wtorek, 13 stycznia 2026

Dlaczego rodzi się coraz mniej dzieci - czyli

o mądrości i wpływach nieświadomości zbiorowej na planecie Gaja

O lamentach nie_rodzenia w kontekście kapitalizmu: 




Wiele lat temu (już ze 20) w jednej z niemieckich wiosek ekologicznych zapoznałem się z ideą "degrowth movement", która polega na konsumpcji zrównoważonej i ograniczonej do faktycznych potrzeb - czyli rozważnego nabywania towarów, zwłaszcza nowych i re_nowa_cji starszych ...
Idee te, choć już długo obecne w alternatywnych mniejszościach, nie znalazły większego wsparcia "na powierzchni", że tak powiem.
Nie mniej jednak tak się realizują w undergroundzie oraz w nieświadomości zbiorowej.
Dzisiaj to do mnie dotarło i zaraz będzie o tym w jaki sposób.
Dominujący system kapitalistyczny oparty jest na iluzji ciągłego "wzrostu" wszystkiego: PKB, bogactwa, kursu akcji, liczby sprzedanych towarów i rodzonych ludzi=konsumentów! To jeden wielki balon lub nadmuchiwana bańka.
Współistniejący z nim system kapitałowy bankowo-giełdowy może istnieć jedynie w warunkach ciągłego "wzrostu" [PKB, konsumpcji itp.] [bo pożycza kasę "na procent"]
Na dłuższą metę jest to jest iluzja, bo na ograniczonej planecie niemożliwy jest nieograniczony czy nieskończony "wzrost".
Perspektywa mniejszej populacji uruchamia logiczną i nieuniknioną konsekwencję de_wzrostu, mniejszej konsumpcji, czyli zakupów/wydatków!
Mniejsze zakupy unieważniają dotychczasowy system oparty na "wzroście"!
To stąd bierze się rozpacz, płacze i jęki oraz biadolenie nad mniejszą i w konsekwencji zbyt małą liczbą przyszłych konsumentów rodzonych przez kobiety. ...
Mniej konsumentów = mniejsza konsumpcja/wydatki!
Nie będzie komu inwestować w akcje i obligacje ...
Nie będzie kredytobiorców.
Nadmiar pustych mieszkań wywoła nie tylko upadek branży budowlanej, ale i spadek cen mieszkań/nieruchomości, co dodatkowo wykończy bankom zabezpieczenia niespłaconych hipotek ...
Banki oparte na dotychczasowym (lichwiarskim) modelu biznesowym - upadną.
Idea de_wzrostu (degrowth), która de facto zakiełkowała już 60 lat temu wraz z Raportem Klubu Rzymskiego ("Granice Wzrostu") i z ruchem kontrkultury (hippisowskim) nie przedarła się do szerszej świadomości, bo jest niemedialna, a przede wszystkim jest antykapitalistyczna.
A jednak i tak się realizuje właśnie TERAZ w formie zmniejszającej się populacji! Mniej ludzi = mniejsza konsumpcja = mniejsza produkcja = ujemny wzrost.
Patrząc na to, co napisałem powyżej - zadaj sobie pytanie: komu najbardziej zaszkodzi mniejsza liczba przyszłych "konsumentów" ?
"Kto" najbardziej biadoli nad faktem niskich urodzin?
"Kto" jest przerażony ujemnym wzrostem i przyszłymi spadkami cen?
Przypomnę, że w 1900 roku Polaków było kilkanaście milionów i nikt nie płakał, że to tragedia, czy jakaś depopulacja ! Sto lat wcześniej Polaków było jeszcze o połowę mniej ...
Do tej właśnie wizji trzeba się aktywnie, a nawet wyprzedzająco dostosować i zapomnieć o dyktaturze paradygmatu nieskończonego wzrostu oraz dotychczasowego systemu kapitalistycznego.
Kiedy uświadomimy sobie obecność "degrowth movement" (który obecnie manifestuje się spadkami narodzin), zobaczymy jak uderza w podwaliny (i rację) bytu obecnego konceptu kapitalistycznego. To dlatego dominuje narracja oraz wrażenie, że "nie ma alternatyw", że "trzeba rodzić więcej" a z ludźmi (zwłaszcza z kobietami) coś jest "nie tak" - popsuli się 🤣🤣.
Przy okazji:
Wyobraź sobie, że z naszych podatków rząd NIE dotuje kupowania nowych samochodów elektrycznych (i innych sprzętów/domów) ale ich remont i odnawianie !!!
Taki "degrowth" miałby też fajne przełożenie na otoczenie zagraniczne oraz - przede wszystkim - na ekologię. Np. opłacalne byłoby naprawianie i dłuższa ekploatacja (z DOTACJAMI oczywiście !) starszych samochodów (czy podobnych sprzętów), zamiast kupowania nowych - zwłaszcza chińskich 😈 itd.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz - twoja opinia/zdanie jest dla mnie ważne !