MEDYTACJA KU WOLNOŚCI

Inny rodzaj medytacji

Na całym świecie, od niepamiętnych czasów, ludzie zastanawiają się nad sensem istnienia lub choćby nad tym skąd biorą się ich problemy czy trudności. To właśnie z takich refleksji, poszukiwań, zadawanych pytań powstały różne metody pracy nad sobą polegające na śledzeniu tego, co się dzieje w naszym wnętrzu.
Na przestrzeni wieków powstawały przeróżne techniki i metody medytacji, które okazywały się bardzo przydatne w rozwiązywaniu trudności i dawały odpowiedzi na niektóre pytania. Pod koniec dwudziestego wieku mieliśmy okazję poznania wielkiego bogactwa technik medytacyjnych, które przyszły do nas ze wschodu. Odkryto również „na nowo” wiele zapomnianych sposobów medytacji od wieków wykorzystywanych na terenie Europy. 
rys. Alchemiczna fontanna (źródło) życia.
Same techniki medytacyjne można podzielić na kilka grup w zależności od tego jakie zmysły są przede wszystkim wykorzystywane w danej metodzie. Bardzo dużo sposobów medytacji skupia uwagę na odczuciach płynących z ciała. Na tym polega hatha joga, pranajama czyli koncentracja na oddechu, liczenie oddechów, niektóre rodzaje masażu, akupresury, metody relaksacyjne, biologiczne sprzężenie zwrotne, czy trening autogenny Schultza.
Jeśli najważniejszą rolę w medytacji odgrywa zmysł wzroku, to wówczas technikami medytacji stają się przeróżne odmiany wizualizacji, patrzenie w jeden punkt lub rozmywanie wzroku w przestrzeni, rysowanie i kontemplacja mandali, lub zajmowanie się snami, wizjami oraz interpretacja przekazywanych tą drogą symboli. Dla zmysłu słuchu medytacją może być rytmiczne bębnienie szczególnie w pewnych określonych, szamańskich rytmach pochodzących z bardzo odległych czasów. Podobnie działa na nasz umysł mantrowanie czyli powtarzanie pewnych fraz lub długich modlitw, a także długotrwałe śpiewy indywidualne oraz chóralne. Wsłuchiwanie się w wewnętrzne dialogi, jeśli korzystamy z nich w świadomy sposób jest również bardzo silną metodą pracy wewnętrznej. Kiedy potraktujemy ruch naszego ciała jako medytację, to okaże się, że zmieści się w tej grupie nie tylko Tai Chi, Chi Kung, medytacyjne, uważne chodzenie w stylu Zen czy niektóre sporty walki, ale także wirowanie derwiszów, ruch autentyczny czy nawet poranne przeciąganie się! Dla wielu osób medytacją bywa relacja z bliskimi osobami, tutaj bardzo popularna jest hinduska tantra, siddha joga, taoistyczna alchemia seksualna. Czasem medytacją może być nawet wspólny taniec taki jak tango. Warto do tego dodać zjawiska występujące w świecie, kiedy szczególnie się na nich koncentrujemy. Jest to typowe dla wszystkich kultur plemiennych, gdzie jeszcze żyją szamani. Tutaj ważna jest samotna wyprawa na pustkowie, w góry lub do lasu. Świat poprzez intuicyjne objawienie lub wizję przekazuje informacje i wiedzę osobie medytującej i przebywającej w łonie Matki Ziemi
Można w tym miejscu zastanowić nad tym, dlaczego powstało tak wiele, różnorodnych metod medytacji i dlaczego tak bardzo różnią się one od siebie, choć w efekcie mają prowadzić do podobnych rezultatów. Czy nie istnieje jeden skuteczny sposób medytacji? W dodatkowe zakłopotanie może wpędzić nas fakt, że wielu nauczycieli i mistrzów z różnych tradycji uważa, że ich metoda jest najwłaściwsza.
Wydaje się, że tak wiele technik powstało dlatego, żeby oddziaływać na wszystkie nasze zmysły, żebyśmy mogli jak najwszechstronniej rozwijać się , a także dlatego, że różnimy się od siebie; każdy człowiek posiada inne zdolności. Jedna osoba może być dobra w malowaniu, inna w śpiewaniu a jeszcze inna w tańcu. Sposoby medytacji powinny być dobierane najpierw do naszych wrodzonych zdolności a dopiero potem w celu rozwinięcia cech i zmysłów, które domagają się naszej uwagi, a z których rzadko korzystamy na co dzień.
Jednak poza wszystkimi technikami i sposobami medytacji najważniejsze jest samo podejście do wykonywanych przez nas nawet najzwyklejszych czynności. Jeśli mamy odpowiednią postawę to wszystko może stać się medytacja. Znam mistrzynię Zen, która ma czworo dzieci. Kiedyś zapytałem ją kiedy znalazła czas żeby medytować, odpowiedziała, że uważne wychowywanie dzieci to była właśnie główna część jej medytacji. Inna wielka mistrzyni buddyjska z Indii Dipa Ma, poradziła kiedyś młodej kobiecie, która właśnie urodziła dziecko, żeby karmienie niemowlęcia stało się jej główną medytacją, aby skupiła się tylko na tym zajęciu ze stuprocentową uwagą oraz energią. Karmiąca, niepiśmienna kobieta zaczęła postępować w ten sposób i osiągnęła wielki postęp nie tylko w medytacji, ale także w rozumieniu buddyjskich nauk.
Okazuje się, że dość często wskazane jest odejście od jakiegoś przepisu czy wskazówek udzielonych przez mistrza lub wielowiekowej tradycji właśnie po to, żeby odnaleźć indywidualną, najwłaściwszą drogę. Kiedy zaczniemy docierać do własnych sposobów medytacji, to może się okazać, że choć wydają się one przeciwstawiać większości zasad stosowanych w tradycyjnych szkołach, to dla medytującej osoby są w danej chwili najlepsze.
Niektóre typowe i szeroko stosowane zalecenia dla adeptek oraz adeptów medytacji i rozwoju wewnętrznego mogą okazać się wręcz szkodliwe dla zdrowia. Na przykład większość psychologów oraz nauczycieli jogi kładzie nacisk na rozluźnienie, masaż i relaks w sytuacji, gdy jesteśmy zbyt napięte/ci i od tego napięcia bolą nas mięśnie karku. Jednak nie zawsze jest to to właściwe postępowanie. Przy takim podejściu zapomina się o tym, że napięcie, które gromadzi się w karku może być ważne, a rozluźniając się nigdy nie dowiemy się dlaczego i w jakim celu nasze ciało wytworzyło napięcie właśnie w taki sposób i w tym miejscu. W psychologii tę metodę radzenia sobie z problemami i napięciami nazywa się często wypieraniem napięć.
W książce „O pracy nad samym sobą” psychoterapeuta Arnold Mindell pisze o tym, że w ciągu długich lat pracy z osobami chorymi na nowotwory zauważył, że właśnie wypieranie napięć mięśniowych często poprzedzało zachorowania na różnego rodzaju nowotwory. Tak jakby powierzchniowe napięcia mięśni schodziły wgłąb ciała i lokalizowały się w narządach wewnętrznych. Napięcia same z siebie nie znikają i bardzo często najlepszym sposobem pozbycia się ich na stałe jest działanie odwrotne, czyli chwilowe wzmocnienie tych napięć.
 
