SNY PROROCZE i Mechanika Kwantowa




Salvador Dali: Study for the Dream Sequence in Spellbound, 1945 © Salvador Dalí, FUNDACIÓ GALA-SALVADOR DALÍ, DACS, 2007


O tym, że prorocze sny towarzyszyły ludziom od zawsze wiadomo od czasów antycznej Grecji i z lektury Biblii, gdzie najsłynniejszą opowieścią o takich snach jest zinterpretowany przez Józefa sen faraona o siedmiu tłustych i siedmiu chudych latach. Innym słynnym, znacznie późniejszym i bardzo znanym snem przewidującym przyszłość, może także najbardziej wstrząsającym i dlatego zapadającym głęboko w pamięć, jest sen amerykańskiego prezydenta Abrahama Lincolna mówiący o jego własnej śmierci. Warto tutaj przytoczyć co sam opowiedział żonie i kilku przyjaciołom o niepokojącym go wydarzeniu:

Dziesięć dni temu położyłem się spać bardzo późno i szybko zapadłem w sen. Wydawało mi się, że wokół zapanowała martwa cisza. Nagłe usłyszałem stłumiony szloch, jakby płacz gromady łudzi. We śnie wstałem z łóżka i zszedłem po schodach. Tu ciszę zakłócał ten sam żałosny płacz, ale nie widziałem łudzi, którzy rozpaczali. Szedłem od pokoju do pokoju. Nikogo nie widziałem, ale idąc ciągłe słyszałem te same łkania. Byłem zdziwiony i niespokojny.
Postanowiłem znaleźć przyczynę tych tajemniczych i zaskakujących zjawisk. Wędrowałem dalej, dopóki nie dotarłem do Sali Wschodniej. Tu czekała straszliwa niespodzianka. Zobaczyłem katafalk, na którym leżało ciało w żałobnym stroju. Dookoła stali pełniący wartę żołnierze oraz tłum łudzi. Jedni patrzyli żałośnie na ciało, inni płakali.
Zapytałem żołnierza: „Kto umarł w Białym Domu?” Odpowiedział: ”Prezydent. Zabił go zamachowiec.”

Ta niezwykła opowieść nie wywarła większego wrażenia na słuchaczach. Jednak nie zapomniano o niej, bo już kilka dni później, 14 kwietnia 1865 r. Lincoln został zamordowany, a jego ciało spoczęło na katafalku w Sali Wschodniej Białego Domu !
Trudno nie podzielić się psychologiczną refleksją, czyli praktycznym i radykalnym korzystaniem z mądrości snów, czymś co robię w swoim gabinecie z klientami oraz na warsztatach – czyli: co by było, gdyby Lincoln idąc za radą Twórcy Snów faktycznie SAM „stał się” zamachowcem i zabił „prezydenta” po obudzeniu się? Gdyby zabił „siebie” jako rolę, tożsamość i funkcję oznaczoną słowem „prezydent”? Gdyby „zabił” tę najbardziej oficjalną, zawodową, polityczną część siebie, zrezygnował ze swej funkcji-roli i wyjechał z Waszyngtonu jako szary, zwykły obywatel, natychmiast i na zawsze? Czy wówczas zamachowiec również by go zastrzelił? Pamiętajmy, że sen w którym sami giniemy, umieramy mówi zazwyczaj o konieczności zmiany dotychczasowej tożsamości (która się zużyła i umarła w jakimś aspekcie, jakości czy wymiarze). Swoją drogą, ciekawe czy wcześniej Lincoln nie miał snów mówiących o śmierci w innej, bardziej symbolicznej formie.
Łatwo coś takiego mówić po fakcie, zwłaszcza, że – jak już wyżej wspomniałem - sny o śmierci danej osoby (tej, która ma umrzeć) niezwykle rzadko mówią o faktycznej śmierci ciała śniącego/ej! Jeśli już tak się dzieje, to sen raczej symbolicznie przedstawia kończenie się sił życiowych; jak ginące zwierzę, wysychające rzeki, czy usychające drzewa.
Nie mogę też powstrzymać się od podzielenia się mało znanymi analogiami i niezwykłymi zbieżnościami jakie zaistniały pomiędzy zabójstwem prezydenta Kennedy'ego, a zabójstwem wybranego równo 100 lat przed Kennedy'm Abrahama Lincolna. To tak jakby sen krążył i powtarzał się... Oto kilka z nich:
Abraham Lincoln został wybrany do Kongresu w roku 1846, a Kennedy równo sto lat później w roku 1946
Sekretarka Lincolna (która ostrzegała go, by nie szedł do teatru) miała na nazwisko Kennedy. Sekretarka Kennedy'ego (która próbowała zniechęcić go do wyjazdu do Dallas) nosiła nazwisko Lincoln.
Obaj następcy zastrzelonych prezydentów nazywali się Johnson i pochodzili z amerykańskiego południa.
Następca Lincolna, Andrew Johnson urodził się w roku 1808; następca Kennedy'ego, Lyndon Johnson, w roku 1908.
Lincoln został zastrzelony w teatrze pod nazwą "Kennedy"; Kennedy został zastrzelony w samochodzie marki "Lincoln".
Obaj mordercy zostali zgładzeni, zanim zaczęły się ich procesy sądowe.
Tydzień przed zamachem Lincoln był w miejscowości Monroe, w stanie Maryland; na tydzień przed swą śmiercią Kennedy spotkał się z aktorką Marilyn Monroe.

