SZAMANIZM I PSYCHOTERAPIA A ROLA PSA I WULKANU




SZAMANIZM I PSYCHOTERAPIA A ROLA PSA I WULKANU

Tekst powstał po części w związku z dyskusją na liście o szamanizmie i psychoterapii - w nawiązaniu do tezy jak niewiele różnią się te dwa podejścia, jeśli wykonuje się je „z sercem" i na ścieżce serca...
Wszystkich, któzy chcieliby więcej się dowiedziec o tym jak blisko siebie znajdują się szamanizm i psychoterapia, jak w swej istocie są nierozerwalne i jak się splatają - zapraszam na prowadzone przeze mnie warsztaty szamańsko- psychologiczne pt.: SZAMAŃSKIE PODRÓŻE - UZDRAWIANIE I DROGA PRZEZ ŻYCIE (w Kotlinie Kłodzkiej, 6-12 sierpnia 2008)


Kilka tygodni po śmierci Carla Gustawa Junga, w drzwiach jego bliskiej i słynnej współpracownicy, stanął młody, 21-letni student pracujący w Zurychu nad doktoratem z fizyki kwantowej. (Tamtejsza politechnika czyli Technische Hochshule bardzo słynna jest/była i wielkim poziomem się wsławiła...). Student nigdy wcześniej nie zamierzał poddawać się psychoterapii, ale liczne zadziwiające, niepokojące i niezrozumiałe sny sprawiły, że postanowił coś z tym zrobić. Za namową kolegi udał się po poradę, do tajemniczej „wiedźmy z Zurychu”, jak nazywano Marię Louise von Franz - słynną specjalistkę od pracy ze snami.
Kilka lat później student obronił co prawda doktorat, ale z psychologii i zamiast być fizykiem atomowym został analitykiem jungowskim, po czym rozwinął idee Junga tworząc nowy rodzaj psychoterapii, którą nazwał Psychologią Zorientowaną na Proces. W tej szkole psychologii ogromne znaczenie ma odnajdywanie ukrytych informacji, do których najłatwiej dotrzeć wkraczając w odmienne stany świadomości. Tak jak dla Freuda Sny były „królewską drogą do podświadomości” dla Junga kompleksy, tak dla Psychologii Procesu tą drogą są odmienne (w tym oczywiście szamańskie) stany świadomości.
Opisywanym studentem fizyki był Arnold Mindell, który w książce „Psychologia i szamanizm”, dowodzi, że szamanizm to niemożliwe do wydziedziczenia, ogólnoludzkie podłoże duchowych doświadczeń. Przekaz szamański jest jego zdaniem polowy a nie eksluzywny, dzięki czemu KAŻDY ma potencjalny dostęp do szamańśkiej wiedzy, zdolności ale też i do niejednokrotnie do związanych z tym cierpień, bolączek i utrapień!
Mindell jest jednym z kilku największych, współczesnych psychologów, którzy twierdzą, że szamanizm to wzorzec i źródło współczesnej psychoterapii. Właściwie wszystko co czynimy dla rozwoju ducha, a nawet dla rozrywki wypływa z szamańskich źródeł. Na przykład poszukujemy transu tańcząc w dyskotece, lub na koncertach, biegamy albo wykonujemy inne, angażujące nas cieleśnie, powtarzalne, monotonizujące czynności, przez co doznajemy odmiennych stanów świadomości - stanów, które odbiegają od „szarej”, codziennej rzeczywistości i noszą znamiona szamańskiego transu.
Opisywana przez Castanedę szamańska „druga uwaga”, jest w praktyce sposobem, w jaki terapeuta (i szaman/ka) wychwytuje znaki wysyłane przez nieświadomość pacjenta. Terapeuta tak, jak myśliwy podąża za tymi śladami i odkrywa wraz z pacjentem ważną wiadomość. Z punktu widzenia rozwoju osobistego są to wskazówki objaśniające w jaki sposób kroczyć ścieżką pomiędzy światami tonala – tego co zwyczajne, codzienne - i naguala – tego co niezwykłe. Zarówno szaman, jak i psychoterapeuta wkraczają wraz z pacjentem w obszar naguala, w obszar żywej nieświadomości.
W początkach lat siedemdziesiątych Mindell odkrył u osób ciężko oraz śmiertelnie chorych zjawisko nazwane przez niego "śniącym ciałem". Okazało się, że informacja oraz przekaz niesiony przez nocne marzenia senne objawiają się w ciele w postaci symptomów. Na przykład sen o wybuchającym wulkanie może w ciągu dnia pojawić się w ciele pod postacią rozrywającego bólu głowy albo żołądka. Niezwykłe jest to, że wulkan ze snów może przejawić się również w odczuciach oraz doznaniach odbieranych i wyrażanych przez inną osobę!