Pamiętam jak pracowałem kiedyś z pewną panią, która chronicznie napinała mięśnie karku oraz ramion i cierpiała na skurcze boleśnie unieruchamiające jej szyję. Praktycznie co trzy dni odwiedzała masażystę, ale zabiegi niewiele pomagały. Zdesperowana kobieta, gdy nic już nie pomagało, trafiła w końcu do mnie na terapię, a ja słuchając historii jej choroby pomyślałem, że skoro na nic nie zdały się masaże czy inne zabiegi fizjoterapeutyczne, to zapewne skupienie się na napięciu a nawet jego powiększenie może w przypadku tej pani okazać się najskuteczniejsze.
rys.: alchemiczny Duch Merkuriusz rezydujący w ciele i kierujący wewnętrznymi energiami
Zaproponowałem zatem, żeby zamiast rozluźniać się, jeszcze bardziej zwiększyła napięcie w okolicy szyi. Kobieta doskonale wiedziała jak to zrobić i po chwili prawie całkowicie schowała głowę pomiędzy ramionami. Zdumiewające, że potrafiła trwać w bardzo nietypowej postawie przez co najmniej dziesięć minut praktycznie bez poruszenia, a ja wyłącznie lekkimi dotknięciami oraz nielicznymi słowami zachęty pomagałem jej jak najgłębiej wejść w bardzo głębokie i wyjątkowe doświadczenie. Znalazła się w głęboko medytacyjnym stanie, choć nigdy w życiu nie praktykowała żadnej medytacji. Nagle jakby otrząsnęła się i krzyknęła z triumfem: „Już wiem! To była medytacja drapieżnego ptaka – napięcie w karku i w górze ramion jest jak wielka, uwięziona moc skrzydeł, które gwałtownie pragną się rozprostować. Od tej chwili będę latać jak sokół, wypatrywać łupu i błyskawicznie po niego sięgać.” Porozmawialiśmy jeszcze o tym, gdzie w jej życiu najbardziej potrzebna jest postawa drapieżnego sokoła, co jej nie pozwalało wcześniej tego robić oraz o tym co może zagrażać tej nowej postawie i jak najskuteczniej wprowadzać ją w życie, po czym opuściła mój gabinet i dopiero po dwóch latach przypadkowo spotkaliśmy się u wspólnych znajomych.

