes, the way symptoms appear at the edge, and the importance of following the entire process. He concludes by addressing the question, "What if you don't remember your dreams?".

Process Oriented Psychology Intro by Arnold Mindell, cz. 3

z opisu filmu na YOu Tube: In Part 3 of this introduction to process oriented psychology, Arny discusses developing abilities in many sensory grounded channels, why we have so many channels, and asks: What is process? He speaks of teleology, and programming versus following. He gives an example of his own childhood dream, talks about positive and negative feedback, and how the best interventions are seen in the expressions people are already making.

Process Oriented Psychology Intro by Arny Mindell, cz. II

z opisu pod filmem na You Tube: In Part 2 of this introduction to process oriented psychology, Arny leads everyone through an inner work exercise on a body symptom and its connection to dreams. He speaks about the Cartesian split between dreams and the body and why he chose to use information thinking. He gives an example of working with a little girl with a bone tumor and asks, "What is "healing"? He also speaks about coma work.

Process Oriented Psychology (Processwork) Intro by Arnold Mindell, Esalen


  It so awesome to see in flesh what one can read in "Riding the Horse Backward" . THANK YOU !!! I always wondered what Arny and Amy looks like 20 years ago in Esalen ...

Przedstawiony powyżej warsztat został opisany w książce "Riding the Horse Backwards" przełożonej na j. Polski. Tytuł  to "Tyłem do przodu" - jest to dokładny zapis i opis pokazywanego na filmie warsztatu w Instytucie Esalen (Big Sur CA).

mogę szczerze rzec:   P-O-L-E-C-A-M   WSZYSTKIM
DLa osób nie znających j. ang. wskazówka: pewnym sensie polskie napisy już są w wymienionej książce "Tyłem do przodu" - choć przeredagowane nieco i oczywiście bez "smaczków" widocznych w kamerze :). W sumie są 4 części

środa, 19 października 2011

Telefony komórkowe szkodzą dzieciom !

Artykuł o badaniach związanych z (nie)bezpieczeństwami korzystania z komórek został opublikowany w poniedziałek na łamach "Electromagnetic Biology and Medicine".

Według raportu, dzieci wchłaniają dwukrotnie więcej promieniowania mikrofalowego z telefonów niż dorośli a telefony komórkowe noszone w koszuli lub kieszeni spodni przekraczają wytyczne określone przez Federal Communications Commission (FCC), która określa poziom dozwolonego promieniowania (w Stanach Zjednoczonych).
cały art. po angielsku tutaj:
 
http://www.torontosun.com/2011/10/17/kids-twice-as-sensitive-to-cellphone-radiation-study
 
 

Zdjęcie z internetu Głeboko - Demokratyczne :)


wtorek, 18 października 2011

Pozytywy Palikota


najwyraźniej coraz bardziej zaczynam się angażować politycznie ...

Janusz Palikot poprzez zajęcie (obstawienie) roli antyklerykalnego – pro-świeckiego prowokatora ogniskuje na sobie uwagę potencjalnych klerykałów i zwolenników obecności krzyża „na każdym kroku” - czyli w każdej opcji wpływów religii na: politykę, funkcjonowanie państwa, prawodawstwo i oraz regulowanie życia publicznego (status quo) . Dzięki temu pełni po części funkcję „piorunochrona”, albo zaworu bezpieczeństwa korzystając ze swojej wysoce uprzywilejowanej roli o wysokiej randze: znanego i niezależnego polityka, bogatego , białego, heteroseksualnego mężczyzny, lidera partii i parlamentarzysty.
I to właśnie dzięki tej randze może być „kanałem”, poprzez który słyszalne są ważne treści, które kolejne rządy wolą marginalizować i to bardzo długo (13 lat w tym przypadku!).
Ponadto bardzo pozytywne efekty tego działania, to zdjęcie siły ostracyzmu społecznego z mniej uprzywilejowanych osób, które głoszą podobne poglądy i których głos NIE jest słyszalny lub dla z wygodnictwa jest marginalizowany przez polityczny establishment, który woli raczej słyszeć same pochlebne i miłe uchu opinie żyjąc w nieco odrealnionym świecie.

