Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przez telefon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przez telefon. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lipca 2009

Cień w świecie, pogoda, lawa, ciężary ....


Jung w (co ciekawe) pracy "Psychologie und Religion"
pisał:

"Człowiek, który ma dość odwagi, aby cofnąć wszystkie swoje projekcje (...)
wie, że cokolwiek jest złego w świecie, jest także w nim samym; jeśli tylko
nauczy się dawać sobie radę ze swoim cieniem, to uczyni coś istotnego dla
świata. Uda mu się wówczas odpowiedzieć przynajmniej na maleńką cząstkę nie
rozwiązanych problemów współczesności."

Atoli zarówno on (czyli Jung pod koniec życia) jak i np. Marie Louse von Franz byli pesymistycznie nastawieni co do przyszłości naszego gatunku a nawet co do
przetrwania całej planety. Praktyka sprawiła, że raczej nie wierzyli w
możliwość wycofania projekcji Cienia zwłaszcza w aspekcie zbiorowym i skłaniali się do wizji autodestrukcji świata w przewidywalnej przyszłości (50 do 100 lat licząc od końca lat 50-tych XXw)

Jung oraz inni (w dużej liczbie) analitycy zdecydowanie nie są przedstawicielami hurra-optymistycznego, "życzeniowego" podejścia (typu: jak będziesz o czymś myśleć pozytywnie i bez wątpliwości, to się spełni...).

Zadane, wielkie pytanie pozostaje wszelako: jak wiele moich/naszych projekcji "zła" widzianego w świecie jest produktem moich/naszych własnych wizji ? Ile jest moich "eksportowanych" projekcji, które być może właśnie teraz ktoś inny podchwytuje i nieświadomie wprowadza w życie będąc "zaśnionym" do tej roli i tych czynów? ("Zaśnienie" to termin Mindella, który określa zjawisko, gdzie ktoś inny zachowuje się i działa jak jedna z postaci z twoich /czy moich/ snów.) Podobne ALE NIE TAKIE SAMO zjawisko w psychoanalizie (u Melanii Klein) zostało nazwane "identyfikacją projekcyjną - co zresztą jest najbliższe "zaśnieniu" -- czyli dzieje się tak, gdy identyfikujesz się z czyjąś projekcją... )


Jakie wnioski? Jeśli "na poważnie" zajmiesz się pracą nad sobą i na przykład przyznasz się do tego, że to co widzisz w świecie jako "zło" jest również ( a może głównie) w tobie -- to wówczas pracujesz także dla dobra świata. Dla wzrostu jego świadomości i dla zredukowania szaleństwa w świecie.
Co to znaczy pracować "na poważnie"? Moim zdaniem na tu i teraz jest tak wówczas, gdy w pracy na jakimś problemem, zjawiskiem, czy niedogodnością zbliżamy się do tych samych kryteriów co w pracy ze snem -- które tak trafnie sformułował Robert Johnson. Czyli:

Po pierwsze:
sen /a w tym przypadku zdarzenie, nad którym się pracuje/ pokazuje ci coś, o czym wcześniej nie wiedziałeś/aś (coś nowego a nawet zaskakującego bądź wręcz oburzającego i denerwującego nas - a raczej nasze "ego"). Czasem pokazuje to naprawdę bardzo wiele razy, a sny tylko pozornie są o czymś innym.

Po drugie:

mądrość snu /zdarzenia nad którym pracujesz/ nigdy nie powiększa samo-zadowolenia i rozdętego (bądź narcystycznego) ego. Jeśli sen pokazuje ci jaki jesteś mądry, wspaniały i bogaty, to na pewno nie o to w nim chodzi.

Po trzecie:

w interpretacji snu /codziennych "na jawie" problemów/ nigdy nie obwinia się innych osób (choć obraz snu może na to wskazywać, a owi "inni" byli w stosunku do nas potworni) i zawsze mówi się o własnej odpowiedzialności śniącego za wszelkie wydarzenia - w śnie i na jawie.

