WALKA ZE SPRZYMIERZEŃCEM - NASZYM STRACHEM

Ten filmik pięknie ilustruje naturę walki ze sprzymierzeńcem ... "Dare" (Take it Easy Films)



Jeden z pierwszych autorów piszących horrory, H. P. Lovecraft, stwierdził na początku XX w, że najstarszą i najsilniejszą emocją człowieka jest strach. A najstarszym i najsilniejszym z lęków jest obawa przed nieznanym.

Strach towarzyszy nam od urodzenia. Dzięki tej emocji możemy całkiem skutecznie chronić się przed licznymi niebezpieczeństwami. Jednak z biegiem lat,chociaż jesteśmy już dorosłe, nadal kierujemy się strachem tak samo, jak czyniłyśmy to w dzieciństwie. Z czasem, w niezauważalny i subtelny sposób naszym życiem i postępowaniem zaczyna kierować ta najsilniejsza z emocji. Im dłużej jesteśmy pod jej wpływem, tym bardziej stajemy się zamknięte i niewrażliwe na podpowiedzi płynące z głębi duszy. Życie wielkiej liczby osób ukierunkowane jest głównie na to, żeby się nie bać. Ludzie robią to na różne sposoby: unikają sytuacji nieprzyjemnych i nie chcianych, znieczulają się lekarstwami, alkoholem, muzyką czy innymi rodzajami głośnej rozrywki lub wykazują się nierozsądną brawurą „przełamując” swój strach.

Innym rodzajem strachu jest niemożność przyznania się do tego, że coś większego od nas chce się przejawić poprzez nas w świecie! Że celem życia nie jest „szczęście” opisywane przez popularne tygodniki, ale odkrycie znaczenia i sensu życia. Szczęście zawsze jest chwilowe, przemija i nie daje gwarancji, że nie pojawią się chwile bólu i cierpienia. Strach płynący z Cienia ma właśnie te dwa oblicza -- to co się wydaje nam najgorsze, najpotworniejsze /zagłada/ oraz to co najwspanialsze też ...
O tym, że jesteśmy czymś więcej niż nam się wydaje, choć boimy się do tego przyznać, cudownie pisała Marianne Williamson w książce „A Return to Love”:


„Nasz najgłębiej zakorzeniony strach nie rodzi się z poczucia, że coś z nami jest „nie w porządku”. Najbardziej boimy się własnej, niezmierzonej siły. Najbardziej lękamy się własnego światła, a nie ciemności. Zadajemy sobie pytania: czy to możliwe, żebym była tak błyskotliwa, piękna, utalentowana i bajeczna?
A przecież taka właśnie jesteś!
Jesteś Bożym dzieckiem. Pomniejszanie samej siebie, w żaden sposób nie służy światu. Nie ma nic cudownego w tym, że kurczymy się, aby inni w naszym otoczeniu nie czuli się zaniepokojeni.
Urodziłyśmy się, aby ukazać obecną w nas bożą chwałę. Ona nie jest własnością wybrańców; jest częścią każdej z nas. Kiedy pozwolimy na to, żeby rozbłysło nasze wewnętrzne światło, to nieświadomie damy innym ludziom przyzwolenie, by również tak uczynili. Kiedy same uwolnimy się od strachu, to nasza obecność automatycznie uwolni innych."



Nawet wiedząc o tym, jak jesteśmy wspaniałe nadal boimy się podejmować ryzyko obawiając się być tym, kim naprawdę jesteśmy. Ale strach jest nauczycielem. Jeśli zbadamy miejsca, sytuacje i okoliczności, w których pojawia się strach, dokąd strach nas przyciąga lub skąd nas wypędza albo jak kieruje naszymi krokami, to odkryjemy miejsca, gdzie najszybciej i najskuteczniej możemy się rozwijać. Odkryjemy, co powstrzymuje nas przed życiem naszą pełnią. Ciekawe, że ludzie nieświadomie próbują badać strach oraz to, co za nim stoi, ale czynią to oglądając horrory w kinach zamiast faktycznie zmierzyć się ze swoimi lękami w rzeczywistości. Nawet, gdybyśmy chciały uciec przed lękiem, to okaże się to niemożliwe. Jesteśmy skazane na kontakt z nim – musimy go albo odepchnąć czyli wyprzeć, albo stłumić osłabiając jego działanie na przykład za pomocą tabletek uspokajających. Tak czy owak, będziemy o nim myśleć.

