Kim jest szaman/ka?

Właśnie ukazał się mój artykuł  w Tarace:  pt.: Rzut okiem na szamanizm po szesnastu latach praktyk.
myślę, że to dość ciekawa refleksja. Pisząc ten artykuł natknąłem się na mój przekład fragmentu tekstu Tom'a Cowan'a pod jakże ważnym i aktualnym tytułem:




Szamanizm w weekend



O szamanizmie na weekendowych warsztatach
z książki Toma Cowan'a "Shamanism - the Path of Spiritual Growth in Everyday Life"
(przekł.: Robert Palusiński)

Pewnego razu, moja przyjaciółka, będąca autorytetem w dziedzinie tajemnych tradycji postawiła takie pytanie: "Czego można się nauczyć z tradycji szamanizmu podczas weekendowych warsztatów?" Miała na myśli klasyczną szamańską inicjację wśród ludów plemiennych, podczas której - jak podkreśliła - "siedzisz sobie spokojnie w jurcie, zajmujesz się swoimi sprawami, gdy nagle szkaradny, czterogłowy duchowy potwór wpada przez otwór drzwiowy, chwyta cię za szyję, wyszarpuje cię poprzez otwór w dachu w jakąś ponurą rzeczywistość, gdzie zaczyna cię tarmosić, rozrywa cię na części, wrzuca w jakieś lepkie, śmierdzące paskudztwo, składa z powrotem do kupy i wrzuca przez otwór dymny do jurty. Po czym powiada: 'Ha, teraz jesteś szamanem!' "
Musiałem się z nią zgodzić. Jeżeli tak wygląda szamańska inicjacja, to kto jej potrzebuje? Nie brzmi to zbyt przyjemnie dla kogoś, kto chciałby w ten sposób spędzić weekend, zwłaszcza gdy ma w dodatku zapłacić za to pieniądze. Na szczęście, ten klasyczny opis wprowadzenia na drogę szamana, w zbliżonej formie spotykany w wielu tubylczych tradycjach, nie jest jedynym sposobem. Zapoznajmy się z historią Aua, pewnego innuickiego szamana z plemienia Iglulik.