Wracając do snów po tym „kryminalnym” wstępie warto statystycznie zauważyć, że sny przewidujące przyszłość w ponad 80 procentach dotyczą zdarzeń, w których sami uczestniczymy oraz naszych najbliższych. W pewnym badaniu przeczytałem, że ponad trzydzieści procent ludzi miewa sny przepowiadające przyszłość. Trudno powiedzieć na ile wspomniane badanie spełniało kryteria rzetelnych badań naukowych. Jedną z wątpliwości jest zawsze podejrzenie, że śniąca osoba mogła nieświadomie zestawić znane jej fakty i podczas snu przewidziała wypadki, które wynikały z czystej logiki następujących po sobie zdarzeń.
Na przykład powszechnie wiadomo, że bardzo wiele osób, włącznie z naukowcami dokonuje odkryć lub ma niezwykłe wglądy właśnie podczas snu. Częściowo wynika to z tego, że umysł może w bardzo twórczy sposób powiązać pozornie dalekie od siebie fakty i zbudować z nich nową całość trudną do skonstruowania i połączenia ze sobą „na jawie”, a częściowo dlatego, że ogromną ilość bodźców oraz informacji zauważamy nieświadomie w ogóle o nich później nie pamiętając. „Przypominamy” sobie o nich dopiero we śnie. Możesz na przykład od czasu do czasu myśleć o zmianie pracy, bo nie jesteś zadowolona/y z dotychczasowo wykonywanej. Ponieważ nie masz żadnej innej oferty, to nie odważył(a)byś się złożyć wypowiedzenia. Jednak pomimo tego nawiedza cię sen o nowej pracy, a za pół roku faktycznie ją dostajesz. Ten sen opowiada przede wszystkim o decyzji jaką już długo wcześniej, głęboko w nieświadomości podjął twój umysł i w jakim kierunku będzie prowadzić twoje „świadome” działania zmierzające w stronę nowej pracy.
Inną wątpliwość budzi dość częste zjawisko podobne do popularnego deja vu kiedy widząc coś, nagle przypominamy sobie, że to nam się już kiedyś śniło, ale jeszcze chwilę wcześniej nie myśleliśmy o tym śnie, ani nawet go nie pamiętaliśmy. Niezwykłe doświadczenie jest jakby „włącznikiem” mówiącym, że to już kiedyś „było” we śnie lub tylko sprawia, że przypominamy sobie dawny sen. Surowy naukowiec przychyliłby się raczej do wniosku, że człowiek miał po prostu chwilową, kolorową fantazję.
Jednak wspomniane przeze mnie badanie korzystało tylko z takich snów, których nie można było wydedukować, lub które zostały zapisane, albo zapamiętane przez świadków na wiele dni, miesięcy, a nawet lat przed przewidywanym zdarzeniem. Jestem pewien, że również miewasz takie sny lub masz znajomych śniących o przyszłości.