Obraz wulkanu jest nieświadomą i nieznaną częścią śniącego. Może to być na przykład wylewna i gorąca aktywność. Jednak śniący nie utożsamia się z tą cechą, jest to jeszcze nierozpoznana właściwość, która ukryta w nieświadomości może pojawiać się wyłącznie w snach, symptomach czy nieświadomych ruchach i gestach danej osoby. Mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem, które można by nazwać "duchem wulkanu".
Uważny obserwator odkryje tego ducha w sposobie i tempie mówienia, w tonie głosu, sposobie gestykulacji, spontanicznych ruchach, a także we własnych, wewnętrznych wrażeniach! Być może terapeuta w obecności takiego pacjenta sam odczuje ochotę, żeby wybuchnąć jak wulkan. Po pewnym czasie może nawiedzić go refleksja: "Aha, więc to, co sprawia problem pacjentowi, to kompleks, który we śnie wygląda jak wybuchający wulkan".
Jeśli ten sam pacjent trafiłby do szamana, to ten dzięki swoim duchom pomocniczym oraz czujnej obserwacji, za sprawcę tej samej choroby (np. bólu głowy) uzna właśnie "ducha wulkanu".
Przychodzi mi na myśl anegdota o Fritzu Perlsie, słynnym twórcy psychologii Gestalt. Pewnego razu antropolodzy M. Harner i C. Castaneda sprowadzili do ośrodka Esalen, gdzie mieszkał Perls słynną szamankę z plemienia Pomo, Elsie Perish z Pn.-Zach. Wybrzeża USA. Elsie prezentowała swoje metody uzdrawiania. F. Perls znany był ze swojej ironii, sceptycyzmu i zdroworozsądkowego podejścia. Po pokazach i opowieściach szamanki, Perls wygłosił taki oto komentarz: „Jeśli ona jest szamanką, to ja także. Ostatnio była u mnie pacjentka, która bez przerwy mówiła, a ja nie wiedziałem co powiedzieć, czy zrobić. Zamknąłem oczy i zobaczyłem szczekającego psa. Zrozumiałem to i stwierdziłem: "Pani głos brzmi jak szczekanie psa". Kobieta zaczęła płakać i odrzekła: "Mój mąż mówi do mnie to samo." - Perls dodał, że od tego zdarzenia terapia ruszyła z miejsca.
W pewnym sensie mamy tutaj do czynienia z „duchem”. Tym duchem jest szczekający pies. Jest on na tyle wyraźny, że zarówno mąż owej niewiasty jak i terapeuta potrafili go zauważyć i wyartykułować. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że również uzdolniony szaman czy szamanka potrafiliby rozpoznać tego, specyficznego ducha. Można założyć, że szaman i terapeuta nie różnią się przynajmniej na wstępnym etapie leczenia. Terapeuta zapewne rozszerzy diagnozę i stwierdzi: "To, co w warstwie wizualnej objawia się jako szczekający pies, przedstawia kompleks psychiczny, który niesie w sobie treść istotną dla zdrowia oraz samopoczucia pacjentki". Natomiast szaman może stwierdzić coś takiego: "Aha, to z tym duchem przyjdzie się zmierzyć."
Wygląda na to, że terapeuci i szamani posiadają zdolności telepatyczne, ale prawda jest taka, że wszyscy posiadamy takie zdolności. Na głębszych poziomach zażyłości nie sposób jednoznacznie stwierdzić do kogo należy drzemiący w nieświadomości materiał – czyli pies („i tu jest pies pogrzebany” :) ).
W psychologii zorientowanej na proces, z nieświadomością często pracujemy podobnie, jak zmagający się z duchami szamani. Na przykład w pracy z klientem, a zwłaszcza z parami, rodzinami czy grupami, nieobecna fizycznie postać, o której się często wspomina, bywa nazywana „duchem”. Jakiś domniemany "ktoś" lub "coś", poprzez samo mówienie o tym „kimś” jest niematerialnie obecny w trakcie sesji terapeutycznej.
Wróćmy jednak do naszej szamanki i przykładowego ducha szczekającego psa. Trzeba zaznaczyć, że istnieje bardzo wiele sposobów szamańskiego uzdrawiania. Tak samo jak istnieje niezliczona ilość technik psychoterapeutycznych. W naszym przykładzie, bardzo prawdopodobny staje się poniższy scenariusz:

