wtorek, 26 maja 2009

WIERSZ Thich Nhat Hahn'a


Thich Nhat Hahn

Poniżej wiersz (który moim zdaniem wyraża esencję Głębokiej Demokracji) w wersji angielskiej a obok w moim przekładzie ... polecam :)

Please Call Me by My True Names

Nazywaj mnie proszę, prawdziwymi imionami




Do not say that I'll depart
tomorrow because even today I still
arrive.

Nie mów, że jutro wyjadę,
bo nawet dziś jeszcze
przyjeżdżam.


Look at me; I arrive in every second
to be a bud on a Spring branch, to
be a tiny bird, whose wings are still
fragile, learning to sing in my new
nest, to be a caterpillar in the heart
of a flower, to be a jewel hiding
itself in a stone.

Spójrz; z każdą sekundą przybywam
żeby być pąkiem na wiosennej gałązce, by
stać się ptaszkiem, o skrzydłach tak bardzo
kruchych, co uczy się śpiewu w mym nowym
gnieździe, żeby zaistnieć gąsienicą w sercu
kwiatu, klejnotem, co skrywa się
w kamieniu.


I still arrive, in order to laugh and
to cry, in order to fear and to hope.
The rhythm of my heart is the birth
and death of all that are alive.

Zatem przybywam, aby śmiać się i
płakać, by lękać się i żeby mieć nadzieję.
Rytm mego serca to narodziny
oraz śmierć wszystkiego co żywe.


I am the mayfly metamorphosing
on the surface of the river. I am
also the grass-snake, who,
approaching in silence, feeds itself
on the frog.

To ja - jętka w metamorfozie
na powierzchni rzeki. Jestem
także zaskrońcem, który
nie mącąc ciszy podkrada się i
spożywa żabkę.

I am the child in Uganda, all skin
and bones, my legs as thin as
bamboo sticks.

I am also the merchant of arms,
selling deadly weapons to Uganda.

Jestem dzieckiem z Ugandy, sama skóra
i kości, me nóżki chude jak
łodygi bambusa.

I to ja jestem handlarzem śmierci
wysyłającym broń do Ugandy.


I am the 12-year-old girl, refugee on
a small boat , who throws herself
into the ocean after being raped by
a sea pirate.

I am also the pirate, my heart not
yet capable of seeing and loving.

Jestem polityczną uchodźczynią, uciekającą
łódką, 12-letnią dziewczynką, co rzuca się do
oceanu po tym jak zgwałcił ją
morski pirat.

Jestem również tym piratem, o sercu, co\
nie potrafi jeszcze zobaczyć i pokochać.


I am also a member of politburo,
with plenty of power in my hands.

I am also the man who has to pay
his "debt of blood" to my people,
dying slowly in forced labor
camp.

Jestem też członkiem politbiura
dzierżącym ogrom władzy.

Jestem także człowiekiem, który musi spłacić
"daninę krwi" rodakom,
i który powoli umiera w gułagu.

My joy is like Spring, so warm it
makes flowers bloom in all walks
of life.

Radość moja jest jak Wiosna, swym ciepłem
budzi kwiecistość na wszystkich drogach
życia.


My pain is like river of tears - so
full it fills up all the four oceans.

Mój ból, to rzeka łez – wypełnia
po brzegi wszystkie cztery oceany.

Please call my by my true names so
that I can hear at the same time all
my cries and my laughs, so that I
can see that my joy and pain are
but one.

Nazywaj mnie proszę, moimi prawdziwymi imionami tak,
bym mógł usłyszeć wszystek
mój płacz i śmiech na raz,
bym mógł dostrzec, że moja radość i ból to
jedno.


Please call me by my true names so
that I can become awake, so that
the door of my heart be left open,
the door of Compassion.


Przywołuj mnie proszę prawdziwymi imionami,
bym mógł się przebudzić i żeby
brama mojego serca otworzyła się,
brama Współczucia.


spolszczył Robert Palusiński

o tym w jakich okolicznościach powstał wiersz słowami autora. Thich jest wietnamskim uchodźcą -w komentarzu mówi o zgwałconej 12 letniej uchodźczyni i o piracie, który ją zgwałcił i o sobie - jako trzeciej postaci uczestniczącej w tym ...

"It is said that
half the boat people die in the ocean. Only
half arrive at the s...hores in Southeast Asia, and even then they may
not be safe.
There are many young girls, boat people, who are raped by sea pirates.
Even though the United Nations and many countries try to help the government of Thailand prevent that kind of piracy, sea pirates continue to inflict much suffering on the refugees. One day we received a letter telling us about a young girl... on a small boat who was raped by a Thai pirate. She was only twelve, and she jumped into the ocean and drowned herself. When you first learn of something like that, you get angry at the pirate. You naturally take the side of the girl. As you look more deeply you will see it differently. If you take the side of the little girl, then it is easy. You only have to take a gun and shoot the pirate.
But we cannot do that. In my meditation I saw that if I had been born in the village of the pirate and raised in the same conditions as he was, there is a great likelihood that I would become a pirate. I saw that many babies are born along the Gulf of Siam, hundreds every day, and if we educators, social workers, politicians, and others do not do something about the situation, in twenty-five years a number of them will become sea pirates. That is certain. If you or I were born today in those fishing villages, we may become sea pirates in twenty-five years. If you take a gun and shoot the pirate, all of us are to some extent responsible for this state of affairs. After a long meditation, I wrote this poem. In it, there are three people: the twelve-year-old girl, the pirate, and me. Can we look at each other and recognize ourselves in each other?

Thich Nhat Hahn

środa, 20 maja 2009

SIEDZĄC W OGNIU RANG, PRZYWILEJÓW i POTENCJALNYCH NAD-UŻYĆ


Arnold Mindell Na konferencji WorldWork (London 2008) omawia zaistniałe wcześniej interakcje w grupie 340 osób pracującej nad konfliktami etnicznymi. Pierwszy z lewej Gary Reiss, który był w kwietniu 2009 w Warszawie (foto: Miłka Kosińska).


ARNOLDA MINDELL'A FRAGMENTY o RANGACH z Książki "SIEDZĄC W OGNIU" w przekładzie
Basi Lindenberg i Beaty Wolfram (wydanie polskie 1998)

Na nasze, zorganizowane przez grupę pracującą z procesem w Los Ange­les, spotkanie zatytułowane „Różnorodność, rasizm i społeczność"5 przyszli bardzo różni ludzie. Jeśli chodzi o status ekonomiczny, rozpiętość była duża •— od wyższej klasy średniej po bezdomnych. Zjawili się mieszkańcy Compton i ludzie spoza tej okolicy, staruszkowie i członkowie gangów, władze mia­sta, duchowni i byli więźniowie. Sala, w której pracowaliśmy, była częścią centrum handlowego w centralnej części miasta. Tuż obok na zewnątrz znaj­dowała się główna pętla autobusowa.
Atmosfera sali konferencyjnej była napięta. Ludzie spoza Compton obawiali się przebywać w tej okolicy, a gniew wisiał w powietrzu od samego początku konferencji. Wiele razy doszło do ostrej wymiany zdań i kłótni na tematy zwią­zane z rasizmem. Jedna z kłótni szczególnie dobrze ilustruje niniejszy wywód. Drugiego dnia konferencji pewien około pięćdziesięcioletni biały mężczyzna spokojnie, ale bardzo pewnie mówił o swoim doświadczeniu z grupami mie­szanymi etnicznie i o tym, jak bardzo nie lubi złości. Cały czas się uśmiechał.
Czarny mężczyzna po dwudziestce powiedział na to spokojnie, że biały* nie wie, o czym mówi. Biały go zignorował. Czarny wstał, stanął naprzeciw białe­go i z gniewem powiedział, że poczuł, iż się go nie słucha. Biały odmówił roz­mowy z „kimś tak wściekłym". Im głośniej mówił Czarny, tym wyraźniej biały się od niego odwracał, wciąż powtarzając, że jest otwarty na kontakt z każdym.
Spór ten znalazł chwilowe rozwiązanie w momencie, gdy jeden z białych facylitatorów (pracowaliśmy w zespole składającym się z dwóch białych i dwóch Afroamerykanów) zauważył, iż to, że biały mężczyzna jest tak wy­niosły i odwraca głowę, mogło wynikać z założenia, iż ludzie prowadzący spór winni jednocześnie zachowywać spokój. Tu zaczęła się dyskusja, jak przy pomocy tego ewidentnie banalnego założenia większość wywiera ogrom­ny nacisk na inne grupy. Oczekiwanie to wynika z uprzywilejowanej pozycji dominującej grupy, ponieważ spokój jest możliwy tylko wtedy, gdy tematy dyskusji nie są czymś kłopotliwym ani niepokojącym.
Niektórzy przedstawiciele większości w ogóle nie wiedzieli, o co chodzi.
Czarny facylitator wyjaśnił, że za domaganiem się spokoju tkwił ukryty komunikat: „Stosuj się do mojego sposobu zachowywania się i nie denerwuj mnie sprawami, które mnie nie obchodzą."
Czarni facylitatorzy wyjaśnili, że tego rodzaju ukryte komunikaty spycha­ją na margines sprawy niezwiązane z większością. Spór, jak się zdawało, zo­stał na ten moment rozwiązany i praca poszła dalej.
Nie można pracować nad jakąś sprawą w oderwaniu od innych, tak więc częściowe rozwiązanie tego problemu ustąpiło miejsca innemu. Zaczęła się
[ * Tak właśnie pisze Autor: Czarny — z dużej litery, biały — z malej (przyp. tłum.)]
nowa dyskusja, w której Latynosi dali wyraz swojemu niezadowoleniu z fak­tu, że musieli czekać i zajmowali „pozycję numer dwa" w konflikcie między Czarnymi a białymi.
„Mamy sprawy zarówno do Czarnych, jak i białych", zauważył ktoś, „ale kwestie związane z relacją między tymi grupami dominują nad wszystkim innym." Zajęliśmy się tym drugim konfliktem godząc się, że skupimy się teraz na grupie latynoskiej i zachęcimy ją, aby wyszła na środek i mówiła o ważnych dla niej kwestiach.

POJAWIA SIĘ LIDER

Później, jeszcze tego samego dnia, gdy omówiliśmy już wiele spraw doty­czących kontaktów między Czarnymi, białymi i Latynosami, odezwała się Czarna kobieta i powiedziała, że jej nie wysłuchano, Chciała mówić o pro­blemach, jakie napotyka w swojej pracy z Czarnymi i Latynoskimi dziećmi z Compton. Ludzie w wielkiej sali zastygli, gdy zaczęła z pasją opowiadać
o tych dzieciach. Ale nagle głos uwiązł jej w gardle i zamilkła.
Ludzie zachęcali ją, by mówiła, ale ona mogła tylko szlochać w rozpaczy
w milczeniu. Wszyscy zaczęli się spierać między sobą o to, co w tej sytuacji
zrobić; zdawało się, że zapanował chaos. Niektórzy z naszych facylitatorów
przypomnieli nam, że powinniśmy wysłuchać tej kobiety, nawet jeśli w tej
chwili jeszcze nie może mówić. Inaczej pozostanie nie wysłuchana, a na to
się skarżyła, i problem się powtórzy.
Wszyscy się na to zgodzili. W sali zapanowała pełna napięcia cisza. Czekali­śmy. Kobieta szlochała, a potem powoli zaczęła mówić o swojej pracy. Atmosfe­ra rozluźniła się, wszyscy słuchali, opowieść kobiety zbliżyła nas do siebie. Ko­bieta opowiadała o zaniedbanych i porzuconych czarnych, białych i latynoskich dzieciach, którymi się opiekowała. Na chwilę wszyscy staliśmy się wspólnotą.
Dlaczego ta grupa nagle poczuła się jednością? Wciąż było przed nami wiele problemów — społecznych, historycznych i psychologicznych — któ­rymi się jeszcze nie zajęliśmy. Liczba interpretacji tego, co się stało, równa była liczbie ludzi na sali. Z jednej strony, ta kobieta była po prostu wspaniałą liderką. Z drugiej, reprezentowała tych wszystkich z nas, którzy czuli się lek­ceważonymi dziećmi, które potrzebują troski, chcą być zauważane i docenia­ne za wykonywaną pracę.
Z jeszcze innego punktu widzenia, kiedy kobieta zaczęła krzyczeć, a po­tem zamilkła, to było to „gorące miejsce"* (to znaczy pewien moment napię­cia, coś ekstremalnego), którego grupa chciała uniknąć. A więc facylitatorzy skoncentrowali się na tym gorącym miejscu.[w oryg. hot spot — pojęcie używane w opisie dynamiki procesów grupowych oznaczające moment napięcia, nagiego zażenowania, silnych reakcji na jakieś zachowanie lub wydarzenie w grupie, (przyp. red.)] ....