Po czwarte:

interpretacja snu /zdarzenia - problemu/ znajduje zastosowanie do biegu życia i po zastosowaniu w praktyce zmienia je, a nie utrwala w dotychczasowych koleinach...

i to by było mądrości dzisiejszych na tyle...

dziś rano nie mogłem wstać -- byłem słaby, superciężki i "rozlany" jak lawa spływająca i stygnąca w powolnym ruchu z wulkanu na Hawajach .....Moja dusza chciała opuścić ciało i szybować wysoko.

niedziela, 28 czerwca 2009

ŚWIADOMOŚĆ LECZY

“Przyzwolenie by ego odeszło jest niezbędnym warunkiem wszystkich form wyższego rozwoju duchowego. Zrzeczenie się ego nie jest jednak aktem woli.”
C.G. Jung

Jung (oczywiście nie tylko on bo także np Perls, Rogers czy inni przedstawiciele licznych nurtów humanistycznych) uważali, że świadomość leczy. Jednak chodzi tu bardziej o "awareness" oraz "insight" niż tylko o "consciousness". Dla tych co znają różnice pomiędzy tymi słowami w j. angielskim jest to jaśniejsze niż dla tych, co znają prace Junga jedynie z przekładów.

Gdy mówi się o uzdrawiającym działaniu świadomości -- to chodzi bardziej o świadomość awareness połączoną z insight -- czyli COŚ do mnie DOCIERA i to z MOCĄ !!! Nie jestem już w stanie temu zaprzeczyć, choćbym próbował/a. i TO mnie zmienia.
Jeśli coś o sobie się dowiem, ale bez wstrząsu/wglądu typu !!! AHA !!! to raczej odrzucę tę prawdę. Takie odrzucanie może być jednak bolesne na dłuższą metę...

O ile Arnold Mindell (bazując na wglądach Junga i swojej praktyce "jungisty") opisał jak nieświadomość oraz Jaźń w postaci "śniącego ciała" przekształca się przy oporze na zmianę (której chce od nas Jaźń, Śniące Ciało, Wyższe Ja -- czy jakkolwiek TO nazwiemy) w np,. chorobę ciała czy niespodziewane i niechciane zdarzenie w innych kanałach, to Jung nazywał to LOSEM lub nawet przeznaczeniem.
Dość krótko pisał w np pozycji "AION":

"KIEDY WEWNĘTRZNA SYTUACJA NIE JEST UŚWIADOMIONA, WYDARZY SIĘ NA ZEWNĄTRZ - JAKO ZDARZENIE LOSOWE"
(para. 126)

troche szerzej poniżej ...


'Nie będzie też chyba przesadą, gdy dodamy, że metoda konsekwentnego wspierania świadomego stanowiska sama w sobie ma dużą wartość terapeutyczną i nierzadko wystarcza do osiągnięcia zadowalających rezultatów. Mniemanie, jakoby analiza nieświadomości była jedynym panaceum i dlatego należałoby ją stosować w każdej sytuacji, to fatalny przesąd. Analiza nieświadomości to jakby interwencja chirurgiczna – za nóż chwytać należy dopiero wtedy, gdy wszystkie inne środki zawiodą. Jeśli nieświadomość się nie narzuca, najlepiej zostawić ją w spokoju. Niechże więc czytelnik łaskawie uzmysłowi sobie, że moja analiza zjawiska przeniesienia bynajmniej nie przedstawia codziennej pracy psychoterapeuty chodzi tu raczej o opisanie tych procesów, które występują przy przełamaniu barier normalnie odgradzających świadomość od nieświadomości, co nie jest regułą.'
(w C. G. Jung, 'Praktyka psychoterapii')

środa, 20 maja 2009

SIEDZĄC W OGNIU RANG, PRZYWILEJÓW i POTENCJALNYCH NAD-UŻYĆ


Arnold Mindell Na konferencji WorldWork (London 2008) omawia zaistniałe wcześniej interakcje w grupie 340 osób pracującej nad konfliktami etnicznymi. Pierwszy z lewej Gary Reiss, który był w kwietniu 2009 w Warszawie (foto: Miłka Kosińska).