W Psychologii Zorientowanej na Proces (i w Głebokiej Demokracji) ważne, znajdujące szeroki oddźwięk wydarzenia, czy wypowiedzi nazywamy hot-spot (gorące miejsce). Gdy określona sprawa czy stwierdzenie nie porusza energii pola społecznego, media i społeczeństwo nie dają temu dużo uwagi, czasu i energii. Np. w związku z nie tak dawnym samobójstwo Leppera, zainteresowanie było znacząco krótkotrwałe dlatego właśnie, że nie było to już "gorące" (hot spot) dla społeczeństwa (ale w innym czasie i miejscu miałoby ogromne znaczenie medialne i społeczne).
Warto wiedzieć, że jeśli nie zajmujemy się hot-spotem w chwili jego zaistnienia unikając i marginalizując go, schodzi „on” do "podziemia", i bynajmniej nie znika, ale rośnie w siłę, by po jakimś czasie wybuchnąć z o wiele większą mocą. W Polsce konflikt katolicyzacja versus laicyzacja nie zniknie sam. Co więcej, bez umiejętnej facylitacji może stać się raniący dla wielu osób i to po obu stronach „krzyża”. Dlatego Palikot robi w tym sensie dobrą robotę - upuszcza parę z czajnika i nie pozwala zagrzebać całej sprawy „pod dywan”.

Nie twierdzę, że Palikot jest facylitatorem czy mediatorem – występuje raczej w roli „społecznego aktywisty” będąc zarazem JEDYNYM, który wskazuje na usankcjonowane zwyczajem i "milczącą zgodą" bezprawie a także na miałkość, miękkość oraz pozoranctwo Tuska, który z jednej strony będzie udawać "szeryfa od dopalaczy" walczącego o skuteczne i stanowcze prawo (prawie jak Ziobro), ale z drugiej strony tego, co śmierdzi pod samym nosem – na sali sejmu - nie rusza! Przy czym okazuje się, że właśnie "ideologia krzyża" dociera do aptek i ewentualnej sprzedaży środków antykoncepcyjnych, a od dawna jest obecna w urzędach państwowych i salach szkolnych. Zatem chodzi tutaj o głębszy konflikt: katolicyzacja versus laicyzacja państwa. Jako nie-katolik nie jestem bynajmniej za np. państwem buddyjskim, jednak zdecydowanie jestem za państwem świeckim - laickim -- w takim stopniu, w jakim to jest np. we Francji. Każda "akcja krzyż" dotyczy właśnie tego problemu!

Wydaje się, że Palikot mniej lub bardziej świadomie wykazuje zdolność dotykania hot-spot'ów, czyli tego, co ma silny oddźwięk, a czego jako społeczeństwo boimy się tykać mówiąc: "jest jak jest", "zostawmy to", "może tak jest nie najlepiej, ale przecież może być gorzej" no i oczywiście „w tej chwili są sprawy znacznie ważniejsze”, etc.

Uwaga końcowa: gdybym był posłem, to również złożyłbym wniosek i to o zdjęcie każdego symbolu religijnego z sali parlamentu państwa świeckiego - a gdyby to się nie udało, wnosiłbym o zawieszenie symboli wszelkich wspólnot religijnych obecnych w Polsce (za ich zgodą!) bez względu na wielkość i odmianę ... Krótko mówią - inicjatywa Palikota trafia w moje potrzeby – wyborcy, jest przy tym spełnieniem części wyborczych postulatów.

poniedziałek, 17 października 2011

Piękny wywiad o wychowaniu dzieci

Piękny wywiad o wychowaniu dzieci
z Jesperem Juul ujmujący w skrócie to, o czym wielokrotnie pisałem na blogu -- całość tutaj: 
http://dziecisawazne.pl/jesper-juul-nowe-drogi-wychowania