(...)
Sam Przechodziłem przez wiele faz osobistego rozwoju. Musiałem zaakceptować moje agresywne uczucia skiero­wane przeciwko wyższej klasie średniej, kiedy ta nie chciała oddać sprawie­dliwości mniejszościom. Nauczyłem się kochać tych, przeciwko którym występowałem. Było to trudne, ale dopiero wtedy, kiedy pozwoliłem sobie odczuwać gniew, mogłem przejść przez moje osobiste, przeszłe i teraźniejsze zranienia i frustracje. Mogłem wówczas odkryć, że nikt nie jest naprawdę winny i że wszyscy potrzebują wspólnego przebudzenia.
Dzisiaj każdy człowiek zaangażowany w jakiś konflikt wydaje mi się słaby. Ci, którzy mają rzeczywistą, władzę, są słabi, bo nic nie wiedzą o ważnych sprawach tych, którzy są owej władzy pozbawieni. Czasem nawet myślę, że nie ma czegoś takiego jak główny nurt kultury. Jest on jak przenikający wszystko, potężny, często mający dobre intencje, ale raniący duch. Ludzie z tak zwanego głównego nurtu, chociaż z pewnego punktu widzenia mogą wydawać się po­tężni, są upośledzeni, jeśli chodzi o właściwe używanie władzy.
My wszyscy, którzy mamy do czynienia z najtrudniejszymi konfliktami i glo­balnymi napięciami, czujemy się zmuszeni do kwestionowania sensu życia J na­szych najgłębszych przekonań. Poszukiwanie rozwiązań dla problemów glo­balnych wciąż na nowo wtrąca nas w duchowe kryzysy. Zawsze jednak mi się wydawało, że kryzysy te stanowią, pewną wartość. Nie tylko sprawiają, że czu­jemy się niepewni i podatni na zranienia, ale otwierają nas również na poszuki­wanie nieskończoności w zwykłych ziemskich interakcjach.
Uczenie się, jak być z innymi, jest ideałem, o którym łatwo się tylko mówi. Radzenie sobie z problemami miasta, gangami, wspólnotami, ośrodkami biz­nesu i uniwersytetami stwarza niezliczone napięcia. Musisz stawać wobec sytuacji tak zaskakujących, i ludzi tak różnych od ciebie, że na początku mo­żesz tylko dziwić się, wpadać w rozpacz albo w szok.
Jednak gdy tak zagłębiasz się w tej pracy i pozwalasz, by cię rozrywała na strzępy, od czasu do czasu coś się wydarza. Zaczynasz rozumieć, że właśnie te nieznośne sytuacje mogą być twoimi największymi nauczycielami,
To doniosłe odkrycie. Tradycja Zachodu pozwala zaakceptować jako po­tencjalnie święte osoby, obiekty lub miejsca. Ale grupy? Nie. Proces? Jesz­cze nie teraz. Jednak właśnie te najbardziej oporne, ostre i uparte grupy okazują się twoimi duchowymi przewodnikami. Nie tylko rozbijają cię na kawałki, Nie uczą faktów i teorii, ale świadomości i otwartości na niemożliwe. Prze­mieniasz się wraz z nimi. Już nie myślisz o sobie jako o facylitatorze, ale jako o badaczu, a nawet entuzjaście Tego, Co Jest.
Oznacza to, że kluczowa lekcja została przyjęta. Społeczność jest nie tylko twoim największym problemem, ale również twoim najświętszym nauczycielem.

Ranga: podwójny sygnał
RANGA TO NARKOTYK
Im więcej jej „zażywasz", tym mniej zauważasz, jak źle wpływa to na innych ludzi.
Z pewnością pamiętasz jakiegoś srogiego nauczyciela, którego bałeś się w dzieciństwie. Niektórzy nauczyciele są świadomi swojej siły i używają jej właściwie. Inni — twardzi i nieprzystępni — tylko straszą dzieci nie ucząc ich przy tym niczego.
Każdy z nas ma określoną rangę, a nasze zachowanie pokazuje, czy i na ile jesteśmy jej świadomi. Zapominanie o niej może nam utrudnić komunikowa­nie się i spowodować poważne problemy w relacjach z innymi ludźmi.
Ludzie zajmujący wysoką pozycję w świecie biznesu rzadko potrafią zro­zumieć niezadowolenie osób zajmujących niższe pozycje. Kierownicy zapo­minają, jak dużą mają władzę, a niepowodzeniami firmy obciążają pracowników niższego szczebla.
Ludzie wykształceni często traktują osoby bez dyplomu czy też z mniej­szym doświadczeniem zawodowym jako mało inteligentne i niedojrzałe, W środowiskach psychologicznych i kręgach duchowego rozwoju „starzy wy­jadacze" myślą, że początkujący to ludzie na niższym stopniu rozwoju, nie-douczeni, głupi i w ogóle gorsi. Ranga zaślepia nas, odbiera zdolność do­strzegania wartości innych ludzi.
Narody zapominając wpływie, jaki wywiera ich siła i pozycja na mniejsze nacje. Niedługo po upadku ZSRR pomagałem facylitować dużą konferencję w Bratysławie. Grupa ludzi z Polski, Czech, Słowacji, Rumunii, Mołdawii i Chorwacji skupiła się po jednej stronie sali. Połączył ich sprzeciw wobec tego, co powiedział pewien Rosjanin. Twierdzili, że ich przestraszył. Jego wizja „nowego, wspaniałego, bezklasowego państwa" przypomniała im nie­dawną dominację Związku Radzieckiego nad ich krajami.
Próbując się bronić Rosjanin spytał, jak to możliwe, żeby zwykłe, pokojo­wo brzmiące słowa przypomniały im te minione czasy. Przecież Związek Ra­dziecki już nie istnieje, a jemu chodziło jedynie o dobro reprezentowanych tu krajów. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego projektowano na niego wszystko, co złe. Pozostali nie mogli natomiast uwierzyć, że jest on tak zaślepiony. Rozpętała się straszna awantura.

Członkowie grup, które kiedyś nadużywały swojej rangi, chcą teraz, gdy nie mają już władzy, aby traktowano ich jak innych, zwykłych ludzi. Rosja­nin miał nadzieję uciec od dawnego wizerunku Sowietów. Natomiast ludzie z Europy Wschodniej, tak jak większość tych, którzy kiedyś byli gnębieni, poczuli się całkowicie niezrozumiani.

WALKA O WŁADZĘ: SŁABOŚĆ PRZECIWKO SŁABOŚCI

Problemy polityczne każdego kraju są w pewnym sensie odmienne, ale struk­tura procesów zachodzących między głównym nurtem a pozbawianymi swych praw grupami jest podobna. Członkowie grupy dominującej, ci, którzy mają lub mieli władzę, są oczywiście silni. Nie jest natomiast oczywiste to, że zarazem są też upośledzeni. Nie potrafią tak. dobrze postrzegać swojej wyższej rangi jak ci, którzy są lub byli niżej od nich. W rezultacie nie potrafią tych innych zrozumieć. Prowadzi to do sytuacj i bez wyjścia, takich, o jakich czytamy w gazetach — do zastarzałych, odnawiających się, wciąż obecnych w naszym świecie konfliktów. W czasie konferencji i w Bratysławie Rosjanie nie mogli zrozumieć, czym tak bardzo zdenerwowali przedstawicieli krajów Europy Wschodniej. Problem, przed jakim staje pracujący nad takim konfliktem facylitator, wygląda następu­jąco: jeśli próbujesz sprawić, aby posiadający rangę (lub ci, którzy mają.rangę w oczach innych) uświadomili sobie ten fakt, prawdopodobnie spotkasz się z całkowitym niezrozumieniem. Im mniej są oni świadomi swojej rangi, tym bar­dziej prowokują do użycia przemocy grupę, która czuje się słabsza.
Osoby nieświadome własnej rangi są tak irytujące, że chce się wyć z bez­silności. Jednakże oczekiwanie od silniejszych, że dostrzegą swoją nieświa­domość, oznacza żądanie, aby stali się ludźmi większego formatu duchowe­go i intelektualnego niż reszta uczestników. Początkowo oczekiwanie to może wydawać się usprawiedliwione, później jednak natrafimy na opór, ponieważ posiadający rangę postrzegają siebie jako krzywdzonych, najpierw przez tych, którzy ich zaatakowali, a następnie przez facylitatorów.
Ludzie, którzy buntują się przeciwko rangom, w momencie ataku nie są jedy­nie ofiarami — zyskują w tym także pewną duchową silę. Uskrzydla ich walka o „sprawiedliwość". Podobnie jednak jak ci, którzy ich sprowokowali, oni też nie są świadomi swojej siły. Aureole nie należą się ofiarom tylko za to, że są ofiarami. Facylitatorzy chcą zwykle ochraniać słabszych. Kiedy jednak wybucha konflikt, osoby z wyższą rangą również są podatne na zranienie. Nie wiedzą, co się dzieje, są zdezorientowane. One też potrzebują, aby facylitator towa­rzyszył im i je chronił.
Jedni czują się zranieni, ponieważ stali się ofiarami nadużywania władzy, inni — słabi psychicznie, ponieważ nie zdawali sobie sprawy ze swojej pozy­cji społecznej. Przełamanie impasu zależy od tego, czy potrafisz zrozumieć
wzajemne powiązania między mocą i słabością, pozycją w społeczeństwie i siłą psychologiczną. W jaki sposób uświadomi to sobie ta część ciebie, któ­ra należy do starszyzny?
Mądrość, bycie członkiem starszyzny pochodzi częściowo właśnie stąd, że doświadczamy tych problemów na sobie, poznajemy siebie zarówno jako ofia­rę, jak i prześladowcę. Bierze się ze zrozumienia słabości samego prześladow­cy. Gdy wypali się już w tobie płomień żądzy odwetu, pozostanie po nim przy­noszący ulgę chłód. To dzięki niemu nikogo nie traktujesz z góry. Czują go ci, którzy potrafiądokonać w swojej świadomości przejścia od konfliktu do wglą­du. Starszyzna przechodzi skokiem od jednostronności do współczucia.

RANGA MA WIELE OZNAK

Niektórzy ludzie czytając o konflikcie wywołanym przez rangę Rosjanina pomyślą sobie: „To nie mój problem".
Błąd. Każdy najmniejszy konflikt dotyczy nas wszystkich. Problemu rangi nie da się rozwiązać pracując nad nim tylko w jednym miejscu; trzeba się nim zajmować globalnie. W końcu hierarchia jest społeczną strukturą kultury. To kultura sprawia, że wielu rzeczy po prostu nie jesteśmy świadomi.
Pomyśl sobie o białych obywatelach krajów zachodnich. Niemal nie zwracają uwagi na Kolorowych. Dzieje się tak nie tylko z powodu rasizmu. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest eurocentryczny system edukacyjny. Mężczyź­ni nie są świadomi swojej negatywnej postawy wobec kobiet. Ludzie o orienta­cji heteroseksualnej zachowują się tak, jakby lesbijki i geje byli niewidzialni. Zdrowi nie mogą zrozumieć, dlaczego chorzy czasem uciekają się do przemo­cy. Rodzice uważają, że dzieci przechodzą „fazy" rozwojowe. To właśnie na­sza kultura uczy takiego traktowania innych, wzmacnia takie postawy.