Wiele snów dotyczy wydarzeń na świecie. Te sny zdają się wskazywać na to, że w swej esencji wszyscy jesteśmy wspólnym umysłem – Arnold Mindell nazywa go Process Mind - Umysł Procesu. Na przykład ogromna ilość snów i przeczuć została zarejestrowana w związku z wydarzeniami z 11 września 2001 roku, kiedy upadły wieżowce w Nowym Jorku, a telewizje na całym świecie na żywo relacjonowały to zdarzenie. Również w Polsce opowiadali mi o tym pacjenci oraz znajomi. To jeden z przykładów prekognicji, które nie mogły zostać skonstruowane z dostępnych nam strzępków informacji, ale raczej pochodziły z „pola” pełnego napięć i gotowości do wybuchu i destrukcji.
Kiedy ponad dziesięć lat temu przeżywałem długi okres intensywnej pracy nad snami i częścią tej pracy był obowiązek codziennego zapisywania snów, ze zdumieniem dostrzegałem jak wiele snów mówi o przyszłości. Każdemu gorąco polecam tę praktykę, a jeśli już zapisujemy sny, to koniecznie zanotujmy ich daty dodając godzinę przebudzenia.
W moim dzienniku snów znajduje się wiele precyzyjnych opisów zdarzeń i miejsc, wyśnionych nieraz ponad pół roku wcześniej. Zazwyczaj te sny bardzo dokładnie przedstawiały przyszłą rzeczywistość i nie były związane z czymś nadzwyczajnym. Na przykład jeden z zapisanych przeze mnie snów realistycznie pokazywał moją rozmowę z pewną kobietą, prowadzoną w języku angielskim. Wszystko było tak szczegółowe i wyraźne jak na taśmie filmu. W śnie stoimy razem nad zakrętem rzeki o turkusowym kolorze, na kamienistym i porośniętym zaroślami brzegu. Rozmawiamy o psychologii zorientowanej na proces. Ponad pół roku później ten sam sen zrealizował się dokładnie w taki sam sposób, z tą samą kobietą włącznie z rozmową na ten sam temat na brzegu rzeki Limat o tym samym kolorze co w śnie, kilkanaście kilometrów na południe od Zürichu.
Nigdy wcześniej nie widziałem tej rzeki, nie znałem ani tych terenów, ani tej kobiety, ani tym bardziej nie planowałem żadnych wycieczek nad rzekę, czy rozmów o psychologii po angielsku... Inny z zapisanych przeze mnie snów opisywał spotkanie z kolegą i wspólną pracę przy remoncie domu w Niemczech, łącznie z precyzyjnym opisem, rozkładem pomieszczeń tego domu na ponad pół roku przed faktycznym zaistnieniem tego snu w rzeczywistości. Jedyna różnica polegała na tym, że we śnie byliśmy w Londynie, a nie w Niemczech. Czy muszę dodawać, że nigdy wcześniej nie spotkałem tego kolegi, że przypadkowo poznałem go u wspólnych znajomych pół roku po moim śnie w mieście oddalonym o 300 km od miejsca mojego zamieszkania i że to on, zupełnie niespodziewanie i zaproponował mi wyjazd do wspólnej pracy w Niemczech, czego nigdy przedtem nie rozważałem?
Warto dodać, że zjawiska prekognicji, czyli wglądów w przyszłość można doświadczać nie tylko snach, ale także przy okazji szamańskich podróży, medytacji, a nawet w spontanicznych wizjach.
W jaki sposób można wyjaśnić to całkiem powszechne zjawisko? Są na to dwa sposoby; jeden wywodzi się z psychologii oraz mistyki, a drugi odwołuje się do odkryć fizyki kwantowej. Mistycy oraz ludzie oświeceni od dawna żartowali sobie z powszechnych przekonań na temat czasu. Buddyjski mistrz medytacji Karmapa IX był najbardziej bezpośredni twierdząc, że "Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są jedynie nazwami wymyślonymi przez głupców". Inny wielki buddyjski nauczyciel, chiński III Patriarcha Zen pisał, że dla oświeconego umysłu „nie istnieje wczoraj, ni dziś, ani jutro”. Z kolei największy psycholog XX wieku Carl Gustav Jung zwykł powiadać, że nieświadomość, a zwłaszcza nieświadomość zbiorowa posiada wiedzę absolutną o wszystkim i to we wszystkich czasach. Jak to jest możliwe?
Przede wszystkim w śnie wchodzimy w odmienny stan świadomości i kontaktujemy się zarówno z naszą indywidualną jak i zbiorową nieświadomością wspólną całej ludzkości, a może nawet i będącą funkcją wszechświata. Ponadto, jeśli przez chwilę się zastanowimy nad naturą czasu, to okaże się, że istnieje tylko jeden czas: teraźniejszość. Kiedy myślisz o przyszłości, to zawsze czynisz to teraz, a jeśli wspominasz przeszłość, to również robisz to teraz. Naszemu zwykłemu, codziennemu umysłowi trudno się z tym pogodzić, ale dla naszego śniącego ciała, dla medytujących buddystów lub dla ludzi żyjących w innych kulturach jest to oczywiste.
Na przykład Indianie Hopi w ogóle nie posiadają w swoim języku słów oznaczających przyszłość lub przeszłość! A przecież język kształtuje nasz sposób myślenia i pogląd na świat. Wyobraź sobie, że nagle usuwasz te słowa ze swojego języka! W naszym przypadku myśli i życzenia formułujemy w języku polskim. Jednak u Hopi nie ma przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, jest tylko to, co wcześniejsze i to, co późniejsze rozumiane jako następstwo. Przeszłość i teraźniejszość jest „tym co jest” a przyszłość również „jest” już obecna, ale w stanie zalążku, nasienia, które jeszcze nie zdołało rozwinąć się w pełni. Przyszłość jest obecna teraz w swojej esencji, w swoim Śnieniu. Hopi patrzą na rzeczywistość raczej jak na coś, co „się wydarza”, niż jak na coś, co „jest”; stałe i nieprzemijalne.
Zatem, jeśli Indianin Hopi dowiedziałby się o śnie, który przepowiada przyszłość, to zapewne powiedziałby, że on to rozumie, gdyż to zdarzenie z przyszłości jest obecne już teraz, tyle, że w stanie „nasionka”, a ten co zobaczył to „nasionko” w śnie, zobaczył także jaka z niego wyrasta roślina. Oświecony buddysta również nie widziałby w tym niczego nadzwyczajnego, zaś Jung stwierdziłby, że w trakcie snu skontaktowaliśmy się z pozaczasowymi zasobami wiedzy absolutnej.

