Hellinger za i przeciw "ustawieniom"


Czy aby powyższy obrazek przedstawia jedyny, słuszny i "uporządkowany" model rodziny w globalnym świecie XXI w.?

Ostatnio przeprowadziłem wymianę e-maili na temat terapii ustawień systemowych B. Hellingera, tzw. "porządków" rodzinnych.
Pomyślałem, że może przytoczę dyskusję z fragmentami wypowiedzi osoby korespondującej ze mną (Zachowałem anonimowość tej osoby -- ale podobnych dyskusji miałem już wiele, więc sądzę, że zasadniczo jest to "polowa" wymiana poglądów pomiędzy rolami w "polu" -- obecna od dawna i pewnie trudna do wygaśnięcia...


(tu się zaczyna ...)

Na niektóre rzeczy mam a-wersję :) -- np. do metody i osoby B. Hellingera


najprościej powiedziałbym tak: niektóre założenia oraz związane z tym
wypowiedzi Hellingera są dla mnie totalitarne. Nie do przyjęcia jest np. jego twierdzenie, że osoby
homoseksualne to wynik takich a nie innych układów w rodzinie (czyli w tym kontekście niewłaściwych ustawień, i że - jak z tego wynika (wprost bądź nie-wprost) -
ustawienie może wyeliminować to "zboczenie"  ze społeczeństwa.
Kolejnym założeniem nie do przyjęcia wskazywanie na odpowiedzialność nadużytych dzieci w rodzinach, które zdaniem Hellingera były tam „nie bez powodu”. Częstym przypadkiem w tym podejściu jest wtórna wiktymizacja osób nadużytych przez rodziców poprzez zmuszanie ich
/często nie wprost ale przez autorytet prowadzącego -- / do oddawania
pokłonów rodzicowi (a raczej „reprezentantowi” na sesji grupowej), który w przeszłości nadużył dziecko np. seksualnie,
fizycznie, czy przemocą psychiczną.

Z tym się niestety jako terapeuta  zetknąłem osobiście, tzn z ofiarami
takich "ustawień"...
Generalnie widuję osoby po dziesiątkach
ustawień, które z punktu widzenia ich indywiduacji czy rozwoju, oprócz
emocjonalnego "acting out" (odreagowania poprzez „reprezentatntó”) na zajęciach, w których uczestniczyli nie
dostrzegają żadnych trwałych czy głębszych zmian...

No i sporo mógłbym jeszcze dorzucić do tego...


Można oczywiście powiedzieć, że "ustawiający" nie zgadza się z poglądami
Hellingera i robi "po swojemu", ale niestety te poglądy są podstawowym założeniem a przez to raison d'etre (sensem istnienia) "ustawień" ! Inaczej nie byłoby czego ustawiać....


Sam termin "ustawienie" niesie ze sobą znaczenie - sens, że coś należy
"ustawić" aby było w porządku (zresztą używa się tu dokładnie takiego określenia: "porządki rodzinne" !). Inaczej "TO"
nie jest "w porządku". Za tym  idzie logiczne i psychologiczne domniemanie,.
że jest ktoś/coś, co WIE LEPIEJ i ZNA ten porządek (jak np. w przypadku
wspomnianych osób homoseksualnych).

I na to (co najmniej 3 wyżej wymienione jakości) nie ma mojej zgody. I stąd moja awersja.

JAk wielki jest ukryty sens magicznie bądź afirmacyjnie powtarzanych treści płynących z naszego wnętrza niech świadczy poniższa anegdota:

Junga kiedyś spytano czy wierzy w Boga – a on odrzekł: "ja nie wierzę, ja
wiem". (Słynny i b. często powtarzany cytat z wywiad nakręconego w latach 50tych XX w. dla BBC)

Potem (co już jest znacznie mniej znane) -- już nie w  wywiadzie dopytywali go terapeuci analityczni: skąd wie?
A on: "och,  to nie takie trudne: co pewien czas wymyka mi się z ust praktycznie
przez całe życie: "O Boże!" "Mój Boże", itp. po tylu latach -- jak myślicie,
że skąd to wypływa ??? "

Więc jeśli ktoś robi "USTAWIENIE" i "PORZĄDEK RODZINNY" to jak myślicie, że
skąd wypływa takie a nie inne stwierdzenie? ???

Ja mam tak pogląd, że  świat jest w porządku taki jaki jest a zyskiwanie
świadomości ogólnej oraz indywidualnej Mu w tym pomaga. Tao jest nieodgadnięte a
po nazwaniu staje się "porządkiem" -- jednak wówczas usztywnia się i dąży do
rozpadu....
Oczywiście w ramach TAO leży także zdecydowane i konkretne reagowanie na realną krzywdę czy nadużycie, których jesteśmy świadkami !

I coś jeszcze -- gdzieś mi za tym pobrzmiewa owo, jakże trudne dla Polaków
do usłyszenia stwierdzenie:
"ORDNUNG mus sein" .... wypowiadane w ojczystym języku Berta H.





