środa, 27 stycznia 2010

KŁAMANIE I ODPOWIEDZIALNOŚĆ


Dziś złapałem się na tym, że chcę "ubarwić" coś w kontakcie z inną osobą. A wczoraj lub dziś rano rozmawialiśmy z Gosią o kłamstwie, prze-wrażliwieniu na to czy ktoś mówi prawdę, o podejrzliwości i o tym, że kłamanie (zaprzeczenia) to jeden z ważniejszych objawów w uzależnienieniach. Atoli mój wewnętrzny trickster od razu przypomniał mi o tym, że za kłamstwami i ubarwieniami skrywają się skarby -- tak o nich pisze Mindell w książce "Psychologia i szamanizm"

Podejmowanie odpowiedzialności

Odpowiedzialność jest ważnym słowem w psychologii, ponieważ łączy cię ze wszystkim, czego doświadczasz. Poniższa opowieść o don Juanie brzmi, jakby była żywcem wzięta ze współczesnej terapii. Przy pierwszym spotkaniu, Castaneda okłamywał don Juana chwaląc się swoją znajomością roślin, żeby wywrzeć wrażenie na starym Indianinie swoją inteligencją. Don Juan natychmiast rozpoznał kłamstwo. Jednak to co go zafrasowało, to nie tyle kłamstwo, ile związana z nim postawa Castanedy. Castaneda nie traktował poważnie swojej własnej opowieści. Nie brał za to odpowiedzialności; nie wierzył w swoje kłamstwo.
Podejmowanie odpowiedzialności oznacza akceptację wszystkiego co mówisz, czujesz, piszesz, widzisz i wyrażasz, jako części siebie. Akceptowanie swoich wypadków i kłamstw jest aktem współczucia. Podejmowanie odpowiedzialności oznacza, że kiedy jesteś chora, musisz zrozumieć, że twoje ciało przynosi ci sen, którego jeszcze nie znasz. Kiedy masz trudności w związku, wypadki lub problemy ze światem lub, gdy wydarzają ci się takie rzeczy, z którymi nie jesteś w zgodzie. Branie odpowiedzialności oznacza skupianie uwagi nie tylko na wydarzeniach z którymi się utożsamiasz, ale także na tych, których się wyrzekasz.
Podejmowanie odpowiedzialności wymaga doceniania zdarzeń jako potencjalnie wartościowych. Taka postawa cechuje szamanów, terapeutów i taoistów. Widać ją także w zen. Mistrz Zen z Kioto powiedział: "Każdy dzień jest wspaniałym dniem", mając na myśli, że cokolwiek się zdarza, jest doskonałe: skorzystaj z tego, wybierz to i znajdź znaczenie.
Ale branie odpowiedzialności wymaga czegoś więcej niż odpowiedniej postawy. Musisz podjąć swój proces wtórny. Pamiętam jak jakiś czas temu chwaliłem się Amy swoją znajomością ze znanym politykiem. Powiedziałem: "O tak, parę lat temu pracowałem z tym-a-tym i z całą jego rodziną". Wiedziałem, że etyka terapeuty wymaga poufności. Nie zwykłem nikomu mówić o swoich klientach, nawet swojej żonie. Nie tylko pogwałciłem kodeks zawodowy, ale zrobiłem to chełpliwym tonem. Powiedziałem: "Widzisz. Zobacz jaki jestem ważny."
Połapałem się jednak i zdecydowałem skorzystać z mojej drugiej uwagi. Byłem zdegustowany sobą. Z trudem docierało do mnie, że mógłbym się przechwalać. Dlaczego tak głupio postąpiłem? Dlaczego potrzebowałem być dostrzeżonym? Zamiast odpowiadać na te pytania, próbowałem wziąć odpowiedzialność za moje działanie tak, jakby pochodziło od tej części mnie, która próbuje zostać wysłuchana.
Zagłębiłem się w doświadczenie chwaląc się świadomie i odkryłem, że chciałem być traktowany jeszcze poważniej niż dotychczas. W tamtym czasie obawiałem się publicznie ogłaszać moje idee, dotyczące kontrowersyjnych zagadnień. Byłem politycznym odszczepieńcem. Wolałem utożsamiać się z funkcją psychologa i wstydziłem się zostać społecznym aktywistą. Odkrycie mojej wewnętrznej, unieważnionej potrzeby zostania wysłuchanym, było początkiem sporej części mojej publicznej aktywności oraz przyczynkiem do napisania książki "Lider mistrzem sztuk walki".
Jeśli przyłapiesz się na nieświadomym chwaleniu się, przechwalaj się świadomie. Jeśli jesteś jedną z tych osób, które mówią, że nie kłamią, to chciałbym ci doradzić, żebyś spróbowała pokłamać. Ćwicz kłamanie na swój temat. Jeżeli bierzesz za to odpowiedzialność, twoje kłamstwo może się rozwinąć i stać się częścią twojego zadania, a nawet częścią osobistego mitu.
W idei podejmowania odpowiedzialności można odnaleźć wszystkie pozostałe koncepcje szamanizmu. Biorąc odpowiedzialność za otaczający nas świat, odkrywasz synchroniczności lub potwierdzenia. Odnajdujesz środki wymazujące historię osobistą, ponieważ chwalenie się i kłamanie nie stanowią części twojej normalnej tożsamości. Twoje kłamstwa nie są opowieściami o twojej własnej tożsamości, ale o kimś, z kim jeszcze się nie utożsamiasz. Podejmowanie odpowiedzialności niesie w sobie korzystanie ze śmierci jako doradcy. W świecie, w którym życie jest tak krótkie, nie możesz pozwolić sobie na zaniedbywanie czegokolwiek z tego co robisz. Każda czynność zawiera w sobie potencjalne znaczenie.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

PRACA WEWNĘTRZNA ZE SZKOŁY JUNGA

DZIŚ:
o notatniku – dzienniku oraz działaniach pozwalających ujawniać i rozbrajać magiczno-kompulsywno moce, które niczym zaklęcia kierują naszymi, zazwyczaj automatycznymi poczynaniami ...
 (z gorącymi podziękowaniami za inspirację Robertowi A. Johnsonowi – analitykowi Jungowskiemu – z książki „Living Your Unlived Life" - z moimi, drobnymi modyfikacjami).


