"PÓŹNIEJ" I "NIE JA"

Ostatnio przekładam na polski książkę Amy Mindell o kreatywności "The Dreaming Source of Creativity". Poniżej zamieszczam cytacik o jednym z zabójców kreatywności .... :

M Alarm!


„Zrobię to później”
lub
„Ty zrobiłbyś to lepiej”

[rys str 69: Punk Rocker ]



Jak często zdarzyło ci się mówić „Nie teraz – zrobię to później” ? Chciałabym, żeby istniał jakiś rodzaj alarmu, który włącza się, kiedy padają podobne słowa.
Oczywiście wykonanie niektórych czynności później ma głęboki sens. Nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego na raz, no i z pewnością nie zawsze jest to praktyczne. Jednak to proste zdanie może okazać się tak hipnotyzujące, że faktycznie jesteśmy przekonani, że w danej chwili nie potrafimy czegoś wykonać przez co pozwalamy na przesuwanie na później kreatywnych impulsów, choć faktycznie mogłyby one rozkwitnąć w danej chwili.
Czasem mówię „Zrobię to później” nawet nie zauważając, że to powiedziałam! Kiedy tak się dzieje, prawdziwym szczęściem jest mieć blisko przyjaciółkę, która usłyszy te słowa i zwróci na nie moją uwagę!
Pewnego dnia biegaliśmy razem z Arnim podczas przerwy obiadowej - przed powrotem do pracy. Myślałam o lalkach i nagle w mojej głowie rozbłysnął kreatywny projekt. Powiedziałam Arniemu, że bawi mnie fantazja o stworzeniu laleczki, która kręciłaby się na talerzu obrotowym (wziętego ze starego gramofonu. Laleczka byłaby przymocowana do talerza i ubrana jak łyżwiarka . Wyglądałoby to tak, jakby tańczyła kręcąc się wraz z talerzem. Powiedziałam, że oczywiście nie mam teraz potrzebnych do tego materiałów, będę musiała poczekać i zrobić to później.
Na moje szczęście Alarm zadźwięczał w głowie Arniego. W tamtej chwili miał więcej ode mnie świadomości i zasugerował, że moje stwierdzenie „Nie mam czasu” oznaczało zmarginalizowanie kreatywnej energii, która właśnie w tamtej chwili i miejscu chciała się objawić! Jego zdaniem zakładanie, że coś musi zostać zrobione w innym czasie i miejscu może skłonić do zignorowania kreatywnego impulsu, który pragnie wydarzyć się w danej chwili.
Ale ja nie miałam materiałów, ani kleju, a poza tym miałam zaplanowane spotkania! Arny uśmiechnął się i zachęcił mnie do tego, żeby kreatywna idea rozwinęła się w moim umyśle w danej chwili poprzez opisanie materiałów , dźwięków oraz wyobrażonej przeze mnie postaci.
Spodobał mi się ten pomysł i pozwoliłam na pracować swojej wyobraźni. Zobaczyłam laleczkę, która kręci się po lodowisku (talerz gramofonu). W swej wyobraźni widziałam jak pochyla się do przodu i wygina do tyłu w łuk wykonując zgrabną arabeskę przez cały czas wirując i tańcząc do jednej z ostatnio skomponowanych przeze mnie piosenek. Wyobraziłam sobie, że forma jej ciała została ukształtowana z takich materiałów jak drut, guma albo lateks, które zostały owinięte płótnem i bawełną. Hmm, - pomyślałam – może wystarczy minutka lub dwie, żeby pozwolić narodzić się idei i to nawet podczas biegu w środku dnia pełnego pracy

„Ty wiedziałbyś jak to zrobić!”

Później pojawiła się kolejna przeszkoda. Zorientowałam się, że nie wiem jak technicznie uruchomić moją lalkę. Zwróciłam się do Arniego: „Żeby móc nią poruszać tak jak lalką w sytuacji, gdy ona będzie się kręcić na talerzu gramofonu, potrzebuję znacznie więcej technicznej wiedzy. Ty wiedziałbyś jak to zrobić.”
Kolejny alarm! Kiedy stwierdzasz, że ktoś inny wiedziałby jak coś zrobić, to chociaż faktycznie może tak być, to jednak zawsze warto sprawdzić, czy ta inna osoba nie jest częścią ciebie, którą w danej chwili marginalizujesz! Wypowiadanie takiego stwierdzenia może być kolejnym sposobem odkładania czegoś na później i rezygnacji z kreatywnego impulsu. Nic zatem dziwnego, że Arny odpowiedział: „Wyobraź sobie, że jesteś mną. W jaki sposób ja operowałbym tą lalką?”
Hm. Nie mogę powiedzieć, żeby moje umiejętności mechaniczne były na jakimkolwiek poziomie zaawansowania, ale dobrze bawiłam się obmyślając sposób działania lalki. Wyobraziłam sobie, że jedną stopą tancerka zostanie przymocowana do talerza. Lalkarz trzymałby ją pionowo dzięki nitce przymocowanej do głowy marionetki. Opuszczenie nitki powodowałoby uginanie się łyżwiarki w talii. Dzięki obrotowi talerza wolna noga lalki samoczynnie podnosiłaby się i prostowała. Ale jak poruszać jej rękami? Gdybym dodała więcej nitek, to obracający się talerz zrobiłby z nich kołtun nie do rozplątania! W tym miejscu pomógł mi Arny. Wyobraziliśmy sobie, że marionetka miałaby przyczepiony metal do jednej ręki. Lalkarz lub jego pomocnik mógłby trzymać magnes, którym pociągałby za rękę i kierował nią. Roześmiałam się i ucieszyłam z elegancji oraz z możliwości jakie wnosiło to nowe dzieło.
Zauważyłam również, że w czasie wyobrażania sobie tej całej konstrukcji zaczęłam w moim biegu dostrzegać subtelne wrażenie jazdy na łyżwach. Do tej pory nie byłam świadoma tego delikatnego odczucia kończynach, które zdawały się ślizgać i wydłużać. W karku oraz w głowie odczuwałam lekkość i wrażenie płynięcia. Kiedy wzmocniłam to uczucie, poczułam się wolna i bardzo lekka – było to mile widzianą ulgą po spięciu i nacisku odczuwanymi przeze mnie od samego rana.
Prawdą jest, że lalki - łyżwiarki nigdy nie wykonałam, ale jeszcze bardziej satysfakcjonujące od jej wykonania było pozwolenie na wydarzenie się śnienia oraz nawiązanie łączności z odczuciami ślizgania się obecnymi w moim ciele. Dzięki temu o wiele łatwiej było mi płynąć przez resztę dnia.
Jaki jest morał z tej historii? Uważaj na takie stwierdzenia jak „zrobię to później” oraz „możesz to zrobić lepiej”. Są to zasadnicze przypomnienia zachęcające do kontynuacji procesu oraz rozwijania śnienia.

Komentarze