ARNOLDA MINDELL'A FRAGMENTY o RANGACH z Książki "SIEDZĄC W OGNIU" w przekładzie
Basi Lindenberg i Beaty Wolfram (wydanie polskie 1998)

Więcej o rangach i przywilejach

Na nasze, zorganizowane przez grupę pracującą z procesem w Los Ange­les, spotkanie zatytułowane „Różnorodność, rasizm i społeczność"5 przyszli bardzo różni ludzie. Jeśli chodzi o status ekonomiczny, rozpiętość była duża •— od wyższej klasy średniej po bezdomnych. Zjawili się mieszkańcy Compton i ludzie spoza tej okolicy, staruszkowie i członkowie gangów, władze mia­sta, duchowni i byli więźniowie. Sala, w której pracowaliśmy, była częścią centrum handlowego w centralnej części miasta. Tuż obok na zewnątrz znaj­dowała się główna pętla autobusowa.
Atmosfera sali konferencyjnej była napięta. Ludzie spoza Compton obawiali się przebywać w tej okolicy, a gniew wisiał w powietrzu od samego początku konferencji. Wiele razy doszło do ostrej wymiany zdań i kłótni na tematy zwią­zane z rasizmem. Jedna z kłótni szczególnie dobrze ilustruje niniejszy wywód. Drugiego dnia konferencji pewien około pięćdziesięcioletni biały mężczyzna spokojnie, ale bardzo pewnie mówił o swoim doświadczeniu z grupami mie­szanymi etnicznie i o tym, jak bardzo nie lubi złości. Cały czas się uśmiechał.
Czarny mężczyzna po dwudziestce powiedział na to spokojnie, że biały* nie wie, o czym mówi. Biały go zignorował. Czarny wstał, stanął naprzeciw białe­go i z gniewem powiedział, że poczuł, iż się go nie słucha. Biały odmówił roz­mowy z „kimś tak wściekłym". Im głośniej mówił Czarny, tym wyraźniej biały się od niego odwracał, wciąż powtarzając, że jest otwarty na kontakt z każdym.

Buddyjska psychologia




Psychologia buddyjska

Psychologia buddyjska powstała wraz z narodzinami buddyzmu, czyli w VIw p.n.e. Pierwszy obszerny traktat opisujący życie i doznania psychiczne człowieka pojawił się w formie pisemnej w IIw p.n.e. jako część dzieła kosmologiczno - filozoficznego Abhidhamma (jęz. pali) Abhidharma ( w sanskrycie). Jest to najstarszy ze znanych buddyjskich zapisów na poświęconych tej tematyce, należy jednak zaznaczyć, że psychologia buddyjska kształtowała się na bazie wiedzy i doświadczeń wcześniejszych religii i filozofii, obszernie czerpiąc z wiedzy i doświadczeń tysięcy joginów mieszkających na obszarze Indii, a wcześniej prawdopodobnie na terenach dawnej Persji (Iranu i Iraku). Należy jednak zaznaczyć, że buddyzm wniósł całkowicie nowe wartości w dziedzinę poznawania psychiki człowieka, bowiem jako jeden z pierwszych tak rozbudowanych i komplementarnych systemów nie odwoływał się do sił wyższych, Boga, Stwórcy, czy innych wartości i atrybutów nadprzyrodzonych. Można więc powiedzieć, iż jest to pierwszy "naukowy" system psychologii powstały w dziejach Świata.

wtorek, 19 maja 2009

Śniące ciało - choroba i symptom jako przekaz z krainy snu



Wyspiański: "Topielica"

Śniące ciało: czyli o ciele, które śni i o podwodnych, merkurialnych mocach ...