Rangi nie widać w lustrze. To raczej stan umysłu. Jeżeli pochodzisz z grupy najbardziej faworyzowanej przez twoją kulturę, to myślisz, że jesteś normalny, a inne grupy stanowią margines. Zaprzeczasz roli przypisanej twojej grupie i nie czujesz się odpowiedzialny za jej dawne przewiny. „Kto? Ja? Ja nie prześladowa­łem Murzynów, nie było mnie tutaj, kiedy waszych przodków sprzedawano w nie­wolę. M.oi przodkowie byli polskimi chłopami, a nie arystokratami z Południa".
Ranga przejawia się na wiele różnych sposobów, na przykład wtedy, gdy człowiek czuje się pewny siebie. Podświadomy wpływ rangi decyduje o tym, jak oceniamy siebie i co czujemy do innych. Wysokie lub niskie poczucie własnej wartości nie pochodzi po prostu od naszych nauczycieli, rodziny czy środowiska. Wszystko to ma ścisłe powiązania z oddziaływaniem glównego nurtu kulturowego. Cały świat decyduje o naszym poczuciu wartości i o tym, jak postrzegamy innych. Główny nurt kulturowy jest bardzo podstępny. Jego oddziaływanie wpływa na nasze myśli, uczucia, a nawet sny.


Poczucie bezpieczeństwa, to, że ktoś się o nas troszczy, jest rodzajem rangi psychologicznej. Możesz zastanawiać się, dlaczego niektórzy ludzie mają poczucie niższości, dlaczego brak im pewności siebie. Zapominamy o tych przerażających chwilach, kiedy nie było przy nas nikogo, kto by się nami opiekował, ani rodziców, ani męża czy żony, ani przyjaciół czy nauczycieli. Kiedy opuścili nas wszyscy, nawet bogowie.
Ranga psychologiczna jest jak narkotyk, który zmienia naszą świadomość, nie pozwalając nam dostrzec cierpienia innych. Powoduje, że patrzymy na nich z góry i widzimy w nich tylko „ofiary". Pozwala nam odciąć się od ich problemów; nasze ego nas od nich izoluje. Nawet jeśli kiedyś doświadczyli­śmy bólu, teraz nie przejawiamy żadnej ochoty, aby pomóc krzywdzonym. Żądamy, aby inni czuli się tak jak rny, nie chcemy zrozumieć ich położenia.
Jak już powiedziałem, ranga jest narkotykiem, który zapewnia nam dobre samopoczucie. Zapominamy niestety, żeśmy go w ogóle zażyli. Tak jak to jest z heroiną, potrzebujemy większej dawki, aby nadal dobrze się czuć. Krad­niemy innym dobre samopoczucie, czerpiemy z otoczenia, aby podtrzymy­wać swój nałóg. W końcu inni nie mogą już tego znieść i wybuchają.

ŚWIADOME UŻYWANIE RANGI

Ranga nie jest czymś z gruntu złym, a jej nadużywanie nie jest nieuchronne. Kiedy jesteś świadom swojej rangi, możesz jej użyć dla dobra swojego i innych. Pamiętasz wtedy o swojej przeszłości. Nie zapominasz, że jedni z nas mieli dom, podczas gdy inni wychowywali się na ulicy; że podczas gdy ty mogłeś bezpiecz­nie chodzić do szkoły, inne nastolatki na co dzień spotykały się z bezprawiem i przemocą. Twoje słownictwo świadczy o wykształceniu, którego inni być może nie otrzymali. Przypominając sobie kolejno wszystkie etapy życia zauważysz, że byłeś uprzywilejowany, Dla innych los nie był równie łaskawy.
Ludzie świadomi swojej rangi wiedzą, że wiele przywilejów odziedziczyli i że przywileje te nie są dostępne dla wszystkich. Nie patrzą z góry na tych, którzy mają. mniejsze możliwości. Są pokorni, ale czują się ze sobą dobrze, ponieważ ranga może być nie tylko chorobą, ale również lekarstwem.
Konflikty spowodowane rangą są wszędzie na porządku dziennym. Słabsi są zazdrośni, czują się zranieni i wściekli, kiedy silni nie zdają sobie sprawy ze swojej siły. Uświadomienie sobie własnej rangi zmniejsza ogólne napięcia i redukuje konflikty.
Jako dzieci przekraczaliśmy granice rang. Dzieje się tak również, kiedy zbliża­my się do śmierci. Czasem mamy też inne transcendentne przeżycia. Dają nam one niezależną od kultury, rodziny czy świata, duchową siłę. Jeśli używamy tej siły nieświadomie, ignorujemy lub bagatelizujemy cierpienia innych. Ludzie do­świadczający niezwykłych przeżyć mogą zacząć się wywyższać. Łatwo zapomnieć o randze, gdy postępujemy w imię religii i praktyk duchowych. Wydaje się nam, że kroczymy drogą miłości. W wielu religiach pokój stanowi tak wielką wartość, że ich wyznawcy mogą w ogóle nie dostrzegać konfliktów, jakie wywo­łali traktując innych jako mniej zaawansowanych w rozwoju duchowym.
W pracy ze światem nie chodzi o przekraczanie rangi, ale o to, by ją do­strzegać i używać jej konstruktywnie.

WYSYŁANIE PODWÓJNYCH SYGNAŁÓW

Niektóre z wysyłanych przez nas sygnałów są zamierzone; inne są nieświa­dome. Zamierzone sygnały nazywam „pierwotnymi", a te drugie „wtórnymi".
Jeśli na przykład starasz się wyglądać na zadowolonego, a jesteś nieszczę­śliwy, to wysyłasz podwójny sygnał. Zamierzonym sygnałem może być uśmiech, a podwójnym to, że zwieszasz głowę i mówisz cicho.
Jeśli nie uświadamiasz sobie, że wysyłasz podwójne sygnały, to może cię zaskoczyć, jak reagują na nie inni ludzie.
Rozważmy przypadek białego mężczyzny pochodzącego z wyższej klasy średniej, który wystąpił na spotkaniu w małym miasteczku w stanie Oregon. Był to okres, kiedy w stanie tym toczyły się burzliwe dyskusje na temat praw lesbijek i gejów. Mężczyzna wstał, by zabrać glos w tej sprawie. Miał około sześćdziesiątki i w przeciwieństwie do innych uczestników spotkania był sta­rannie ubrany, miał białą koszulę i krawat.
Z pewnym siebie uśmiechem powiedział: „Jestem pokornym sługą bożym. Wierzę w to, co głosi Biblia. Homoseksualiści oddalili się od Boga i zbłądzi­li. Potrzebna im pomoc."
Jego sygnał pierwotny mówił, że jest on skromnym człowiekiem, który uważa, że homoseksualiści są zagubieni duchowo. Chciał, abyśmy to właśnie usłyszeli. Na poparcie swoich słów trzymał w ręku Biblię. Uśmiechał się. Właśnie ten uśmiech był podwójnym sygnałem; inni odebrali go jako oznakę poczucia wyższości. Bibi la też była podwójnym sygnałem, który mówił o po­czuciu, że ma się za sobą zdanie większości. Uśmiech i Biblia zostały zinter­pretowane jako protekcjonalne: „Nie ma potrzeby słuchać nikogo innego, dro­dzy ludzie: jam jest prawda".
Ten podwójny sygnał wywołał u słuchaczy mieszane uczucia, wprawił ich w zakłopotanie, a potem w złość. Obecni na sali działacze ruchu gejów i les­bijek aż skręcali się z niecierpliwości, aby mu odparować. Inni też mieli ne­gatywne reakcje na takie wywyższanie się.
Podwójne sygnały świadczą o procesie wtórnym — o istnieniu rzeczy, z którymi może nie zechcesz się zidentyfikować, jeśli zdasz sobie sprawę, że je wypowiedziałeś. Mężczyzna ten nie zdawał sobie sprawy, że jego zacho­wanie jest protekcjonalne. Wydawało mu się, że jest otwarty na innych.

STOSUNKI MIĘDZYNARODOWE

Nowe kraje mają ogromne, niesplacalne długi zagraniczne, co zagraża stabil­ności państw zachodnich.
Sygnałem pierwotnym jest tu wyrażenie troski o sytuację zarówno krajówTrze-ciego Świata, jak i państw zachodnich (które są wręcz zagrożone niewypłacalno­ścią tamtych). Autorzy wypowiedzi reprezentują silniejszych i patrzą z góry na kraje Południa, które „podejmują chaotyczne, bezsensowne ruchy" i „odnoszą minimalne sukcesy". Podwójne sygnały wysyłane przez autorów traktują Trzeci Świat protekcjonalnie, a z krajów Północy zdejmują odpowiedzialność za świa­tową sytuację ekonomiczną. Już sam ton bezstronności i obiektywizmu, z jakim piszą autorzy, niesie podwójny sygnał wyższej pozycji. Kraje Trzeciego Świata stająsię obiektami ich analizy, jak owady pod lupąbadacza.
RANGA JAKO PODWÓJNY SYGNAŁ
W Stanach Zjednoczonych biali mają wyższą pozycję społeczną niż ludzie o innym kolorze skóry. Większość uprzywilejowanych nie zdaje sobie spra­wy ze swojej kulturowej rangi i z tego, jak wpływa ona na ich zachowanie. Jeśli facylitatorzy ehcązapobiec gwałtownym konfliktom, muszą zacząć szyb­ko odczytywać podwójne sygnały.
Ludzie nieświadomi znaczenia rangi nie wiedzą, co czynią, a ci rangi po­zbawieni nie pojmują, dlaczego nie lubią.tamtych. Nikt nie wie, o co się kłó­ci, więc sytuacja szybko eskaluje w kierunku walki.
W rozdziale 1. opisałem scenę z białym, który nie chciał wysłuchać roz­złoszczonego Czarnego. Na jednym poziomie biały mówi: „Porozmawiaj­my", ale ukryty sygnał komunikuje: „Nie jesteś dość dobry, bym cię wysłu­chał". Biały widział jedynie rosnący gniew Czarnego, nie zauważając przy tym, że jest to reakcja na podwójny sygnał uprzywilejowania białej rasy.
Biały wysłał kolejny sygnał pierwotny: „Nie lubię złości", ale podwójny sygnał rangi pojawił się, gdy biały odwrócił się od Czarnego sugerując, że jeśli tylko nie zechce, to nie musi znosić jego zachowania. W ten sposób na­cisk społeczeństwa każe Czarnemu znosić każde zachowanie białego.
W swoim sygnale pierwotnym biały nazwat siebie liberalnym, ale jego sygnał wtórny powiedział, że ma on za sobą poparcie białej większości, która zakazuje Czarnemu się złościć. Czarnemu trudno było się obronić, bo podwójny sygnał białego był ukryty, niewyartykułowany, nie skierowany do niego wprost.
Ranga to najczęściej niewidzialna sita, podwójny sygnal, który podstępnie obraża i rani innych.
D UCH TYRANII
Demokratyczne sprawowanie władzy wymaga świadomości rangi nie tyl­ko w polityce, ale także w bezpośrednich interakcjach. Istnienie rangi zakła-
da, że istnieje też zróżnicowanie siły. Zawsze znajdą się tacy, którzy mają wyższą rangę niż ty, ale również tacy, którzy ową rangę mają niższą. W de­mokracji każdy ma problemy z rangą.
Rzecz polega na tym, że większość z nas jest bardziej świadoma rangi sto­jących wyżej od siebie niż własnej przewagi nad kirnś innym. Nawet gdy walczymy, by zmienić świat na lepsze, możemy jednocześnie poniżać innych i utrzymywać, że po prostu mówimy im prawdę w oczy. To właśnie dlatego działacze społeczni walczący z uciskiem są często zwalczani przez swoje wła­sne ugrupowania.
Już we wczesnym dzieciństwie zaczynamy rozumieć znaczenie rangi. Dora­stałem w okolicach Nowego Jorku i znałem kilka tamtejszych gangów. Przywódca miał najwyższą rangę, a najniższą najmłodsi oraz ci, którzy jeszcze nie zostali przyjęci do grupy. 'Trzeba było sprostać wyzwaniu, aby zasłużyć na wyższą ran­gę. Ale kiedy tylko to się udało, byłeś już „swój" i wszyscy cię lubili.
W życiu gangów, gdzie o randze mówi się otwarcie, łatwiej jest nad niąpra-cować, niż wżyciu głównego nurtu kulturowego, w którym ranga zazwyczaj pozostaje ukryta. Kiedy opowiadam o randze, ludzie, którzy ją mają, albo nie wiedząo czym mówię, albo są zdenerwowani. Jako sygnał pierwotny koncep­cja równości społecznej jest w krajach demokratycznych ceniona tak wysoko, że liberałowie z głównego nurtu wyobrażają sobie, iż żyją w społeczeństwie bezklasowym. Nie zdają sobie sprawy, jak często poniżają innych. Sądzą, że problemy te dotyczą tylko krajów konserwatywnych i niedemokratycznych.
W krajach demokratycznych tyrania jest duchem projektowanym na inne kraje. Sprawia on, że biedni w Stanach Zjednoczonych to przede wszystkim osoby o innym niż biały kolorze skóry. Skutkiem jego obecności jest „szkla­ny sufit" zagradzający drogę do awansu społecznego kobietom i Kolorowym.
SZKLANY SUFIT: SKUTEK DZIAŁANIA PODWÓJNYCH SYGNAŁÓW
Pamiętam bezdomną Latynoskę, która w trakcie otwartego forum odważ­nie wypowiadała się na temat szklanego sufitu. Forum odbywało się w środ­kowej Kaliforni, uczestniczyło w nim trzysta osób — Latynosi l Czarni, biali i Azjaci. Od pracowników farm po profesorów uniwersytetów. Napięta at­mosfera zagęściła się jeszcze bardziej, kiedy kobieta ta powiedziała, że szkla­nego sufitu nie widać, Wyglądało na to, że nikt jej nie zrozumiał.
Trafiła w dziesiątkę. Szklany sufit jest podwójnym sygnałem, którego nie­świadomi sąci, którzy go wysyłają. Co więcej, jest też niewidzialny dla swo­ich ofiar, które jedynie go czują.
Nagle ktoś skrytykował gniewny ton bezdomnych i robotników. Zauważy­łem, że ta krytyka sama w sobie jest szklanym sufitem. Jej celem było zatrzy-