 fragment poniżej:
 (...)
Co jest właściwie złego w tym, że dziecko idzie do żłobka?
JJ: Duńskie badania pokazały, że u 15‒20 proc. dzieci w wieku do dwóch lat powoduje to nieodwracalne szkody w mózgu. Stres związany z rozstaniem jest zbyt duży. Gdybym był ojcem małego dziecka, nie ryzykowałbym, chyba że miałbym pewność, że dziecko nie ma problemów w relacjach z dorosłymi i dziećmi, dobrze się wśród nich czuje i mocno stoi na nogach. Tak zrobiliśmy na przykład z moim wnukiem, który jest bardzo pewnym siebie chłopcem. Od pierwszego do trzeciego roku życia zajmowała się nim opiekunka ‒ i to się sprawdziło. Ale ogólnie uważam, że pierwsze dwa czy dwa i pół roku życia dziecko powinno spędzić w domu z jednym lub obojgiem rodziców.
Twierdzi Pan, że kary są nadużyciem władzy. Czy można wychowywać dzieci bez kar?
JJ: O tak! Również nagrody powinno się zlikwidować, bo to współczesna forma kary.
Co jest złego w nagradzaniu? Od lat uczy się nas, że powinniśmy nagradzać dzieci uśmiechniętymi buźkami, punktami czy w inny sposób.
JJ: Proszę się zastanowić: czy żona powinna za każdym razem nagradzać męża, kiedy zrobi coś dobrego? Bukiet kwiatów za tydzień gotowania? To ma być przecież bliski związek, a nie relacja  między szefem i pracownikiem.
A chwalenie?
JJ: Pochwała jest jak stopień w szkole. To znaczy, że jestem nauczycielem i decyduję, na co zasłużył uczeń: na dobrą czy złą ocenę. Nasz związek nie jest wtedy równorzędny. Problem polega na tym, że pochwały wyzwalają hormony związane z przyjemnością i dzieci się od nich uzależniają. Proszę mnie źle nie zrozumieć: można chwalić swoje dziecko dzień i noc. Pytanie tylko, co będzie potem? Jeśli chcemy mieć syna lub córkę, którzy po prostu funkcjonują ‒ bez żadnej refleksji ‒ pochwały są dobrą drogą do tego.
Dramatem współczesnych rodziców jest niepewność.
JJ: Nie, to bardzo dobrze, że szukają właściwych metod wychowania, że proszą o rady. Przez lata rodzice byli pewni swego. Motywami ich wychowania były: dyscyplina, porządek i respekt. Dzieci zapłaciły za to dużą cenę.
A teraz rodzice płacą. Muszą szukać osób takich jak Pan, które im pomogą.
JJ: Nie ma jednej reguły, która pomoże wszystkim. Nawet gdy rodzice starają się wychowywać dzieci świadomie, nie robi to na nich wrażenia ‒ a jeśli robi, to złe. Wrażenie mogą zrobić tylko autentyczne przeżycia: jak rodzice traktują siebie nawzajem, jak traktują dziecko, ale także sąsiada, swoich rodziców, jak jedzą, jak się kochają.
Supernianie uczą rodziców technicznego podejścia do wychowania: trzeba zrobić A, żeby stało się B.
JJ: Supernianie to pornografia wychowania. To, co one pokazują, ma tyle wspólnego z wychowaniem, ile filmy pornograficzne z erotyką.
Wiele ich metod jednak stało się jednak publiczną własnością. Na przykład metoda krzesełka.
JJ: Tak, ale to niestety nie działa. To zwykłe karanie, tylko teraz nie nazywa się karaniem, ale robieniem przerwy, time-out, jak w hokeju.
Dlaczego to nie działa?
JJ: Była raz taka scena z dwulatkiem, który był agresywny wobec młodszej siostry. Po dwukrotnym time-outcie podszedł do niej, zrobił dokładnie to, czego nie powinien był robić, a następnie udał się spokojnie na kolejny time-out. Nauczył się, że jeśli odrobi swój time-out, może robić, co chce.
A co Pan poradziłby w takiej sytuacji?
JJ: Dziecko takie, jak ten dwulatek, wraz z narodzinami siostry traci 50 procent tego, co miało przedtem. To tak, jakby mężczyzna przyszedł do domu i powiedział do żony: ,,Posłuchaj, zakochałem się w kimś. Ale ponieważ ciebie też kocham, to będziemy teraz żyli w trójkę. Ona się rano wprowadzi’’. Traumatyczne przeżycie! W takiej sytuacji to ojciec najlepiej dogada się z synem. On wie, jak to jest, kiedy po narodzinach pierwszego dziecka został przesunięty w sercu swojej żony z pozycji nr 1. na pozycję nr 2. Może teraz powiedzieć synowi: ,,Cudowna ta twoja mała siostrzyczka, ale, mój Boże, jakie to męczące, nie sądzisz? Nie spałem już kilka nocy, a dla ciebie to też musi być dziwne, kiedy tak nagle się tu pojawiła’’. Więcej nic nie trzeba robić: dziecko zrezygnuje z agresji i zazdrości, które są tak naprawdę tylko formą smutku. (...)

Światowy Dzień Ubóstwa

przypada na dzisiaj -- ciekawe, że całkiem nie wiedząc o tym zamieściłem post o naszych przywilejach właśnie 15-tego października (poniżej ) ...

poza tym O BIEDZIE I WYKLUCZENIU pisałem w poście z 14 kwietnia2011. -- zachęcam do zajrzenia
http://robertpalusinski.blogspot.com/2011/04/o-biedzie-i-wykluczeniu.html

oraz

14 maja 2011 o niedostrzeganiu nierówności społecznych i jak one są cały czas obecne pośród nas, a marginalizowane prowadzą do zranień, chęci zemsty i napięć społecznych związanych z tym cyklem.
o tu:
http://robertpalusinski.blogspot.com/2011/05/bieda-i-nierownosci-spoeczne-z.html

sobota, 15 października 2011

NASZE PRZYWILEJE OUR PRIVILEGES

Fajną prezentację z obrazkami kiedyś otrzymałem i zamieściłem tu:
https://docs.google.com/present/edit?id=0AdcQMmo5F3-eZGY1dzVyZjJfNjVndzlkMnhmaA&hl=pl

a poniżej sam tekst (po angielsku niestety ...)

