Przykład medytacji zorientowanej na proces

Wczoraj miałem takie doświadczenie:
 po raz pierwszy od ponad 20 lat (od czasu, gdy przeżyłem prawdziwą traumę na fotelu dentystycznym) postanowiłem poddać się wierceniu kanałowemu leczeniu bez znieczulenia. Wcześniej nawet nie wchodziłem do gabinetu bez znieczulenia ...
Siedzę w tym fotelu, wibracje od wiertarki przez górną 7kę prą na czaszkę, trochę boli i obserwuję jak moje ciało się spina, usztywnia i pragnie się odsunąć - uciec. (Kanały są 4 a całość działań trwa ponad 45 minut.)
Obserwuję ciało i najpierw sobie kombinuję w tradycji medytacji buddyjskiej: 4 szlachetne prawdy + 8-raka ścieżka + świadomość ciała jako pustego worka ze szkieletem formą, które i tak w pustkę rychło się przemieni.
Ale nauka Buddy nie działa: napięte i przestraszone ciało boli.
Sięgam zatem dalej:
anuttaratantrajoga, Rdzogczen, itd.: Rigpa! rozpuszczają się w Podstawie wszelkie doznania w każdym ze zmysłów jak wąż splątany podrzucony do góry sam się rozplątuje, a ciało napięte relaksuje się w ostatecznym Naturalnym Stanie niedualnej esencji. Trochę działa lepiej - ale tylko na kilka/naście sekund . Nadal stres, strach i ból wywołują fizyczne napięcie.
Przychodzi  czas na trening autogenny !!! - Napinam kolejne obszary ciała bardziej i puszczam, relaksuję, rozluźniam, wpuszczam ciepło, wizualizuję cuda, prawie jestem poza ciałem itp. Działa , ale krótko - kilka sekund. Ufff - dobrze, że jest klimatyzacja.

Po wypróbowaniu poprzednich technik czas na medytacje mindellowską z symptomem. Największe napięcie (czuję dobrze teraz jak to piszę!) mieści się w prawej górnej częsci mięśnia kapturowego - pomiędzy szyją a przyczepem naramiennym, nad łopatką. Skupiam się na tym napięciu, staram się je poczuć jak najlepiej, nawet nieco wzmacniam i trwam w tym czekając aż się "coś" objawi. Powolutku pojawia się obraz - wrażenie stalowego mostu, przęsła, twardego łącznika brzegów - most-kowania. Jak to jest być tym mostem? Staję się nim/tym. Co ma do powiedzenie ze swojego świata/punktu widzenia? Most mówi !!! "Łączę ciebie z dentystką - za bardzo się oddzieliłeś, nie jesteś ofiarą procedury i częscią pary kat-ofiara. Działacie wspólnie w tym samym celu. Dentystka jest twoją sprzymierzeńcem. Nie oddzielaj się ! Nie twórz granicy/bariery."

I nagle buuuch ! Oświecenie! wraz z faktycznym i realnym doświadczeniem niedualności, nieoddzielenia, pojawiła się pełna relaksacja w umyśle i ciele oraz brak rozdzielenie na części: pacjent - dentystka -narzędzia ... Już bez spięć w ciele i psyche przez kolejne 20 minut do końca procedury. Nawet płacenie nie było stresujące. Do zobaczenia za tydzień. ...

Komentarze

  1. Praktyka pomaga nawet w trudnych sytuacjach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oświecenie wiertła! Stomatologiczna nirwana! Robert, bracie, pędzę do ciebie po nauki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie lepiej znieczulenie?!! Po co się tak męczyć?!!! Pozdrawiam - MSK

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz - twoja opinia/zdanie jest dla mnie ważne !