Strach bywa tak silny, że paraliżuje i nie pozwala widzieć wspaniałego świata, który istnieje poza nim. Jest jak mityczny wąż oplatający ziemię i przesłaniający horyzont. W mitach i legendach ten wąż staje się smokiem. Smok, to symboliczny strażnik, który nie pozwala wyruszyć poza klatkę utrwalonych przekonań. To dlatego właśnie pilnuje złota, czyli najcenniejszego skarbu oraz dziewic, czyli tego, co w nas najszczersze i niewinne. Smok grozi: strzeż się! Nie wolno ci szukać skarbu! Głos smoka jest wzmacniany przez kulturę, która jest nastawiona na unikanie konfliktów, konfrontacji, łagodzenie napięć, szybkie pozbywanie się problemów i symptomów za pomocą środków przeciwbólowych.

Walka ze smokiem i przejęcie jego mocy jest największym i najtrudniejszym zadaniem w życiu. Jeśli uda się nam pokonać smoka, to zyskujemy jego moc! To, czego się najbardziej boimy jest najsilniejszym sprzymierzeńcem. Istnieje piękna germańska saga o księciu Zygfrydzie. Jego misją było odzyskać mityczne złoto, o które toczono niekończące się wojny. Ojciec księcia Zygfryda został zdradzony i zamordowany przez najbliższych, a kilkuletni książę ledwie uchodzi z życiem. Zygfryd, nieświadomy królewskiego pochodzenia wychowuje się w chacie kowala. Pewnego dnia Bogowie dają mu znak - spadający meteor. Odnajduje magiczny metal, z którego zostanie ukuty niezwykły miecz. Wiedziony wewnętrznym głosem Zygfryd wyrusza do królestwa Burgundii, nękanego przez smoka Fafnira. Nieustraszony książę, uzbrojony w magiczny miecz, rzuca bestii wyzwanie, zabija ją, ratuje księżniczkę i odzyskuje skarb.

Mity są jak sny, które należą do całej społeczności i należy je interpretować symbolicznie. W przypadku mitu chodzi o smoka, który mieszka w naszym wnętrzu, o coś, co nie pozwala się rozwijać i zatrzymuje w „klatce” dotychczasowych przekonań.
Jak współczesny człowiek ma zabić swojego „smoka”? Przede wszystkim trzeba się zmienić i uzbroić. Zygfryd przestaje być księciem i zostaje skromnym uczniem kowala. To pozwala mu dostrzec meteor i wykuć magiczny miecz. Gdyby nadal mieszkał na zamku i patrzył na świat z góry jako książę, nigdy nie utraciłby wybujałego „ego”, nie zdobyłby skromności oraz miecza. Kiedy bohater zabija smoka i ratuje księżniczkę, to ratuje świat, ponieważ miasto,choćby takie jak Kraków, dla mieszkających w nim ludzi było kiedyś całym światem (a więc i mandalą - odpowiednikiem Jaźni - całkowitości/Pełni). Ratuje też siebie – swoją wewnętrzną księżniczkę – dziewicę, osobę szczerą i niewinną (także ANimę). Ponadto dostaje nagrodę – złoto oznaczające czyste i nieskalanie, szlachetne intencje.
W przypadku Zygfryda nagrodą za zwycięstwo są również nadnaturalne zdolności. Zygfryd przypadkiem dotknął swoich ust palcem zanurzonym w smoczej krwi, przez co zaczął rozumieć mowę ptaków i wszystkich zwierząt, a nawet kwiatów (jest to kontakt z wewnętrznymi instynktami, mądrością przekraczającą intelekt). Ptaki powiedziały mu, żeby się umył w smoczej krwi, dzięki czemu stał się niezwyciężony. Oznacza to, że zrozumiał o czym mówi jego niedświadomość (podświadomość). Wszak jak wiadomo, smoki zamieszkują jaskinie, czyli światy podziemne będące odpowiednikiem krainy głębin nieświadomości.