Jak tam bóle szyi? – zapytałem. Jakie bóle? - odpowiedziała trochę żartem a trochę z zaskoczeniem. Po krótkiej rozmowie okazało się, że jej spontaniczna medytacja, w której wystąpiła postać zrywającego się do lotu sokoła było dokładnie tym, czego najbardziej potrzebowała w tamtym czasie w swoim życiu. Nie wchodząc w dalsze szczegóły dodam, że kobieta cierpiąca na bóle karku nie tylko rozwinęła skrzydła w swoim życiu, ale również zapomniała co to jest ból szyi.
Jeśli chcesz spróbować najbardziej naturalnej medytacji, która wypływa z twoich własnych potrzeb, a nie z usłyszanych instrukcji, to poszukaj spokojnego miejsca i nie spiesząc się zwróć uwagę na to jak oddychasz, policz kilka razy oddechy od jednego do dziesięciu a potem zadaj sobie pytanie: co takiego dostrzegam, czego jeszcze przed chwilką nie zauważałam/em? Czy coś szczególnego widzę, słyszę albo czuję? Następnie skoncentruj się na najsilniejszym albo najbardziej nieznanym doznaniu lub spostrzeżeniu. Wzmocnij to doświadczenie, aby jeszcze lepiej je poczuć, widzieć lub słyszeć.

 Jeśli coś widzisz, to zobacz bardziej, wyraźniej, dokładniej, dodaj brakujące szczegóły. Jeśli coś słyszysz, to posłuchaj uważnie co to za dźwięki lub głosy, o czym mówią, kto w twoim wnętrzu mówi albo śpiewa, itd. jeśli coś czujesz, to zbadaj czego doświadcza twoje ciało; bólu, rozkoszy, nieznanych odczuć, stłumionych uczuć? Wzmocnij to co czujesz. Możesz skupić się na jednym obszarze ciała, ale możesz także rozprzestrzenić swe doznanie na całe ciało i otaczający cię świat.
Następnie spróbuj zobaczyć to, co czujesz, usłyszeć to, co widzisz, poczuć to, co słyszysz i tak dalej. Początkowo może to być trudne, bo wymaga twórczego podejścia. Na przykład odczuwane w ciele pieczenie może stać się widzianym ogniem, który wydaje dźwięk podobny huczącego ogniska.
Zadaj sobie pytanie: dla kogo są te wszystkie doświadczenia?
Kto je przeżywa?
Po co to wszytko pojawia się i w jakim celu?
Kiedy już uzyskasz odpowiedzi, to możesz zastanowić się, czy i w jakim obszarze życia można wykorzystać informacje, które właśnie do ciebie dotarły ...

Komentarze

  1. No proszę, jedno kliknięcie w linka w mailu i tyle nowości :) Przede wszystkim - gratulacje z okazji Potomka!!!
    O warsztatach szamańskich rozpuszczę wici (sama nie dam rady, niestety). A bloga będę czytać, bo ciekawy (też koło szamanizmu i Castanedy ciągle chodzę).

    Serdeczności

    Zosia

    OdpowiedzUsuń
  2. super blog - czytam wlasnie z duzym zainteresowaniem :)

    moglbys cos napisac jak pracowac szamansko-popowo z byciem singlem, samotnoscia i niemoznoscia znalezienia drugiej polowki ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe,czytam z wielką uwagą,fantastycznych rzeczy się dowiedziałam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz - twoja opinia/zdanie jest dla mnie ważne !