Naukowcy zajmujący się badaniami nad snem stwierdzili, że nocą nawet kilka razy przechodzimy przez paradoksalną fazę snu i wówczas śnimy. Nie pamiętamy snów wówczas, gdy budzimy się po dłuższej chwili od zakończenia tej fazy snu. Z upływem czasu wspomnienie o śnie blednie i zanika. Nawet, gdy obudzimy się pamiętając cały sen, to po kilku godzinach szczegóły się zacierają, a później także główny temat snu.
Nasze, powszechnie akceptowane rozumienie snu i śnienia zakłada, że to my śnimy, tak jakbyśmy tworzyli sny. Jednak wiele pierwotnych plemion uważa, że sny, to ważne wiadomości pochodzące od bóstw lub inaczej mówiąc, z „wyższych” światów. Choć psychologowie i neurolodzy stworzyli wiele teorii wyjaśniających pochodzenie snów, to tak naprawdę nikt nie wie skąd biorą się sny. Możemy zatem odwrócić nieco zwyczajne podejście i stwierdzić, że to nie my śnimy sny, ale że sny się nam przytrafiają...
Sny, nawet te, o których zapomnieliśmy nie znikają w ciągu dnia. Jeden z najbardziej znanych, a z pewnością najbardziej twórczy ze współczesnych psychoterapeutów, Amerykanin Arnold Mindell pracując z osobami ciężko i śmiertelnie chorymi odkrył zjawisko, które nazwał „śniącym ciałem”. Wykazał też, że to, o czym mówią nasze sny, często objawia się w ciele w postaci symptomów. Na przykład sen o wulkanie może być bezpośrednio związany z rozrywającym bólem głowy lub brzucha. Bardzo często symptom pojawia się po śnie, który w jakiś sposób mówił lub zapowiadał chorobę.
Obraz wulkanu ze snu obrazuje nasze nieuświadomione uczucia, potrzeby lub pragnienia. Może to być na przykład potrzeba „wylewnej”, „wulkanicznej” i „gorącej” aktywności albo wręcz wyrażenia gniewu.
Odkrywanie i rozumienie snów przejawiających się poprzez ciało wymaga podejścia pełnego wyrozumiałości, współczucia oraz demokracji. Jest to zupełnie nowy i czasem zaskakujący sposób postrzegania chorób. W tym ujęciu symptom czy dolegliwość jest, podobnie jak sen, znakiem lub raczej informacją, którą należy odszyfrować i ewentualnie zastosować w życiu. Z tego punktu widzenia choroba nie jest czymś, z czym należy walczyć, natychmiast usuwać czy wyeliminować, ale jest ważnym przesłaniem. Jeśli skutecznie odczytamy to przesłanie i wprowadzimy je w codzienne życie czyli w jakimś stopniu zmienimy się postępując zgodnie z sugestiami płynącymi z dolegliwości, to często okazuje się, że symptomy „znikają” ponieważ informacja zostaje dostarczona do systemu ciało-umysł”. W przypadku chorób chronicznych zmiany sugerowane przez symptomy bywają bardzo duże, radykalne i dotyczą przebudowy całego sposobu życia. Ą związane z mitem życia, czyli głównym zadaniem, wyzwaniem (w więc i trudnościami) jakie chory ma do wykonania (oraz przeszkód do pokonania) w swoim życiu.
Nawet jeśli symptomy choroby nie znikają, to każdy wysiłek podjęty w celu poznania siebie oraz tego, o czym informuje nas choroba jest niezwykle wartościowy i zazwyczaj łagodzi objawy. Dzieje się tak dlatego, że zmieniamy podejście do naszej choroby. Przestajemy być ofiarą choroby, a zamiast tego stajemy się osobą współpracującą z energią zawartą w symptomach. Stajemy się badaczami własnych symptomów oraz uczniami mądrości płynącej z ciała. Arnold Mindell w wielu swoich książkach opisuje przykłady pracy terapeutycznej z osobami cierpiącymi na poważne schorzenia. W książce „O pracy ze śniącym ciałem” podaje przykład pracy z mężczyzną chorym na SM.