Oczywiście nie zawsze udaje się pokonać smoka za pierwszym razem. Legendy mówią, że wielu śmiałków próbuje zgładzić smoka, ale tylko jednemu się to udaje. Zgodnie z zasadami analizy bajek i baśni, określenie „wielu śmiałków” oznacza nasze wcześniejsze, nieudane próby. Przygotowując się do starcia ze smokiem potrzebujemy rozwinąć w sobie współczucie i miłość do samych siebie, wyrozumiałość taką samą, jaką ma matka w stosunku do uczącego się chodzić i nieustannie upadającego dziecka. Na trudnej ścieżce zmagań ze sprzymierzeńcem upadniemy i powstaniemy niezliczoną ilość razy. Walczący ze smokiem bohater ponosi porażki głównie po to, aby uczyć się, jak postąpić w podobnej sytuacji w przyszłości.

Mitycznym złotem, jest głównie odkrycie wewnętrznego autorytetu, własnego i wyjątkowego pomysłu na życie, na taki sposób istnienia w świecie, które staje się nieustannym źródłem energii. W dzieciństwie musiałyśmy/musieliśmy podporządkować się autorytetom zewnętrznym: rodzicom, nauczycielom, wymaganiom społecznym i religijnym. I tak już zostało. Jednak zawsze pod spodem znajdowała się nasza własna legenda, nasze największe, wyjątkowe wartości i skarby. Głównym zadaniem w życiu człowieka jest odkrycie tych skarbów i odnowienia ścisłego związku z tymi wartościami.

Zmagania ze sprzymierzeńcem w celu zdobycia skarbu są od tysięcy lat opisywane w mitach w zadziwiająco podobny sposób i to na całym świecie. Na przykład w Indiach wojownikami walczącymi ze sprzymierzeńcami są Arjuna czy Budda (pokonał Marę i Węża). Jezus zmagał się z Shatanem na pustyni, a w Ameryce południowej o tym mitycznym starciu opowiada mit o bogu Tezcatlipoce, który wędruje ciemną nocą po ziemi trzymając w rękach własną głowę oraz magiczne lustro wydzielające dym. Jego wygląd jest tak przerażający, że ludzie o słabych nerwach umierają na sam jego widok. Jest to bóg północy, pan świata i spraw materialnych. Karci za zło, nagradza za dobro, przy czym wodzi ludzi na pokuszenie sprawdzając ich moralność. Ci, co nie zdawali próby tracili rozum. Potrafi czynić czary, zmieniać postać i posiada tajemnicze moce.
Legenda mówi, że pewnego razu, dzielny bohater złapał Tezcatlipokę obezwładnił i trzymał w uścisku aż do rana. Tezcatlipoka za swoje uwolnienie oferował bogactwo i niezwyciężoną moc. Bohater, choć otrzymał cztery ciernie jako poręczenie ze strony pokonanego, to jeszcze wydarł serce Tezcatlipoce i zabrał je do domu. Kiedy rozwinął zawiniątko, w którym je schował, znalazł jedynie białe pióra, cierń, prochy i starą szmatę – przedmioty nie przedstawiające żadnej wartości w zwyczajnym, materialistycznym świecie, ale odpowiadające uczuciom, jakie żywimy wobec życia.
W obrzędach azteckich Tezcatlipoce składano krwawe ofiary, między innymi raz do roku obrzędowo zabijano najprzystojniejszego z jeńców wojennych. Ta ofiara, to inny sposób pokazujący jak symbolicznie trzeba poświęcić nasze „ego”. Tak samo, jak zrobił to Zygfryd, kiedy zrezygnował z książęcych zaszczytów pracując jako pomocnik kowala. (I jak Budda, który opuścił swój pałac i wyruszył na poszukiwanie Prawdy i Dharmy)
Jeśli chcemy odkryć nasz największy skarb, odnaleźć własną legendę i źródło nieśmiertelności musimy zdobyć się na szczerość intencji, porzucić nasze „ego” oraz maski jakie ubieramy w codziennym życiu i stoczyć walkę ze sprzymierzeńcem. Trzeba go pochwycić, przydusić do ziemi i wydobyć najważniejsze informacje mówiące o tym jak żyć w wyjątkowy, niepowtarzalny i autentyczny sposób. I to właśnie jest nasz największy a zarazem najprostszy skarb: własne życie przez duże "W".