A więc:
 nabywamy zeszyt (lepszy jest od kartek i komputerów!) lub notes oraz wielokolorowy długopis lub 3 (trzy) długopisy w kolorach:

czarny, aby zapisywać myśli;
czerwony, aby opisać uczucia i
niebieski dla opisania doznań cielesnych.

(oczywiście - rodzaje kolorów są wyłącznie sugestią do waszych adaptacji ! )
Przynajmniej 3 razy w tygodniu, a najlepiej codziennie wieczorem dokonuj zapisków w dzienniku/zeszycie.

Zapisywanie takie dobre jest przed snem; podobnie jak „rachunek sumienia”, pomaga lepiej zasnąć i mieć wyraźniejsze sny.
[Z drugiej strony zeszytu możesz umieszczać sny oraz wnioski i wglądy z wykonywanych ćwiczeń, wizje, pomysły, synchroniczności itd. - gorąco polecam]

Najłatwiejsze wydaje się zapisywanie myśli. Przelewaj na papier te, które najczęściej się pojawiały w ciągu dnia (lub poprzedzających dni).

O CZYM I JAK myślałeś/aś najczęściej?

Następnie zajmij się uczuciami (i emocjami) i zapisz te, które najbardziej dały o sobie znać lub te, które najlepiej zapamiętałeś/aś. [możesz tutaj - w powiązaniu z punktem powyżej - zauważyć, że pewne obszary, o których myślałeś/aś niosą ładunek emocjonalny ! Może to wskazywać na aktywny kompleks - taki śpiący wulkanik z dymkiem u góry :) ]

W końcu zajmij się ciałem: obserwuj lub „skanuj” ciało od palców stóp (każdy palec z osobna), poprzez kostki, łydki, uda (koniecznie „przód” i „tył”) miednicę, brzuch klatkę piersiową, plecy, szyję, ręce, głowę, mięśnie twarzy... 
Nic nie zmieniając w swoim ciele, zwracaj uwagę na obszary, gdzie występuje napięcie, znieczulenie, ból, rozkosz, albo gdzie nie masz zbyt wiele świadomości dotyczącej danej części bądź rejonu ciała. Odnotuj spostrzeżenia niebieskim kolorem.
[oczywiście niemożliwe jest oddzielić ciało od emocji ! - chodzi o to, by po prostu doświadczać fenomenologicznie - zjawiska ciała takim, jakim jest]

Kolory będą odzwierciedlać różne aspekty twojej Istoty. Nie czytaj dziennika wcześniej niż po miesiącu. Jeżeli będziesz dokonywać systematycznych (i szczerych) zapisków przez miesiąc lub dłużej, dostrzeżesz w jaki sposób przebiegają twoje doświadczenia i jak są konstruowane – ustanawiane…
Spory wgląd daje samo zauważenie jaki kolor przeważa (bądź nie). Dużo ludzi korzysta przede wszystkim z czarnego – co wskazuje, że ich życie przebiega się w zasadniczo głowach i myślach (i/lub są typem myślącym głównie – w typologii Junga).

Co najważniejsze: - taki zeszyt – dziennik pozwala dostrzec powtarzalne, automatycznie wzbudzane wzorce wypływające z kompleksów, rutyny oraz powtarzalnego, istotnego dla danego okresu czasu procesu wtórnego [w nazewnictwie procesowym – lub kompleksu po jungowsku :) ].

  • Czy któreś myśli powtarzają się ze szczególną częstotliwością bądź mocą? Jaki występuje związek pomiędzy uczuciami a myślami?
  • Czy tracisz humor w chwili, gdy powiesz sobie coś szczególnego?
  • Czy kiedy budzisz się rano, odtwarzasz tę samą starą taśmę w swojej głowie
  • Co się powtarza, kiedy znajdujesz się w stresującej sytuacji?
  • Jakie informacje oddziałują na ciebie i kształtują twoją ocenę rzeczywistości oraz wpływają na podejmowane decyzje?
  • Czy jesteś świadomy stanu twojego ciała w sytuacji konfliktu?
  • Gdzie w twoim ciele utrzymuje się napięcie?
  • Co robisz z subtelnymi intuicjami?
  • Czy w ogóle je dostrzegasz?
  • A może pomijasz je, żeby wykonać codzienny plan zadań?


Samo uświadomienie działania określonych wzorców prowadzi do drobnych, stopniowych zmian. Świadomość leczy. Dzieje się to tak samo jak przy pacy ze snami – ich rozumienie, akceptacja przekazu ze snu oraz integracja wpływa na nieświadomość i uwalnia człowieka ze zbyt ścisłego uwięzienia w kompleksie. Współzależnie nieświadomość także się zmienia.
Z jeszcze innej strony: - taki zeszyt po miesiącu lub dwóch - jest świetnym materiałem, z jakim możesz się zgłosić na terapię lub inne zajęcia !!!