A co ma z tym wspólnego fizyka? Bardzo wiele! Bada naturę i względność czasu. Na przykład fizycy stwierdzili, że w szczególnych okolicznościach cząsteczki mogą podróżować wstecz w czasie. Oczywiście, to samo dotyczy fal1. Powstały liczne teorie wyjaśniające te zjawiska, a także udowadniające je matematyczne obliczenia. Do opisywania zjawisk w kosmosie, szczególnie w początkach jego istnienia, pojawił się nawet specjalny rodzaj czasu nazwany „czasem urojonym”2. Nie wnikając w szczegóły można powiedzieć, że z punktu widzenia fizyki istnieje taka możliwość, że przyszłość oddziałuje na nasz los w podobny sposób jak przeszłość! !!! To zjawisko zostało nazwane „przyczynowością wsteczną” /jeśli pamiętacie ze szkoły wektory, to wcale nie jest to trudne do wyobrażenia: zasadniczo kierunek jest oczywiście taki sam, ale zwrot wektora przeciwny :)/, polega ono na tym, że czas może biec w drugą stronę (zmiana zwrotu wektora). Zamiast być wyłącznie efektem i zbiorem naszych życiowych doświadczeń, możemy, paradoksalnie, stać się skutkiem, tego, co z nami stanie się w przyszłości! To tak jakby stacja kolejowa, /a nie lokomotywa!/ magicznie przyciągała do siebie pociąg, którym jedziemy. Ta stacja jest właśnie ważnym, w pełni rozwiniętym wydarzeniem z przyszłości noszącą nazwę atraktora w teorii chaosu.
Einstein był bardzo niezadowolony z implikacji wynikających z odkryć fizyki kwantowej a zwłaszcza z równań funkcji falowej oraz z zasady nieoznaczoności. Wraz z kolegami (Podolsky i Rosen) postawili zarzut kolegom fizykom z Kopenhagi (Bohr, Heisenberg, Schroedinger, inn.) twierdząc w stworzonym przez nich paradoksie EPR3 (skrót od nazwisk twórców), że teoria mechaniki kwantowej jest niekompletna. Podstawa logiczna tego paradoksu okazuje się dzisiaj dyskusyjna, lecz sama zasada niezmiernie istotna, bo negująca istnienie czasu lub przestrzeni! Einstein powiedział, że z założeń mechaniki kwantowej wynika „upiorne oddziaływanie na odległość”, gdzie szybkość ruchu cząsteczek bądź przekazywania informacji przekracza prędkość światła i upierał się przy realizmie lokalnym – zakładającym, że parametry cząstek kwantowych mają wartości niezależne od aktów obserwacji i że oddziaływania fizyczne zachodzą ze skończoną prędkością.
Wymyślony „przez realistów lokalnych” paradoks EPR, mający podważyć założenia fizyki kwantowej najprościej wyraził Wolfgang Pauli:
„Każdej zmianie spinu elektronu musi towarzyszyć komplementarna zmiana spinu innego elektronu - co by się więc stało, gdyby istniały tylko dwa elektrony oddzielone od siebie o miliony lat świetlnych?”
Zasadniczo o co w tym wszystkim chodzi? O splątanie i to splątanie kwantowe. Spin, to (w wielkim uproszczeniu) ruch - obracanie się wokół własnej osi. Einstein, Podolsky i Rosen, mocno osadzeni w świecie przyczyny-i-skutku chcieli podważyć teorię kwantową wskazując, że łamie ona zasadę wynikającą z teorii względności, mówiącą, że nic nie może poruszać się prędzej od światła. Samo zbliżenie się do takiej prędkości powoduje zmiany wpływające na szybkość upływu czasu. Przypominając sobie Einsteinowski paradoks bliźniąt wiemy, że dla jednego z nich, lecącego w rakiecie przez kosmos z prędkością światła czas płynie o wiele wolniej niż dla tego, co pozostał na Ziemi. Podobnie jest z paradoksem nieprzekraczalnej prędkości światła: nawet gdybyś pędził samochodem po grzbiecie rakiety lecącej z prędkością równą prędkości światła (w tym samym kierunku) – to i tak nie będziesz jechać szybciej niż prędkość światła. (Twoja prędkość V dodać prędkość światła c równa się tylko c . Czyli v + c = c)
Pomyślmy zatem co dzieje się, gdy coś porusza się z prędkością NATYCHMIASTOWĄ! Gdy coś pokonuje cały wszechświat w czasie równym ZERO! Wyruszasz z Księżyca do Warszawy i przybywasz do celu dokładnie W TEJ SAMEJ CHWILI , w której wystartowałeś. Twój zegarek pokazuje tą samą godzinę i sekundę!
Do 1964 r. paradoks EPR stwarzał problem fizykom kwantowym, ale wówczas Irlandczyk John Stewart Bell wykazał w słynnej nierówności, że nielokalne, splątane oddziaływania są możliwe. Jego twierdzenie potwierdziły później laboratoryjne doświadczenia zespołu Alana Aspecta, gdzie oddziaływano na jeden z dwóch „splątanych” ze sobą fotonów podróżujące w przeciwnych kierunkach. I chociaż pędziły one z prędkością światła w przeciwne strony, to zmiana wywołana w jednym z nich powodowała natychmiastową zmianę w drugim.