W trakcie swoich narodzin, Aua był bliski śmierci, gdyż pępowina owinęła się wokół jego szyi, mimo to Ardjuaq, szamanka z pobliskiej wioski przepowiedziała, że leżący u boku swojej matki noworodek zostanie wielkim szamanem. "Urodził się umierając, ale będzie żył" - prorokowała. Przez całe jego życie, rodzina chłopca ściśle przestrzegała wykonywania odpowiednich rytuałów i tabu, aby jego zdrowie nie pogorszyło się i aby przygotować go do objęcia pozycji szamanem. Aua wydoroślał, ożenił się, miał czworo dzieci i wiódł życie dorosłego mężczyzny - członka swojego plemienia: polował i łowił ryby, ściśle przy tym przestrzegając starodawnych rytuałów i właściwego postępowania, jakie przystoi kandydatowi na szamana. Ale powołanie nie nadchodziło.
Aua odwiedzał szamańską starszyznę, ofiarowywał im dary i bezskutecznie błagał o udzielenie nauk. Starsi odmawiali przyjęcia prezentów i pozostawiali Auę samemu sobie. Wyjaśniał to w ten sposób: "Usiłowałem zostać szamanem przy pomocy innych; ale bez powodzenia". Sfrustrowany Aua poszukiwał ciszy i samotności w dzikich ostępach, popadał w melancholię i próbował zrozumieć źródło swojego ustawicznego nieszczęścia.
Pewnego dnia coś się zmieniło. Aua opowiadał: "poczułem wielką, niewytłumaczalną radość, radość tak potężną, że nie mogłem się jej oprzeć, ale musiałem przekształcić ją w piosenkę, potężną pieśń, w której było miejsce tylko na jedno słowo: radość, radość!" Był to punkt zwrotny w duchowej podróży Aua. "Pośrodku takiego pełnego tajemnicy i wszechogarniającego zachwytu zostałem szamanem, samemu nie wiedząc, jak to się stało. Ale byłem szamanem. Mogłem widzieć i słyszeć w całkowicie inny sposób. Osiągnąłem moje oświecenie, szamańską lekkość ciała i umysłu ... Mogłem widzieć poprzez ciemności życia!"
To samo światło lśniło z wnętrza Auy, "niedostrzegalne dla ludzi, ale widziane przez wszystkie duchy ziemi, nieba i morza, i one przyszły do mnie i stały się moimi duchami - pomocnikami". Opowiadał: "Czułem taką moc wizji, że mogłem widzieć poprzez ściany domu, poprzez ziemię i przez niebo". W tych wizjach Aua otrzymywał pomoc od swoich dwóch głównych duchów. Jeden był "duchem wybrzeża", którego widział pod postacią niewielkiej kobiety "jasnej i pogodnej", przypominającą "słodką, żywą laleczkę ... o długości męskiego ramienia". Drugim był rekin, rzadko spotykane stworzenie w wodach otaczających ziemię rodzinną Auy. "Tych dwoje, duch wybrzeża i rekin, było moimi podstawowymi pomocnikami, mogli mi pomóc we wszystkim, czego sobie zażyczyłem". Żeby ich przywołać, śpiewał piosenkę składającą się z kilku słów: "radość, radość, radość, radość".
Poszukiwanie duchowej drogi może być peszące, ponieważ w ostateczności poszukujemy ścieżki do duszy, a prawdziwa podróż duszy przez życie, często ukrywa się w zacienionych krajobrazach, tuż poniżej poziomu naszej zwyczajnej świadomości. Jako mieszkańcy zachodu, początkowo możemy mieć zaledwie cieniutkie połączenie z naszymi duszami, gdyż tak wiele naszej kultury i sposobu życia albo ignoruje najgłębsze tęsknoty ducha, albo wytwarza wrogie środowisko, niesprzyjające pielęgnowaniu intymnego związku z duszą. Postrzegamy błyski, szepty i delikatne znaki świadczące o życiowych potrzebach naszego ducha, jednak często jesteśmy kompletnie zagubieni, gdy przychodzi do odnalezienia kierunku, w którym potrzebuje wyruszyć nasz duch.
Wielu z pośród nas spędza lata w ciemnościach, poszukując zarazem światła i radości życia. Błądzimy w oczekiwaniu na rozbłysk światła, starając się pozostać pełnymi wiary, otwartymi i gotowymi do odpowiedzi. Jednak wbrew wszystkim naszym wysiłkom, czas, miejsce i sposobność do oświecenia często są zdeterminowane siłami większymi od nas.
Na swojej drodze, prowadzącej od narodzin do zostania szamanem, Aua spotykał wiele groźnych zakrętów, objazdów i ślepych zaułków; pomimo tego, przez długie lata przygotowań i oczekiwania czuł, że jego prawdziwym przeznaczeniem jest podróż ścieżką szamana. Aua nie różni się od wielu mężczyzn i kobiet z innych kręgów kulturowych włączając w to nas - tych, którzy czasami w początkach swego życia, a czasem później, rozpoznają silne powołanie, lub głos wzywający do podejmowania pewnego typu życia duchowego, pomimo licznego potykania się o bloki leżące na ich drodze. Zagubienie w świecie, złe rady, brak wsparcia od innych i niechęć do wywołania potrzebnych zmian prowadzących do prawdziwego życia duchowego, przez wiele lat powstrzymują nas od odnalezienia naszej ścieżki. Potem w jakimś tajemniczo właściwym momencie rozjaśnia się niebo i oglądamy prawdę; że jesteśmy na niej. I podobnie jak Auę, porywa nas radość.




Szaman jest pochodzącym z Centralnej Azji tunguskim słowem oznaczającym osobę, która stosuje stan duchowej ekscytacjii do wkraczania w normalnie niedostrzegalną rzeczywistość świata duchów, w celu uzyskania pomocy dla siebie lub innych. Jednak badacze języka nie zgodzą się z powyższym stwierdzeniem z uwagi na etymologię tego słowa. Skąd ono pochodzi? Jakie było jego pierwotne znaczenie? Jakie starożytne praktyki czy rytuały są inspirowane tym tajemniczym słowem szaman, które wciąż ma moc wywoływania w nas dreszczy?
Pomiędzy dawnymi źródłosłowami, z których można wywodzić słowo szaman, znajdują się słowa określające "wiedzę" i "gorąc" - dwie idee, które w pełni ogarniają bogactwo tradycji klasycznego szamanizmu i jego współczesnych odpowiedników. Szaman, to ktoś tkwiący w ogniu, posiadający szczególny rodzaj wiedzy, pochodzącej ze świata duchów. We wszystkich czasach, praktykowanie szamanizmu wprowadza adepta na ścieżkę wiodącą do wzrostu świadomości duchowych tajemnic wszechświata.
Rdzeniem szamanizmu są kontrolowane doświadczenia wizjonerskie łączące praktykującego z duchowymi istotami, które prowadzą, ochraniają, instruują i błogosławią jemu lub jej w życiu. W tradycyjnym szamanizmie, te osobiste duchy są unikalne dla każdej kultury plemiennej, w nowoczesnym, rdzennym szamanizmie duchy są osobiste i unikalne dla każdego prywatnego, duchowego doświadczenia, jego podłoża i systemu przekonań.






Komentarze