Na prowadzonych przeze mnie zajęciach lub na sesjach indywidualnych możesz nauczysz się jak dostrzegać działanie i moc kompleksów (wzorców), jak spowalniać lub zmniejszać a nawet niwelować ich efekt oraz powiększać zakres wolności czyli faktycznej swobody wyboru…


UWAGA: Przez „swobodę wyboru” rozumiem podejście głęboko demokratyczne do wszelkich wewnętrznych części oraz ustanowiony przez nie konsens :) – zatem „wybór” niekoniecznie będzie zgodny z pierwotnymi zamiarami „ego” :) ...



odp. na komentarz 1 : Tak, proszę . O ile to możliwe, to mam też prośbę o podanie źródła-linku. Pozdrawiam. R.P.

sobota, 16 stycznia 2010

CIEKAWA KORESPONDENCJA O SNACH KOBIET

Prowadziłem ostatnio na pewnej liście ciekawą korespondencję o snach. Cytuję ją poniżej. Moje wypowiedzi normalną czcionką a pytająca/y kursywą:


Robert, jakie sny mogą mieć wojowniczki, o których tu piszemy?
Czy np. mogą śnić im się gówna?
Sorki za kolokwializm, ale tak mi ktoś te swoje sny określa jako "gówniane" :)




Hmm,
Gówno to coś co było nie do strawienia i dlatego wydalamy. Nie podjąłbym się generalizacji -- bo nie wiadomo w konkretnym pzrypadku skąd wypływa postawa i/lub droga wojowniczki i co gówno znaczy w indywidualnym odbiorze czy skojarzeniach...

ALe gówna u wojowniczek/poszukiwaczek prawdy i Skarbu z pewnoscią tak ! Zobacz o tym w ostatnim rozdziale Marie Louise von Vranz "Ścieżki snów". Nie dasz rady dotrzeć do złota/Graala/Rebisu/Skarbu/Aktualizacji nie zanurzając się w gównie.
Osoby medytujące czynią czasem błąd omijania owego gówna w sobie. Wtedy ono przypomina o sobie w snach. Jack Kornfield (taki od vipassany czyli samanthy /po Tyb./ z Insight Society) nazwał to by-passing, czyli omijaniem problemów. Również Wilber podkreśla koniecznośc gównianej pracy psychologicznej z Ego zanim doświadczysz Jednego Smaku.
To dlatego jednym z pierwszych zadań Bohater-Heraklesa z dosyć dawnego mitu starogreckiego było ... oczyszczenie stajni Augiasza z Gówien :)))

Reasumując: sen może (to tylko przypuszczenie -- trzeba by popatrzeć na feedback) podpowiadać, że śniąca powinna w danym okresie czasu zająć się własnym "psychologicznym gównem".


To dla mnie oczywiste, że w "błocie skarby".
Nie wiem, czy wykonalne jest podążanie ścieżką w czystych białych szpileczkach ;) Chyba nie.

Ja domyślam się, o czym mówią sny tej osoby, ale to nie miejsce na ten temat.

Pytałam, czy można u wojujących kobiet wyodrębnić jakieś charakterystyczne motywy senne... typu goniący żołnierze, bandyci...?





Nie mam takiej wiedzy.
Mam taką fantazję, że "cieniem" wojowniczki będzie jej słabość, ale ta słabość zależy od typu wojowniczki i wojowania. Sny zatem mogą być po cżęsci kompensacyjne a po części związane z cieniem. Jeśli osoba X identyfikuje się z byciem twardą i waleczną a gówno ze snu jest miękkie -- to ten "mięczak" może być właśnie cieniem :)))
Symbole snu zależą od kontekstu i nigdy nie są stałe ....

(...)
Samo sformułowanie "negatywny animus" jest moim zdaniem nadużyciem, bo czasem, w niktórych sytuacjach taka postawa może być przydatna i potrzebna -- a określenie "negatywny" skazuje ją na "emigrację".



to jakies nowe podejście? bo u jungistów czytałam o negatywnym animusie, czyli tym dekonstruktywnym, ale jak rozumiem z Twojej wypowiedzi, on tez jest pozytywny... bo może być bodźcem do zmiany?



Tak, bodźcem oraz zasobem energii i do zmiany i do obrony -- gdy jest taka potrzeba. Gorzej gdy strategia przetrwania dawno przestała być adekwatna a jest nadal utrzymywana i faktycznie Neg. Animus w formie kompleksu wzmacnianego tym archetypem przejmuje kontrolę nad osobą niczym duch...

Jednak nie należy zapominać o zasadzie enantodromii, którą Jung tak nazwał za Heraklitem, który w tym samym czasie (V w. pne), gdy napisano Tao Te King powiadał, że Yin przechodzi w swej krańcowości w Yang (czy jakoś podobnie greckiej wersji).

I to właśnie jest jak Paw w tantrze (tak buddyjskiej jak i sziwaickiej) - przekształcasz truciznę umysłu w mądrość -- I za to kocham Junga oraz jego syna Mindella ;) - okrężną drogą dotarli do mądrości północnych Indii oraz krainy Sziang Sziung.
W ostateczności "negatywne" okazuje się "pozytywne" --- gdyby jednak dotrzeć do ich wspólnej esencji - Śnienia, z którego powstały -- to się okaże, że są nie-dwa. Pozytywny nie może istnieć bez negatywnego, krótki bez długiego, etc. powstają jednak z tej samej esencji, po czym ulegają rozdwojeniu... ("Jeden zrodziło dwa a dwa zrodziło dziesięć tysięcy rzeczy" - Tao Te King)

Negatywny animus to zamrożony stan - praca nad nim to proces transformacji.
W co zatem przekształci się zamplifikowany negatywny Animus i co jest jego esencją? Oto pytanie :)
-
---------
komentarze:
Anonimowy pisze...