46
47
manie ludzkich głosów, aby przypadkiem się przezeń nie przebiły i nie zosta­ły usłyszane. Nie powinno się im pozwolić, by posunęły się zbyt daleko w wy­rażaniu swojego niezadowolenia.
Wywiązała się gorąca dyskusja. W końcu pewien Czarny mężczyzna po­wiedział, że tak stłumił swój ogień, iż żyje na maleńkim płomyczku kontrol­nym. Jeśli zmniejszy go jeszcze bardziej, to po prostu umrze. Wtedy wszyscy pojęli, w jaki sposób ranga społeczna tworzy szklany, niewidzialny sufit.
RANGA PSYCHOLOG ICZNA I DUCHOWA
Mówiąc o przywilejach społecznych, ekonomicznych i narodowych, w kwe­stie rangi wchodzimy jedynie bardzo płytko. Są ludzie obdarzeni wielką siłą psychiczną, o której nie mówi koncepcja rangi społecznej. Siłę zdobywasz na przykład, kiedy przetrwasz jakieś cierpienie. Członkowie marginalizowanych grup, którzy przeżyli nadużycia społeczne, zdobywają inną siłę niż ta, która wiąże się ze społecznymi przywilejami. Pomyślmy chociażby o Malcolmie X* lub Martinie Lutherze Kingu.
Aby przetrwać, ludzie odsunięci na margines często zwracają się w kierun­ku praktyk duchowych, co pozwala im osadzić się w sobie, daje siłę potrzeb­ną zarówno by poczuć ból, jak i po to, by go przekroczyć.
Twarde życie bardzo często niszczy ludzi, ale może również dawać wgląd, siłę i pewien rodzaj psychicznego promieniowania, blasku, który jako po­dwójne sygnały może stanowić obrazę dla głównego nurtu kultury. Może go jednak również czegoś nauczyć.
Rasizm, seksizm, homofobia, prześladowania religijne, nadużycia w dzie­ciństwie i słabe zdrowie niszczą wielu ludzi, sprawiają ból nam wszystkim. Przepełniają swoje ofiary rozpaczą, przy gnę bić-ni em, nienawiścią, pragnie­niem zemsty i odrazą do samych siebie. Zdarza się jednak, że niektórych zmie-niająw osoby pełne współczucia. Nie chcę przez to powiedzieć, że cierpienie jest czymś pozytywnym. Możesz jednak sprawić, by zamiast cię przygniatać, poszerzyło twoją świadomość i dało ci moc rozumienia. Moc ta, używana świadomie, staje się współczuciem —tą niezwykłą wrażliwością i delikatno­ścią, która sprawia, że warto żyć.
8.Mindell A., Śniące ciało w związkach.
9.Mc Williams Wayne, PiotrowskiHarry, The World Since 1945: A HistoryofInternational Re-
lations, str. 2.
Maicolm X--wł. Malcolm Little, 1925-1965, początkowo złodziej i gangster; w trakcie od­bywania kary więzienia za rozbój przeszedł przełom duchowy, w wyniku którego stal się zwo­lennikiem zjednoczenia czarnej ludności świata, wstąpi! do organizacji Black Muslims i został jednym z jej ważniejszych działaczy; w 1964 wszed! w konflikt z przywódcami B.M. i rniał zamiar stworzyć własną. altemarywnąOrganizaLion of Afro-American Unity. "Nie zdążył — zginął w wyniku zamachu, (przyp. rednapodst. World Baok Encyclopedia, Chicago 1976)
IV
Władza i uprzedzenia w relacjach

Podstawowym powodem konfliktu jest brak równowagi sit. Dlatego pierw­szym krokiem osoby pracującej z procesem powinno być patrzenie, słucha­nie i próba empatycznego odczuwania siły lub poniżenia, których doświad­cza każda ze stron konfliktu. Potem zachęca się samych dyskutujących, aby odkrywali, jakąsiłądysponują! aby świadomie używali tej siły dla osiągnię­cia i utrzymania pokoju.
Bez względu na to, czego dotyczy konflikt, facylitatorzy muszą być świa­domi każdego rodzaju rangi, sprawiającej, że osoby będące w konflikcie czu­ją, iż różnią się między sobą. Na przykład w historii mężczyzny z Biblią, który chciał ocalić dusze homoseksualistów i dyskutującej z nim lesbijki, kon­flikt skrystalizował się głównie wokół preferencji seksualnych, ale dyskutu­jących dzieliła również płeć, religia i stopień poparcia ze strony głównego nurtu.
W wielu kulturach na świecie czynnikami wpływającymi na przebieg kon­fliktów są następujące typy rangi: Kolor skóry: Na Zachodzie jaśniejszy kolor skóry jest zwykle uważany za
lepszy.
Klasa ekonomiczna: Im kto bogatszy, tym lepszy; najniższą rangę mają bez­domni.
Płeć: Mężczyźni mają generalnie wyższą rangę społeczną niż kobiety. Orientacja seksualna: Większość ludzi z głównego nurtu uważa osoby he-
teroseksualne za godne zaufania, a homoseksualistów za niegodnych go. Wykształcenie: Uważa się, że osoby o wyższym wykształceniu przewyższa­ją innych, są lepsze. Religia: W każdym kraju istnieje pewna „kolejność dziobania" jeśli chodzi
0 religie i wyznania.
Wiek: W Stanach Zjednoczonych podziwia się młodość, a najwięcej szans, by zostać liderem, mają osoby w zaawansowanym wieku średnim. Dzieci
1 osoby starsze są często pomijane i lekceważone.
Profesjonalizm, bycie ekspertem: Na Zachodzie podeszły wiek nie równa
się mądrości czy byciu fachowcem. Punkty zbierajątu ludzie, którzy mają ważną pozycję w swojej dziedzinie.
Zawody: Praca, która wymaga wyższego wykształcenia i większego rozwo­ju lewej półkuli mózgu, ma generalnie wyższy status.
Zdrowie: Najwyższą rangę mają dobrze zbudowane, nieuszkodzone ciała.

48
49
Psychologia: W wielu zachodnich kulturach najwięcej punktów ma osoba mało emocjonalna, „zrównoważona", która „nie przesadza", w przeciwień­stwie do „szaleńców", którzy nie są zainteresowani „stabilizacją". Dostaje się punkty za uczenie się psychologii, ale ludzie, którzy przez dłuższy czas chodzą do psychologa lub psychiatry, są podejrzani. Osoby po kontakcie z instytucjąszpitala czy poradni psychiatrycznej lub biorące leki mąjągor-szy status kulturowy niż inni.
Duchowość: Wydaje się, że na ogól akceptuje się to, że ludzie zachowujący dystans wobec spraw tego świata, ześrodkowani na sobie, patrzą z góry na tych, którymi miotają namiętności.
Szczegóły rangi zależą od klubu, grupy, kultury, narodu i czasu. Z punktu
widzenia osoby pracującej ze światem znaczenie ma to, jak używa się rangi.
OZNAKI RANGI DUCHOWEJ
Ranga duchowa wynika ze związku z czymś boskim lub transcendentnym — bogami, boginiami lub duchami. Ludzie obdarzeni duchową mocą istnieją wtym świecie, ale nie sąz tego świata. Stająsię niezależni od życia i śmier­ci, porządku społecznego i historii, a dzięki, temu również w pewien sposób nieustraszeni.
Nie wszyscy religijni profesjonaliści, tacy jak pastor, ksiądz, rabin, mnich czy mniszka mają tę rangę. Jest ona dopiero efektem obcowania z niewysło-wionym. Wyzwala człowieka od obaw i lęków, które dręczą nas wszystkich.
Tak jak w przypadku każdej innej siły, nieświadome używanie rangi du­chowej łatwo wpędza w kłopoty w relacjach z ludźmi. Jeśli osiągnąłeś spo­kój umysłu i jesteś tego nieświadomy, inni mogą wątpić, czy rzeczywiście rozumiesz ich problemy. Może im się wydawać, że jesteś ponad to, ponieważ podwójne sygnały wynikające z twojej duchowej rangi sprawiają wrażenie, że nie cierpisz tak jak inni ludzie.
Kilka lat temu pracowałem z pewną parą, przeżywającą właśnie trudne chwi­le. Kobieta skarżyła się cicho, że jej mąż ma romans z inną kobietą. On na­tychmiast wykrzyknął, że żona go nie kocha. Ona rozpłakała się, umilkła, wzięła głęboki wdech f spytała: „Jak możesz tak mówić?"
„Po prostu to czuję" odparł. „Nie zależy ci na mnie".
Odczytatemjej milczenie jako podwójny sygnał i poprosiłem, by znów za­milkła, ale tym razem bardziej zagłębiła się w sobie. „Jak tam jest?" spytałem.
Wyglądała na zażenowaną. „Czuję się bardzo spokojna, akceptuję fakt, że życie przyniesie mi to, czego muszę doświadczyć".
Jej mąż krzyknął: „Widzisz?! W ogóle jej nie obchodzę! Zawsze zadziera nosa."
„To nieprawda" odrzekła ze spokojnym przekonaniem.
Początkowo myślałem, że zachowuje się „z dystansem". Ale potem zrozu­miałem, że ma duchową siłę, której używa nie będąc tego świadomą. To wła­śnie dlatego jej mąż uważał, iż jej na nim nie zależy. Chciałem, by świadomie skontaktowała się ze s woj ą. mocą, więc poprosiłem ją, aby weszła znów w mil­czenie, ale tym razem bardziej zbliżyła się do Boga, a potem powiedziała, co się wydarzyło.
Medytowała przez chwilę, a potem zdała z tego relację: „Bóg powiedział mi, że przejawia się we wszystkich ludziach, również w moim mężu. Popro­sił mnie, bym bardziej okazywała swoją miłość!"
Zdawało się, że zadziwia ją to, co mówi. Rozpłakała się z radości i spoj­rzała na swego męża z gorącym zainteresowaniem. To go poruszyło. Pod­szedł do niej, objęli się.
NIE MOŻESZ UWOLNIĆ SIĘ OD RANGI
W historii tej chodzi o to, że jeśli używasz rangi świadomie, to bywa ona lekarstwem. W innym przypadku jest trucizną. Nie możesz pozbyć się rangi, więc może postaraj się, aby wynikło z niej coś dobrego.
Twoja samo wiedza jako kogoś, kto pracuje ze światem, polega między in­nymi na zrozumieniu roli, jaką w twoich relacjach gra twoja ranga duchowa i psychologiczna. Możesz świadomie używać jej dla dobra innych. Ale mo­żesz też bezmyślnie wprawiać ich w zakłopotanie lub nadużywać traktując z góry.
Nieświadome użycie rangi objawia się jako tendencja do pomniejszania problemów innych ludzi. Duchowa ranga żony w poprzednim przykładzie pomniejszała przeżycia męża. Osoby, które zdobyły rangę psychologiczną przeżywszy ciężkie chwile prześladowań czy odbierania im praw, mogą od­powiadać na czyjeś cierpienia tak: „To jeszcze nic. Ja kiedyś..." Polerując swoje aureole, działają na innych odstraszająco.
Osoby takie mogąteż przybrać postawę streszczającąsię w słowach: „Prze­stań narzekać, weź się w garść i zabierz się do roboty" Onieśmielają w ten sposób ludzi lub zastraszają ich. To właśnie w ten sposób ludzie spoza głów­nego nurtu, którzy „dali sobie radę", dyskredytują czasem trudności innych członków swojej grupy. Demoralizują, zniechęcająich i osłabiają grupę jako całość. Także grupy mogą w ten sposób osłabiać inne grupy. Jeśli, na przy­kład, jakaś mniejszość osiągnie sukces ekonomiczny, jej członkowie mogą dawać do zrozumienia osobom z innych mniej szóści, że jeśli oni nie osiągnę­li tego samego, to sami są sobie winni. Grupa nieświadoma rangi związanej ze społecznym sukcesem może wysyłać podwójne sygnały, mówiące że nowi członkowie tej grupy lub klienci przez nią obsługiwani powinni być jej nie­zmiernie wdzięczni.
50
Ważne jest, aby grupy, tak jak i jednostki, posiadały samowiedzę. Ukryty obraz, jaki ma na swój temat grupa, daje jej czasem takie poczucie zado­wolenia z siebie, że wysyła ona podwójny sygnał: „Nikt nie jest godny, aby się do nas przyłączyć". "Nawet ci, którzy są już członkami grupy, nie czują, że naprawdę do niej należą. Grupa rozpada się pod ciężarem wła­snego narcyzmu.
Natomiast świadoma jednostka, organizacja, miasto czy naród nie zaprze­czają, że mają rangę. Przyznają się do swojej siły i rozumnie jej używają.

