Odpowiedzialność zbiorowa a odpowiedzialność indywidualna

Wiele osób ma wątpliwości co do możliwości brania odpowiedzialności i wyrażania jej w kontekście zbiorowości oraz w kontekście historycznym.

Np. jeden z moich zacnych kolegów całkiem logicznie napisał:
„Naród jako taki nigdy nie może być winny, bo wina może być tylko konkretna osoba. Przepraszanie za Jedwabne, chociaż estetycznie poprawne politycznie, jest pustym gestem. Ta polityka przepraszania jest bez sensu.”


Myślę że fajnie byłoby tak całkowicie indywidualnie brać odpowiedzialnośc za swe życie, wybory i konsekwencje. A jednak od starożytnych czasów dostrzega się coś takiego jak "duchy" czasu oraz miejsc i nie jesteśmy od nich niezależni. Np. samo słowo "Żyd" (nie mówiąc o np. konkretnej postaci w kapeluszu i z pejsami) pod dworcem w Białymstoku będzie przez Polaków granicznie inaczej odbierane od słowa typu: amerykanin, Belg czy Islandczyk. I to akurat jest mierzalne indywidualnie oraz zbiorowo pośród mieszkańców np. Podlasia zasiedlających całkiem indywidualnie tereny (i mienie) pożydowskie - co akurat ddzieje się obecnie czyli "dzisiaj" = "teraz". Jednak już np. Kameruńczyk na to samo słowo będzie mieć całkowicie inną reakcję EEG, EKG, oporności czy wilgotności skóry, od wymienionego przedstawiciela narodu polskiego i od większośc Polaków (a zatem zbiorowości!). Jest to zatem różnica mierzalna tak jakościowo jak i ilościowo dla POPULACJI oraz dla większości składających się na nią jednostek.
Jest to zatem konkretna reakcja. I w tym sensie (mierzalnym) każdy (każda) z nas jes uwikłany/a w historię, (choć wolelibyśmy nie brać za to odpowiedzialności).
Na szczęście są filozofowie (poza socjologami czy psychologami społecznymi), którzy wykraczają poza szklaną bańkę myślo-ideowej abstrakcji i dostrzegają te wpływy. Peter Sloterdijke w książce "Gniew i czas", z kilkuletnim wyprzedzeniem przewiduje to, co się obecnie dzieje w zbiorowościach Pn. Afryki.

Każdy/a z nas składa się z pokładów wiedzy, doświadczeń oraz "nieprzerobionych" odłożonych "na później" aspektów emocjonalnych poprzednich pokoleń. Uruchamiasz te pokłady za każdym razem, gdy powołujesz się na Jaspersa czy Arystotelesa. Te pokłady Sloterdijke nazywa w kontekście swej pracy "bankami gniewu" i obrazuje ich historyczną moc oraz rozwój (oraz narastanie 'kapitału' gniewu deponowanego w "banku") przekazywalny międzypkoleniowo. Zatem w pewnym sensie mamy dług w "banku".

Od zanegowania odpowiedzialności zbiorowej łatwo przejść do zanegowania przeżyć zbiorowości. Np. można w tym kontekście twierdzić, że nie istnieje zbiorowa trauma, a jedynie trauma indywidualna. Jednak tragiczne doświadczenia pokazują, że dynamika "karmicznego" koła zranienia-i-zemsty funkcjonuje w zbiorowości tak samo jak w pojedynczym organizmie.
W przypadku przeżycia indywidualnego traumatycznego przeżycia, zwłaszcza rozciągniętego dłużej w czasie, wykształca się mechanizm internalizowania postaci i działań oprawcy. Po jakimś czasie jednostka, która byłą poddawana np. przemocy fizycznej (czy psychicznej) „robi” innej, często "trzeciej" i calkiem przypadkowej osobie to samo. Jednak nie tyle czyni to „ona” ile jej uwewnętrzniony (na głęboko nieświadomym poziomie) oprawca. „Oprawca” jest oczywiście dodatkowo napędzany energią czy też chęcią zemsty za doznane krzywdy!
Dzieje się tak również w przypadku takich traum zbiorowych jak wojny, prześladowania, itp. Np. podczas wojny w Jugosławii w latach 90-tych wielokrotnie można było spotkać się z przekonaniem, że ludzie mszczą się za zbrodnie Ustaszowców z czasów II wojny światowej, a nawet za zbrodnie Turków z XIV wieku !

Dynamika oraz moc traumy i zemsty są tak potężne, że każdy gest uczyniony w stronę jej zmniejszenia i zrozumienia jest wielkim krokiem. Co więcej, ta dynamika funkcjonuje nie tylko w jednostce, ale i w zbiorowości. Można sparafrazować tytuł Aronsona „Człowiek istota społeczna” i śmiało powiedzieć: „Społeczeństwo to człowiek!”
Jeśli zatem prezydent kraju (Kwaśniewski i Komorowski) przeprasza za zbrodnie współrodaków, to biorąc współodpowiedzialność za te czyny, w rozumieniu psychologicznym przyznaje, że sam w sobie (wespół z każdym członkiem społeczeństwa) zauważa element ludobójcy. I to jest aspekt wnoszenia świadomości w obszar jednostek od strony zbiorowości. Ta świadomość z kolei jest bezcenna, bo każdy jej łut, najmniejsza nawet odrobina może przechylić szalę w chwilach zbiorowego szaleństwa, zbiorowej żądzy mordu i odpłaty za własne cierpienia na słabszych, akurat dostępnych w danej chwili „kozłach ofiarnych”.
Być może, gdyby nasi dziadkowie w Jedwabnem mieli co nieco tej świadomości, to nie postąpiliby tak bestialsko ze swymi sąsiadami Żydami, katując ich na rynku i paląc żywcem w stodole.
Jeśli ja sam mam kontakt z taką częścią w sobie, która jest oprawcą zdolnym do palenia żywcem innych ludzi, to być może ta moja wewnętrzna część nie zawładnie całością mojej osoby w chwili próby -- w chwili zbiorowego amoku.
Branie odpowiedzialności za przodków i innych przedstawicieli mojego narodu jest konieczne po to – aby bezustannie przypominać o moich własnych zbrodniczych aspektach i genach, bo tylko świadomość ich obecności może pozwolić na pracę przekształcającą te elementy w inną, bardziej konstruktywną jakość ...

Komentarze