Prowadziłem ostatnio na pewnej liście ciekawą korespondencję o snach.

a co to za lista ? czy mozna by ja poczytac ?
16 stycznia 2010 18:19

ODPOWIEDŹ:
Niestety nie, zostałem tam zaproszony jako gość. ...

czwartek, 7 stycznia 2010

WALKA ZE SPRZYMIERZEŃCEM - NASZYM STRACHEM

Ten filmik pięknie ilustruje naturę walki ze sprzymierzeńcem ... "Dare" (Take it Easy Films)



Jeden z pierwszych autorów piszących horrory, H. P. Lovecraft, stwierdził na początku XX w, że najstarszą i najsilniejszą emocją człowieka jest strach. A najstarszym i najsilniejszym z lęków jest obawa przed nieznanym.

Strach towarzyszy nam od urodzenia. Dzięki tej emocji możemy całkiem skutecznie chronić się przed licznymi niebezpieczeństwami. Jednak z biegiem lat,chociaż jesteśmy już dorosłe, nadal kierujemy się strachem tak samo, jak czyniłyśmy to w dzieciństwie. Z czasem, w niezauważalny i subtelny sposób naszym życiem i postępowaniem zaczyna kierować ta najsilniejsza z emocji. Im dłużej jesteśmy pod jej wpływem, tym bardziej stajemy się zamknięte i niewrażliwe na podpowiedzi płynące z głębi duszy. Życie wielkiej liczby osób ukierunkowane jest głównie na to, żeby się nie bać. Ludzie robią to na różne sposoby: unikają sytuacji nieprzyjemnych i nie chcianych, znieczulają się lekarstwami, alkoholem, muzyką czy innymi rodzajami głośnej rozrywki lub wykazują się nierozsądną brawurą „przełamując” swój strach.

Innym rodzajem strachu jest niemożność przyznania się do tego, że coś większego od nas chce się przejawić poprzez nas w świecie! Że celem życia nie jest „szczęście” opisywane przez popularne tygodniki, ale odkrycie znaczenia i sensu życia. Szczęście zawsze jest chwilowe, przemija i nie daje gwarancji, że nie pojawią się chwile bólu i cierpienia. Strach płynący z Cienia ma właśnie te dwa oblicza -- to co się wydaje nam najgorsze, najpotworniejsze /zagłada/ oraz to co najwspanialsze też ...
O tym, że jesteśmy czymś więcej niż nam się wydaje, choć boimy się do tego przyznać, cudownie pisała Marianne Williamson w książce „A Return to Love”:


„Nasz najgłębiej zakorzeniony strach nie rodzi się z poczucia, że coś z nami jest „nie w porządku”. Najbardziej boimy się własnej, niezmierzonej siły. Najbardziej lękamy się własnego światła, a nie ciemności. Zadajemy sobie pytania: czy to możliwe, żebym była tak błyskotliwa, piękna, utalentowana i bajeczna?
A przecież taka właśnie jesteś!
Jesteś Bożym dzieckiem. Pomniejszanie samej siebie, w żaden sposób nie służy światu. Nie ma nic cudownego w tym, że kurczymy się, aby inni w naszym otoczeniu nie czuli się zaniepokojeni.
Urodziłyśmy się, aby ukazać obecną w nas bożą chwałę. Ona nie jest własnością wybrańców; jest częścią każdej z nas. Kiedy pozwolimy na to, żeby rozbłysło nasze wewnętrzne światło, to nieświadomie damy innym ludziom przyzwolenie, by również tak uczynili. Kiedy same uwolnimy się od strachu, to nasza obecność automatycznie uwolni innych."



Nawet wiedząc o tym, jak jesteśmy wspaniałe nadal boimy się podejmować ryzyko obawiając się być tym, kim naprawdę jesteśmy. Ale strach jest nauczycielem. Jeśli zbadamy miejsca, sytuacje i okoliczności, w których pojawia się strach, dokąd strach nas przyciąga lub skąd nas wypędza albo jak kieruje naszymi krokami, to odkryjemy miejsca, gdzie najszybciej i najskuteczniej możemy się rozwijać. Odkryjemy, co powstrzymuje nas przed życiem naszą pełnią. Ciekawe, że ludzie nieświadomie próbują badać strach oraz to, co za nim stoi, ale czynią to oglądając horrory w kinach zamiast faktycznie zmierzyć się ze swoimi lękami w rzeczywistości. Nawet, gdybyśmy chciały uciec przed lękiem, to okaże się to niemożliwe. Jesteśmy skazane na kontakt z nim – musimy go albo odepchnąć czyli wyprzeć, albo stłumić osłabiając jego działanie na przykład za pomocą tabletek uspokajających. Tak czy owak, będziemy o nim myśleć.

Strach bywa tak silny, że paraliżuje i nie pozwala widzieć wspaniałego świata, który istnieje poza nim. Jest jak mityczny wąż oplatający ziemię i przesłaniający horyzont. W mitach i legendach ten wąż staje się smokiem. Smok, to symboliczny strażnik, który nie pozwala wyruszyć poza klatkę utrwalonych przekonań. To dlatego właśnie pilnuje złota, czyli najcenniejszego skarbu oraz dziewic, czyli tego, co w nas najszczersze i niewinne. Smok grozi: strzeż się! Nie wolno ci szukać skarbu! Głos smoka jest wzmacniany przez kulturę, która jest nastawiona na unikanie konfliktów, konfrontacji, łagodzenie napięć, szybkie pozbywanie się problemów i symptomów za pomocą środków przeciwbólowych.