OFIARA I OPRAWCA: KAŻDY JEST I JEDNYM I DRUGIM
Te same opresyjne siły, które utrzymują niektórych na marginesie i na po­zycjach mniejszości, represjonują również ludzi z tak zwanego „głównego nurtu". Są oni, niemal z definicji, ślepi na swoją rangę. Rani to nie tylko innych, ale niszczy życie im samym.
Kiedy na przykład mężczyzna mimowolnie lekceważy cierpienia kobiet, to tym samym wypiera również swoje własne uczucia. Jeśli przez dłuższy czas godzi się by być niewrażliwym, to traktuje siebie samego jak maszynę, a tym samym skraca swoje własne życie.
W krajach zachodnich białe kobiety mają wyższą rangę niż kobiety z in­nych grup rasowych. Jednak ten sam system społeczny, który daje im siłę, traktuje kobiety jako gorsze od mężczyzn. Ten społecznie aprobowany sęk-sizm znajduje swoje wewnętrzne odzwierciedlenie, kiedy kobiety nieświado­mie przyjmują wartości głównego nurtu i czują się gorsze.
Kobiety przeprowadzające pewien rodzaj pracy wewnętrznej odkrywają często, że ich ojcowie, a nawet matki, dyskryminowali je traktując inaczej niż braci, oczekując od nich czegoś innego albo delikatnie im komunikując, że ich uczucia, opinie, doznania cielesne i psychiczne są mniej wartościowe. Źródła poglądów panujących w rodzinie leżą w społeczeństwie. Jeśli jesteś kobietą, negatywne opinie twojej matki czy ojca o tobie wyrosły prawdopo­dobnie z tego, że stawali oni po stronie wartości reprezentowanych przez głów­ny nurt, ignorujących indywidualne cechy poszczególnych kobiet i w ogóle kobietę poniżających. Myślisz, że to są problemy twojej rodziny, a tak na­prawdę są one częścią kultury.
Za każdym razem gdy pracujesz nad swoimi osobistymi problemami, zaj­mujesz się jednocześnie kwestiami politycznymi. Świat, w którym żyjemy, spolaryzowany jest na każdym poziomie. Składa się z tych, którzy mają siłę, władzę i z tych, którzy są bezsilni: z ofiar i oprawców. W jakiś sposób każdy z nas należy do obu tych grup.
Dopuszczając się bezmyślnych nadużyć na ludziach spoza głównego nur­tu, ludzie należący do kultury dominującej nadużywają psychologicznie sami
siebie, co nie pozwala im cieszyć się własną rangą i siłą. Ich ofiary mszczą z kolei na kimś innym i też stają się oprawcami. Osoby z głównego nurtu popadają w końcu w pomieszanie i nie wiedzą, co się dzieje zarówno w nich samych, jak i na zewnątrz.
Celem pracy ze światem jest ukształtowanie nowej kategorii ludzi: star­szyzny. Są to osoby, które potrafią działać efektywnie w grupie, która ma siłę i jednocześnie świadomość tej siły. Podtrzymują proces osiągania świado­mości, który jest czymś więcej niż dialogiem.

NASZEGO WEWNĘTRZNEGO JA NIE DA SIĘ ODDZIELIĆ OD ŚWIATA
Nauki społeczne mówią o „wewnętrznym ja", „relacji" i „grupie" tak, jak­by były one oddzielnymi zjawiskami. Kiedy piszę tę książkę, moje serce sta­ra się dotrzeć do was z ideą, że wewnętrzne ja, relacje i świat są aspektami tego samego procesu tworzenia społeczności.
Praca wewnętrzna splata się z relacjami i z działaniem politycznym. Poję­cia takie jak męskość czy kobiecość to kategorie bardziej polityczne niż psy­chologiczne.
Powiedzmy, że twój partner jest w depresji spowodowanej zbytnim sa­mokrytycyzmem, Jeśli ty nie cierpisz na to samo, to odczuwasz wobec siebie szacunek, będący rodzajem psychologicznej rangi. Jeśli nie uży­wasz tej rangi świadomie, możesz lekceważyć problem twojego partnera, tracąc do niego cierpliwość. Możesz też myśleć: „No tak, to typowe dla takich mężczyzn. Nic nie mogę z tym zrobić". W ten sposób popierasz porządek społeczny, przyjmując założenie, że twój partner nie może uwol­nić się spod jego wpływu i minimalizując znaczenie tego problemu w ogóle.
W tej samej sytuacji możesz postąpić odwrotnie i pokazać, że społeczeń­stwo wywiera presję na nas wszystkich, abyśmy lepiej wyglądali, mieli wy­ższe wykształcenie i aby nam się finansowo lepiej wiodlo. Na Zachodzie powinniśmy być raczej konformistami, a nie ludźmi szalonymi, powinni­śmy być logiczni, a nie czujący, mocni, a nie podatni na zranienie, szczupli, a nie pulchni i mieć jasną, a nie ciemną skórę. Większość wewnętrznych krytyków staje po stronie kultury, w której dana osoba żyje. Spytaj swego partnera, czy jego wewnętrzny krytyk jest rasistą, seksistą, homotbbem, antysemitą lub też czy może uwewnętrznii jakieś inne uprzedzenia pocho­dzące z kultury większości. Badając te kwestie, ty i twój partner przepro­wadzacie jednocześnie pracę wewnętrzną, relacyjną! polityczną. Możecie się nawzajem wyzwolić od norm kulturowych i dać sobie wzajemne przy­zwolenie na bycie emocjonalnym, wrażliwym na zranienia, dziecinnym,

(...)
Jeśli posiadasz niską rangę, mowo niej również jasno i wyraźnie, jakakol­wiek byłaby jej przyczyna. Może zostałeś skrzywdzony w dzieciństwie, ze­pchnięty przez dominującą grupę na społeczny margines albo zubożony du­chowo. Jeśli potrafisz pokazać swój łęk, niezadowolenie czy rozpacz wywołane tym, że cię zdeprecjonowano, to przestaniesz myśleć, że coś jest nie tak z to­bą i zdasz sobie sprawę, że robisz coś dla nas wszystkich.

„WYWOŁYWANIE DUCHÓW"
Należące do większości pary heteroseksualne maj ą wiele siły. Zdajesz so­bie z tego sprawę, kiedy w parze nie jesteś. "Nawet jeśli ktoś cieszy się z tego, że jest sam, może zarazem myśleć, że coś jest z nim nie tak, ponieważ społe­czeństwa całego świata nadają rangę właśnie związkom heteroseksualnym,
a nie osobom samotnym.
Ludzie pozostający w związkach lesbijskich, gejowskich i biseksualnych muszą znosić niezwykle silne potępienie społeczne. Osobom o orientacji heteroseksualnej trudno sobie wyobrazić cierpienie związane z byciem w związ­ku homoseksualnym. Geje są często celem ataków swoich wrogów i muszą przechodzić udręki, kiedy patrzą, jak ich przyjaciele i kochankowie umierają na AIDS. Cierpią również z powodu nieporozumień wokół AIDS, ponieważ niektórzy członkowie większości uważają, że AIDS jest karą za upadek oby­czajów. Lesbijki muszą znosić podwójne ostrze homofobii i seksizmu. Na­kłania sieje, by rodziły dzieci i żyły z poszanowaniem dla tradycyjnych war­tości rodzinnych.
Potępieniu oraz religijnej, politycznej i społecznej opresji towarzyszy fakt, że w wielu społecznościach homoseksualiści muszą ukrywać swoją, seksual­ność. Jeśli cały świat wierzy, że dzieje się z tobą coś złego, chorego, perwer­syjnego, anormalnego, wadliwego, diabelskiego czy dziecinnego, to rodzi się z tego presja, z którą bardzo trudno walczyć. Czasem nawet sam zaczynasz
w to wierzyć.
Wiele gejów, biseksualistów i lesbijek cierpi z powodu różnych form prze­jętej od większości i uwewnętrznionej opresji. Na związkach homoseksualnych ciążą te same problemy, które dręczą relacje heteroseksualne.
Może to być na przykład różnica rangi między partnerami, z których jeden jest — w tradycyjnym tego słowa znaczeniu — bardziej „męski", a drugi bar­dziej „kobiecy". Osoba dysponująca mniejszym doświadczeniem lub wiedzą może czuć się gorsza od tej posiadającej większą wiedzę i doświadczenie. Wiek, klasa, wykształcenie i pochodzenie rasowe są czynnikami wplywają-cymi na wszelkie związki.
Mówiąc otwarcie o ukrytych treściach waszych osobistych interakcji, pra­cujecie nad kwestiami dotyczącymi całego świata. Wszystkie te kwestie po­jawiają się w waszych podwójnych sygnałach.
Jeśli na przykład jesteś w związku heteroseksualnym, używaj swojej orien­tacji seksualnej wiedząc, że ma najwyższą rangę społeczną. Jeśli nie zda­jesz sobie sprawy ze swoich przywilejów — ignorujesz problemy innych i przyczyniasz się do ich poniżania. Używaj swojej rangi heteroseksualisty dla własnego pożytku. Ciesz się nią! Wyrażaj swoje uczucia publicznie. Pocałuj swojego partnera na ulicy. Wypowiedz się głośno o tym, że każdy powinien móc otwarcie okazywać miłość, a homoseksualiści tego nie mogą. Opowiedz, jak pracowałeś nad swoją własną homofobią. Spytaj innych, czy zdenerwowaliby się, gdybyście byli parą lesbijek, które się publicznie cału­ją. Wejdź w dyskusję.
Bycie osobą o orientacji heteroseksualnej nie jest tylko siłą; czasem jest również słabością. Może cię ono zmuszać do wchodzenia w bardzo powierz­chowne relacje z innymi osobami twojej płci. Wyzwalanie swojej homoseksualnej natury może oznaczać wyzwalanie swojej chęci i zdolności do kocha­nia każdego człowieka.
Jeśli ty i twój partner należycie do tej samej rasy, wasze życie jest łatwiej­sze niż życie związku rasowo mieszanego. Ciesz się swoimi przywilejami społecznymi. Okazuj swoje uczucia pamiętając, że wiele mieszanych rasowo par nie może tego robić swobodnie.
Miej dzieci albo nie, ale pamiętaj, że jesteś zainteresowany życiem rodzin­nym tak samo, jak niektórzy kochający dzieci geje i lesbijki. Używaj swoje­go przywileju do posiadania dzieci, ciesz się z dzieci i pytaj innych rodziców, czy nie uważają, że może homoseksualiści mogliby być bardzo dobrymi ro­dzicami, ponieważ cierpienie sprawia, że człowiek staje się bardziej wyczu­lony na fos tych, którzy czują się najmniejsi.
Przyzywaj duchy. Twórz społeczność. Ja sam próbuję używać mojej spo­łecznej rangi białego mężczyzny w średnim wieku, pozostającego w hetero­seksualnym związku. Robię zamieszanie, jednocześnie dbając o poszczegól­ne osoby po obu stronach. Wiem, że moja ranga jest względna. Zdaję sobie sprawę, że jestem społecznie świadom głównie dzięki ludziom, którzy mają mniejszą rangę. Gdyby nie ich prowokacje, rady i miłość, moja świadomość pozostałaby w uśpieniu.
PROCES JEST TAJEMNICĄ
Badając problemy władzy i siły w relacjach i grupach, facylitatorzy podą­żają za nieznanym. Nigdy nie wiedzą, dokąd proces ich zaprowadzi. Podąża­nie za nieznanym jest pokarmem dla trwałej społeczności.


