...................BRAT.........................................



Przed chwilą jeszcze (noc 04.06.2009.) siedziałem z moją matką w kuchni. Wykonywaliśmy telefony do Toronto w Kanadzie po angielsku. W różne miejsca – na policję i do coronera Rozmawiałem z panią doktor od sekcji i autopsji. Bo dziś właśnie dowiedzieliśmy się, że dwa a może trzy dni temu na serce umarł jej syn, a mój brat. Brat.

Stało się odwrotnie niż czyni zazwyczaj to natura, gdy syn (córka) prze-żywa Matkę.

Popłakałem trochę dziś i teraz też właśnie to robię i jeszcze będę płakać do niewiemkiedy. Wspominam wspólne chwile dzieciństwa, razem, po podwórkach biegane i w błocie i gdzieś - po szkołach, biurkach, pokojach. Miałem tam lecieć – do Canady, pogadać, po 20 latach niewidzenia, ale wciąż to odkładałem, wciąż.

COŚ mnie ukłuło w serce w poniedziałek – mówiłem o tym Gosi, bo dziwne, tak bardzo „z zewnątrz”, przyszło „nie moje” to było, nieznane mi wcześniej – jak sygnał – jakby ktoś – mówiłem do Gosi - został trafiony strzałą lub kulą w serce. Mówiłem Gosi, że nie mam czasu odczytać co to dokładnie znaczy. A On, Brat, stracił wcześniej, w grudniu swoją partnerkę i pewnie jego serce wytrzymać nie mogło samo tak.... Już nie pomówię z nim, nie pogadam – choćby o najkurewszych, kretyńskich bzdurach o walucie rosnącej lub opadającej i o złej pogodzie – gadkami, którymi tak bardzo gardziłem... Nie usłyszę jego głosu. Nie zobaczę. Nie. Nie. Jużnie. Nigdy. Nigdy. Naprawdę Nigdy.

A Gosia – my razem; siódmego – siódmego – tego roku, w Pełnię – po dziesięciu księżycowych miesiącach od czasu pełni październikowej spotkać się mamy z Nowym Życiem, które z niej (nas) na zewnątrz się wy-łoni. Z Chłopcem. Z Bratem?
I czy to właśnie jest ta czczona Natura i Jej cykl? Prochy w urnie do Polski przewożone? Gdzie Ona Natura? W bracie czy w synu? Gdzie?

Komentarze