Walka ze smokiem i przejęcie jego mocy jest największym i najtrudniejszym zadaniem w życiu. Jeśli uda się nam pokonać smoka, to zyskujemy jego moc! To, czego się najbardziej boimy jest najsilniejszym sprzymierzeńcem. Istnieje piękna germańska saga o księciu Zygfrydzie. Jego misją było odzyskać mityczne złoto, o które toczono niekończące się wojny. Ojciec księcia Zygfryda został zdradzony i zamordowany przez najbliższych, a kilkuletni książę ledwie uchodzi z życiem. Zygfryd, nieświadomy królewskiego pochodzenia wychowuje się w chacie kowala. Pewnego dnia Bogowie dają mu znak - spadający meteor. Odnajduje magiczny metal, z którego zostanie ukuty niezwykły miecz. Wiedziony wewnętrznym głosem Zygfryd wyrusza do królestwa Burgundii, nękanego przez smoka Fafnira. Nieustraszony książę, uzbrojony w magiczny miecz, rzuca bestii wyzwanie, zabija ją, ratuje księżniczkę i odzyskuje skarb.

Mity są jak sny, które należą do całej społeczności i należy je interpretować symbolicznie. W przypadku mitu chodzi o smoka, który mieszka w naszym wnętrzu, o coś, co nie pozwala się rozwijać i zatrzymuje w „klatce” dotychczasowych przekonań.
Jak współczesny człowiek ma zabić swojego „smoka”? Przede wszystkim trzeba się zmienić i uzbroić. Zygfryd przestaje być księciem i zostaje skromnym uczniem kowala. To pozwala mu dostrzec meteor i wykuć magiczny miecz. Gdyby nadal mieszkał na zamku i patrzył na świat z góry jako książę, nigdy nie utraciłby wybujałego „ego”, nie zdobyłby skromności oraz miecza. Kiedy bohater zabija smoka i ratuje księżniczkę, to ratuje świat, ponieważ miasto,choćby takie jak Kraków, dla mieszkających w nim ludzi było kiedyś całym światem (a więc i mandalą - odpowiednikiem Jaźni - całkowitości/Pełni). Ratuje też siebie – swoją wewnętrzną księżniczkę – dziewicę, osobę szczerą i niewinną (także ANimę). Ponadto dostaje nagrodę – złoto oznaczające czyste i nieskalanie, szlachetne intencje.
W przypadku Zygfryda nagrodą za zwycięstwo są również nadnaturalne zdolności. Zygfryd przypadkiem dotknął swoich ust palcem zanurzonym w smoczej krwi, przez co zaczął rozumieć mowę ptaków i wszystkich zwierząt, a nawet kwiatów (jest to kontakt z wewnętrznymi instynktami, mądrością przekraczającą intelekt). Ptaki powiedziały mu, żeby się umył w smoczej krwi, dzięki czemu stał się niezwyciężony. Oznacza to, że zrozumiał o czym mówi jego niedświadomość (podświadomość). Wszak jak wiadomo, smoki zamieszkują jaskinie, czyli światy podziemne będące odpowiednikiem krainy głębin nieświadomości.

Oczywiście nie zawsze udaje się pokonać smoka za pierwszym razem. Legendy mówią, że wielu śmiałków próbuje zgładzić smoka, ale tylko jednemu się to udaje. Zgodnie z zasadami analizy bajek i baśni, określenie „wielu śmiałków” oznacza nasze wcześniejsze, nieudane próby. Przygotowując się do starcia ze smokiem potrzebujemy rozwinąć w sobie współczucie i miłość do samych siebie, wyrozumiałość taką samą, jaką ma matka w stosunku do uczącego się chodzić i nieustannie upadającego dziecka. Na trudnej ścieżce zmagań ze sprzymierzeńcem upadniemy i powstaniemy niezliczoną ilość razy. Walczący ze smokiem bohater ponosi porażki głównie po to, aby uczyć się, jak postąpić w podobnej sytuacji w przyszłości.

Mitycznym złotem, jest głównie odkrycie wewnętrznego autorytetu, własnego i wyjątkowego pomysłu na życie, na taki sposób istnienia w świecie, które staje się nieustannym źródłem energii. W dzieciństwie musiałyśmy/musieliśmy podporządkować się autorytetom zewnętrznym: rodzicom, nauczycielom, wymaganiom społecznym i religijnym. I tak już zostało. Jednak zawsze pod spodem znajdowała się nasza własna legenda, nasze największe, wyjątkowe wartości i skarby. Głównym zadaniem w życiu człowieka jest odkrycie tych skarbów i odnowienia ścisłego związku z tymi wartościami.

Zmagania ze sprzymierzeńcem w celu zdobycia skarbu są od tysięcy lat opisywane w mitach w zadziwiająco podobny sposób i to na całym świecie. Na przykład w Indiach wojownikami walczącymi ze sprzymierzeńcami są Arjuna czy Budda (pokonał Marę i Węża). Jezus zmagał się z Shatanem na pustyni, a w Ameryce południowej o tym mitycznym starciu opowiada mit o bogu Tezcatlipoce, który wędruje ciemną nocą po ziemi trzymając w rękach własną głowę oraz magiczne lustro wydzielające dym. Jego wygląd jest tak przerażający, że ludzie o słabych nerwach umierają na sam jego widok. Jest to bóg północy, pan świata i spraw materialnych. Karci za zło, nagradza za dobro, przy czym wodzi ludzi na pokuszenie sprawdzając ich moralność. Ci, co nie zdawali próby tracili rozum. Potrafi czynić czary, zmieniać postać i posiada tajemnicze moce.
Legenda mówi, że pewnego razu, dzielny bohater złapał Tezcatlipokę obezwładnił i trzymał w uścisku aż do rana. Tezcatlipoka za swoje uwolnienie oferował bogactwo i niezwyciężoną moc. Bohater, choć otrzymał cztery ciernie jako poręczenie ze strony pokonanego, to jeszcze wydarł serce Tezcatlipoce i zabrał je do domu. Kiedy rozwinął zawiniątko, w którym je schował, znalazł jedynie białe pióra, cierń, prochy i starą szmatę – przedmioty nie przedstawiające żadnej wartości w zwyczajnym, materialistycznym świecie, ale odpowiadające uczuciom, jakie żywimy wobec życia.
W obrzędach azteckich Tezcatlipoce składano krwawe ofiary, między innymi raz do roku obrzędowo zabijano najprzystojniejszego z jeńców wojennych. Ta ofiara, to inny sposób pokazujący jak symbolicznie trzeba poświęcić nasze „ego”. Tak samo, jak zrobił to Zygfryd, kiedy zrezygnował z książęcych zaszczytów pracując jako pomocnik kowala. (I jak Budda, który opuścił swój pałac i wyruszył na poszukiwanie Prawdy i Dharmy)
Jeśli chcemy odkryć nasz największy skarb, odnaleźć własną legendę i źródło nieśmiertelności musimy zdobyć się na szczerość intencji, porzucić nasze „ego” oraz maski jakie ubieramy w codziennym życiu i stoczyć walkę ze sprzymierzeńcem. Trzeba go pochwycić, przydusić do ziemi i wydobyć najważniejsze informacje mówiące o tym jak żyć w wyjątkowy, niepowtarzalny i autentyczny sposób. I to właśnie jest nasz największy a zarazem najprostszy skarb: własne życie przez duże "W".