Na co mój ko-respondent odrzekł był:


cyt.:

A teraz do kwestii Twojej krytyki, Robercie. Krytykujesz nie Ustawiaczy, nie
metodę, nie Hellingera, tylko to wiedzące pole, te siły wyższe które tam się
manifestują. Dlaczego osoba wykorzystana seksualnie ma się ukłonić swojemu
sprawcy, nie wiem. Najczęściej tak samoistnie wychodzi na ustawieniach, bez
ingerencji ze strony ustawiacza, czasami ustawiacz ingeruje, ale kieruje się
jak medium tym co mu przekazują "duchy".

(.......) cut – koniec cytatu.


A ja na to odpisałem tymi słowami:

O matko i córko najświętsza .... !!!

a.) Mówienie , że coś robi pole  jest mało sprytnym informowaniem o
całkowitym braku osobistej odpowiedzialności terapeuty. O kompletnej
niewiedzy o jego/jej randze i mocy!  Jak dziecko we mgle twierdzące: "to nie
ja zrobiłem; to zrobiło "pole".

b.) Osoba wykorzystywana seksualnie (i inaczej też) może przebaczyć sprawcy
i dojść do siebie (a co dopiero się ukłonić sprawcy !!!)
po
-- Długotrwałej nieraz terapii
-- Zrozumieniu i wzięciu odpowiedzialności przez sprawce za swój czyn
-- Przeprosinach i zadość uczynieniu z jego strony
-- Zrobieniu przez sprawcę wszystkiego co w jego mocy by trauma osoby
poszkodowanej przez niego została naprawiona
-- To samo dotyczy dorosłych świadków --- np. matki, która nie broniąc
dziecka jest ze sprawcą w milczącej koalicji i przez to współwinną czynu

Na tym polega natura skutecznej pracy z nadużyciem i traumą -- polecam: "Uraz
psychiczny i powrót do równowagi" Hermann, "Siedząc w ogniu" Mindella A. -- 
inaczej nadużyci po jakimś czasie (nieświadomie) biorą to za normę i sami
potem nadużywają (też seksualnie), ofiary im się kłaniają i cykl
żołnierskiej "fali" ofiary-sprawcy-ofiary się toczy w nieskończoność  z
pokolenia na pokolenie  !!!

Jeśli się ukłony zrobi wcześniej (przed tymi 4 punktami) -- to to jest
właśnie wtórna wiktymizacja --  ponowny, publiczny gwałt (tym razem
psychiczny) na tej osobie w kręgu osób ustawionych ... Niestety takie coś
jest nazbyt częste w metodzie Hellingera. Ustawiający, który proponuje coś
podobnego powinien zostać czym prędzej zgwałcony przez własnego ojca czy
matkę (albo zwyczajnie na ulicy ) i zaraz po tym się ukłonić  sprawcy -- 
wówczas może by zrozumiał co sam komuś uczynił ... (Zawsze przecież można powiedzieć, że pole, duchy i siły wyższe go doprowadziły do tego przeżycia, aby pozyskać zeń konieczną wiedzę ...)



c.) Cudownie by było gdyby ustawiaczem faktycznie kierowały duchy. Jednak by
tak się stało musiałby on/a faktycznie opróżnić się  z własnego materiału
psychicznego, przeniesień, przeciwprzeniesień, projekcji -- wszystkiego co
nieświadomie rzutuje na daną sytuację terapeutyczną, a co nazywa duchami.
Na to potrzeba ok. 5 lat terapii własnej, doświadczeń i wielu błędów pod superwizją -- a
i to bywa o wiele wiele za mało w przypadku licznej rzeszy terapeutów ...
Szamani by słyszeć głos duchów a nie własnych wyobrażeń i urojeń  też uczą
się i ćwiczą ze 20 lat...

Dzięki argumentowi tzw. "Pola wiedzącego" własne problemy i ich rozwiązania na
nieświadomym, głębokim poziomie rzutuje się skutecznie na klientów nazywając
to "Głosem Duchów i Pola wszech-WIedzącego" ..
uffff

d.) Metoda jest zbyt ograniczona socjologicznie.
 Hellinger w swoich pokazach osobom, które nie pasują do jego teorii (i/lub
wypowiadanych sugestii)  mówi np. pani się nie nadaje lub nie jest gotowa
!!! (autentyczne cytaty z jego występów w Krakowie w  kinie Kijów !!! )
Wyobrażam sobie szok Hellingera, który przybyłby do wioski  Triobriandczyków
lub na np. Pacyfiku i szukał mamy dziecka w gromadzie dzieci próbując tam
zrobić "ustawienie". Tam wewnętrznie dzieci uważają wszystkie kobiety za
swoje matki a mężczyzn za wujków -- czasem w ogóle instytucja ojca nie była
znana, przez co dzieci ich nigdy nie znały... A jednak wszystkie były
szczęśliwe !

Albo gdyby się znalazł w gejowskiej rodzinie/ komunie patchworkowej o
maksymalnym zmieszaniu -- ku czemu właśnie zmierza w swym rozwoju społecznym
współczesny świat...  Jak tam zrobiłby ustawienie ?

ehh szkoda słów

dzieki za uwagę
Robert P.

Komentarze