1 komentarze:

Chłopiec z Gwiazdą pisze...

Dziękuje za ten wpis. Pasuje on do moich ostatnich snów i pomoże mi znaleźć w nich sens. Zresztą strach zawsze mi towarzyszył czasem w dziwnych sytuacjach. A mam pytanie...
podązać za strachem czy unikać go? strach nas prowadzi wciągając czy odpychając od rzeczy spoza naszej ścieżki?
10 stycznia 2010 23:52

ODpowiedź:
HO, po pierwsze (tak przy okazji) to żeńska forma tego tekstu wynika z tego, że kiedyś ten felieton w innej nieco treści pisałem dla "Wróżki". ...

Uniknąć strachu nie zdołasz ... podążać za nim jest OK. Ale też, póki nie mamy dość sprawnych narzędzi (myślę o skills -- czyli umiejętności), to tez nie należy przedwcześnie "atakować". Z drugiej strony porażki są nieuniknione (to jest tych "wielu śmiałków", co zginęło).
Strach nie spycha ze ścieżki, raczej wskazuje drogę. Warto przy tym wziąć pod uwagę, że zdarza się "młodzieńcza brawura" (niezależnie od wieku -- coś w rodzaju "popychacza", co KAŻE nam się przełamywać i ryzykować), która może wcale nie być zmaganiem ze smokiem, ale aktem "pokazowym" pozornej odwagi lub rodzajem pobudzenia (jak skoki na bungie).

Komentarze

  1. Dziękuje za ten wpis. Pasuje on do moich ostatnich snów i pomoże mi znaleźć w nich sens. Zresztą strach zawsze mi towarzyszył czasem w dziwnych sytuacjach. A mam pytanie...
    podązać za strachem czy unikać go? strach nas prowadzi wciągając czy odpychając od rzeczy spoza naszej ścieżki?

    OdpowiedzUsuń
  2. ten filmik przypomina mi warsztaty w Długopolu :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podczas pracy z emocjami uczyłem się zmieniać energię emocji wizualizując je w postaci kształtów i kolorów. Emocje to różne stany energii, a każdą energie można zmienić w inną.
    Poniżej fragment z dziennika. Ćwiczenie robiłem bez żadnego wspomagania środkami. ;)

    "Widzę emocje w kolorach i kształtach, widzę jak można nimi kierować zmieniając kształt (natężenie) i kolor (rodzaj emocji). Uczę się barw i kształtów niektórych z nich (lęk jest jak talerz anteny satelitarnej skierowany do źródła, brunatny; ból jest szary, jak opadająca mgła albo deszcz, który się rozpływa wokół; gniew może być jak ostrze, stalaktyt, albo mgła – czerwony; radość jest żółta, promienieje wokół, oświetla; obojętność jest biała, jak ściana i zamarły zimny wiatr; zainteresowanie i zachwyt jest jak niebieskie albo fioletowe – teraz nie pamiętam – niby to macki, niby ręce które dotykają przedmiot z entuzjazmem – zachwycałem się ścianą itd). "

    Podczas tego ćwiczenia uczyłem się zmieniać emocje transformując kształty i zmieniając kolory.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz - twoja opinia/zdanie jest dla mnie ważne !