1 komentarze:

Chłopiec z Gwiazdą pisze...

Dziękuje za ten wpis. Pasuje on do moich ostatnich snów i pomoże mi znaleźć w nich sens. Zresztą strach zawsze mi towarzyszył czasem w dziwnych sytuacjach. A mam pytanie...
podązać za strachem czy unikać go? strach nas prowadzi wciągając czy odpychając od rzeczy spoza naszej ścieżki?
10 stycznia 2010 23:52

ODpowiedź:
HO, po pierwsze (tak przy okazji) to żeńska forma tego tekstu wynika z tego, że kiedyś ten felieton w innej nieco treści pisałem dla "Wróżki". ...

Uniknąć strachu nie zdołasz ... podążać za nim jest OK. Ale też, póki nie mamy dość sprawnych narzędzi (myślę o skills -- czyli umiejętności), to tez nie należy przedwcześnie "atakować". Z drugiej strony porażki są nieuniknione (to jest tych "wielu śmiałków", co zginęło).
Strach nie spycha ze ścieżki, raczej wskazuje drogę. Warto przy tym wziąć pod uwagę, że zdarza się "młodzieńcza brawura" (niezależnie od wieku -- coś w rodzaju "popychacza", co KAŻE nam się przełamywać i ryzykować), która może wcale nie być zmaganiem ze smokiem, ale aktem "pokazowym" pozornej odwagi lub rodzajem pobudzenia (jak skoki na bungie).

wtorek, 5 stycznia 2010

MIT ŻYCIA A SYMPTOMY CHRONICZNE

Poniżej fragment wywiadu przeprowadzonego z Dr. Stephen Schuitevoerder'em - terapeutą psychologii zorientowanej na proces, mieszkającego w Stanach.


Interviewer: Can you say something about the relationship between chronic body symptoms and life myths?

S: The relationship between chronic body symptoms and life myths is quite profound for me. Some of the depth analysts in Freudian and Jungian psychology found that repetitive childhood dreams and nightmares reflect a deep psychological process which tends to run through a long period of our lives. We could describe this as a life myth process that happens in significant childhood dreams, which result in us having some issues which we work with over a long period of time. The parallel in the body is the dreaming of the body around specific chronic, long-term symptoms. When these long term symptoms are explored they often reflect this mythical process. Unfolding this is incredibly exciting and provides untold richness for so many people. The wisdom of the body is actually quite remarkable.

przekład:

(pytający): Czy możesz powiedzieć coś na temat związków pomiędzy przewlekłymi, chronicznymi objawami związanymi z ciałem (jak choroby, itp.,) a mitem życiowym?

S: Związek między przewlekłymi symptomami ciała a życiowymi mitami jest dla mnie bardzo głęboki. Niektórzy analitycy głębi wywodzący się z psychologii Freuda i Junga odkryli, że powtarzające się dziecięce sny oraz koszmary odzwierciedlają głęboki proces psychologiczny, który dąży do aktualizacji w dłuższym okresie naszego życia. Moglibyśmy to opisać jako proces mitu życiowego, który wydarza się w znaczących dziecięcych snach, co w efekcie owocuje tym, że pojawiają się problemy, nad którymi pracujemy przez dłuższy okres czasu. Jeżeli chodzi o odpowiednik na poziomie ciała, to śni ono stwarzając określone, przewlekłe, długo utrzymujące się objawy. Kiedy zaczniemy pracować z tymi symptomami, to okazuje się, że często odzwierciedlają one omawiany, mityczny proces. Rozwijanie i odkrywanie tego aspektu jest niezwykle ekscytujące i stanowi niezmierzone bogactwo dla bardzo wielu ludzi. Mądrość ciała jest w istocie bardzo imponująca.

niedziela, 3 stycznia 2010

JOGA A PSYCHOLOGIA ZORIENTOWANA NA PROCES

Ostatnio zastanawiałem się nad współpracą z pewną szkoła jogi, gdzie mógłbym włączać elementy pracy z ruchem, z propriocepcją oraz generalnie pracy nad samym/samą sobą metodami pracy z procesem i ku swemu zdziwieniu a dokładniej mówiąc miłemu zaskoczeniu znalazłem na stronach Centrum Jogi Adama Bielewicza cytaty z książki Arnolda Mindella 'Praca nad samym sobą'.

