Cień w świecie, pogoda, lawa, ciężary ....


Jung w (co ciekawe) pracy "Psychologie und Religion"
pisał:

"Człowiek, który ma dość odwagi, aby cofnąć wszystkie swoje projekcje (...)
wie, że cokolwiek jest złego w świecie, jest także w nim samym; jeśli tylko
nauczy się dawać sobie radę ze swoim cieniem, to uczyni coś istotnego dla
świata. Uda mu się wówczas odpowiedzieć przynajmniej na maleńką cząstkę nie
rozwiązanych problemów dnia dzisiejszego."

Atoli zarówno on (czyli Jung pod koniec życia) jak i np. Marie Louse von Franz byli pesymistycznie nastawieni co do przyszłości naszego gatunku a nawet co do
przetrwania całej planety. Praktyka sprawiła, że raczej nie wierzyli w
możliwość wycofania projekcji Cienia zwłaszcza w aspekcie zbiorowym i skłaniali się do wizji autodestrukcji świata w przewidywalnej przyszłości (50 do 100 lat licząc od końca lat 50-tych XXw)

Jung oraz inni (w dużej liczbie) analitycy zdecydowanie nie są przedstawicielami hurra-optymistycznego, "życzeniowego" podejścia (typu: jak będziesz o czymś myśleć pozytywnie i bez wątpliwości, to się spełni...).

Zadane, wielkie pytanie pozostaje wszelako: jak wiele moich/naszych projekcji "zła" widzianego w świecie jest produktem moich/naszych własnych wizji ? Ile jest moich "eksportowanych" projekcji, które być może właśnie teraz ktoś inny podchwytuje i nieświadomie wprowadza w życie będąc "zaśnionym" do tej roli i tych czynów? ("Zaśnienie" to termin Mindella, który określa zjawisko, gdzie ktoś inny zachowuje się i działa jak jedna z postaci z twoich /czy moich/ snów.) Podobne ALE NIE TAKIE SAMO zjawisko w psychoanalizie (u Melanii Klein) zostało nazwane "identyfikacją projekcyjną - co zresztą jest najbliższe "zaśnieniu" -- czyli dzieje się tak, gdy identyfikujesz się z czyjąś projekcją... )


Jakie wnioski? Jeśli "na poważnie" zajmiesz się pracą nad sobą i na przykład przyznasz się do tego, że to co widzisz w świecie jako "zło" jest również ( a może głównie) w tobie -- to wówczas pracujesz także dla dobra świata. Dla wzrostu jego świadomości i dla zredukowania szaleństwa w świecie.
Co to znaczy pracować "na poważnie"? Moim zdaniem na tu i teraz jest tak wówczas, gdy w pracy na jakimś problemem, zjawiskiem, czy niedogodnością zbliżamy się do tych samych kryteriów co w pracy ze snem -- które tak trafnie sformułował Robert Johnson. Czyli:

Po pierwsze:
sen /a w tym przypadku zdarzenie, nad którym się pracuje/ pokazuje ci coś, o czym wcześniej nie wiedziałeś/aś (coś nowego a nawet zaskakującego bądź wręcz oburzającego i denerwującego nas - a raczej nasze "ego"). Czasem pokazuje to naprawdę bardzo wiele razy, a sny tylko pozornie są o czymś innym.

Po drugie:
mądrość snu /zdarzenia nad którym pracujesz/ nigdy nie powiększa samo-zadowolenia i rozdętego (bądź narcystycznego) ego. Jeśli sen pokazuje ci jaki jesteś mądry, wspaniały i bogaty, to na pewno nie o to w nim chodzi.

Po trzecie:
w interpretacji snu /codziennych "na jawie" problemów/ nigdy nie obwinia się innych osób (choć obraz snu może na to wskazywać, a owi "inni" byli w stosunku do nas potworni) i zawsze mówi się o własnej odpowiedzialności śniącego za wszelkie wydarzenia - w śnie i na jawie.

Po czwarte:
interpretacja snu /zdarzenia - problemu/ znajduje zastosowanie do biegu życia i po zastosowaniu w praktyce zmienia je, a nie utrwala w dotychczasowych koleinach

i to by było mądrości dzisiejszych na tyle...

dziś rano nie mogłem wstać -- byłem słaby, superciężki i "rozlany" jak lawa spływająca i stygnąca w powolnym ruchu z wulkanu na Hawajach .....Moja dusza chciała opuścić ciało i szybować wysoko.

Komentarze