ZBIOROWA TRAUMA

Ponieważ zbliża się nasze drugie spotkanie 2-dniowego panelu - procesu grupowego w którym z inicjatywy Fundacji Głębokie Demokracji  grupa osób z Polski oraz grupa z Niemiec będzie pracować nad przeszłością i nad zbiorową traumą post-wojenną - tym razem w Warszawie (poprzednie spotkanie miało miejsce w Berlinie) pomyślałem, że można by zaprezentować interesujący fragment (z samego początku - motyw biograficzny autora) z  tłumaczonego przeze mnie tekstu opisującego traumę Anglii - Londynie, aby pokazać jak bardzo uniwersalne i jak podobne doświadczenia kreują doświadczane zbrodnie wojenne ...

Cytat pochodzi z przekładanej przeze mnie  książki  Johna Cornwell'a  "Naukowcy Hitlera  --- Nauka, wojna i pakt z diabłem"

poniższy tekst ukazuje wzór tworzenia stereotypizacji jaki wytwarza się pod wpływem przeżyć u ludzi (znacząco) mniej doświadczonych wojną od obywateli Polski. Dla mnie znamienny jest fragment: "że Niemcy wyssali zło z mlekiem matki"- jakże podobny do panującego powszechnie przekonania, że "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki" ...

Kiedy razem z mamą  wracałem autobusem ze szkoły, oglądałem
zniszczenia spowodowane eksplozją rakiety V2, która spadła na granicy
Wansted i Woodford na wschodnich przedmieściach Londynu. Rakieta
zniszczyła kilka akrów lasu i wyryła ogromny krater. Akurat w tym
czasie spacerowała tam kobieta ze swoim dzieckiem i widziałem
dziecięcy wózeczek zwisający z gałęzi drzewa. W wyniku eksplozji
zginęła matka z dzieckiem oraz kilku pechowych przechodniów.
        Dla dziecka urodzonego w maju 1940 roku, poczętego w miesiącu, w
którym  Wielka Brytania wypowiedziała Niemcom wojnę, wojna wydawała
się być czymś, co  trwało  od zawsze i to  bez perspektywy końca. Dla
dziecka wojna była permanentnym, wprowadzajacym w  zdumienie kryzysem
ale również przygodą: wyścigi do najbliższego schronu z blachy
falistej, do których startem był poczatek melancholijnego zawodzenia
syren alarmowych; znajdowanie na ulicach srebrnych odłamków szrapneli
po nocnych nalotach; wpatrywanie się w błyszczącą zaporę balonów,
które przesłaniały słońce jak stado wędrujących wielorybów. Dla
naszych rodziców  i starszego rodzeństwa wojna była szokiem
Blitzkriegu (z liczbą 43 000 zabitych brytyjskich cywili),
wiadomościami o stratach żołnierzy na lądzie morzu i w powietrzu i
nocami spędzanymi pod ziemią. Dorastaliśmy kojarząc te nieszczęścia z
Niemcami i oczywiście wojna z Hitlerem była naszą wojną.
Latem 1945 roku mama zaprowadziła mnie w pobliże obozu przejściowego
na Wansted Flats - niedaleko naszego miejsca zamieszkania, gdzie za
kolczastymi drutami przebywali internowani jeńcy niemieccy. Wylegiwali
się, opalali się i odpoczywali. Niektórzy nosili zabawne chusty na
szyjach, ciemne okulary i ciemno szare furażerki. Jeden z nich mrugnął
do mnie i zrobił śmieszną minę. Kiedy już zobaczyło się hitlerowskich
żołnierzy na żywo, to trudno było  ich demonizować w taki sam sposób,
jak robiliśmy to wcześniej. A jednak nawet po zakończeniu wojny, kiedy
już opuszczono flagi zwycięstwa, wciąż panowało wrażenie, że  Niemcy
wyssali zło z mlekiem matki. Wrażenie to było wzmacniane i pogłębiane
przy okazji rozmów prowadzonych ze starszym pokoleniem, które walczyło
w czasie Wielkiej Wojny
. U mojego dziadka stały na kominku mosiężne
łuski, a on codziennie je polerował. Opowiadał jak przed wojną Niemcy
budowali okręty wojenne aby pobić Królewską Flotę i o tym, że w
tamtych czasach angielskie porty były zapchane tanimi, niemieckimi
wyrobami, które zalewały Anglię.  Mówił, że istnieje związek pomiędzy
niemieckimi okrętami, masą importowanych towarów takich jak zabawki,
narzędzia,  pióra, przedmioty kuchenne, lampy, noże, maszyny do szycia
i pisania - ze stertami martwych ciał piętrzących się wokół okopów.
Jego zdaniem "Niemcy byli o połowę za mądrzy i tak samo zbyt
nikczemni".  To zdanie poprzedzało inny aforyzm, który w młodości
często było mi dane słyszeć: "Dobry Niemiec, to martwy Niemiec".




Komentarze