Książka pochodzi z 2 okresów pracy autora przedzielonych kilkoma latami. Pierwsza część to początek lat osiemdziesiątych XXw. Wówczas Arny był w związku z Barbarą Croci. Barbara jest psychoterapeutką POP ze Szwajcarii, ponadto od lat 70 XXw uczy jogi ( praktykuje również Watsu), a także bywa częstym gościem na odosobnieniach w Plum Village prowadzonych przez słynnego, wietnamskiego mistrza Zen Thich Nhat Hahna.
To właśnie Barbara uczyła Arniego jogi, prawidłowych asan, wzmacniania doznań oraz medytacji Zen. Razem doszli do wniosku, że joga powstała z powolnego Ruchu Autentycznego zorientowanego na Proces i stworzyli podwaliny koncepcji Jogi Zorientowanej na Proces, której między innymi uczy mieszkająca w Paryżu Evelyn Figuerora .


Psychologia zorientowana na proces a joga

Arnold Mindell

Typy fizycznego ciała

Podczas jednego z prowadzonych przeze mnie seminariów medytacyjnych pracowałem z pewnym mężczyzną, który bezskutecznie próbował walczyć ze swoją nadwaga. W trakcie pracy, wzmacniając ruch swojego ciała zaczął się wolno poruszać. Jego ciało wykonało asanę 'świeca' (położył się na plecach i podniósł nogi, ścisnął biodra rękami, a łokcie ułożył płasko na podłodze aż nogi ustawiły się zupełnie pionowo). Następnie przeszedł do wykonywania asany 'pług' (zob. ryc. 5a i 5b, na których sławny nauczyciel hatha-jogi BKS Iyengar demonstruje te pozycje ciała).




Żołądek przeszkadzał mu, gdy próbował przerzucić nogi za siebie na podłogę, jednak jego ciało domagało się przyjęcia takiej pozycji! Ciężar ciała powodował, że prawie nie był w stanie oddychać. Pozostał jednak w tej pozycji wzmacniając w ten sposób proprioceptywne doświadczenie aż do chwili, gdy nie mógł dłużej tak wytrzymać. W tamtym momencie pojawiła mu się wizja. Zmiana kanałów następuje automatycznie, gdy wzmacniamy nasze doznania tak bardzo, jak to jest tylko możliwe, w tym wypadku propriocepcja przeszłą w wizualizację. Mężczyzna ujrzał w swojej wizji reklamę Michelin`a - potężnego mężczyznę stojącego pod oponą. Powiedział, że opona jest miękka od zewnątrz ale w środku posiada żelazną strukturę. Waga ciała była mu wyraźnie potrzebna, aby pomóc mu w uświadomieniu sobie, że to on sam jest taką właśnie oponą Michelin`a, miękką na zewnątrz, lecz twarda w środku.
Był zadziwiony swoją wizją, gdyż wydawało mu się, że jest słaby. Wyobrażam sobie, że ten mężczyzna był zdolny do przejawienia poprzez siebie tej szczególnej części świata, tego jego aspektu, który przemawia w sposób delikatny, lecz wewnątrz siebie ma żelazna strukturę mądrości. Ciało tego mężczyzny niesie w sobie dokładnie to, czego on sam potrzebuje. Dieta, czy zaplanowane ćwiczenia fizyczne tu nie wystarczą, bowiem potrzebuje on świadomości swej wewnętrznej siły.

Podczas innego seminarium medytacyjnego bardzo wysoki mężczyzna pracował ze swoją tendencją do poruszania się w trakcie medytacji. Wzmocnił swoje ruchy i szybko odkrył, że prowadzą go one do do wyobrażenia siebie jako giganta. Kiedy zaczął podnosić się z pozycji siedzącej miał wizję, w której zobaczył siebie stojącego wysoko ponad światem, wznoszącego się ponad swoją matką. Matka, jak opowiadał dalej, nie pozwalała mu rozwijać się i powstrzymywała jego doświadczenia związane z miłością. Ten mężczyzna potrzebował wysokiego wzrostu, żeby przewyższyć swoją matkę oraz inne moce wewnętrzne i zewnętrzne wobec niego, które nie chciały dopuścić do tego, aby mógł kochać. Kiedy tak dalej poruszał się , nagle w naturalny i spontaniczny sposób przyjął pozycję ciała, która w jodze nosi nazwę 'góra' (zob. ryc.6).
Ciało każdego z nas jest czymś bardzo szczególnym, jak widzimy to na podstawie omawianych przykładów, a wzięcie swego ciała w pełne posiadanie, stawanie się tym, co w nim wyczuwamy jest zadaniem, które mamy do spełnienia na tym świecie.

Ruch

Zalecam, abyście po trwającej pół godziny medytacji bez ruchu i z zamkniętymi oczami zbadali następnie swoją kinestezję, kanał ruchowy. Ruch może być związany z doznaniami występującymi w innych kanałach lub też można go doświadczyć w sposób całkowicie samoistny. Niektórzy tancerze, osoby najbardziej uzdolnione ruchowo, często nic nie czują, nic nie widzą ani nie słyszą lecz jedynie podążają za swoim zmysłem ruchu.

