Jung, inicjacja i "Czerwona Księga" (Red Book)


Kiedy Jungowi ujawniła się  Dusza  i zaczęła domagać się by zmienił swoje życie, Jung otworzył się na napływ potężnych mocy nieświadomości (zdecydowanie nie miał wyboru – bo „otwarcie” zostało wymuszone). Zapisywał doświadczenie swej wewnętrznej podróży oraz  rozmowy z wewnętrznymi postaciami, które pojawiały się mu w wizjach i w snach w Czerwonej Księdze (“The Red Book”).
Chociaż na życzenie Junga “Czerwona Księga” została opublikowana, pięćdziesiąt lat po śmierci autora, to zasadniczo psychologia Junga miała początek właśnie wówczas – praktycznie 100 lat temu.


Poniższy cytat, który wspaniale może odnosić się do szamańskiej inicjacji Junga opisywanej w „Czerwonej Księdze” pochodzi z blogu Patricii Damery, analityczki jungowskiej a przy tym rolniczki bio-dynamicznej, organicznej, mającej kontakt z subtelnymi energiami roślin i nie wstydzącej się tego w dość racjonalnym środowisku psychologów i psychoterapeutów. Bardzo mnie jej postać zaintrygowała, zainspirowała i "zapłodniła" dodając energii do dalszych poszukiwań. Patricia powtarza, że nie ma czegoś takiego jak "dokończona indywiduacja" - zawsze krążymy. Ja dodam, że  krążymy wokół centrum. Tylko, że bez świadomości i bez pracy wewnętrznej krążymy po okręgu w dwóch wymiarach - po płaszczyźnie, a przy pewnym wysiłku, sporej pracy wewnętrznej, skupieniu, uważności i przy udziale świadomości krążymy ruchem spiralnym w już w trzech wymiarach.

Wiesz, kiedy znajdziesz się na Ścieżce, ponieważ pojawia się wówczas dodatkowa energia, która tobą kieruje. Rzadko bywa to zaplanowane. Alchemicy znali tę drogę: 'kiedy wszystko robi się czarne, to wiesz, że jesteś na właściwym kursie'. Zanim się to zakończy, rozpadnie się wszystko, co nie jest mocno związane z podstawą, a twoje życie zmieni się na zawsze.

Na dodatek ta ścieżka zmusza cię do tego, byś regularnie porzucał/a plany płynące z Ego na rzecz energii płynącej z Jaźni, która prowadzi ku tym obszarom psyche, które poszerzają twe związki z samą/ym sobą i z wszechświatem.”
(na blogu ww autorki)

Komentarze