Wspomniany mężczyzna, kołysząc się do przodu i do tyłu, wszedł o kulach do gabinetu Mindella..
- "Zauważyłem, że kołysze się pan do przodu i do tyłu" – stwierdził Mindell -- "może taki rodzaj ruchu jest dla pana właściwy".
- "Kim pan jest by mówić, że to jest właściwe?" -- odpowiedział mężczyzna. Mindell odrzekł, iż sam fakt, że tak mu się dzieje jest właściwy. Przecież on tego nie robi. Po chwili Mindell zapytał, czy nie powinni przestać zajmować się tym tematem. Jednak chory mężczyzna odrzekł, że chce się dowiedzieć czegoś więcej. Mindell poprosił go o odłożenie kul. Dla człowieka, który samodzielnie nie potrafi stać, jest to naprawdę trudne doświadczenie. Po chwili wahania mężczyzna odłożył kule, zaś Mindell zasugerował, aby doświadczał wszystkiego, co dzieje się z nim w chwili, kiedy stoi bez wsparcia.
Mężczyzna oburzył się i odrzucił tę sugestię. Mindell podniósł kule, podał je mężczyźnie mówiąc: - "Zapomnijmy o tym". Jednak mężczyznę zaintrygowało niezwykłe podejście terapeuty i postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o swojej chorobie. Po pewnym czasie faktycznie odłożył kule i zaczął poruszać się do przodu i do tyłu jak osoba pod wpływem alkoholu. Nie mógł chodzić, ponieważ jego nogi nie chciały go słuchać. Nagle upadł.
Powiedział, że poczuł jakby coś ciągnęło go na dół. Mindell zaproponował powtórzenie eksperymentu, tym razem ze szczególnym zwróceniem uwagi na to, co dokładnie ciągnie go na dół w chwili upadania. Kiedy znowu spróbował, chodzić i po ponownym upadku wstał, wyjaśnił, że było to odczucie, jakby ktoś inny miał nad nim kontrolę. Kiedy upadał, nie panował nad sobą. Mężczyzna dodał, że choć w rzeczywistości nigdy nie umiał panować nad sobą, to zawsze chciał być panem samego siebie oraz posiadać pełną kontrolę. Po chwili dodał jeszcze, że niedawno zakochał się i bezskutecznie próbował przestać kochać. Również i w tym przypadku coś – czyli niespodziewana miłość przyczyniało się do jego „upadku”. Warto tutaj wyjaśnić, że w jęz. angielskim zakochać się to: fall in love, co w dosłownym przekładzie oznacza: upaść w miłość.
Mindell wyjaśnił mężczyźnie, że choć chęć sprawowania kontroli nad własnym życiem jest ważna, to jest jednak w znacznym stopniu ograniczona. Na przykład nie potrafimy panować nad zdrowiem ciała czy nad treścią snów. W przypadku opisywanego mężczyzny doświadczenie braku kontroli było ważnym procesem wskazującym na kierunek jego dalszego rozwoju. Mindell powiedział mu o tym, zaś mężczyzna zdobył się na odwagę i stanął jakby był zupełnie zdrowy, normalnie, nie trzęsąc się.
- "To zadziwiające - oświadczył - bez kontroli potrafię stać nieruchomo."
- "To prawda, lecz czy pozwolisz, żeby twoje życie uczuciowe ułożyło się w taki sam sposób?" -- zapytał Mindell.
Pomimo zrozumienia swojego problemu mężczyzna wahał się i przyznał, że nie sądzi, by mógł sobie pozwolić sobie na tak spontaniczne zachowanie. Nadal pragnął posiadać kontrolę. Mindell powiedział mu, by zachowywał się w życiu tak, jak sam uzna to za stosowne. Jednak teraz posiada wiedzę, pozwalającą mu na to, żeby z chwilą, gdy choroba zacznie go irytować, miał możność dokonania wyboru. Może na przykład kierować się informacjami płynącymi z symptomów i porzucić przynajmniej na jakiś czas swoje „codzienne” ja pozwalając sobie na utratę kontroli.