Aby dowiedzieć się czegoś o ruchu zacznijcie od medytacji nad swoimi uczuciami, nad tym, co widzicie i słyszycie, tak jak to czyniliście do tej pory, a potem wzmocnijcie te doznania. Spróbujcie następnie wychwycić i podążyć za drobnymi tendencjami do wykonania jakiegos ruchu. Zacznijcie ruszać się powoli. Jeżeli siedzicie w pozycji lotosu, możecie odkryć, że kiwacie się do przodu i do tyłu. Zauważcie swą potrzebę do pochylania się i odchylania się, co jest związane ze zmniejszeniem napięcia mięśni pleców. Zwróćcie uwagę na to, co dzieje się w waszej szyi, szczękach oraz wewnątrz ust. Zaobserwujcie jakie ruchy mają miejsce w waszym gardle, gdy kołyszecie się na boki. Jeżeli zorientujecie się, że macie ochotę wstać, zróbcie to, ale w taki sposób, aby stało się to najbardziej fascynującą rzeczą jaką kiedykolwiek w życiu robiliście. Zbadajcie i prześledźcie każdy swój ruch. Zauważcie jak skrzypią wam stawy, odkryjcie ich istnienie! Zbadajcie mechanikę ruchów, ścięgna, mięśnie wewnętrzne, a nawet doświadczenia wewnątrz jamy brzusznej, które pomagają w wykonaniu ruchu. Jeżeli będziecie poruszać się naprawdę wolno, zajmie wam to mnóstwo czasu i pracy, nawet gdy będzie to ruch o centymetr w jakimkolwiek kierunku. Ten typ poruszania się należy całkowicie do obszaru odmiennych stanów świadomości. Cieszcie się nim. Jeżeli wstajecie obserwujcie, co się wtedy dzieje. Wstańcie i wyprostujcie się. Spróbujcie stanąć najpierw na jednej, potem na drugiej nodze. Która z nich jest bardziej obciążona ciężarem ciała, gdy stoicie na obu nogach? Czy może wolno przestępujecie z nogi na nogę? Czy zaczynacie chodzić? Jeżeli tak właśnie się przydarza, to zauważcie, co dzieje się w waszych stopach, obserwujcie ich mięśnie i kości.

Joga i ruch

Ten rodzaj medytacji związanej z wolnym ruchem poszerza jogę, jest początkiem hatha-jogi. Pozycje ciała, od których rozpoczynacie swój ruch, do których ten ruch zmierza lub w których zamiera, są prawie zawsze klasycznymi asanami. Bardzo prawdopodobne jest, że hatha-joga rozwinęła się z medytacji związanej z wolnym ruchem. Jogini zaczęli poruszać się i odkryli, że ich ciała potrzebowały, z jakichś powodów, przyjmować określone pozycje. Nazwy asan jogi: 'kot', 'kobra', 'łuk' itp. Wskazują w jaki sposób te pozycje ciała odpowiadają określonym uczuciom i wyobrażeniom.

Wzmacnianie ruchów i odczuć cielesnych, kinestezji i propriocepcji, wytwarza pewnego rodzaju archaiczną, czy też pierwotną formę jogi, jogę zorientowaną na proces. Moglibyśmy ją również nazwać introwertywną pracą z ciałem albo też pracą z procesem. Polega ona na przyzwoleniu, aby nasze ciała 'śniły'. Wzmacniaj swoje ruchy i podążaj za nimi tak daleko, jak pragną cię poprowadzić, a także patrz, co dzieje się w tobie, gdy to robisz.


Zmiany kanałów


Na granicy, do której doprowadzą cię twoje ruchy, na fizycznym progu możliwości twojego ciała, dzieją się procesy wtórne i twoje sny, tam tez spotkasz swoje śniące ciało. Spróbuj doprowadzić swoje ruchy do ich krańca i zbadaj swoje progi, ograniczenia własnego ciała. Postępuj jednak w sposób bardzo delikatny zbliżając się do granic swoich fizycznych możliwości, ponieważ możliwe jest, że naciągniesz mięśnie, z czego zdasz sobie sprawę dopiero później. Celem tej pracy nie jest dokonanie fizycznego wyczynu, lecz odkrycie tego, kim jesteś. Medytuj, ale nie popychaj się zbyt szybko w stronę progu. Ostrożnie zbliżaj się do granicy swoich fizycznych możliwości, a następnie staraj się utrzymać ciało w tej pozycji.

W takim momencie zmiana kanału wydarzającego się doświadczenia da ci pełniejszą informację o procesie, w którym jesteś kinestetycznie pogrążony. Spróbuj wykonać następujący eksperyment. Zapytaj siebie, jaki obraz jest związany z doznaniem, które odczuwasz. Wizja, która w wyniku tego powstanie, jest twoim biologicznym snem, pozycją wyrażającą twoją moc w danej chwili.

Ruch niesie w sobie wiele procesów i informacji. Nie rób z niego niewłaściwego użytku programując go lub pozwalając, aby się jedynie wydarzał. Próbuj wychwytywać te ruchy, które przydarzają ci się spontanicznie, wzmacniaj je, doprowadzaj aż do końca, a następnie zmieniaj kanały, aby poszerzyć świadomość tego, co robi twoje ciało.

Moje ciało

Nie jestem bardzo elastyczny w fizycznym znaczeniu tego słowa. Ostatnio, gdy praktykowałem jogę odkryłem, że nienawidzę pozycji 'łuk', to znaczy odginania się do tyłu i chwytania się za kostki stóp w trakcie leżenia na brzuchu. Jak ja nie cierpię tej pozycji! Przytrzymywałem się za kostki stóp tak długo, jak mogłem, walcząc ze sobą wszelkimi siłami, i nagle, buch, zmienił mi się kanał na wizualny i zobaczyłem obraz. I co to było? Żelazny Jan, postać z baśni! Ujrzałem zaniedbany aspekt, cień zachodniej cywilizacji, dzikiego człowieka z lasu o prostej, szorstkiej i nieokrzesanej osobowości, archetyp pierwotnego człowieka odrzucony przez nowoczesna cywilizację. Na granicy mojego fizycznego ruchu pojawiła się wizja nieucywilizowanego faceta, żelaznego mężczyzny, który nie podda się, nie ulegnie, lecz zawzięcie będzie walczył, aby zachować siebie. Taka właśnie informacja zawarta była w moich sztywnych mięśniach, takie było znaczenie mojego braku elastyczności.



Arnold Mindell, twórca Psychologii Zorientowanej na Proces
'Praca nad samym sobą' przekład: Tomasz Teodorczyk Nuit Magiue, Warszawa 1995