Z teorii stanów splątanych (czy też skorelowanych) możemy wynieść taką wiedzę, że jeśli jedna z dwóch cząsteczek we wszechświecie (które wcześniej miały ze sobą bliski związek) zmieni kierunek obrotu, to druga w tej samej chwili też zmieni swój kierunek obracania się! Tę parę cząsteczek mogą dzielić miliardy lat świetlnych! Pomimo tej, kosmicznej odległości informacja o zmianie kierunku zostaje przekazana natychmiast, w czasie równym ZERO. Znając kierunek obrotu jednej z nich będziemy zawsze wiedzieć w którą stronę obraca się druga i jeśli „tamta” zmieni kierunek obrotu, dowiemy się o tym natychmiast, ponieważ jej bliźniacza siostra natychmiast (!!!) także zmieni swój spin.
Teoria niby ładna, ale czy przydatna. Hm... najprościej mówiąc trwają prace nad super szybkim procesorem, w którym właśnie dzięki temu modelowi bity informacji będą przemieszczać się w czasie równym 0 !

W opisanej sytuacji albo czas jest nie istniejącym złudzeniem, albo
nie istnieje przestrzeń do pokonania.

Obie możliwości (złudzenie istnienia czasu i przestrzeni oraz ich faktyczne nie-istnienie) są prawdopodobne!