1. Szamanka wejdzie w odmienny lub inaczej mówiąc szamański stan świadomości i skonsultuje wstępną diagnozę ze swoimi duchami opiekuńczymi pytając się czy może uzdrawiać tę osobę.
2. Po uzyskaniu zgody, zapyta duchy o najlepszy sposób postępowania. W tym przypadku najbardziej prawdopodobny będzie seans walki z duchem choroby i odpędzenia go, przeprowadzony w obecności zainteresowanej oraz wszystkich bliskich chorej.
3. Następnie przeprowadza się seans uzdrawiania. Szamanka za pomocą śpiewu, tańca, gry na instrumentach, środków halucynogennych albo wszystkich tych czynników razem, ponownie wkroczy w odmienny stan świadomości i rozpocznie podróż do świata duchów. Tam spotka zarówno ducha opiekuńczego chorej, jak i ducha, który jest sprawcą choroby. Następnie odbędzie się coś w rodzaju przekonywania albo nawet walki z duchem choroby. Zostaną przedstawione argumenty tak jednej jak i drugiej strony. Bardzo możliwe, że pojawią się ważne wiadomości, które nie były wcześniej ujawnione, o których nawet chora nic nie wiedziała. Te elementy mogą zostać oznaczone jako czynniki, które przywołały lub spowodowały pojawienie się ducha choroby.
Prawie we wszystkich tradycjach obrzęd uzdrawiania jest jawny i otwarty dla całej społeczności liczącej nieraz kilkadziesiąt osób. Ogromna dynamika nieświadomych sił, tak indywidualnych jak i rodzinnych zostaje odegrana i symbolicznie odreagowana w swego rodzaju terapii grupowej. Zdaniem szamanów duch dręczący daną osobę dotyczy również całej społeczności i środowiska. Takimi seansami inspirował się na przykład Hellinger.
4. W końcu negatywny duch szczekającego psa zostaje przekonany albo pokonany przez szamankę. Następnie szamanka daje pacjentce lekarstwo oraz zalecenia. Można się spodziewać, że ten duch nie będzie już dręczył pacjentki.

Wracając do psychoterapeuty zauważymy, że ten/ta będzie chciał się dowiedzieć jak najwięcej o „psie”. Z psychologicznego punktu widzenia „pies” jest postacią ze snu będącą „częścią” śniącej. Chilowo jednakże odszczepioną i niezintegrowaną. Im więcej dowiemy się o tym „duchu”, tym łatwiej będzie pacjentce poznać różnorodne cechy, które w tym śnie reprezentuje ten, szczególny pies. Samo szczekanie, to oczywiście wierzchołek góry lodowej. Jest to jedynie rodzaj ekspresji kryjącej mnóstwo znaczeń, często bardzo odległych od samej idei wydawania głosu! Oczywiście nie każdy pacjent potrafi lub zamierza badać znaczenie albo sens istnienia takiej wewnętrznej „części” siebie. W końcu mało kto ma ochotę porównywać się do szczekającego psa, ani tym bardziej utożsamiać się z nim!
Dla terapeuty jednym ze sposobów radzenia sobie z taką sytuacją jest właśnie odegranie roli pacjenta oraz roli psa i doprowadzenie do dialogu tych postaci w obecności osoby, która opowiedziała ten sen. Sam pacjent może doradzać terapeucie jak pogłębiać znajomość tej „psiej” części siebie (stając się na chwilę terapeutą!). Kiedy zaistnieje taka interakcja, to mamy do czynienia z odtworzeniem opisanego powyżej szamańskiego seansu! Terapeuta rozmawia z „duchem” psa przy udziale oraz wedle wskazówek klienta i dla jego dobra. Oczywiście po pewnym czasie pacjent dowiaduje się, że dramat w którym terapeuta grał rolę „psa” dotyczył przede wszystkim jego wewnętrznego życia!
Z punktu widzenia psychologii, opisane tutaj duchy, to wyparte, stłumione i niechciane przez nas części, intencje, myśli oraz uczucia, które kryją się w nieświadomości czekając na odkrycie. Te, mało znane, często wulkaniczne a czasami zwierzęce elementy zawierają w sobie ogromne pokłady energii i mocy. Ponieważ nie dajemy im szansy zaistnieć w ciągu dnia, więc dopominają się o zwrócenie na siebie uwagi nocą...

Autor jest terapeutą Psychologii Zorientowanej na Proces, autorem, tłumaczem książek Arnolda Mindella, członkiem zespołu Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie. Robert prowadzi warsztaty rozwojowe i szkoleniowe (np. warsztaty dla mężczyzn) oraz sesje terapeutyczne (także telefoniczne).
Kontakt: e-mail: robert /at/akademiapop.org, więcej o autorze:www.palusinski.strefa.pl
UWAGA: W Adresie zamień /at/ na @ i usuń wcześniejszą spację :)



Komentarze