Ostatnio wpadł mi w oko cytat autorstwa Jean Liedloff autorki skądinąd bardzo inspirującej książki pt. "Koncepcja Kontinuum"
cytat brzmi następująco:
"w toku ewolucji nie mógł powstać gatunek, którego dzieci doprowadzałyby swoich rodziców do szału - to byłoby wbrew logice"
Zdanie brzmi zachęcająco, ale raczej nie współgra z ludzkim doświadczeniem z punktu widzenia matki, ojca czy opiekuna - rodzica. Najpierw sprawdziłem, czy autorka jest matką/rodzicem bądź opiekunem i okazało się, że nie. To akurat (przynajmniej jeżeli o mnie chodzi) sporo wyjaśnia.
Współczesna zarówno psychologiczna jak i neurologiczna wiedza o emocjach wskazuje na fakt, że większość (o ile nie WSZYSTKIE) naszych reakcji EMOCJONALNYCH jest WBREW logice!!! Emocje nie powstają tam, gdzie króluje "logika". W sytuacjach, w których zdarza się, że człowiek bywa doprowadzona/y "do szału" nie może być mowy o logice. To zupełnie dwa odmienne obszary. Wydaje się, iż to zdanie może sugerować, że autorka nie miała doświadczenia ciągłego przebywania (24h/dobe), dzień po dniu, miesiąc po miesiącu - w kontakcie z niemowlakiem i dzieckiem w wieku poniemowlęcym. (Np. jako jedyna opiekunka bez silnego wsparcia z zewnątrz). Z książki na przykład wynika, że macierzyństwo jest doświadczeniem znanym jej z obserwacji.
Można także podejrzewać, że autorka nie wie SKĄD mogą brać się aż tak silne reakcje emocjonalne u matek/ojców.
Kiedy zachodzi taka sytuacja, że nagle rodzic bywa "doprowadzony do szału" i chce np. potrząsnąć dzieckiem (lub znacznie gorzej!), to wówczas WCALE nie chodzi wyłącznie o obserwowane zachowania dzieci !!! Wcale nie chodzi o to, co takiego robią (zazwyczaj "przeciw nam") dzieci! W takich sytuacjach bardzo często "wzbudzane" są emocjonalne stany z NASZEGO własnego niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. I to właśnie te, wczesno-dziecięce wspomnienia aktywizują się w układzie limbicznym na poziomie nieświadomym, doprowadzają do wyładowania (acting out) "włączając" pierwotne reakcje emocjonalne, które omijają naszą korę, gdzie może funkcjonować "LOGICZNE", racjonalne myślenie. W takich sytuacjach logika nie ma nic do powiedzenia -- w układzie limbicznym, takie coś po prostu nie istnieje.
Ponadto mało kto posiada świadomość faktu, że zajmując się małym dzieckiem same/i jesteśmy poniekąd w regresie do tego wieku! (A przynajmniej duża część nas) To akurat bywa i przeszkodą, i pomocą - gdyż umożliwia lepsze empatyzowanie z maluchem!
To co smutne, to również fakt, że cytowana opinia implikuje konieczność bycia "matką ewolucyjną" i wpędza w poczucie winy tych opiekunów/opiekunki, które/zy nie raz i nie dwa się wściekli. Jest to trochę podobne do obrazu idealnej matki kreowanej przez kolorowe czasopisma, do którego to wizerunku "należy się" dostosować.
O wiele bardziej wyważone i bardziej humanitarne /dla matki!/ podejście prezentował już w latach siedemdziesiątych XX w. znakomity pediatra a zarazem psychoanalityk, dr Winnicot, który widząc jak wiele z punktu widzenia kultury, mass mediów, książek, gazet i otoczenia wymaga się od matki sformułował koncepcję "matki wystarczająco dobrej"...
Bądźmy dobrzy dla WSZYSTKICH dzieci -- w tym także dla wewnętrznego dziecka Matki (i ojca) :)))
Blog Roberta Palusińskiego - psychoterapeuty, facylitatora, coach'a pracującego metodami Psychologii Zorientowanej na Proces z jednostkami, parami, rodzinami i grupami oraz szkolenia i konsulting z zarządzania projektami metodą "Dragon Dreaming" ( www.dragondreaming.pl ) !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 listopada 2010
czwartek, 19 sierpnia 2010
WIECZNE DZIECKO (młodzieniec/dziewczyna)
WIECZNE DZIECKO (młodzieniec/dziewczyna)
Ludzie dorośli to raczej nie mają w poważaniu kogoś, kto np. w wieku 40-tu lat prezentuje radosną, młodzieńczą, spontaniczną i szaloną energię. Zazwyczaj taka osoba spotyka się raczej z ogólnym potępieniem i radami (od czujących się "doroślej") typu: "weź ty wydoroślej lub dojrzej do swojej metryki".