If you could fit the entire population of the world into a village consisting of 100 people,
maintaining the proportions of all the people living on Earth, that village would consist of

57 Asians
21 Europeans
14 Americans (North, Central and South)
8 Africans


There would be:
52 women and 48 men
30 Caucasians and 70 non-Caucasians
30 Christians and 70 non-Christians
89 heterosexuals and
11 homosexuals



6 people would possess 59% of the wealth and they would all come from the USA
80 would live in poverty 
70 would be illiterate
50 would suffer from hunger and malnutrition
1 would be dying
1 would be being born
1 would own a computer
1 (yes, only one) would have a university degree 



If we looked at the world in this way,
the need for acceptance and understanding would
be obvious.
But, consider again the following:


If you woke up this morning in good health, you have more luck than one million people, who wont live through the week.

If you have never experienced the horror of war, the solitude
of prison, the pain of torture, were not close to death from
starvation, then you are better off than 500 million people.


If you can go to your place of worship without fear that
Someone will assault or kill you, then you are luckier than
3 billion (thats right) people.

If you have a full fridge, clothes on your back, a roof over your head and a place to sleep, you are wealthier than 75% of the worlds population.


If you currently have money in the bank, in your wallet and a few coins in your purse, you are one of 8 of the privileged few amongst the 100 people in the world.

If your parents are still alive and still married,
youre a rare individual.


If someone sent you this message,
youre extremely lucky,
Because someone is thinking of you
and because you dont comprise one of those 2 billion
people who cant read. 


AND SO?



Send this message to your friends.

Bypass those who are determined to see the worst in the
world no matter what.

If you dont send it, nothing will happen.
If you do send it, someone might smile while they are reading it, and that will be a positive.


AND APART FROM THAT,
SIMPLY HAVE A NICE DAY

 

piątek, 14 października 2011

NIE KŁADŹ SWEGO DZIECKA SPAĆ, GDY BOI SIĘ BYĆ SAMO W CIEMNOŚCI NOCY!


przełożyłem fragmenty artykułu z


 autorstwa prof.Petera Grey'a  specjalisty psych. ewolucyjnej - całość po ang tutaj:  http://www.psychologytoday.com/blog/freedom-learn/201110/why-young-children-protest-bedtime-story-evolutionary-mismatch


We wszystkich kulturach, gdzie niemowlęta i dzieci śpią w jednym pokoju a zazwyczaj w tym samym łóżku z jednym lub więcej dorosłych opiekunów „protest przed zasypianiem” nie istnieje.
Niemowlęta i małe dzieci wcale nie protestują przed zasypianiem, ale przeciw samotnemu odstawieniu do łóżka nocą, w ciemności. Kiedy ludzie w kulturach nie-zachodnich słyszą o „zachodnich” praktykach umieszczania dzieci w oddzielnych pokojach przeżywają szok. "Biedne dzieci!" - mówią - "Jak ich rodzice mogą być tak okrutni?" Najbardziej zszokowani są ludzie żyjący w społecznościach zbieracko-łowieckich, ponieważ doskonale wiedzą, dlaczego małe dzieci protestują przeciwko pozostawaniu w ciemności.


Gdy twoje dziecko krzyczy z chwilą odkładania go/jej samej do łóżka w nocy, WCALE nie próbuje sprawdzić „kto silniejszy” (czy inaczej „siłować się”) ! Tak naprawdę twoje dziecko woła o ratunek, o życie. Twoje dziecko krzyczy, ponieważ wszyscy jesteśmy genetycznie wciąż członkami plemienia łowiecko-zbierackiego, a w genach Twojego dziecka zawarta jest informacja, że samotne leżenie w ciemności to samobójstwo !