Nie musimy się martwić tym, że jest to nielogiczne, niezrozumiałe i nie do ogarnięcia rozumem. Albo tym, że w pewnych warunkach Einstein ma dalej rację! Laureat nagrody Nobla w fizyce, słynny Richard Feynman powiedział kiedyś: "Mogę bezpiecznie stwierdzić, że nikt nie rozumie teorii kwantowej".
Podobnie możemy stwierdzić, że nikt w pełni nie rozumie zawirowań czasowych, co nie znaczy, że one nie istnieją i że nie mamy na nie zwracać uwagi, choćby dlatego, że bardzo często okazują się niezwykle pomocne.
Fizyka, mistyka i psychologia w pewnych warunkach zezwalają na zaistnienie prekognicji. Na względność i obecność czasu „przyszłego” w snach oraz innych odmiennych stanach świadomości. Niech żyje pre-kognicja! Dzięki niej od czasu do czasu mamy wgląd nie tylko w przyszłość, ale możemy także domyślać się, że istnieje wieczność..

A o wieczności może innym razem :)


PS Nie wiem jak tu się robi przypisy -- automatycznie Blogger tego nie kupił ...
więc jakby zamiast, są wyjaśnienia:

„Proces odzwierciedlania (reflection) to dwustronny kontrakt pomiędzy przyszłością a przeszłością w celu transferu energii, pędu, itd.. J. G. Cramer twierdzi, że teoria kwantowa jest nielokalna, ponieważ przyszłość w ograniczonym zakresie wpływa na teraźniejszość”. W John G. Cramer „Quantum Nonlocality and the Possibility of Supraliminal Effects”, 1997. Za Arnold Mindell „Siła ciszy"


"Czas urojony" wprowadził S. Hawking badający stan w czasie powstawania wszechświata – jeszcze przed Wielkim Wybuchem. Jest to analogia do liczby urojonej w liczbach zespolonych, wprowadzonej przez Gerolamo Cardano (ten sam geniusz co wynalazł wał Cardana) a potrzebnej do obliczenia pierwiastka z liczby ujemnej. Badania Hawkinga polegają na poszukiwaniu GUT – teorii unifikacji. Jednym z jego założeń jest ekstrapolacja mechaniki kwantowej na zjawiska makro czyli na obiekty kosmiczne, w tym na zjawiska i obiekty znajdujące się w szczególnym stanie czasu bliskiego zeru – w tym także czasu urojonego w obszarze osobliwości związanej z początkiem Wszechświata i dość sporej grawitacji. To tu właśnie, w „In the Beggining of Time” Hawking pisze: „nie ma istotnych różnic zgodnych z linią czasu i kierunkiem wstecznym czasu urojonego” i zadaje logiczne pytanie: „Dlaczego pamiętamy przeszłość a nie pamiętamy przyszłości?” W rzeczywistości, tak jak za pomocą liczb zespolonych i jej komponenty l. urojonej możemy obliczać pierwiastek z liczby ujemnej tak samo możemy obliczyć i wnioskować z czasu ujemnego – czyli czasu biegnącego z przeciwnym zwrotem: od przyszłości ku przeszłości!


Albert Einstein, Podolsky, Rosen, (1935) "Can Quantum Mechanical Description of Physical Reality Be Considered Complete?" Phys. Rev. 47: 777.

Komentarze

  1. Myślę że jeśli chodzi o sny prorocze, zjawisko deja vu jak i pozostałe sny rozpatrywane w sensie fizyki - to najbliższa jest tu kwantowa teoria wielu światów Hugha Everetta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tutaj jest to przystępnie wyjaśnione:

    http://humanform.info/htm/intelligent.htm

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawe. jeśli chodzi o sen Lincolna, to ciekawe jest to, że opowiadając swój sen powiedział : 10 dni temu położyłem się spać... 10 dni, czyli 240 godzin, jest to okres czasu w jakim do organizmu człowieka wchodzi kolor czarny (inne są w nas obecne prócz czarnego), oznaczający zbliżający się kres życia. 240 godzin wchodzi kolor czarny i zajmuje całą przestrzeń ludzkiego ciała i jest to kres życia. Każdy kto ma odejść, wie o tym? wie, ale z jakiegoś powodu nie mówi o tym ? chociaż czasami mówi, bo wie. Moja mama dzień przed śmiercią (czuła się dobrze) zapytała mnie ni z tego ni z owego : Gosia, a w co wy mnie ubierzecie gdybym umarła ? następnego dnia już nie żyła.
    Ja też zapisuję wszystkie sny od 2004 roku, dużo tego się uzbierało, wiele, wiele z nich jest tak jak opisujesz, z dokładnym odzwierciedleniem tego, co się wydarzy. Nawet cały cykl snów dotyczących katastrofy Smoleńskiej, cały cykl tego, co nieurchronnie miało się wydarzyć. Czyli to co zaistniało już tam na górze zrealizowało się tu na dole.
    Kiedyś byłam na kursie przez Ciebie prowadzonym w Krakowie, to tak na marginesie.
    Ale mam pytanie na koniec. Dlaczego uważasz, że należy zapisywać sobie godzinę, obudzenia się po śnie. Data, tak, zapisuję, ale godzina, jakie ma znaczenie ? W moim przypadku to są jednakowe godziny, bo po prostu pracuję i o jednakowej godzinie wstaję, no może czasami inaczej, albo to rzadko kiedy, np. obudzę się i zasypiam i dalej coś mi się śni. Ale to raczej sporadyczne.
    Jeśli możesz podaj powód zapisywania godziny po obudzeniu się ze snu, jeśli nam się coś śni. Pozdrawiam Małgorzata mój adres e-mail tajgosia@interia.pl jeśli możesz, proszę odpisz