W takich interakcjach "dorośli" marginalizują swoje własne, nieposłuszne i spontaniczne dziecko i chyba nieświadomie zazdroszczą owemu "wiecznemu dziecku" nie wiedząc, że on/a MUSI być tym kimś właśnie, żeby marginalizujący/a miał szansę popatrzeć na własną młodość/dziecinność poprzez tego, kogo krytykuje :)
BTW: oczywiście nie jestem "piewcą" wiecznego dziecka, Piotrusia Pana, itd. Po prostu taka część ma również prawo do życia i bycia na równi z innymi "poważniejszymi" ...
O tym jak cenna bywa energia dziecka pisze Amy Mindell w książce "Dreaming Source of Creativity" (w moim przekładzie):
Jedna z osób, z którą pracowałam, odczuwała blokadę w swojej pracy terapeutycznej. Brakowało mu śmiałości, by przyznać, że praca w pewnym stopniu nudzi go i już nie oczekuje z niecierpliwością chwili, gdy znajdzie się w gabinecie. Nie czuł się z tym aż tak źle, po prostu przyczyniało się to do poczucia zablokowania oraz frustracji. Kiedy poprosiłam go o wydanie z siebie dźwięku wyrażającego ten nastrój, poczuł się zdziwiony tym, że była to dziecięca, pełna werwy melodia. Kiedy wydawał z siebie ten dźwięk wyobraził sobie postać tańczącej dookoła, przebiegłej Różowej Pantery. Następnie dźwięk przemienił się w odmianę boogie-woogie. Mężczyzna śpiewają tę melodię rytmicznie podskakiwał i z uśmiechem powiedział, że poczuł się jak rozbawione dziecko. Zauważył, że w swojej pracy stał się zbyt poważny i potrzebował bardziej żartobliwej postawy w stosunku do swoich klientów.
Również i ja odkryłam pewnego wieczoru dziecko kryjące się za moim złym humorem. Starałam się przygotować do zajęć, które miałam poprowadzić w następnym tygodniu, ale czułam się zbyt zmęczona, żeby pracować nad wszystkimi, związanymi z tym szczegółami. Poczułam się sfrustrowana i trochę zrzędliwa. Aby wyrazić ten nastrój, wydobyłam z siebie coś podobnego do zgrzytania i wyobraziłam sobie wściekające się dziecko, które nie zamierzało brać na siebie żadnej odpowiedzialności i chciało się zwyczajnie bawić! Zaczęłam udawać takie dziecko, tupiąc, robiąc przeróżne miny, po czym zaczęłam śpiewać w dość niegrzeczny sposób:
Do końca życia jak dziecko będę skakać
Bo chcę wolności by krzyczeć i płakać!
Rozleję mleko, narobię bałaganu
Nie przyznam się, kto doprowadził do takiego stanu!
To bardzo zły świat, z marną jakością
Gdy masz być dorosłym, co działa z godnością i wdzięcznością
To nabzdyczona kupa śmiecia, nie wchodzę na jej teren
Zamiast tego wolę być psotnym tricksterem!
Dawaj moje zabawki już teraz i nie będę się myć
A jeśli nie dasz, to wiesz, kto i jak zacznie wyć!
Dawaj, dawaj, one są wszystkie moje
Chcę je na zawsze wszystkie i ani chwili w miejscu nie ustoję!
wersja oryginalna .:
I'm gonna be a kid to the day I die
Cause I want the freedom to scream and cry!
I'm gonna spill my milk and make a mess
And you know me, I'll never confess!
It's a bad bad world when you have to be
A grown up who acts with grace and dignity
What a bunch of junk and hype
I'd rather be the mischievous trickster type!
So give me my toys I want 'em now
Or you know who will begin to howl!
Gimme, gimme, it's all mine
I want it all, all the time!
Hm. Ten dzieciak naprawdę dodał mi bardzo dużo energii, dzięki czemu zaczęłam planować zajęcia z o wiele większym poczuciem wolności i kreatywności. Prowadząc zajęcia w następnym tygodniu poczułam się o wiele żywsza i bardziej spontaniczna niż zwykle.