Dzisiaj, dziecku pozostawionemu samotnie w nocy nie zagraża poważne niebezpieczeństwo bycia zjedzonym. Jednak w środowisku naszych przodków, żaden zdrowy na umyśle rodzic, czy dziadkowie, wujek lub ciotka, czy inni dorośli członkowie grupy, nigdy nie zostawiliby samego małego dziecka w trakcie snu.
Jeżeli dziecko zostało przez nieuwagę zostawione zbyt daleko od dorosłych w ciemności nocy, płacz dziecka byłby natychmiast usłyszany. Dzisiaj, bez obecności „realnego” zagrożenia, strach dziecka wydaje się irracjonalny, więc ludzie mają tendencję zakładać, że taki właśnie jest i że dziecko musi nauczyć się go przezwyciężać. Lub, jeśli czytali "(gazetowych) ekspertów" [typu okrutna SuperNiania :( ], dowiadują się, że dziecko próbuje tylko badać siłę ich woli i zachowuje się niegrzecznie. Przez takie coś ludzie raczej walczą ze swoim dzieckiem, a nie słuchają go/jej. Nie słuchają również własnych instynktów, które mówią im, że każde płaczące dziecko powinno być podniesione, przytulone i zaopiekowane, a nie pozostawione same sobie z przekonaniem, że „sobie poradzi”.




czwartek, 13 października 2011

"Kaczyński chce wywołać kolejną awanturę o krzyż" - Onet Wiadomości

"Kaczyński chce wywołać kolejną awanturę o krzyż" - Onet Wiadomości

Warto zajrzeć w ww link.

Oglądałem relację z konferencji Palikota a także komentarze do niej w kilku programach TV i na kilku portalach.
JEDYNIE na Onecie jest troszkę szerzej o faktycznym przebiegu tej konfy -- zazwyczaj media nie pokazywały wcale Palikota skupiając się na Kaczkowskim oraz pokazując "mądre" miny i wypowiedzi pana premiera porównującego kształty szponów orła do krzyża i umiejętnie zapominającego o bezprawnym kontekście wciśnięcia owego krzyża na salę sejmu za rządów aws ... i bełkoczącego o awanturach -- podczas, gdy Palikot mówił wyraźnie o ścieżce prawnej jedynie - bez konieczności wszczynania debat i dyskusji ...

Wygląda na to że strach zarówno przed Palikotem jak i klerem oraz rządem jest dosyć pokaźny u dziennikarzy ...

GDZIE NIE MA KRZYŻA ?




"na zdjeciu  (Fot. Maciej Zienkiewicz / AG) : 1997 r. - po zwycięstwie koalicji AWS poseł Piotr Krutul (AWS), bez porozumienia z innymi klubami, powiesił krzyż w sali sejmowej w noc poprzedzającą inauguracyjne posiedzenie. Podczas wieszania zachwiał się i oberwał framugę drzwi. Powieszenie krzyża wywołało oburzenie posłów SLD" -- a ponieważ do "oburzenia" nie dołączyły czyny - to mają wyniki właśnie takie, jak w ostatnich wyborach ...

W ramach walki o świeckie państwo Janusz Palikot zamierza zwrócić się do marszałka Sejmu o zdjęcie krucyfiksu, który wisi w sali obrad. Nie jest to jakiś super-akt, ale przywrócenie stanu konstytucyjnego sprzed 1997 r. -- który to stan został pogwałcony aktem udokumentowanym na powyższym zdjęciu.  W przeciwieństwie do akcji AWS Plikot powiada: "Sami krzyża nie będziemy ściągać. Żadnych awantur nie będzie. Chcemy, żeby zgodne z konstytucją w Sejmie nie było krzyża. Uważam to za element ładu konstytucyjnego"
    Z kolei komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości wykazując "święte" oburzenie przyjął uchwałę w sprawie obrony krzyża wiszącego w Sejmie
    Co robi Tusk ? Wygląda na to, że jak zawsze próbuje  zadowolić  "wszystkich", przeskoczyć i udawać, że "nie ma sprawy" mówiąc:
"Nie możemy sobie pozwolić na wielomiesięczne debaty o krzyżu. Uważam, że nowoczesne państwo, które obiecuje Janusz Palikot, to jest też państwo, które potrafi uchronić instytucje, w tym parlament, od wielogodzinnych, wielodniowych, a może wielomiesięcznych debat na temat kształtu szponów orła w polskim herbie, tego czy krzyż ma prawo wisieć, czy nie i tych wszystkich ideologicznych - słusznie traktowanych jako zastępcze - chociaż bardzo emocjonujących tematów"


Panie premier - powiedziałbym, gdybym mógł - czy szanuje pan prawo? I czy może pan po prostu postępować zgodnie z jego literą naprawiając to, co zepsuł AWS ?


Z drugiej strony głębiej demokratyczny byłby postulat już wielokrotnie proponowany, aczkolwiek kłócący się z ideą świeckiego państwa - czyli powieszenie na równych prawach obok krzyża symboli wszystkich religii - ale i związków quasi-religijnych czy ateistycznych obecnych w Polsce - oczywiście za zgodą ich przedstawicieli ...