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieki za komentarz Małgorzato.
    To niezwkle interesujące z kolorem! W Tybetańskiej Księdze Śmierci [Bardo Thodos Grol - czyli Wielkie wyzwolenie przez słuchanie w stanie Bardo] równie doniosłe znaczenie ma pojawianie się kolorów z chwilą rozpuszczania się kolejnych elementów i energii w ciele człowieka w procesie umierania.
    -- Tak: wydaje mi się, że wszyscy wiemy o tym, że umrzemy - np. sny o tym mówią, ale i wydarzenia "ze świata" - synchroniczności.
    Co do godziny zapisu: a to dlatego, że nie pamiętając - możesz nawet 3 razy budzić się w nocy i zapisywać sen !
    pozdrawiam
    Robert

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekaw jak bardzo subtelne są sny prorocze, do czasu gdy nie wiemy, że są proroczymi. Mam na myśli to, że dopiero po dłuższym okresie czasu, najczęściej na skutek czegoś na podobieństwo deja vu uzmysławiam sobie, że całkiem możliwe że śniłem taki sen, a teraz wydarza się on na jawie. To co mnie zastanawia to to, czy jest możliwe ustalenie np. tuż po przebudzeniu, że to co śniłem to sen proroczy, czy weryfikuje się on jedynie w doświadczeniu deja vu. Sądzisz Robercie, że w zasięgu percepcji człowieka jest złowienie takiego snu jeszcze na gorąco i ustalenie że nosi znamiona proroczego?

    pozdrawiam, Kirk

    OdpowiedzUsuń
  6. Myśle, że to byłoby możliwe gdyby szczegółowo studiować sny i wówczas pojawiłaby się cecha "inności" - jak to się dzieje np. ze snami archetypowymi ...
    I ta "inność" byłaby wyznacznikiem .

    OdpowiedzUsuń
  7. jeszcze mi takie "przyszło":
    Marii-Louise von Franz w książce "Wróżenie a zjawisko synchroniczności", pisze o prekognicyjnym śnie pewnego człowieka, który śnił, że podczas wycieczki w góry, mającej odbyć się nazajutrz, spadnie lawina i przysypie go. Człowiek opowiadający sen, w rzeczywistości wybrał się na drugi dzień w góry, lecz pomny ostrzeżeń proroczego snu zabrał dodatkową linę i dodatkowego przewodnika. I stało się tak, że lawina stoczyła się tuż obok taterników, nie robiąc na szczęście nikomu krzywdy. Marie-Louise von Franz skomentowała to w ten sposób, że prekognicyjne sny są właśnie takie; mogą określić przyszłość, lecz w sposób mało konkretny lub zbyt niedokładny.
    (Osobiście nie zgadzam się z takim uogólnieniem - te sny mogą być bardzo konkretne - jednak możemy mieć zbyt mało danych, aby osadzić je we właściwym kontekście. Dodatkowo młody alpinista "zmienił" pod wpływem snu rzeczywistość kolejnego dnia zabierając ze sobą dodatkową linę i dodatkowego przewodnika...)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam nigdy o tym. Niesamowite historie! Powiem szczerze, że nigdy nie wierzyłam w jakieś wróżby internetowe, czy wróżby na telefon, sny, sny prorocze itp. Wydawało mi się, że nie istnieje coś takiego, ale to o czym piszesz sprawiło, że aż ciarki przeszły po mnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz - twoja opinia/zdanie jest dla mnie ważne !