Proces nie jest ani dobry, ani zły, nie jest ani sukcesem, ani porażką, nie jest konserwatywny ani postępowy, męski ani żeński. Jest i nie jest tym wszyst­kim jednocześnie, ponieważ jest nieprzewidywalny i nieprzenikniony. Nie wiadomo, dokąd zmierza życie. Można zrozumieć tylko wysyłane przez na­turę teraz, w tym momencie sygnały, a nie jej szerszy cel czy zamysł.
Jestem za tym, aby wszyscy mieli zapewnione bezpieczeństwo materialne i byli wolni od prześladowań i dyskryminacji. Ale jestem również za ogól­nym procesem, ponieważ to on tworzy społeczność opartą na równym pozio­mie świadomości.
Aby podążać za procesem, potrzebujesz wiele siły i władzy, a także świa­domości wszystkich swoich rang. Tylko wtedy będziesz mógł poczuć tajem­nicę, która od zawsze była rdzeniem społeczności, królestwem niewiadome­go. Proces powstawania społeczności, tak jak i sam świat, jest dziwnym, budzącym cześć i trwogę doświadczeniem, czymś, co ma charakter między­narodowy i osobisty, między kulturowy, kulturowy i kontrkulturowy. Podą­żając za przepływem informacji, wchodzisz coraz głębiej w tajemnicę, tkwiącą w nas, pomiędzy nami i wśród nas.
Prawdziwie kontr-kulturo we związki nie są ani heteroseksualne, ani homo-seksualne czy biseksualne. Nie są ani dobre ani złe, męskie ani kobiece. Nie opierają się na społeczności ani się jej nie wypierają. Związki kontrkulturowe bez ustanku zmieniają treść i formę. Za, wydawałoby się, nieznośnymi pro­blemami — projekcjami, uprzedzeniami, rasizmem, seksizmem i homofobią —- wije się ścieżka prowadząca nas w niepojęty sposób do samych siebie.
Podążanie we wszystkim za świadomością ducha wydaje się czasem, w pierwszym momencie, sprawiać kłopoty, a nawet zamykać nas w kręgu uprzedzeń. Ale w następnej chwili nas z niego uwalnia. Czasem dzieli, ale czasem nagle łączy w sposób, którego dotąd nie byliśmy w stanie pojąć.
Toleruj momenty lęku i chaosu. Zaproś wszystkie duchy. Spróbuj to zro­bić. Podziel się s woj ą pracą wewnętrzną, mów o swojej sile, użyj jej do rzu­cenia światła na uprzedzenia, a potem odkrywaj, co natura robi dalej.

DOSTRZEŻ SWOJE PRZYWILEJE
Poniższe pytania opracowane są szczególnie z myślą o ludziach, dla któ­rych temat rangi i przywileju jest czymś nowym.

1.Do jakiej grupy etnicznej należysz? Z jaką grupą etniczną inni ludzie cię
kojarzą? Jakiej jesteś narodowości? Jakiej płci? Jaki masz zawód? Jaką religię
wyznajesz? Jakie masz wykształcenie? Do jakiej klasy ekonomicznej należysz
i jaki status się z tym wiąże? Ile masz lat? Jaki jest twój stan zdrowia?
2.Jakich prawnych przywilejów lub korzyści jesteś pozbawiony(a) z po­
wodu swojej tożsamości? Jakie masz kłopoty finansowe, o których sądzisz,
że są pochodną twój ej tożsamości? Jakie masz problemy psychologiczne, które, jak czujesz, wiążą się z brakiem społecznych przywilejów?
3. Jakie przywileje są związane z twoją tożsamością? Nie spiesz się,
bądź dokładny(a). Jeśli nie wiesz, spytaj kogoś z innej grupy, by powiedział
ci, jakie masz przywileje.
Czy masz przywilej swobodnego podróżowania i emigracji? Czy cieszysz się poczuciem przynależności do małej społeczności czy do większości? Czy masz jakąś rangę intelektualną, społeczną lub ekonomiczną? Jakie przywileje wiążą się z posiadaniem sprawnego ciała i byciem zdrowym(ą)? Jakie przy­wileje związane są z twoją płcią?Mówo swoim poczuciu dumy, twoich zdol­nościach do zarabiania pieniędzy, wykształceniu, o tym, jak jest traktowana twoja rodzina, o twoim wieku. Czy inni mają szacunek dla twojego doświad­czenia?
Czy inni pragną czegoś, co ty posiadasz? Jakie przywileje wiążą się z twoim wyborem partnera? Z językiem, jakim mówisz? Z twoim wykształceniem? Czy potrafisz przemawiać publicznie? Może jesteś pewnym(ą) siebie liderem(ką)?
4. Ciesz się swoimi przywilejami sam(a), w myślach lub z przyjaciółmi.
Bądź wdzięczny(a) za swoje szczęście, za to, że twoje przywileje oszczędza­
ją ci bólu i za sposób, w jaki wzbogacają twoje życie. Bądź szczęśliwy(a), że
je masz. Wyobraź sobie, jeśli chcesz, boską istotę dającą ci te przywileje.
Spytaj tej istoty, dlaczego otrzymałeś(aś) te dary.
Jeśli nie potrafisz uczcić posiadania swoich przywilejów, rozważ taką moż­liwość, że uwewnętrzniłeś(aś) opinię świata na temat twojej rasy, płci czy orientacji seksualnej, sprawiając, że jesteś uprzcdzony(a) do samego(ej) sie­bie. A może nie potrafisz cieszyć się, ponieważ masz poczucie winy, że posia­dasz coś, czego inni nie posiadają.

12.Pamiętaj o swoich przywilejach psychologicznych.
1. Jeśli nie doświad­czasz problemów mających swoje źródło w dzieciństwie, to masz rangę, któ­rej inni nie mają:
Czy budzisz się rano i śmiało rozpoczynasz dzień? Jeśli tak,to masz rangę, jaką inni nie mogą się cieszyć.
2. Jak często czujesz się we­wnętrznie spokojny(a), ześrodkowany(a) i nie martwisz się o przyszłość? Je­śli często tak się dzieje, to znaczy, że masz wielką rangę psychologiczną.
3. Jakie są t woje własne metody pracy z napięciami i problemami? Jeśli te me­tody zdają egzamin, to również w tym przypadku masz wielką rangę psycho­logiczną.

A co z twoimi przywilejami duchowymi?
Czy masz kontakt ze swoją wiarą w życie, albo z wiarą w życie po śmierci? Czy wierzysz w jakieś bó­stwo? Jak ten związek wpływa na twoje codzienne życie? Bądź wdzięczny(a)
za każdy przywilej w tym obszarze. Rozszerz swoją świadomość, używając ich bardziej. Mów o nich. Uczcij je. Spytaj innych, jak możesz się nimi podzielić. ...

7 Jak używasz swoich najmocniejszych przywilejów? Wybierz jeden i spytaj samego(ą) siebie, jak używasz go w domu, na ulicy, na zakupach czy wśród ludzi. Pomyśl o paru jednostkach lub grupach, które nie majątego przy­wileju Czy potrafisz dzielić się lub używać swoich przywilejów w taki spo­sób, aby inni czuli się dumni z własnych? Aby potrafili mówić głośno o pro­blemach i uprzedzeniach?
8.Jakie napięcia i kwestie sporne pojawiają się w twojej grupie. Jak te
napięcia wiążą się z nieświadomością twoich przywilejów?
9.Wyobraź sobie, że używasz swojej rangi do zmieniania swoich rela­cji z ludźmi, swojej społeczności, naszego świata.


Zemsta i przemiana kulturowa
Na temat rangi i tego, jak sprzyja ona zemście i terroryzmowi, wiele na­uczyłem się podczas pobytu w Belfaście w 1992 roku. Odkryłem, że terrory­ści nie są twardzielami głuchymi na wszystko, co się do nich mówi. Wręcz przeciwnie, potrafią być bardzo wrażliwi, Odkryłem, że nie są „gdzieś tam" —jako ludzie zranieni przez większość istnieją w każdej grupie i walcząc wol­ność każdego z nas.
Konflikt w Irlandii Północnej rozgrywa się pomiędzy katolikami, stano­wiącymi 43 procent populacji, i protestantami, którzy stanowią pozostałe 57 procent. Katolicka Irlandzka Armia Republikańska (IRA) jest paramilitarnym ramieniem Sinn Fein, ruchu politycznego, którego nazwa znaczy dosłownie „my sami". IRA i Sinn Fein walcząo zjednoczoną Irlandię wolną o d władzy Wielkiej Brytanii. Protestanci-lojaliści chcą, by Irlandia pozostała tak jak jest, przyłączona do ziem ich przodków, Szkocji i Anglii. Protestanci oba­wiają się utraty swojej tożsamości kulturowej.
Od czasu, kiedy Amy i ja byliśmy w Belfaście, trwa tam zawieszenie bro­ni, aczkolwiek do chwili, gdy piszę te słowa, IRA wciąż nie wyraziła zgody na wyłącznie pokojowe działanie. W czasie naszego pobytu w Irlandii Pół­nocnej świat uważał, że jest ona totalnie pogrążona w konflikcie. Tylko jej mieszkańcy myśleli inaczej.
Na całym świecie jest tak, że ludzie, którzy mieszkają w rejonie występo­wania konfliktu twierdzą, że nic specjalnego się tam nie dzieje, Nauczyli się stępiać swoje lęki, by nie zwariować w sytuacji, gdy wybuchy bomb i zabija­nie są na porządku dziennym. Belfast był międzynarodową metaforą punktu zapalnego. Konflikty rozdzierały go przez całe dziesięciolecia.
Każda strefa wojenna, gdy siew niej znajdziesz, jest na początku przeraża­jąca. Gdziekolwiek spojrzysz, czy to będzie Belfast czy Bejrut, ludzie zmu­szają się do normalnego działania, znieczulając się na wszechobecne zagro­żenie — snajperów, bomby i ataki terrorystyczne, które mogą zdarzyć się wszędzie, w każdej chwili, i być skierowane przeciwko każdemu. Każdy tu­taj żyje w szoku, podobnym do czegoś, co w warunkach pokoju nazywamy zespołem posttraumatycznym.
Policja zatrzymywała nas często przy punktach kontrolnych, gdzie szuka­no ukrywających się terrorystów. Z pistoletu nie mierzono we mnie tak czę­sto od czasów, kiedy w latach osiemdziesiątych byliśmy w Izraelu. ...

