O BIEDZIE I WYKLUCZENIU



W wywiadzie sprzed 8 lat Wojtek Jóźwiak zadał mi takie (m. innymi) pytanie:

WJ: W jaki sposób terapeuta (albo szaman) miałby kogoś uwolnić od ubóstwa, czyli uczynić bogatym?

RP: Już w tym pytaniu zawarta jest opozycja biedny/bogaty. Paradoksalnie problem ubóstwa, to problem bogatych, a nie biednych! Zauważ, co w globalnej skali stało się z bogatymi w Rosji po 1917 r. Współczesne ataki terrorystyczne też są pochodną tej polaryzacji. W mniejszej skali bogaci już teraz doświadczają ubóstwa biedoty z upadłych PGR-ów jeśli mają w pobliżu domek letniskowy. Tam kradnie się już wszystko! Sedesy, umywalki, okna, drzwi, podłogi, co tylko się da w miarę szybko zdemontować. Powolutku również i w Polsce bogaci zaczynają sami sobie budować strzeżone przed biednymi getta! Im większe rozwarstwienie, tym gorzej. Bogaci utwardzają się w swych sercach i racjach, a biedni coraz bardziej dyszą żądzą zemsty i zapisują się do partii Leppera. Terapeuta-szaman może zrobić tylko i aż jedno: doprowadzić do realnego i głębokiego dialogu pomiędzy tymi stronami. Ale nie chodzi tu o wypracowanie jakichś programów pomocowych czy "wyrównywanie szans" (choć to też jest cenne i ważne, ale jak wiemy niezbyt to dobrze działa), bo będzie to kolejna paternalizacja i niezamierzone traktowanie "biednych" "z góry". Przedstawiasz uczciwie sytuacje i prognozy: np. obraz getta bogatych i oblegających je osób biednych. I pytasz OBIE strony czy im się podoba taka wizja świata w przyszłości? A potem facylitujesz proces jedynie. Szaman czy terapeuta nie jest doradcą. Te dwie strony znają najlepsze rozwiązanie tej potencjalnie tragicznej wizji przyszłości. Potrzebują się poznać nawzajem, a dzięki temu zdjąć z oczu łuski stereotypów - bo obie strony tak postrzegają! Może spotkają się na poziomie człowieczeństwa, może uruchomią niedostępne dotychczas zasoby. Nikt nie wie! Szaman i/lub facylitator przechodzi pomiędzy tymi światami nie wikłając się w żaden na zbyt długo - i to jest jego podstawowa umiejętność. Trzeba się spotykać i stwarzać ramy dla takich spotkań (i tu technika oraz wykształcenie terapeutyczne są potrzebne i przydatne). Stoi za tym oczywiście głęboka wiara i przekonanie w mądrość Tao, Wszechświata, a poprzez to i w mądrość ludzi.

tego samego dnia (wpisu) pojawiła się we mnie refleksja:
właśnie zjadłem drożdżówkę z serem i dostrzegłem lekkie poczucie winy w sobie. Ale nie o to chodzi - tylko o świadomość rangi osoby, która może sobie tę drożdżówkę w każdej chwili zjeść podczas, gdy ktoś obok - niekoniecznie: więc myślę, by jedząc rozejrzeć się wkoło, czy nie patrzy na to ktoś głodny (pozostający w tej sytuacji nie z własnego wyboru) ...

a ona (i powyższy post) spotkała się z odzewem czytelniczki:
Robercie, Twoj tekst moim zdaniem to utopijna teoria bez pokrycia w rzeczywistym dzialaniu. Dobrze brzmi, ale nic konkretnego nie wnosi.Twoj komentarz brzmi juz bardziej "ziemsko", co nie znaczy, ze uda Ci sie nakarmic drozdzowka wszystkich potrzebujacych. Lubie wzniosle iree, ale bez pomyslu na ich realizacje stanowia po prostu zbior bajek pt. "Pobozne zyczenia".


Na co odpisałem:

Wydaje mi się, że nie doczytałaś tekstu. Tam są konkretne propozycje, które zresztą faktycznie się dzieją i wnoszą zmianę w świecie. Pamiętam Deep Democracy Open Forum prowadzone w wielkim "piwnym" namiocie na jednym z placów przy BanhoffStrasse w Zurichu... (taka ulica z najdroższymi sklepami w drogim mieście). Byli tam: "okupujący" ten plac i przeganiani z niego punki, bezdomni, narkomani oraz przedstawiciele władz miasta, policja, bankierzy, właściciele sklepów i mieszkańcy okolic tego drogiego placu. Był to autentyczny, ostry i żywy dialog, bez "kadzenia", ale i z konkretnymi rozwiązaniami i bliskością jaka powstała pomiędzy stronami. Takie są konkrety - trzeba tylko przełamać swój opór a może niewiarę i niechęć do działania.

‎A jeśli chodzi o "drożdżówkę", to absolutnie rzecz nie polega na tym by nakarmić ludzi drożdżówką (czy dawać rybę zamiast wędki -- choć czasami jest to konieczne i b. potrzebne!). Takie akcje są bardzo często poniżające dla tych "co są głodni i biedni".
Tak jak pisałem: Chodzi o żywy dialog w duchu głębokiej demokracji, bez politycznej poprawności i owijania w bawełnę. Z dostrzeganiem różnic społecznych, klasowych, rasowych i wszelkich innych, i ze zrozumieniem czym one grożą ale i jaki twórczy potencjał właśnie te różnice niosą dla wszystkich.

Komentarze

  1. Robert, pora uwolnić się od Kompleksu Lewicy. Jaki stosunek dochodów miądzy Biednym a Bogatym uznałbyś za sprawiedliwy czyli dopuszczalny? 1:100? 1:tysiąca? Mój dochód (na który nie narzekam) do czołówki najbogatszych ma się jak 1:miliona (tysiące do miliardów). Co radzisz zrobić z tymi, którzy mają za dużo? Grozisz rokiem 1917 - czyli zabić? Od ilu pln/rok chcesz stawiać pod ścianę? Ktoś Tobie/nam świadomie-celowo wpaja poczucie winy z powodu bycia "bogatym"; wpaja też branie strony "biednych", solidaryzownaie się z nimi i ich biedą jako czymś rzekomo wyższym, lepszym. Po co ów Ktoś to robi? - Bo takie myślenie, taka postawa OSŁABIA Cię/nas. Odbiera ochoty na bogacenie się, a właściwie w ogóle na zajmowanie się czymkolwiek sensownym. Czyli osłabia Ciebie/nas jako potencjalną kopnkurencję. Wśród stada lewicowych oszołomów dopiero można robić interesy bez zagrożenia.
    Pozdrawiam, Wojtek, Jóźwiak, wymieniony na początku.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz - twoja opinia/zdanie jest dla mnie ważne !