Ludzie dorośli to raczej nie mają w poważaniu kogoś, kto np. w wieku 40-tu lat prezentuje radosną, młodzieńczą, spontaniczną i szaloną energię. Zazwyczaj taka osoba spotyka się raczej z ogólnym potępieniem i radami (od czujących się "doroślej") typu: "weź ty wydoroślej lub dojrzej do swojej metryki".
W takich interakcjach "dorośli" marginalizują swoje własne, nieposłuszne i spontaniczne dziecko i chyba nieświadomie zazdroszczą owemu "wiecznemu dziecku" nie wiedząc, że on/a MUSI być tym kimś właśnie, żeby marginalizujący/a miał szansę popatrzeć na własną młodość/dziecinność poprzez tego, kogo krytykuje :)
BTW: oczywiście nie jestem "piewcą" wiecznego dziecka, Piotrusia Pana, itd. Po prostu taka część ma również prawo do życia i bycia na równi z innymi "poważniejszymi" ...
O tym jak cenna bywa energia dziecka pisze Amy Mindell w książce "Dreaming Source of Creativity" (w moim przekładzie):
Jedna z osób, z którą pracowałam, odczuwała blokadę w swojej pracy terapeutycznej. Brakowało mu śmiałości, by przyznać, że praca w pewnym stopniu nudzi go i już nie oczekuje z niecierpliwością chwili, gdy znajdzie się w gabinecie. Nie czuł się z tym aż tak źle, po prostu przyczyniało się to do poczucia zablokowania oraz frustracji. Kiedy poprosiłam go o wydanie z siebie dźwięku wyrażającego ten nastrój, poczuł się zdziwiony tym, że była to dziecięca, pełna werwy melodia. Kiedy wydawał z siebie ten dźwięk wyobraził sobie postać tańczącej dookoła, przebiegłej Różowej Pantery. Następnie dźwięk przemienił się w odmianę boogie-woogie. Mężczyzna śpiewają tę melodię rytmicznie podskakiwał i z uśmiechem powiedział, że poczuł się jak rozbawione dziecko. Zauważył, że w swojej pracy stał się zbyt poważny i potrzebował bardziej żartobliwej postawy w stosunku do swoich klientów.
Również i ja odkryłam pewnego wieczoru dziecko kryjące się za moim złym humorem. Starałam się przygotować do zajęć, które miałam poprowadzić w następnym tygodniu, ale czułam się zbyt zmęczona, żeby pracować nad wszystkimi, związanymi z tym szczegółami. Poczułam się sfrustrowana i trochę zrzędliwa. Aby wyrazić ten nastrój, wydobyłam z siebie coś podobnego do zgrzytania i wyobraziłam sobie wściekające się dziecko, które nie zamierzało brać na siebie żadnej odpowiedzialności i chciało się zwyczajnie bawić! Zaczęłam udawać takie dziecko, tupiąc, robiąc przeróżne miny, po czym zaczęłam śpiewać w dość niegrzeczny sposób:
Do końca życia jak dziecko będę skakać
Bo chcę wolności by krzyczeć i płakać!
Rozleję mleko, narobię bałaganu
Nie przyznam się, kto doprowadził do takiego stanu!
To bardzo zły świat, z marną jakością
Gdy masz być dorosłym, co działa z godnością i wdzięcznością
To nabzdyczona kupa śmiecia, nie wchodzę na jej teren
Zamiast tego wolę być psotnym tricksterem!
Dawaj moje zabawki już teraz i nie będę się myć
A jeśli nie dasz, to wiesz, kto i jak zacznie wyć!
Dawaj, dawaj, one są wszystkie moje
Chcę je na zawsze wszystkie i ani chwili w miejscu nie ustoję!
wersja oryginalna .:
I'm gonna be a kid to the day I die
Cause I want the freedom to scream and cry!
I'm gonna spill my milk and make a mess
And you know me, I'll never confess!
It's a bad bad world when you have to be
A grown up who acts with grace and dignity
What a bunch of junk and hype
I'd rather be the mischievous trickster type!
So give me my toys I want 'em now
Or you know who will begin to howl!
Gimme, gimme, it's all mine
I want it all, all the time!
Hm. Ten dzieciak naprawdę dodał mi bardzo dużo energii, dzięki czemu zaczęłam planować zajęcia z o wiele większym poczuciem wolności i kreatywności. Prowadząc zajęcia w następnym tygodniu poczułam się o wiele żywsza i bardziej spontaniczna niż zwykle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)