Buddyjska psychologia




Psychologia buddyjska

Psychologia buddyjska powstała wraz z narodzinami buddyzmu, czyli w VIw p.n.e. Pierwszy obszerny traktat opisujący życie i doznania psychiczne człowieka pojawił się w formie pisemnej w IIw p.n.e. jako część dzieła kosmologiczno - filozoficznego Abhidhamma (jęz. pali) Abhidharma ( w sanskrycie). Jest to najstarszy ze znanych buddyjskich zapisów na poświęconych tej tematyce, należy jednak zaznaczyć, że psychologia buddyjska kształtowała się na bazie wiedzy i doświadczeń wcześniejszych religii i filozofii, obszernie czerpiąc z wiedzy i doświadczeń tysięcy joginów mieszkających na obszarze Indii, a wcześniej prawdopodobnie na terenach dawnej Persji (Iranu i Iraku). Należy jednak zaznaczyć, że buddyzm wniósł całkowicie nowe wartości w dziedzinę poznawania psychiki człowieka, bowiem jako jeden z pierwszych tak rozbudowanych i komplementarnych systemów nie odwoływał się do sił wyższych, Boga, Stwórcy, czy innych wartości i atrybutów nadprzyrodzonych. Można więc powiedzieć, iż jest to pierwszy "naukowy" system psychologii powstały w dziejach Świata.
Jeżeli chodzi o obraz i strukturę człowieka w psychologicznej myśli buddyjskiej, to podstawowym twierdzeniem jest nietrwałość jednostki. Na każdym poziomie istnienia, począwszy od najmniejszej komórki, a skończywszy na najbardziej skomplikowanej działalności intelektualnej, życie człowieka jest procesem, serią zmian, ciągłym i nieskończonym procesem umierania i odradzania się, powstawania i rozpadu. W tym kontekście, forma fizyczna jest zbudowana z coraz mniejszych organów i cząsteczek, a te z kolei są jedynie "zagęszczeniami" energii podzielonymi na pięć kategorii - elementów (żywiołów), zwanymi w sanskrycie skandhami czyli skupiskami. Równowaga tych elementów - żywiołów w ciele człowieka warunkuje zdrowie fizyczne i psychiczne. Z punktu widzenia buddyzmu, podział na sferę fizyczną i psychiczną życia człowieka jest absurdem, ponieważ każde działanie fizyczne powoduje pewne zmiany psychiczne, a każda aktywność mentalna przyczynia się do powstania zmian somatycznych (cielesnych).
Jeżeli chodzi o procesy poznawcze, to badacze buddyzmu odnaleźli ogromną ilość tekstów i traktatów traktujących o tej sferze aktywności. Wynika to z tego, że dla buddysty ciało ludzkie jest niezmiernie cennym i trudnym do osiągnięcia aparatem badawczym i "wehikułem" pozwalającym odkryć odpowiedź na pytanie: kim jestem?, czy też na szereg innych pytań pozostających poza werbalną, symboliczną możliwością udzielenia odpowiedzi, bez uciekania się do struktur transcendentalnych takich jak Bóg, czy nadprzyrodzone siły duchowe. Zatem, to czym dysponuje człowiek, to wyłącznie jego ciało i wprowadzające do niego informacje zmysły. Ponownie należy tutaj podkreślić, że tak jak nie istnieje podział na ciało i psychikę, w buddyzmie podział na świat zewnętrzny i wewnętrzny jest równie nieostry, a niejako postulatem do zrealizowania jest zniesienie wszelkich podziałów, czyli niedualność.
Buddyzm wyróżnia sześć narządów zmysłu; do których zalicza się jest umysł badający świat myśli, idei, procesów psychicznych nie związanych bezpośrednio z doznaniami wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku. Kolejnym niejako "obszarem" badań są same odczucia powstałe z kontaktu narządu zmysłu z odpowiadającymi im formami w danym obszarze percepcji. Na przykład oka z formami widzialnymi, ucha z dźwiękami, ale także umysłu z myślami czy ideami. W psychologii buddyjskiej sam kontakt np. oka z obiektem widzianym nie jest jeszcze percepcją. Kolejnym etapem jest świadomość. W koncepcji buddyjskiej, każdy zmysł ma swój rodzaj świadomości. A więc świadomość oka, ucha itd. Percepcja to niejako kolejny etap, którego najlepszym określeniem może być słowo postrzeganie. Po tym dopiero następuje etap rozpoznania, czyli nadawania postrzeganym obiektom nazw, skojarzeń idei, etykiet, itd.
W buddyjskiej koncepcji człowieka niezmiernie ważnym, podstawowym założeniem jest zaprzeczenie istnienia trwałej struktury ego, czyli jakiegoś "ja". Nie znaczy to, że istniejemy jako jakaś grupowa, społeczna struktura, ale że wszelkie koncepcje dotyczące trwałego "ja" istnieją wyłącznie w naszej wyobraźni i pochodzą ze złudzenia istnienia trwałych struktur. Dla wyjaśnienia tego stosuje się przykład filmu, który widziany jest jako ciągła, ruchoma historyjka, ale składa się z osobnych nieruchomych klatek. W tym kontekście człowiek postrzega siebie jako zbiór metafor i wyobrażeń o sobie, pochodzący z przyswojonych ze świata zewnętrznego idei.
Jeżeli chodzi rozwój świadomości i psychikę człowieka, to wydaje się że jest to jeden z najbardziej pozytywnych i pomocnych systemów psychologicznych. Wynika to z tego, że psychologia buddyjska zakłada równość wszystkich ludzi w zakresie możliwości dotarcia do ideału zdrowia psychicznego. Takim ideałem jest możliwy do osiągnięcia przez każdego człowieka Stan Buddy. Ideał ten jest możliwy do osiągnięcia po przedarciu się przez zasłony (zaciemnienia) umysłu kleśa (w sanskrycie), które powodują pozostawanie w stanie niewiedzy (awidja) - podstawowej przyczyny cierpienia człowieka.
Zwykły, inaczej mówiąc światowy człowiek pozostaje w ciągłej gonitwie będącej ucieczką od stanów nieprzyjemnych i pościgiem za doznaniami przyjemnymi. To postrzegania uwarunkowania jest w buddyzmie bardzo podobne do odkryć Pawłowa. Jednakże kolejnym czynnikiem, który mówi nam o odkryciu przez buddyzm sfery nieświadomości, co w psychologii zachodniej zasygnalizował po raz pierwszy dopiero w XXw. Zygmunt Freud jest koncepcja karmy. W rozumieniu potocznym karma odnosi się do religijnego fatalizmu, ale w aspekcie psychologii buddyjskiej jest to prawo przyczyny i skutku zgodnie z którym każde działanie ma swoją przyczynę i skutek, przy czym koncepcja ta jest poważnie rozbudowana i zakłada pierwszorzędne i drugorzędne przyczyny i skutki. W życiu psychicznym człowieka, te drugorzędne przyczyny to właśnie sfera podświadomości, czy też lepiej to ujmując nieświadomości, w tym także nieświadomości zbiorowej w/g koncepcji Junga. Karmiczne zapętlenia, przymusy i konieczności dobrze tłumaczy na nasz grunt jungowska koncepcja kompleksu – który który dopóki nie zostanie przepracowany i transformowany, dopóty pozostanie fatalistycznym „fatum” automatem kierującym naszym często nieadekwatnym do sytuacji czy bodźców działaniem.
Jednak z punktu widzenia nauk buddyjskich kondycję człowieka, w tym także i karmę można zmieniać. Wykonywanie działań szlachetnych, zalecanych przez nauczycieli i podręczniki powoduje poprawę stanu zdrowia danej osoby. Stosowane na podstawowym poziomie praktyki, można językiem współczesnej psychologii określić jako wizualizacje, afirmacje i oczywiście medytacje. Wszystkie te praktyki, stosowane w umiejętny sposób pozwalają na przeprogramowanie niepożądanych wzorców postępowania i na zastąpienie ich pożądanymi. W ten sposób zmienia się karma w jej rozumieniu psychologicznym.
Ciekawy i nietypowy z naszego, europejskiego punktu widzenia jest buddyjski pogląd na emocje. W tej dziedzinie psychologowie buddyzmu dokonali podziału na pięć głównych emocji, są to: pożądanie, gniew, ignorancja (inaczej niewiedza), zazdrość i duma. Działanie tych emocji ma na celu podtrzymanie istnienia wyobrażonego ego, czyli "ja", tego czym siebie sami określamy. Dla wyjaśnienia tej paradoksalnej i trudnej do przyswojenia dla człowieka zachodu przytoczę tutaj cytat z książki lamy Gendyna Rinpocze pt.: "Praca z emocjami":
"Z powodu uporczywej tendencji, polegającej na lgnięciu do idei trwałego "ego" czy "ja", uważamy nasze ciało wraz z jego psychofizycznymi komponentami za "nasze własne". To jest nasza osoba, identyfikujemy się z tym. Postawa taka jest przyczyną naszego nieustannego cierpienia, ponieważ z jej powodu nasz umysł jest nieustannie zakłócony przez emocje. One zaś sprawiają, że działamy w sposób negatywny, który w następstwie przyniesie cierpienie".
W rozumieniu buddyzmu, człowiek jest istotą nie posiadającą żadnej trwałej struktury, cały proces istnienia jest aktem dynamicznym, serią ciągłych zmian. Nawet w odniesieniu do cierpienia powiada się, że jest cierpienia, ale nie ma cierpiącego, nie ma nikogo kto by za tym stał. Podobnie jest z postrzeganiem absolutnie wszystkich doznań. W odniesieniu do działań dokonywanych pod wpływem emocji szczególnie uwydatnia się prawo karmy, czyli prawo przyczyny i skutku. Dlatego buddyzm postuluje w swoich działaniach - nazwijmy je z punktu widzenia psychologii "terapeutycznych" - uniezależnienie się od wpływu emocji. Nie oznacza to braku życia emocjonalnego jednostki, ale uwolnienie się od zniewolenia nimi. Ideałem jest więc np. dostrzeżenie gniewu, ale nie uleganie mu, ani nie tłumienia go, co wydaje się niemożliwe do zrealizowania. Nie mniej buddyzm wytworzył szereg technik pozwalających na urzeczywistnienie w praktyce tego postulatu. Trzeba tutaj jeszcze dodać, że w grupie tych pięciu emocji sytuują się wszystkie rodzaje emocji opisane przez współczesną psychologię, ale psychologowie buddyjscy sprowadzili je metodą dedukcji do tych pięciu głównych. Na przykład kompleks niższości, poczucie niższej wartości zgodnie z Abhidharmą jest rodzajem dumy, tyle że z przeciwnym znakiem, odwrotną stroną poczucia wyższości.
Prezentację założeń i praktyki, gdyż jest to system nastawiony na praktyczne zastosowanie, można by jeszcze długo i obszernie rozwijać. Myślę, że warto na zakończenie podkreślić dwie nie poruszane jeszcze kwestie. Pierwsza to informacja, że z perspektywy buddyzmu, osobą naprawdę zdrową psychicznie jest jedynie ktoś kto osiągnął stan Buddy, osiągnął oświecenie, przekroczył mrok niewiedzy i osiągnął mądrość czyli pradżnię. Z drugiej strony patrząc istnieje tutaj bardzo optymistyczny pogląd: każda czująca istota potencjalnie posiada naturę Buddy, można do tego dodać znaną wypowiedź J. Św. Dalaj Lamy: "Human being is basically good" co można przetłumaczyć: "Człowiek jest w swej zasadniczej istocie dobry".
Pozwolę sobie zakończyć tę pracę medytacją, będącą w naszym „zachodnim” rozumieniu klasyczną afirmacją:

Obym był(a) szczęśliwa(y) i wolna(y) od wszelkiego cierpienia
Oby wszystkie czujące istoty były szczęśliwe i wolne od wszelkiego cierpienia
Tak jak ja pragnę być zdrowy(a), szczęśliwy(a) i wolny(a) od wszelkiego cierpienia
Tak niech wszystkie istoty będą zdrowe, szczęśliwe i wolne od wszelkiego cierpienia

wtorek, 19 maja 2009

Śniące ciało - choroba i symptom jako przekaz z krainy snu



Wyspiański: "Topielica"

Śniące ciało: czyli o ciele, które śni i o podwodnych, merkurialnych mocach ...