W tego typu przypadkach często mamy do czynienia z paradoksem. Sama choroba może okazać się lekarstwem. Sny oraz nasze śniące ciało podpowiadają najlepsze rozwiązania. Czyż to nie zdumiewające, że z chwilą gdy pacjent porzuca potrzebę kontroli okazuje się, że potrafi stać stabilnie! Jak widać podejmowanie ryzyka często okazuje się być bardzo dobrą i zdrową metodą.
Śniące ciało (a właściwie symptom – choroba) opisanego człowieka śni o tym, że w jego przypadku zaniedbana została potrzeba rozwijania spontaniczności oraz swobodnego wyrażania uczuć. Chory nieświadomie chce zanurzyć się w świat uczuć, ale lęka się, bo wówczas utraciłby kontrolę. Jednak nad uczuciami, podobnie jak nad symptomami nie sposób zapanować ani nie można ich poddać kontroli. Tak brzmi wiadomość ukryta w symptomie tego pacjenta.
Jeśli twoje ciało wykonuje niekontrolowane ruchy, to niekoniecznie musisz je tłumić. Możesz zamiast tego pozwolić im zaistnieć i podążać za nimi, a nawet twórczo je rozwijać. Później możesz zastanowić się, o czym twoje ciało pragnęło cię poinformować, gdyby założyć, że samo wykonało rodzaj tańca pełnego znaczenia i treści.
Oczywiście na zakończenie koniecznie trzeba dodać, że każde uogólnienie jest ryzykowne a nawet szkodliwe. Podobnie jest z interpretacją snów. Taki sam sen oraz podobny symptom mogą oznaczać coś bardzo różnego dla wielu osób. Nadmierna kontrola nad wszelkimi aspektami życia, a zwłaszcza nad uczuciami nie we wszystkich przypadkach jest informacją, jaką niesie taka choroba jak SM. Tę informację zawsze trzeba odkrywać samemu lub z pomocą terapeuty. Nieraz wymaga to wielkiego wysiłku oraz podjęcia ryzyka polegającego na tym, że zmieni się nasz dotychczasowy obraz „siebie ...

Terapia "Gadana" i Doświadczalna jest skuteczna


Tę wiadomość znalazłem na stronce "Unus Mundus" i uznałem, że warto pro-pagować :)
(przełożę w wolnej chwili) Wszak mówi o tym, czego nie chciałby słyszeć konceny farmaceutyczne oraz promowane przez ubezpieczalnie krótkoterminowe terapie poznawczo-zmieniawcze"


Intensive psychoanalytic therapy, the “talking cure” rooted in the ideas of Freud, has all but disappeared in the age of drug treatments and managed care.

But now researchers are reporting that the therapy can be effective against some chronic mental problems, including anxiety and borderline personality disorder.




In a review of 23 studies of such treatment involving 1,053 patients, the researchers concluded that the therapy, given as often as three times a week, in many cases for more than a year, relieved symptoms of those problems significantly more than did some shorter-term therapies.

The authors, writing in Wednesday’s issue of The Journal of the American Medical Association, strongly urged scientists to undertake more testing of psychodynamic therapy, as it is known, before it is lost altogether as a historical curiosity.

The review is the first such evaluation of psychoanalysis to appear in a major medical journal, and the studies on which the new paper was based are not widely known among doctors.



Całość tego interesującego artykułu znajdziesz na stronie The New York Times:

http://www.nytimes.com/2008/10/01/health/01psych.html?scp=1&sq=psychoanalysis&st=cse