Naukowcy zajmujący się badaniami nad snem stwierdzili, że nocą nawet kilka razy przechodzimy przez paradoksalną fazę snu i wówczas śnimy. Nie pamiętamy snów wówczas, gdy budzimy się po dłuższej chwili od zakończenia tej fazy snu. Z upływem czasu wspomnienie o śnie blednie i zanika. Nawet, gdy obudzimy się pamiętając cały sen, to po kilku godzinach szczegóły się zacierają, a później także główny temat snu.
Nasze, powszechnie akceptowane rozumienie snu i śnienia zakłada, że to my śnimy, tak jakbyśmy tworzyli sny. Jednak wiele pierwotnych plemion uważa, że sny, to ważne wiadomości pochodzące od bóstw lub inaczej mówiąc, z „wyższych” światów. Choć psychologowie i neurolodzy stworzyli wiele teorii wyjaśniających pochodzenie snów, to tak naprawdę nikt nie wie skąd biorą się sny. Możemy zatem odwrócić nieco zwyczajne podejście i stwierdzić, że to nie my śnimy sny, ale że sny się nam przytrafiają...
Sny, nawet te, o których zapomnieliśmy nie znikają w ciągu dnia. Jeden z najbardziej znanych, a z pewnością najbardziej twórczy ze współczesnych psychoterapeutów, Amerykanin Arnold Mindell pracując z osobami ciężko i śmiertelnie chorymi odkrył zjawisko, które nazwał „śniącym ciałem”. Wykazał też, że to, o czym mówią nasze sny, często objawia się w ciele w postaci symptomów. Na przykład sen o wulkanie może być bezpośrednio związany z rozrywającym bólem głowy lub brzucha. Bardzo często symptom pojawia się po śnie, który w jakiś sposób mówił lub zapowiadał chorobę.
Obraz wulkanu ze snu obrazuje nasze nieuświadomione uczucia, potrzeby lub pragnienia. Może to być na przykład potrzeba „wylewnej”, „wulkanicznej” i „gorącej” aktywności albo wręcz wyrażenia gniewu.
Odkrywanie i rozumienie snów przejawiających się poprzez ciało wymaga podejścia pełnego wyrozumiałości, współczucia oraz demokracji. Jest to zupełnie nowy i czasem zaskakujący sposób postrzegania chorób. W tym ujęciu symptom czy dolegliwość jest, podobnie jak sen, znakiem lub raczej informacją, którą należy odszyfrować i ewentualnie zastosować w życiu. Z tego punktu widzenia choroba nie jest czymś, z czym należy walczyć, natychmiast usuwać czy wyeliminować, ale jest ważnym przesłaniem. Jeśli skutecznie odczytamy to przesłanie i wprowadzimy je w codzienne życie czyli w jakimś stopniu zmienimy się postępując zgodnie z sugestiami płynącymi z dolegliwości, to często okazuje się, że symptomy „znikają” ponieważ informacja zostaje dostarczona do systemu ciało-umysł”. W przypadku chorób chronicznych zmiany sugerowane przez symptomy bywają bardzo duże, radykalne i dotyczą przebudowy całego sposobu życia. Ą związane z mitem życia, czyli głównym zadaniem, wyzwaniem (w więc i trudnościami) jakie chory ma do wykonania (oraz przeszkód do pokonania) w swoim życiu.
Nawet jeśli symptomy choroby nie znikają, to każdy wysiłek podjęty w celu poznania siebie oraz tego, o czym informuje nas choroba jest niezwykle wartościowy i zazwyczaj łagodzi objawy. Dzieje się tak dlatego, że zmieniamy podejście do naszej choroby. Przestajemy być ofiarą choroby, a zamiast tego stajemy się osobą współpracującą z energią zawartą w symptomach. Stajemy się badaczami własnych symptomów oraz uczniami mądrości płynącej z ciała. Arnold Mindell w wielu swoich książkach opisuje przykłady pracy terapeutycznej z osobami cierpiącymi na poważne schorzenia. W książce „O pracy ze śniącym ciałem” podaje przykład pracy z mężczyzną chorym na SM.

Wspomniany mężczyzna, kołysząc się do przodu i do tyłu, wszedł o kulach do gabinetu Mindella..
- "Zauważyłem, że kołysze się pan do przodu i do tyłu" – stwierdził Mindell -- "może taki rodzaj ruchu jest dla pana właściwy".
- "Kim pan jest by mówić, że to jest właściwe?" -- odpowiedział mężczyzna. Mindell odrzekł, iż sam fakt, że tak mu się dzieje jest właściwy. Przecież on tego nie robi. Po chwili Mindell zapytał, czy nie powinni przestać zajmować się tym tematem. Jednak chory mężczyzna odrzekł, że chce się dowiedzieć czegoś więcej. Mindell poprosił go o odłożenie kul. Dla człowieka, który samodzielnie nie potrafi stać, jest to naprawdę trudne doświadczenie. Po chwili wahania mężczyzna odłożył kule, zaś Mindell zasugerował, aby doświadczał wszystkiego, co dzieje się z nim w chwili, kiedy stoi bez wsparcia.
Mężczyzna oburzył się i odrzucił tę sugestię. Mindell podniósł kule, podał je mężczyźnie mówiąc: - "Zapomnijmy o tym". Jednak mężczyznę zaintrygowało niezwykłe podejście terapeuty i postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o swojej chorobie. Po pewnym czasie faktycznie odłożył kule i zaczął poruszać się do przodu i do tyłu jak osoba pod wpływem alkoholu. Nie mógł chodzić, ponieważ jego nogi nie chciały go słuchać. Nagle upadł.
Powiedział, że poczuł jakby coś ciągnęło go na dół. Mindell zaproponował powtórzenie eksperymentu, tym razem ze szczególnym zwróceniem uwagi na to, co dokładnie ciągnie go na dół w chwili upadania. Kiedy znowu spróbował, chodzić i po ponownym upadku wstał, wyjaśnił, że było to odczucie, jakby ktoś inny miał nad nim kontrolę. Kiedy upadał, nie panował nad sobą. Mężczyzna dodał, że choć w rzeczywistości nigdy nie umiał panować nad sobą, to zawsze chciał być panem samego siebie oraz posiadać pełną kontrolę. Po chwili dodał jeszcze, że niedawno zakochał się i bezskutecznie próbował przestać kochać. Również i w tym przypadku coś – czyli niespodziewana miłość przyczyniało się do jego „upadku”. Warto tutaj wyjaśnić, że w jęz. angielskim zakochać się to: fall in love, co w dosłownym przekładzie oznacza: upaść w miłość.
Mindell wyjaśnił mężczyźnie, że choć chęć sprawowania kontroli nad własnym życiem jest ważna, to jest jednak w znacznym stopniu ograniczona. Na przykład nie potrafimy panować nad zdrowiem ciała czy nad treścią snów. W przypadku opisywanego mężczyzny doświadczenie braku kontroli było ważnym procesem wskazującym na kierunek jego dalszego rozwoju. Mindell powiedział mu o tym, zaś mężczyzna zdobył się na odwagę i stanął jakby był zupełnie zdrowy, normalnie, nie trzęsąc się.
- "To zadziwiające - oświadczył - bez kontroli potrafię stać nieruchomo."
- "To prawda, lecz czy pozwolisz, żeby twoje życie uczuciowe ułożyło się w taki sam sposób?" -- zapytał Mindell.
Pomimo zrozumienia swojego problemu mężczyzna wahał się i przyznał, że nie sądzi, by mógł sobie pozwolić sobie na tak spontaniczne zachowanie. Nadal pragnął posiadać kontrolę. Mindell powiedział mu, by zachowywał się w życiu tak, jak sam uzna to za stosowne. Jednak teraz posiada wiedzę, pozwalającą mu na to, żeby z chwilą, gdy choroba zacznie go irytować, miał możność dokonania wyboru. Może na przykład kierować się informacjami płynącymi z symptomów i porzucić przynajmniej na jakiś czas swoje „codzienne” ja pozwalając sobie na utratę kontroli.

W tego typu przypadkach często mamy do czynienia z paradoksem. Sama choroba może okazać się lekarstwem. Sny oraz nasze śniące ciało podpowiadają najlepsze rozwiązania. Czyż to nie zdumiewające, że z chwilą gdy pacjent porzuca potrzebę kontroli okazuje się, że potrafi stać stabilnie! Jak widać podejmowanie ryzyka często okazuje się być bardzo dobrą i zdrową metodą.
Śniące ciało (a właściwie symptom – choroba) opisanego człowieka śni o tym, że w jego przypadku zaniedbana została potrzeba rozwijania spontaniczności oraz swobodnego wyrażania uczuć. Chory nieświadomie chce zanurzyć się w świat uczuć, ale lęka się, bo wówczas utraciłby kontrolę. Jednak nad uczuciami, podobnie jak nad symptomami nie sposób zapanować ani nie można ich poddać kontroli. Tak brzmi wiadomość ukryta w symptomie tego pacjenta.
Jeśli twoje ciało wykonuje niekontrolowane ruchy, to niekoniecznie musisz je tłumić. Możesz zamiast tego pozwolić im zaistnieć i podążać za nimi, a nawet twórczo je rozwijać. Później możesz zastanowić się, o czym twoje ciało pragnęło cię poinformować, gdyby założyć, że samo wykonało rodzaj tańca pełnego znaczenia i treści.
Oczywiście na zakończenie koniecznie trzeba dodać, że każde uogólnienie jest ryzykowne a nawet szkodliwe. Podobnie jest z interpretacją snów. Taki sam sen oraz podobny symptom mogą oznaczać coś bardzo różnego dla wielu osób. Nadmierna kontrola nad wszelkimi aspektami życia, a zwłaszcza nad uczuciami nie we wszystkich przypadkach jest informacją, jaką niesie taka choroba jak SM. Tę informację zawsze trzeba odkrywać samemu lub z pomocą terapeuty. Nieraz wymaga to wielkiego wysiłku oraz podjęcia ryzyka polegającego na tym, że zmieni się nasz dotychczasowy obraz „siebie ...

Terapia "Gadana" i Doświadczalna jest skuteczna


Tę wiadomość znalazłem na stronce "Unus Mundus" i uznałem, że warto pro-pagować :)
(przełożę w wolnej chwili) Wszak mówi o tym, czego nie chciałby słyszeć konceny farmaceutyczne oraz promowane przez ubezpieczalnie krótkoterminowe terapie poznawczo-zmieniawcze"


Intensive psychoanalytic therapy, the “talking cure” rooted in the ideas of Freud, has all but disappeared in the age of drug treatments and managed care.

But now researchers are reporting that the therapy can be effective against some chronic mental problems, including anxiety and borderline personality disorder.




In a review of 23 studies of such treatment involving 1,053 patients, the researchers concluded that the therapy, given as often as three times a week, in many cases for more than a year, relieved symptoms of those problems significantly more than did some shorter-term therapies.

The authors, writing in Wednesday’s issue of The Journal of the American Medical Association, strongly urged scientists to undertake more testing of psychodynamic therapy, as it is known, before it is lost altogether as a historical curiosity.

The review is the first such evaluation of psychoanalysis to appear in a major medical journal, and the studies on which the new paper was based are not widely known among doctors.



Całość tego interesującego artykułu znajdziesz na stronie The New York Times:

http://www.nytimes.com/2008/10/01/health/01psych.html?scp=1&sq=psychoanalysis&st=cse